W górę i w dół. Największe plusy i minusy u naszych stranierich za 2018 rok
Weszło

W górę i w dół. Największe plusy i minusy u naszych stranierich za 2018 rok

Polaków w ligach zagranicznych mamy wielu i pod pewnymi względami jest coraz lepiej. Nigdy jeszcze nie mieliśmy tylu piłkarzy w czołowej lidze Europy (Serie A), a po raz pierwszy w jednym roku aż trzech naszych napastników zaliczyło rundę z dwucyfrową liczbą trafień w topowych rozgrywkach (Robert Lewandowski, Krzysztof Piątek, Arkadiusz Milik).

W 2018 roku kilku zawodników wykonało znaczące kroki naprzód, niektórzy wręcz w siedmiomilowych butach na nogach. Inni jednak mniej lub bardziej się cofnęli. Analizujemy obie kategorie, wybraliśmy po 10 nazwisk. Pierwsze miejsca to przypadki skrajne – na plus i na minus.

NAJWIĘKSZE WZROSTY

10. Łukasz Zwoliński – Ewidentnie potrzebował zmiany otoczenia, wyjazd za granicę dobrze mu zrobił. Jesienią w HNK Gorica zdobył osiem bramek w siedemnastu meczach, czyli więcej niż przez ostatnie dwa i pół roku w Ekstraklasie. Wystarczyło to, żeby znalazł się w jedenastce rundy chorwackiej ekstraklasy. Zwoliński odżył, choć końcówkę miał już nieco słabszą. W ostatnich siedmiu meczach trafił do siatki tylko raz.

9. Paweł Wszołek – Nigdy nie znajdował się na aucie w QPR, jednak dotychczas rzadko się wyróżniał. Aż do teraz. Pod koniec roku przeżywał swój najlepszy czas w Londynie i jest nadzieja, że w 2019 roku tak szybko z tonu nie spuści (zaczął od asysty). Wszołek od 6 października ma miejsce w składzie, w tym czasie strzelił cztery gole i dwa wypracował. Znów zaczyna przypominać się selekcjonerowi.

8. Damian Kądzior – W Lidze Europy był rezerwowym, ale w chorwackiej ekstraklasie spisywał się świetnie i podobnie jak Zwoliński, znalazł się w jedenastce rundy. Reprezentant Polski zdobył cztery bramki i zaliczył dziewięć asyst, co oznacza, że jest jednym z najefektywniejszych zawodników ligi. Patrząc na to, jak (nie)radzi sobie kilku innych ekstraklasowiczów, którzy latem wyjechali za granicę, postawa Kądziora mimo wszystko jest pozytywnym zaskoczeniem.

7. Jan Bednarek – Do połowy kwietnia 2018 rok niczego dobrego dla niego nie zapowiadał. Wtedy jednak stoper Southampton zadebiutował w Premier League i od razu strzelił gola Chelsea. Do końca sezonu 2017/18 wystąpił jeszcze w czterech meczach i rzutem na taśmę wywalczył przepustki na mundial w Rosji. Nowy sezon zaczął się tak jak poprzedni: boczny tor. W pierwszych piętnastu kolejkach Polak wystąpił raptem dwa razy w angielskiej ekstraklasie. Gdy jednak menedżerem „Świętych” został Ralph Hassenhuettl karta odwróciła się o 180 stopni. Bednarek z miejsca wskoczył do składu i w grudniu pięć razy zagrał od dechy do dechy, przeważnie zbierając dobre recenzje.

6. Mariusz Stępiński – W minionych dwunastu miesiącach strzelił osiem goli w Serie A. Nieźle, choć wiadomo – obecnie taki wyczyn naszego rodaka we włoskiej ekstraklasie wrażenia już nie robi. Stępiński jednak ma prawo czuć się wygrany, bo radzi sobie w Chievo po kiepskim początku i wreszcie w dłuższej perspektywie sprawdza się za granicą. No i ilu napastników może powiedzieć, że w jednym roku trafiało do bramki Milanu, Napoli, Interu, Juventusu i Romy? Ano właśnie!

5. Rafał Gikiewicz – W styczniu 2018 zadebiutował wreszcie w niemieckiej ekstraklasie w barwach Freiburga. Skończyło się na dwóch występach, ale kolejny cel został odhaczony. Latem „Giki” wrócił do 2. Bundesligi – tym razem do Unionu Berlin – i znów jest jednym z najlepszych bramkarzy na tym szczeblu. Ma najwyższy procent obronionych strzałów (78%), siedem razy zachował czyste konto, a Union stracił najmniej goli (15) i będzie się liczył w walce o awans (trzy punkty straty do podium). Do tego Polak zrobił gigantyczną różnicę w… ofensywie. Jesienią zaliczył asystę z MSV Duisburg (gol na 2:2) i zdobył bramkę z FC Heidenheim, ratującą remis 1:1.

