Kamil, zrób to po raz trzeci! Rusza Turniej Czterech Skoczni
Inne sporty

Kamil, zrób to po raz trzeci! Rusza Turniej Czterech Skoczni

Są pewne elementy obowiązkowe okresu świąteczno-noworocznego. Wiecie – opłatek, 12 wigilijnych dań, prezenty, „Kevin sam w domu”, petardy, Sylwester, kac. Od wielu lat, gdzieś mniej więcej w tym samym czasie co komedia o chłopcu, który radzi sobie z bandziorami, do tej listy dołączyło grupowe oglądanie Turnieju Czterech Skoczni. Pierwszy akt za nami, jutro konkurs w Oberstdorfie. Nie mamy nic przeciwko przedłużeniu najnowszej tradycji, która mówi, że skaczą wszyscy, a na koniec wygrywa Polak!

Turniej Czterech Skoczni to w skokach narciarskich najważniejsza impreza sezonu. Wyżej są tylko te rozgrywane rzadziej – mistrzostwa świata (raz na dwa lata) i igrzyska olimpijskie (raz na cztery). Słowem: chcesz się, bratku, liczyć w tym sporcie, to pokaż na co cię stać na przełomie grudnia i stycznia w Niemczech i Austrii. Turniej jest tak klasyczny, jak tylko można sobie wyobrazić. Podczas, gdy większość imprez sportowych, nawet rozgrywanych regularnie, ma tylko przybliżone daty (początek maja, drugi tydzień czerwca itp.), tutaj wszystko jest precyzyjnie ustalone od lat. Pierwsze zawody, w niemieckim Oberstdorfie to 29 lub 30 grudnia. Kolejne, w Garmisch-Partenkirchen, to zawsze zabawa w pierwszy dzień nowego roku. Potem impreza przenosi się do Austrii, gdzie 3 lub 4 stycznia skacze się w Innsbrucku, a 6 stycznia, w święto Trzech Króli – w Bischofschofen. Tak mówi tradycja, która w tym przypadku jest święta. Ona nakazuje także, żeby w pierwszej serii zawodnicy rywalizowali w systemie KO (gorszy z pary odpada), który nie jest stosowany nigdzie indziej w skokach narciarskich.

Dla nas poważne skakanie w tym superprestiżowym turnieju zaczęło się wraz z nadejściem nowego tysiąclecia. Na koniec 2000 roku Adam Małysz był czwarty w Oberstdorfie. Kiedy przyszedł nowy rok, skoczek z Wisły już z podium nie zszedł. W Ga-Pa był trzeci, w Austrii dwa razy wygrał, zostając pierwszym polskim mistrzem Turnieju Czterech Skoczni i rozpoczynając narodowego pierdolca na punkcie skoków narciarskich.

Aż nie chce się wierzyć, ale przez następnych 15 edycji nie doczekaliśmy się nie tylko ani jednego polskiego triumfu w całym Turnieju, ale nawet w żadnym z jego konkursów! Aż przyszły zawody w Bischofschofen na początku 2017 roku. Kamil Stoch je wygrał, zapewniając sobie przy okazji wygraną w całym cyklu. Tak mu się to spodobało, że rok później wyrównał osiągnięcie Svena Hannavalda, wygrywając wszystkie konkursy w turnieju!

Dziś Stoch rozpocznie w Oberstdorfie walkę o trzeci triumf z rzędu, czyli coś, co do tej pory także udało się tylko jednemu skoczkowi – Bjoernowi Wirkoli pół wieku temu. Czy jest w stanie to osiągnąć? Łatwo nie będzie, bo konkurencja w tym sezonie jest wyjątkowo mocna. Ale prawda jest taka, że jeśli ktoś może tego dokonać, to właśnie Stoch.

Jestem zadowolony z pierwszego dnia w Oberstdorfie, ale nie do końca. Mam świadomość, że mogę coś zrobić lepiej, ale dobrze, że coś takiego jest, nadal mam nad czym pracować. Te skoki były solidne, ja nie muszę co serię latać na sam dół zeskoku, choć oczywiście tego chcę – komentował z uśmiechem w rozmowie z dziennikarzem portalu skijumping.pl. – Skąd czerpię taką pozytywną energię? Jestem wampirem energetycznym! Być może ty nie będziesz mógł spać w nocy, ale ja będę mógł!

Wampir? Cóż, może się okazać, że każda forma walki z rywalami będzie dobra, bo też trzeba przyznać, że niektórzy skaczą tak dobrze, jakby korzystali z nadprzyrodzonych mocy. Piekielnie silny jest głównie Japończyk Ryoyu Kobayashi, który skacze jak szalony od początku sezonu, a w dzisiejszych kwalifikacjach odpalił 138,5 metra. Równie daleko poleciał Stefan Kraft. Nasz mistrz olimpijski zaliczył 130 metrów, bez żadnych problemów się kwalifikując do jutrzejszego konkursu. Bohaterem polskiej ekipy był Piotr Żyła, który jako jedyny nawiązał walkę z najlepszą dwójką i skoczył 137,5 metra. Miejsce w pierwszej dziesiątce wywalczył także Dawid Kubacki (133,5 m). W konkursie wystąpi aż szóstka Polaków, bo kwalifikacje przebrnęli także Stefan Hula, Jakub Wolny i Aleksander Zniszczoł.

ko