Błyskawica w marokańskim więzieniu, czyli jak nie robić kariery w MMA
Inne sporty

Błyskawica w marokańskim więzieniu, czyli jak nie robić kariery w MMA

To mogła być klasyczna historia od zera do bohatera. Lee Murray — diler narkotyków z zacięciem do sportów walki — po jednej z zakrapianych imprez znokautował mistrza UFC, Tito Ortiza. Chwilę potem… podpisał kontrakt z tą federacją. Walczył ze słynnym Andersonem Silvą. Miał wszystko, żeby być najlepszym. Jednak zamiast rozbić bank gwiazdorskim kontraktem, postanowił rozbić bank. Dosłownie.

MMA często miesza się przestępczym półświatkiem. Jonathan Koppenhover (14-5) będzie mógł ubiegać się o warunkowe wyjście na wolność dopiero w 2053. „War Machine” został skazany za 29 z 34 stawianych mu zarzutów. W akcie oskarżenia znalazły się m.in. pobicie ze szczególnym okrucieństwem, porwanie i napaść na tle seksualnym.

Brat słynnego Fiodora Jemieljanienki, Aleksander (28-7), w 1999 trafił do więzienia. Powód: napad z bronią w ręku. Tito Ortiz należał do meksykańskiego gangu F-Troops. – Chcieliśmy pobić każdego. Potem przelecieć wszystkie panny i znowu kogoś pobić – tak Ian McCall (13-7) opisywał swoją przeszłość w szeregach kryminalistów zebranych pod szyldem Lords of South County.

Na polskim podwórku też mamy paru asów. Znany z występów w KSW Asłambek Saidow (22-5) w 2017 roku został skazany na 10 miesięcy pozbawienia wolności w procesie mafii czeczeńskiej w Olsztynie. Inny zawodnik z tej samej stajni, Michał Materla (27-6), był oskarżony przez CBŚ o handel narkotykami i udział w zorganizowanej grupie przestępczej. 

Jednak na tle Lee Murraya wszyscy ci goście wyglądają po prostu blado.

Osoba przerażająca i gwałtowna

To miał być wakacyjny romans. Ona fryzjerka z Londynu. On kucharz z Maroka. Połączyła ich Gran Canaria. Dziewięć miesięcy później, dokładnie 12 listopada 1977, na świat przyszedł mały Lee Murray.

Urodził się już w Wielkiej Brytanii. Jego matka Barbara mieszkała przy Buttmarsh Close w północnym Londynie. Zaledwie 6 mil dzieliło ją od Old Kent Road i okrytego złą sławą stadionu Millwall FC. Ta dzielnica, choć znajduję się w niej Muzeum Mody i Włókiennictwa, jest przemilczana przez przewodniki turystyczne.

Już sama obecność fanów Millwall wiele mówi o Bermondsey. Liczby są brutalne: 135 włamań, 329 pobić, 75 osób zatrzymanych za posiadanie narkotyków i 15 napadów z użyciem pistoletów. A to tylko dane z sierpnia 2018. – To wylęgarnia przestępców – stwierdził brytyjski dziennikarz Howard Sounes. – Większość z nich lubowała się w napadach z bronią w ręku.

W takich warunkach dorastał Lee. Początkowo wychowywała go tylko matka. Brahim, ojciec Murraya, został na Gran Canarii. Do rodziny dołączył dopiero w 1984. Lee miał już wtedy 7 lat. – Relacje ojca z synem były, delikatnie mówiąc, „nie najlepsze”. Murray opisywał go jako osobę „przerażającą i gwałtowną” – napisał Sounes w swojej książce „Heist: The True Story of the World’s Biggest Cash Robbery”. – Brahim, którego nie było przy Lee przez pierwsze lata życia, żądał od syna szacunku i posłuszeństwa. A młody Lee już wiedział, że na szacunek trzeba sobie zapracować.

Ojciec kilkakrotnie podnosił rękę na syna. Tylko jeden taki przypadek został odnotowany w policyjnych kronikach. – Uderzył Lee, a ten ku zaskoczeniu wszystkich nie dość, że oddał, to jeszcze powalił ojca – opowiadał sąsiad Murrayów na łamach książki Sounesa. – To go zmieniło. Skoro powalił tak wielkiego człowieka, jak Brahim, to zdał sobie sprawę, że może powalić każdego. Wtedy stał się kryminalistą – dodał dziennikarz.