4. Arkadiusz Milik – Można mu wypominać fatalny mundial czy niewykorzystaną sytuację z Liverpoolem, ale fakty są takie, że świętował Nowy Rok jako zwycięzca. Zwycięzca, bo jesienią zdobył 10 bramek w Serie A i głosy o potrzebie ściągnięcia nowego napastnika do Napoli jakby nieco ucichły. W pełni podniósł się po drugim zerwaniu więzadeł, wiosną mieliśmy tylko preludium (cztery gole w dwunastu meczach). Oby w 2019 roku jego odrodzenie odczuła też reprezentacja.

3. Kamil Wiczek – Miał nieudaną jesień poprzedniego sezonu, ale 2018 rok w jego wykonaniu był absolutnym sztosem. Wilczek strzelał jak maszyna, skończyło się na 33 golach dla Broendby. Kilka lat temu z takimi osiągnięciami byłby pewniakiem do kadry, dziś chyba sam czuje, że jego szanse na zaistnienie w biało-czerwonych barwach są znikome. Ale za to przedłużył kontrakt z Duńczykami na bardzo dobrych warunkach i teraz może walczyć o to, żeby zostać najlepszym strzelcem w historii klubu.

2. Mateusz Klich – Byliśmy już święcie przekonani, że jego obecność za granicą ma rację bytu jedynie w Holandii, a każda inna próba jest skazana na niepowodzenia. Latem po powrocie do Leeds tym trudniej było być optymistą, gdyż wypożyczenie do Utrechtu akurat eksplozją formy się nie zakończyło. W końcu jednak Klich trafił na odpowiedniego trenera, Marcelo Bielsa wydobył z niego wszystko co najlepsze. Polski pomocnik stał się kluczowym elementem w jego układance i regularnie odwdzięcza się dobrą grą. Jesienią 2018 uzbierał po pięć goli i asyst, a „Pawie” są liderem Championship. Oczywiście przy takim obrocie sprawy Klich został odkurzony dla reprezentacji i nawet zdążył pokonać bramkarza Irlandczyków.

1. Krzysztof Piątek – To chyba najbardziej sensacyjne wejście polskiego zawodnika za granicą w całej historii. Genoa wygrała los na loterii kupując go z Cracovii. Piątek w barwach „Rossoblu” strzelił 19 goli w 21 meczach. Zaczął od czterech bramek z Lecce w Pucharze Włoch, a później trafiał w pierwszych ośmiu kolejkach Serie A. Prędzej czy później musiał wyhamować i stało się to, gdy Genoa zaczęła mierzyć się z najlepszymi, ale ostatnio nasz rodak wrócił do równowagi. W międzyczasie doczekał się premierowego gola w biało-czerwonych barwach (z Portugalią). Jeśli nie zimą, to zapewne najpóźniej latem zmieni klub na znacznie lepszy i bogatszy, bijąc polski rekord transferowy.

NAJWIĘKSZE SPADKI

10. Bartosz Białkowski – Dobra wiosna dała mu debiut w reprezentacji i w obliczu kontuzji Łukasza Skorupskiego wyjazd w roli numeru trzy na mundial. Wcześniej jednak nie udało się skonsumować wysokiej formy transferem do Premier League, a wydawało się, że to już najwyższy czas. Teraz widać to jak na dłoni. Ipswich spisuje się fatalnie, zamyka tabelę Championship. Białkowski natomiast coraz częściej jest rezerwowym, w tym sezonie rozegrał tylko 12 meczów ligowych.

9. Tomasz Kupisz – Latem musiał zmienić klub po bankructwie Ceseny i zakotwiczył w Ascoli. Tam bardzo często siedzi na ławce, a nie mówimy o klubie będącym kandydatem do awansu. Kupisz to nadal solidna marka w Serie B, ale za 2018 rok jego notowania na pewno wyraźnie spadły.

8. Bartosz Kapustka – Z jednej strony zaczął grać więcej, więc ktoś powie, że to żadna degradacja. Chodzi jednak o drugą ligę belgijską, a wcześniej startował przecież do Leicester i Freiburga. Inny świat. Na dodatek jego OH-Leuven tam dołuje, a Kapustka nie wyrasta ponad ten szczebel. Tyle dobrze, że dzięki odzyskaniu rytmu meczowego stał się znacznie bardziej przydatny w młodzieżówce.

