Getafe tanio skóry nie sprzedało, ale Barcelona wraca do domu z tarczą
Hiszpania

Getafe tanio skóry nie sprzedało, ale Barcelona wraca do domu z tarczą

Najpierw Sevilla zremisowała z Atletico. Później Real Madryt wtopił z Realem Sociedad na Santiago Bernabeu. Barcelona stanęła więc przed wielką szansą, by powiększyć przewagę nad trójką najgroźniejszych przeciwników w walce o mistrzostwo kraju… Czy się udało? Ostatecznie tak, ale trzeba oddać Getafe, że tanio skóry nie sprzedało.

Już od pierwszych minut było wiadomo, że kości piłkarzy Valverde będą dziś narażone szczególnie. Gospodarze szukali najprostszych rozwiązań, by odebrać piłkę zawodnikom Barcelony. Początkowo wychodziło im to całkiem nieźle, bo nie dość że futbolówkę udało się czasami odzyskać, to w dodatku na boisku panował spory chaos.

Plan taktyczny Pepe Bordalasa – wybijać przeciwników z rytmu – posypał się w momencie, gdy do głosu doszedł Leo Messi. Argentyńczyk wszedł w buty Sergio Busquetsa (pojawił się na boisku w 70. minucie) i cofał się do środkowej linii, by rozrzucać piłki do kolegów z drużyny. Tym sposobem mogliśmy zobaczyć takie cudeńko:

Wówczas bramka nie padła, ponieważ strzał Luisa Suareza z ostrego kąta, obronił David Soria. Jednak jak Messi sam wziął się za strzelanie, golkiper Getafe niewiele mógł zrobić. Akcja zaczęła się od podania Rakiticia do Suareza, które przeciął jeden z zawodników gospodarzy. Zrobił to jednak tak niefortunnie, że do piłki dopadł kapitan Blaugrany, a co było dalej już wiecie.

Getafe mogło ten mecz świetnie zacząć, bo Jaime Mata trafił do siatki, ale ostatecznie arbiter bramki nie uznał. Jego zdaniem – chwilę wcześniej – Angel Rodriguez faulował Clementa Lengleta. Co się jednak odwlecze, to nie uciecze. Napastnik „Azulones” strzelił gola tuż przed przerwą, gdy wykorzystał podanie od Angela. Trzeba jednak zaznaczyć, że tym razem trudnego zadania nie miał, ponieważ wpakował futbolówkę do pustej bramki. Niby żadna sztuka, ale w drugiej części ponownie stanął przed taką szansą, a kolejnego gola już nie zdobył.

Pomimo dość topornej gry, piłkarzom drużyny z przedmieść Madrytu udawało się co jakiś czas zagrozić bramce przyjezdnych. Przykładowo Marc-Andre ter Stegen musiał się mocno nagimnastykować, by obronić uderzenie Cabrery. Innym razem Angel Rodriguez oddał dwa niezłe strzały. Pierwszy z nich zatrzymał się dopiero na słupku, a drugi minimalnie minął bramkę strzeżoną przez niemieckiego golkipera.

Z drugiej strony większość ataków mistrza Hiszpanii – cóż za niespodzianka – napędzał Leo Messi, ale swoje trzy grosze wtrącił także Luis Suarez, który piekielnie mocno przymierzył z woleja. Spójrzcie sami, bo naprawdę warto:

Podopieczni Valverde mogli ten mecz skończyć z większą liczbą bramek, ale Getafe miało po swojej stronie świetnego Sorię, który wybronił m.in. uderzenie Gerarda Pique z trzech metrów, a także strzał Leo Messiego, gdy ten znalazł się z nim w sytuacji sam na sam.

Cóż, Barcelona ponownie nie rozegrała wielkiego spotkania na Coliseum Alfonso Perez, ale odniosła bardzo cenne zwycięstwo. Mistrzowie Hiszpanii nad drugim w tabeli Atletico mają już pięć oczek przewagi, a Królewscy tracą do nich 10 punktów.

Getafe – Barcelona 1:2 (1:2)
0:1 Messi
0:2 Suarez
1:2 Mata

Fot. NewsPix