Buttmarsh Boys

Znokautowanie ojca to początek chuligańskich wybryków Lee Murraya. Jeszcze mając niespełna 12-lat, regularnie tłukł obce dzieciaki wchodzące na „jego” Buttmarsh Close. Wraz z garstką znajomych stworzyli gang, który od nazwy ulicy został nazwany Buttmarsh Boys. Chłopcy regularnie wdawali się w bójki z innymi osiedlami. „Lee był w tym przodownikiem. Wściekle atakował wrogów, wpadając w nich z furią. Atakując, celował w głowy wrogów. Miał przy tym maniakalny wyraz twarzy, który w połączeniu z odstającymi uszami zaowocował przydomkiem „Obcy”. Lee nienawidził, gdy go tak nazywano” – pisał Sounes.

Po ojcowsko-synowskim starciu Barbara zabrała dzieci i wyprowadziła się na Abbey Wood Estete. Z pozoru niewinna przeprowadzka stała się istotnym momentem w życiu Lee Murraya.

Zaczął uczęszczać do szkoły dla chłopców w Eaglesfield. Ponoć wykazywał duże umiejętności na boisku, ale nie udało mu się dostać do szkolnej drużyny piłki nożnej. Miał też zdolności matematyczne. Nic dziwnego, że potrafił dobrze liczyć. Okolica niemal codziennie wymagała od niego tego, że musiał liczyć na swoje umiejętności walki wręcz. A matematyka też się przydała. W handlu narkotykami. Trzeba było zważyć, wycenić, sprzedać i jeszcze sprawdzić, czy nikt nie próbował oszukać. Swoją drogą właśnie przez narkotyki został wyrzucony z Eaglesfield, ale nim to się stało, poznał Paula Allena, który w 2006 został skazany na 18 lat więzienia.

Murray ostatnie lata edukacji spędził w Woolwich Polytechnic School, ale bynajmniej nie po to, żeby się uczyć. Po prostu musiał chodzić do szkoły z ustawowego obowiązku. Problemów miał już od cholery, więc żadna opieka społeczna nie była mu potrzebna.

W tamtym momencie największym z kłopotów Murraya byli… nigeryjscy dilerzy. Chłopcy z Buttermash dorośli i wyszli poza swoje osiedle. Nie bali się niczego. Nawet starych gangsterów z Afryki. Grupa 17-18 latków postanowiła iść z nimi na wojnę. I niespodziewanie banda młokosów wygrała. Lee stanął na czele lokalnego gangu handlującego marihuaną i kokainą, a za prawą rękę robił jego kompan ze szkolnej ławki – Paul Allen.

Mark „The Beast” Epstein (14-11) przyjaciel i sparingpartner Murraya stwierdził, że „Lee na handlu crackiem dorobił się majątku”. Nic w tym dziwnego. Młodociany gangster był wyjątkowo skuteczny w egzekwowaniu należności. Pobicia, wykręcanie rąk i łamanie palców – to podstawowe techniki perswazji.

Sounes w swojej książce zaznacza, że Murray był przy tym niesamowicie brutalny. – Niektórzy pewnie myślą, że dręczyłem innych, bo tak mi się podobało, ale nie wybierałem łatwych celów, a ludzi, którzy mogli mi oddać – mówił Murray.

Od gwiazdy porno po gwiazdę ringu

Murray pewnie nigdy nie zostałby szefem gangu w tak młodym wieku, gdyby nie… policja. Funkcjonariusze aresztowali Marka Epsteina, który początkowo przewodził chłopcom Buttmarsh Close.

Po wyjściu z więzienia Epstein wciąż był związany z gangsterami, ale coraz częściej przebywał na siłowni. Szybko zapisał się do klubu London Shootfighters. Alexis Demtriades, założyciel tego przybytku, wychował światu MMA kilku ciekawych zawodników, jednak do dziś Shootfighters jest kojarzone przede wszystkim z Lee Murrayem i Aleksem Reidem. Ten drugi większą karierę niż w ringu zrobił… branży filmów porno.

