Francja groźna, Słowenia solidna. Polscy siatkarze poznali rywali w walce o igrzyska
Inne sporty

Francja groźna, Słowenia solidna. Polscy siatkarze poznali rywali w walce o igrzyska

W XXI wieku Polacy odnosili sukces na każdej z największych imprez. No, prawie. Tak jak Roger Federer wygrał wszystkie szlemy, ale nie może triumfować indywidualnie w IO, tak  i nasi zawodnicy mają z igrzyskami problem. W 2020 roku Kubiak, Kurek i spółka będą chcieli to zmienić. Najpierw muszą jednak zawalczyć o awans. Dziś dowiedzieli się oficjalnie, z kim o niego pograją. Ujmijmy to tak: trzeba będzie dać z siebie wszystko.

Kilka lat temu nasi reprezentanci po dramatycznym meczu z Niemcami przedłużyli sobie szansę na grę w brazylijskich igrzyskach. Później – w turnieju interkontynentalnym – faktycznie z niej skorzystali. Zresztą nie było to przesadnie trudne, wystarczyło być jedną z trzech najlepszych drużyn w turnieju, w którym obok Iranu czy Kanady, grały też takie „tuzy” jak Wenezuela czy Australia. Teraz ścieżka eliminacyjna wygląda inaczej: zaczynamy od czteroosobowej grupy, której zwycięzca awansuje na igrzyska. O opcji rezerwowej nie piszemy, bo liczymy, że nie będzie potrzeby z niej korzystać.

Kogo będziemy musieli ograć, żeby pojechać do Tokio? Francję, Słowenię i Tunezję. Z miejsca napiszmy: to ostatnie zdania, jakie poświęcamy ekipie z Afryki. Sensacją będzie, jeśli urwie  ona któremukolwiek z rywali seta. Jej awans byłby mniej więcej takim wydarzeniem, jak mistrzostwo olimpijskie w skokach narciarskich w wykonaniu któregokolwiek z Kazachów. To nie ma prawda się wydarzyć, przynajmniej przez najbliższych dwadzieścia lat.

Główny rywal? Sprawa oczywista – Francuzi. Przypomnijmy, że na ostatnich mistrzostwach świata, to oni sprawili nam największy łomot. Przegraliśmy wtedy 1-3, a cokolwiek do powiedzenia mieliśmy tylko w trzecim secie. Inna sprawa, że cały turniej Trójkolorowi przerżnęli. Co zrobiliśmy my, doskonale wiecie. Kto więc, na ten moment, byłby faworytem w starciu Polska – Francja?

Jakub Bednaruk, trener Łuczniczki Bydgoszcz:

– Z Francuzami stawiałbym pół na pół. Nie lubimy z nimi grać i generalnie w tak ważnych meczach było nam raczej trudno. Wcale to nie jest tak dobre losowanie, wolałbym raczej Włochów, gdyby tylko była taka możliwość. Nie stawiałbym nas w roli faworytów do wygrania turnieju.

To zdanie podziela też Ryszard Bosek, były mistrz świata i olimpijski. Dodaje jednak, że Francuzi to ekipa, która potrafi sprawić problemy sama sobie. Nie można jednak jej ani na minutę zlekceważyć. Szczególnie, że w składzie ma genialnego Earvina N’Gapetha. O niego zresztą zapytaliśmy, zastanawiając się, czy uprzykrzenie mu życia, nie będzie receptą na sukces dla naszych siatkarzy.

– Mówimy o jednym zawodniku, który daje dodatkowo – jeśli można to ująć w ten sposób – 20-30% do poziomu gry, trochę jak u nas Kurek. Robi różnicę, ale Francuzi mają naprawdę bardzo dobry zespół. Wielu zawodników jest na znakomitym poziomie, grają choćby we włoskiej lidze. Oczywiście, jest N’Gapeth i on może być decydujący, ale sam nie wygra. Problemem Francuzów, jest to, że nie mogą zrobić tego, co udało się nam, czyli stworzyć prawdziwy zespół. Mimo tego są niebezpieczni. Myślę, że w tym meczu nie ma pewnego faworyta. Jeżeli uda im się zjednoczyć, to będzie nam naprawdę trudno. Natomiast jeśli będą się zachowywali, jak do tej pory, to nie powinniśmy mieć kłopotów.

