Czy Gerard Pique za kilka lat zrewolucjonizuje futbol?
Weszło

Czy Gerard Pique za kilka lat zrewolucjonizuje futbol?

Dziennik „Mundo Deportivo” 28. grudnia pisał, że Gerard Pique zakończy karierę po sezonie 2019/2020. Szok i niedowierzanie? Nic z tych rzeczy, bo tak naprawdę Katalończyk już nie raz wspomniał, że nie chce grać długo w piłkę. Ba, stoper Barcelony planował zakończyć karierę po mundialu w Brazylii, czyli grubo przed trzydziestką. Nic więc dziwnego, że wielu kibiców dało się nabrać na dowcip katalońskiego dziennika, który powstał z okazji „Dnia Niewiniątek”, czyli polskiego odpowiednika „Prima Aprilis”.

Żart katalońskich dziennikarzy był tak prawdopodobny, że istnieje całkiem duża szansa, iż okaże się prawdą. Gerard Pique od wielu lat zaangażowany jest w wiele spraw biznesowych, które zajmują mu sporo czasu, a jego problemy z kolanem nie są żadną tajemnicą. Sam piłkarz wiele razy powtarzał, że jego życie po futbolu będzie bardzo ekscytujące. Zdecydowanie mowa więc o gościu, który nie będzie przedłużał swojego odejścia. A jak już faktycznie zdecyduje się zakończyć karierę, możemy być pewni, iż jeszcze wiele razy o nim usłyszymy. 

Tak naprawdę Gerard Pique nigdy nie marzył o tym, by zostać piłkarzem. Owszem, futbol bardzo lubił, ale traktował go raczej jako zabawę. Dopiero wyjazd do Manchesteru uświadomił go w tym, że właśnie tak chce zarabiać na życie. Pod okiem Alexa Fergusna dorósł i zmężniał, a na Camp Nou stał się jednym z najlepszych stoperów na świecie. Oczywiście dobra postawa na boisku przyniosła mu wielkie pieniądze, ale akurat to na Pique nie robiło wielkiego wrażenia. Milionerem był właściwie od narodzin, ponieważ urodził się w bardzo zamożnej rodzinie. Jego dziadek Amador Bernabeu pełnił funkcję dyrektora FC Barcelony w zarządzie Josepa Lluisa Nuneza, a za kadencji Joana Gasparta piastował funkcję wiceprezydenta klubu. Poza tym prowadził firmę z sektora nieruchomości, którą obecnie zarządza jego zięć i ojciec Gerarda, Joan Pique, znany adwokat. Matka piłkarza Montserrat Bernabeu jest natomiast szefową instytutu neurologii w jednym z największych barcelońskich szpitali.

– Nie muszę grać w piłkę. Motywuje mnie tylko fakt, że występuję w barwach mojej ukochanej Barcelony. Gdyby nie ona, albo gdyby mi słabo szło na boisku, już dawno rzuciłbym futbol. To dla mnie tylko i aż hobby – powiedział Pique, przedłużając kontrakt z Blaugraną do 2022 roku.

Dla wielu stan konta, którym dysponuje Pique, byłby zapewne spełnieniem marzeń. Po zakończeniu kariery jachty, najdroższe hotele, loża VIP na Camp Nou i generalnie odcinanie kuponów. Zawodnik Barcelony o takim życiu jednak nie śni, ponieważ jego naturalnym środowiskiem jest świat biznesu. Swoje pierwsze kroki na tym polu stawiał już w 2011 roku, gdy założył spółkę „Kerad Games”, o której pisaliśmy już jakiś czas temu:

W 2011 roku założył spółkę Kerad Games, w którą zainwestował niespełna dwa miliony euro. Stoper Barcelony jest osobą decyzyjną w firmie, bowiem posiada aż 80 procent udziałów. Łącznie w Kerad Games, która tworzy gry na smartfony, pracuje około pięćdziesięciu osób. W budynku, gdzie mieści się siedziba firmy, Pique posiada swoje biuro, w którym spędza całkiem sporo czasu. Bez dwóch zdań nie mówimy więc o gościu, który sypnął trochę kasy, napompował nią interes, a sam interesuje się nim z doskoku. Kerad Games to bowiem na swój sposób dziecko Pique, które jest jego oczkiem w głowie. W oczach pracowników jest idealnym szefem, ponieważ bardzo dba o swoją załogę i często podchodzi do nich indywidualnie. Przed ubiegłorocznymi świętami Bożego Narodzenia długi czas spędził przed komputerem przeszukując profile swoich pracowników na Facebooku, aby sprawdzić czym się interesują. Na tej podstawie zrobił odpowiednią listę prezentów i dopiero wtedy udał się na zakupy.

Oczywiście „Kerad Games” nie jest jedynym projektem biznesowym Pique (więcej o jego innych inwestycjach pisaliśmy w połowie 2017 roku KLIK 1, KLIK 2). Lista firm, którymi zarządza Katalończyk, liczy obecnie kilkanaście pozycji. Bez wątpienia w ostatnich tygodniach najwięcej mówiło się o grupie „Kosmos”, która zamierza zrewolucjonizować Puchar Davisa [KLIK]. W tym przypadku nie obyło się bez wielu kontrowersji, a najwięcej obrywało się rzecz jasna zawodnikowi Barcelony. Choć tak naprawdę zabezpieczeniem finansowym w tej tenisowej rewolucji jest przyjaciel Gerarda, Hiroshimi Mikitani.