Murray zaczął karierę jeszcze przed Epsteinem, ale traktował ją jako hobby. Do bójek miał wielki talent. – Gdy zobaczyłem tego chłopca w drzwiach klubu, wiedziałem, że jest dobry. Jego ciało pokryte pajęczyną blizn, pokazywało, ile walk już stoczył – powiedział Demtriades.

– Nidy nie myślałem, że będę walczył zawodowo. Biłem się po to, żeby mieć szacunek na ulicach. Chciałem kontrolować osiedla, a moje umiejętności miały straszyć wszystkich sukinsynów. Teraz wiem, że MMA jest zbawieniem. Dzisiaj młodzi ludzie zabijają się w znacznie młodszym wieku i nikt z tym nic nie robi – powiedział Lee.

W pierwszej walce Murray znokautował Roba Hodsona. W następnych dwóch poddał kolejno Mike’a Tomlinsona oraz Chrisa Albandię. Jednak MMA nie było wtedy tak popularnym i dochodowym cyrkiem, jak teraz. Ponadto walki na galach Milenium Brawl i Extreme Challenge nie przynosiły, takich zysków jak handel kokainą.

Przełomowy był rok 2002. Murray po potknięciach – porażka z Joe Doerksenem i nierozstrzygniętej walce z Chrisem Baconem – był na fali. – Pat Miletich zaprosił mnie do Stanów. Trenowałem w jego klubie. W pewnym momencie okazało się, że ktoś nie może zawalczyć na gali w Monte Cox i Pat zapytał, czy nie chcę wystąpić. Oczywiście, że chciałem, tylko nie wiedziałem, że to nie jedna walka, a cały turniej – powiedział Murray na łamach bloodybelow.com.

W następnych trzech walkach zmasakrował rywali. Najgłośniejszym echem odbiło się starcie z Amirem Rahnavardim. Brytyjczyk potrzebował zaledwie czterech sekund, żeby znokautować rywala. Wówczas dostał pseudonim „Błyskawica”.

Do dziś mało mówi się o tym czterosekundowym pojedynku. Fani MMA dużo chętniej wracają do tego, co działo się nieco ponad miesiąc wcześniej. Do Londynu zawitało UFC. Murray, znany co najwyżej na Wyspach Brytyjskich, nie miał szans, żeby wziąć udział w gali tej słynnej organizacji. Mimo to postanowił, że szef UFC, Dana White, zapamięta jego nazwisko.

Lee wkręcił się na imprezę w Chinawhite, gdzie po zawodach gościły gwiazdy MMA. Alkohol i wojownicy naładowani testosteronem to wybuchowa mieszanka. 14 lipca 2002 doszło do starcia między Tito Ortizem a Lee Murrayem. Bójka obrosła już mitem, a Brytyjczyk może tylko żałować, że nie ma jej w rekordzie.

Musiał czuć wstyd

Ortiz, podobnie jak Murray nie walczył na UFC 38, ale pojawił się na imprezie. Do dziś nie do końca wiadomo, kto zaczął, ale faktem jest, że Lee pobił Tito Ortiza – ówczesnego mistrza UFC w wadze półciężkiej.

– Dostał klapsa – śmiał się Murray w rozmowie z bloodyelbow.com. – Leżał na deskach, ale wciąż był przytomny. Już miałem kopnąć go w głowę, ale złapał mnie Pat Miletich. Ortiz regularnie oskarżał Anglika o „niehonorowe zagrania”. – Ten gość opowiada gówniane historie! Nie było żadnych nieczystych ciosów.