7. Bartosz Salamon – Powoli dochodzimy do wniosku, że on w Serie A na dłuższą metę chyba w żadnym miejscu się nie odnajdzie. Salamon sukcesywnie obniża sobie poprzeczkę i za każdym razem scenariusz jest podobny: na początku dostaje sporo szans, ale po pewnym czasie rywalizację wygrywają inni i Polak na boisku pojawia się coraz rzadziej. Tak było w Cagliari, tak było w SPAL i tak jest teraz w słabiutkim Frosinone. Na zakończenie roku Salamon po prawie trzech miesiącach przerwy powrócił do wyjściowej jedenastki, ale jego zespół przegrał arcyważny mecz z Chievo, które do tego momentu pozostawało bez wygranej.

6. Artur Boruc – Drugi sezon z rzędu jest w Bournemouth zmiennikiem Asmira Begovicia. Trochę to dziwi, bo jego rywal niekoniecznie olśniewa formą, a  Boruc miał ostatnio udane mecze w EFL Cup. Fakty są jednak takie, że w Premier League nie występuje od maja 2017 roku. Zapewne jednak zaakceptował swoje położenie, inaczej przed tym sezonem nie przedłużyłby kontraktu.

5. Dawid Kownacki – Fajnie zaczął po transferze do Sampdorii i wydawało się, że w 2018 roku jeszcze podkręci tempo. Wiosną strzelił z Benevento, Cagliari i SPAL, lecz nowy sezon to pasmo rozczarowań. Kownacki coraz częściej nie wchodzi już nawet na końcówki. W ostatnich siedmiu kolejkach Serie A pięć razy nie podniósł się z ławki. Jedyne pozytywy to gol z rzutu karnego na 5:0 z Frosinone i asysta przy bramce na 2:2 z Lazio plus ważna bramka ze SPAL w Pucharze Włoch. Kluczowa była chyba zmarnowana jedenastka z Cagliari w doliczonym czasie przy bezbramkowym wyniku. Nawet trener Marco Giampaolo mówił potem, że polski napastnik po tym zdarzeniu nie jest w idealnym stanie psychicznym. Włoskie media zaczęły pisać, że Kownacki z „wielkiego talentu” stał się „rozleniwionym talentem” i coraz więcej wskazuje na zimowe wypożyczenie.

4. Tomasz Kuszczak – Bez występu dla Birmingham w ubiegłym roku. Jesienią nie mieścił się już nawet na ławce. Chyba powoli będzie schodził ze sceny.

3. Rafał Kurzawa – Dopiero w sierpniu znalazł nowy klub. Wydawało się jednak, że Amiens będzie dla niego idealnym miejscem do rozpoczęcia zagranicznej przygody. Niestety, nawet w słabeuszu Ligue 1 na wierzch bardziej wychodzą jego wady niż zalety. Trener Christophe Pelissier głośno mówi, że Kurzawa nie ma szybkości, nie radzi sobie przy intensywnym tempie gry i nadal musi się aklimatyzować. Jerzy Brzęczek na listopadowe mecze go nie powoływał, bo już miesiąc wcześniej przekonaliśmy się, że aktualnie obecność tego piłkarza w kadrze nie ma większego sensu.

Strasbourg v Amiens - Ligue 1

2. Arkadiusz Reca – Jego przejście do Atalanty na razie trzeba uznać za nieporozumienie. Od początku było ono zaskakujące, a kwota 4 mln euro wręcz szokowała (coraz częściej mówi się, że w rzeczywistości była znacznie niższa). Reca jedyny występ zaliczył 16 sierpnia, w rewanżu z Hapoelem Hajfa w eliminacjach Ligi Europy, który był formalnością po zwycięstwie 4:1 na wyjeździe. Oprócz tego nawet nie znajdował się blisko składu. Skoro jednak podobno ma problemy z dogadaniem się po angielsku (o włoskim nie ma co wspominać), to trudno mówić o jakiejkolwiek aklimatyzacji i coraz lepszym rozumieniu wymagań trenera.

1. Jakub Błaszczykowski – Jesienią rozegrał w Wolfsburgu 19 minut, na co składają się jeden mecz w Bundeslidze i jeden w Pucharze Niemiec. Wiosną uzbierał 105 minut za cztery mecze. W 2018 roku Błaszczykowski więcej czasu na boisku spędził w reprezentacji niż w klubie, co mówi wszystko. Jego odejście jest przesądzone. Gdyby w Wiśle Kraków panowała normalna sytuacja, pewnie by do niej wrócił, a tak chyba trzeba będzie szukać innych wariantów. Kiedyś zejście Kuby z wielkich scen musiało nastąpić, ale szkoda, że odbywa się tak gwałtownie i w takich okolicznościach.

Fot. FotoPyk/newspix.pl

KOMENTARZE (14)