Nawet gdyby N’Gapeth grał swój najlepszy mecz w życiu, mamy jednak naszą własną odpowiedź na jego wyczyny. Turniej eliminacyjny do igrzysk będzie bowiem pierwszą okazją dla Wilfredo Leona na to, by zaprezentować się w polskich barwach. Wiadomo, że opinie na temat jego dołączenia do ekipy są różne, ale nie można zaprzeczyć, że mieć tego gościa, chciałaby każda reprezentacja na świecie.

Jakub Bednaruk:

– Temat Leona został już przemielony na milion sposobów. Oglądam ligę włoską i jest to teraz jej najlepszy zawodnik. A skoro jest najlepszy tam, to jest też najlepszy na świecie. To jest wartość dodana do kadry. Jak słyszę, że musi powalczyć o szóstkę… oczywiście, każdy musi, ale samobójcą byłby trener, który posadziłby go na ławce w turnieju, który trzeba wygrać i mieć spokój w kwalifikacjach. Facet gra teraz nieprawdopodobną siatkówkę, co prawda teraz przegrali z Trentino 0:3 i nie był najlepszy na boisku, ale to gość, który może sam ten turniej opędzlować. W każdym meczu zrobi 25 punktów i ogarnie w pojedynkę. Tym bardziej, że to jego pierwszy turniej, więc pewnie będzie to pokazówka.

Widzicie to już oczyma wyobraźni, co? Kurek, Kubiak, Leon i przestraszeni przeciwnicy po drugiej stronie siatki. By się tam jednak dostać, trzeba ograć nie tylko Francuzów, ale i Słoweńców. Choć Jakub Bednaruk powtarza, że akurat nimi nie możemy się martwić, jeśli chcemy awansować na igrzyska. Ryszard Bosek uważa jednak, że Słoweńców stać na naprawdę wiele:

– Pamiętajmy, że Słowenia zdobyła srebrny medal na mistrzostwach Europy w 2015 roku. To zespół doświadczony, mają dobrych graczy i wiadomo, że trzeba się z nimi liczyć. Wiadomo, że nie można przyjść na turniej i powiedzieć, że już wygraliśmy, bo Francja i Słowenia to zespoły klasowe, z dobrymi zawodnikami. Nie wygramy tego turnieju stojąc i czekając, aż przeciwnik się podda. Trzeba samemu zagrać bardzo dobrze. Tym bardziej, że na nas, jako mistrzów świata, wszyscy będą się motywowali na 110%. Musimy odeprzeć ten atak. Słowenia to bardzo solidny zespół, który chce odnieść sukces, może nawet bardziej od Francji.

Na papierze Słoweńcy wyglądają naprawdę dobrze: Vincić, kapitan Czarnych Radom, czy Alen Sket, grający obecnie w tureckiej lidze, to zawodnicy o wyrobionej marce. Może nie z najwyższej półki, ale tacy, po których wiele klubów chętnie by sięgnęło, by wzmocnić swoje szeregi. Na ostatnich mistrzostwach świata, m.in. za sprawą tych gości, Słowenia awansowała do drugiej fazy grupowej. Co prawda w starciu z Brazylią była już bez szans, ale wcześniej pokazała, że w pojedynczych meczach potrafi sprawić problemy lepszym rywalom (my przekonaliśmy się o tym na mistrzostwach Europy). Ma jednak spore braki na ławce.

Jakub Bednaruk:

– Słoweńcy mają do grania sześciu gości, których wystawiają cały czas. Vincić i Gasparini to dwóch gości, którzy od pięciu czy sześciu lat grają w kadrze i nie mają zmienników. Na przyjęciu mają Cebulja i Urnauta. Szóstka jest ciągle taka sama i to z jednej strony jest atut, że ją mają, ale już długo grają dokładnie tak samo. Naprawdę nie widziałbym tu zagrożenia.

Turniej eliminacyjny odbędzie się w sierpniu tego roku. Recepta na awans jest prosta: wygrać trzy mecze. Nie chcemy bawić się w matematyków i obliczać liczbę małych punktów czy innych wynalazków, liczymy więc, że dokładnie tą drogą pójdą nasi siatkarze. Z pewnością ich na to stać. Są przecież najlepsi na świecie.

Fot. Newspix