Tym meczem Bednarek nie umocnił swojej pozycji w Southampton
Anglia

Tym meczem Bednarek nie umocnił swojej pozycji w Southampton

Piąty mecz z rzędu w podstawowym składzie Jana Bednarka. Pierwszy poważny sprawdzian? Niekoniecznie, bo wcześniej był choćby Arsenal, ale jasnym było, iż dziś przeciwko Manchesterowi City będzie najtrudniej. Mistrz Anglii zgodnie z przewidywaniami wrzucił piłkarzy „Świętych” na niezłą karuzelę, z której nasz rodak niestety nie wyszedł bez szwanku.

Generalnie było tak, że podopieczni Ralpha Hasenhuttla biegali za piłką przez większą część meczu. Czasami tak intensywnie, że błędy w obronie pojawić się musiały. Po prostu – „The Citizens” momentami potrafili przyspieszyć do tego stopnia, że nawet my mieliśmy zawroty głowy. Bardzo szybko przyniosło to efekt w postaci gola. Na skrzydle w swoim stylu ruszył Bernardo Silva, który dograł do dobrze ustawionego Davida Silvy. Hiszpan futbolówkę precyzyjnym strzałem wpakował do bramki.

Przy pierwszym trafieniu dla gości trudno doszukać się winy Bednarka, ale przy golu Aguero do szatni – nawet jak byśmy bardzo chcieli – rodaka już nie wybronimy. Polak przez dłuższy czas zerkał na napastnika Manchesteru City, a pomimo tego ostatecznie ustawił się fatalnie. No nie może być tak, że zawodnik o 18 centymetrów niższy od reprezentanta Polski strzela bramki głową z ogromną łatwością.

Bednarek miał w tym meczu gorsze momenty, ale było też kilka dobrych. Polak zwykle dobrze się ustawiał, co pozwoliło przechwycić mu kilka piłek. Przede wszystkim w pamięci zapadła nam akcja, gdy przejął podanie Sterlinga do Aguero. Gdyby tego nie zrobił, pod bramką McCarthy’ego byłoby gorąco. Do plusów należy dorzucić również zablokowany strzał Mahreza, a także powstrzymanie Aguero, który na dużej szybkości zamierzał wejść w pole karne Southampton.

Słowem – nie był to mecz totalnie zawalony przez Bednarka, ale też nie był taki, by uznać go za dobry. Owszem, miał kilka niezłych momentów, ale mimo wszystko zawalił bramkę. A to nie wszystko, bo gdyby Aguero był bardziej skuteczny w drugiej połowie, to 22-latek na koncie miałby dwa trafienie, przy których powinien zrobić więcej. Poza tym nasz rodak złapał żółtą kartkę za faul taktyczny. Jak najbardziej go za to nie winimy, ale chwilę później mógł odpuścić sobie machanie rękami, ponieważ bardziej surowy arbiter wyrzuciłby go z boiska. Oczywiście sytuacji „Świętych” specjalnie by to nie zmieniło, ale Bednarka być może już tak. W końcu w kadrze Southampton jest kilku graczy, którzy tylko czekają na potknięcie naszego rodaka.

Rzecz jasna nie tylko były zawodnik Lecha Poznań nie nadążał dziś za rywalami, bo przykładowo James Ward-Prowse pogoń za Sterlingiem zakończył bramką samobójczą. Innym razem defensywa gospodarzy pogubiła się do tego stopnia, że Mahrez wyszedł naprzeciwko McCarthy’ego, ale oddał strzał wprost w golkipera gospodarzy.

Po drugiej stronie byli „Święci”, którzy, owszem, próbowali atakować, ale niewiele z tego wynikało. Choć trzeba im oddać, że błąd Zinczenki wykorzystali doskonale. A właściwie zrobił to Hojbjerg, który piłkę przejął, a później ruszył z nią przed siebie i popisał się efektownym strzałem z dystansu.

Po tej bramce podopieczni Hasenhuttla nie dostali jednak skrzydeł. Ba, było zupełnie odwrotnie. Skupili się wyłącznie na obronie, a strzelec gola w ostatnich minutach stracił prąd. Wyciął równo z trawą Fernandinho, co skończyło się dla niego czerwoną kartką. No cóż, przy takim zaangażowaniu w ofensywę, trudno myśleć o wywalczeniu choćby jednego punktu w starciu z Manchesterem City.

Southampton – Manchester City 1:3 (1:3)

0:1 D.Silva 10′

1:1 Hojbjerg 37′

1:2 (bramka samobójcza) Ward-Prowse 45′

1:3 Aguero 45’+3′

Fot. NewsPix

KOMENTARZE (4)