Sformułowanie „azjatycki miliarder” – w ostatnich tygodniach – powoduje w naszym kraju jedynie śmiech, ale kumpel Pique od padla z całą pewnością nie należy do Gangu Olsena. Na potwierdzenie wrzucamy wam fragment tekstu o miliarderze z Japonii [CAŁOŚĆ]: – Hiroshi Mikitani jest jak mityczny Król Midas. Generalnie – czego się nie dotknie, zamienia w złoto. W 2017 roku podpisał dwie wielkie umowy sponsorskie – obok Barcelony także z mistrzami NBA, Golden State Warriors. Wcześniej zainwestował 300 milionów dolarów w firmę Lyft, konkurencję Ubera oraz wydał prawie miliard dolarów na serwis komunikacyjny Viber. Mikitani z majątkiem przekraczającym 5 miliardów dolarów jest obecnie 7. na liście najbogatszych Japończyków, 33. na liście najbogatszych przedsiębiorców branży hi-tech i 334. na liście światowych miliarderów. 

Warto zaznaczyć, że Japończyk nie jest jedyną grubą rybą, z którą Pique spotyka się na kolacje biznesowe. Żadną tajemnicą nie jest fakt, że stoper Blaugrany ma od groma znajomości w biznesie technologicznym, a wiele spotkań z Markiem Zuckerbergiem, założycielem Facebooka, nie polega jedynie na wymianie uprzejmości i biadoleniu o piłce i pogodzie. Właśnie z tego powodu słowa 31-letniego zawodnika mistrza Hiszpanii, jeśli dotyczą one biznesu, zawsze trzeba traktować poważnie. A tak się składa, że Pique całkiem niedawno udzielił ciekawej wypowiedzi dziennikarzowi L’Equipe”: – Pracuję nad dwoma projektami. Jeden z nich dotyczy zakupu zespołu. Niestety nie mogę powiedzieć nic więcej. W drugim chodzi o stworzenie nowego piłkarskiego turnieju bądź wykorzystanie i przemianę istniejących już rozgrywek. Na ten temat na razie również nie zdradzę niczego więcej. To dwie bardzo ekscytujące sprawy.

Długo nie trzeba było czekać, a grupa „Kosmos”, której prezesem jest Pique, weszła w posiadanie klubu FC Andora. Obecnie to piąty szczebel rozgrywkowy w Hiszpanii, ale plany 31-latka wobec tej drużyny są znacznie poważniejsze. Na początku do klubu ma trafiać około 300 tysięcy euro rocznie, a wszystkie jego długi – które mogą wynieść od 300 do 600 tysięcy euro – niebawem zostaną spłacone.

Cel sportowy? W przeciągu kilku sezonów awans do Segunda Division, a później się zobaczy, co przyniesie przyszłość. Biorąc jednak pod uwagę kogo Pique zamierza wprowadzić w ten projekt, można spodziewać się piorunujących i błyskawicznych efektów. Otóż ze wsparciem szkoleniowym do klubu już teraz przyszli byli zawodnicy Barcelony, Gabri de la Torre i Albert Jorquera. Jeśli chodzi o transfery zawodników, to także jest ciekawie, ponieważ do drużyny dołączyli Fede Bessone z Prat, Ferran Tacon z Horty i Ruben Bover, który ma za sobą przeszłość w Stanach Zjednoczonych i Anglii. Najgłośniejszym transferem jest syn Tito Vilanovy, Adria. Na tym podobno nie koniec, ponieważ Pique zamierza do swojej drużyny ściągnąć jeszcze dwóch graczy, którzy wcześniej mieli wiele wspólnego z Dumą Katalonii.

No dobra, na tym etapie, a pewnie jeszcze przez wiele sezonów Pique sam mógłby ten projekt pociągnąć finansowo, ale jak przyjdzie gra o większą stawkę, do akcji ma wkroczyć japoński miliarder, Hiroshimi Mikitani. Podobno rozmowy w tej sprawie trwają już od dłuższego czasu, a to jeszcze nie wszystko… Jak donosi dziennik „Sport”, Gerard Pique namawia Leo Messiego, by ten został akcjonariuszem klubu. Być może udział Argentyńczyka w samym projekcie nie byłby wielki, ale wielokrotny reprezentant Hiszpanii uważa, że dzięki Messiemu byłoby łatwiej pozyskiwać sponsorów na całym świecie.

ESP, La Liga, FC Barcelona

Jedna ekscytująca sprawa wyszła więc już na jaw, ale jest jeszcze druga. Przypomnijmy, że w rozmowie z dziennikarzem L’Equipe” piłkarz wspomniał także, iż poza kupnem klubu chciałby stworzyć nowy piłkarski turniej bądź wykorzystać przemianę istniejących już rozgrywek. Biorąc pod uwagę, że Katalończyk właśnie zmienia najstarsze i najbardziej prestiżowe rozgrywki drużynowe w tenisie, można przypuszczać, że po zakończeniu kariery to samo zrobi z Ligą Mistrzów albo nawet mundialem. Odwagi, pieniędzy, doświadczenia i wpływów na pewno mu nie zabraknie. Mowa w końcu o człowieku, który już od wielu lat obraca się wśród największych grubasów, którzy chętnie wejdą z nim w tego typu biznes.

BB

Fot. NewsPix

KOMENTARZE (8)