Jak w ogóle doszło do bójki? – Była czwarta rano. Wszyscy opuścili klub. Zostałem ja, Pat Miletich, Tony Fryklund, Chuck Liddell, oraz Tito i Lee ze swoimi ekipami. Wyszedłem tylnymi drzwiami, żeby dojść do alejki. Wtedy kumpel Ortiza wskoczył mi na plecy. Próbował mnie dusić. Nagle poczułem, że ktoś go ściągnął. To Tony Fryklund. Zacisnął mu dłoń na szyi. Gość wyglądał jak mysz w pułapce. Dusił się i dławił. Gdy Tony odstawił go na miejsce, ten rzucił do niego: „co ty kurwa robisz!” – opowiadał uczestnik zdarzeń spod Chinawhite, Matt Hughes. I dodawał:

– To z kolei nie spodobało się Paulowi Allenowi, który znokautował tego typa, co wskoczył mi na plecy. Cały zaułek zmienił się w miejsce bitwy. Patrzę na Chucka Lidella, a on odpierał ataki kilku gości. Spoglądam na Murraya i Ortiza, a ci zdejmują płaszcze i zaczynają walczyć. Tito wyprowadził lewy hak, ale Lee odpowiedział pięcioma ciosami. Wywrócił Tito i zaczął kopać go po twarzy.

Sam Murray widział walkę trochę inaczej. – Zdjąłem płaszcz i dałem go znajomemu. Na początku Pat trzymał Tito, ale cały czas go wyzywałem. Gdy Paul znokautował jego kumpla, krzyczałem: „patrz, też będziesz tak leżał!”. Ortiz chyba zwariował, skoro sądził, że mnie trafi. Wymachiwał rękami, ale powaliłem go kombinacją trzech-czterech ciosów. Kilku facetów odciągnęło mnie. Mówili: „chodź Lee, on jest skończony”. Potem przyjechała policja.

– Tito był wtedy największą gwiazdą MMA. Mistrzem UFC. Musiał czuć wstyd, bo został zniszczony przez kogoś, kto nie był znany w świecie mieszanych sztuk walki. Do tego on ważył jakieś 220 funtów, a ja tylko 180.

– Mógłbym stoczyć z nim milion walk. Mógłbym walczyć z Tito nawet na księżycu, a on by wszystko przegrał. Opowiadał miliony gównianych historii, ale najśmieszniejsza jest ta, w której mówił, że to ja przed nim uciekałem. Ortiz ma szczęście, że wyjechał z Londynu w jednym kawałku.

Próba zabójstwa

Pobicie mistrza UFC nie przeszło bez echa. Murray wciąż był jednak królem własnego podwórka. Rok od tamtych wydarzeń pojawił się na gali EF1 – Genesis. W walce wieczoru pokonał Jose Landi-Jona. Potrzebował do tego tylko rundy i 28 sekund.

To jedyna walka, jaką stoczył w 2003 roku. Rekord poprawił nieznacznie, za to lepiej dał się poznać londyńskiej policji. W Boże Narodzenie jechał samochodem z dzieckiem i ciężarną żoną. Doszło do stłuczki. Murray długo nie myślał. Wysiadł i pobił kierowcę, który w niego stuknął.

– Ten gość nie był normalny. To stalker. Prześladowca, który był już wielokrotnie skazywany za przestępstwa na drodze. Ale oczywiście lepiej napisać, że Lee Murray zaatakował niewinnego – mówił.

Niewinna stłuczka zamieniła się w oskarżenie o próbę zabójstwa.

Murray przypomina protoplastę Conora McGregora. Też był pewny siebie. Też miał wielkie umiejętności. Też miał kłopoty z prawem. Nic więc dziwnego, że Dana White postanowił zatrudnić go w UFC. – Nie da się ukryć, że McGregor zrobił wiele by promować MMA, ale ja zrobiłbym więcej. Nie ma nikogo w UFC tak nieustraszonego lub bezwzględnego jak ja. Idę do granic, o których inni by nie śnili. Gdzie się kończą, dopiero zaczynam. Jestem prawdziwym „Notorious” (przydomek McGregora – przyp. red.). Nikt w MMA nie jest bardziej znany niż ja.

– Zresztą, z czego on jest znany? Że wychodzi na ważenie w za dużym garniturze? Połączenie jego rudych włosów i złotego koloru sprawia, że wygląda, jak klown z Krusty Burger, a nie jak wojownik.

Murray pierwszą i jedyną walkę w UFC stoczył 31 stycznia 2004 roku na UFC 46 Supernatural. Po niespełna dwóch minutach unosił ręce w geście tryumfu. – Jeszcze tu wrócę – zapowiadał. Na samą walkę z Jorge Rivierą wyszedł w stroju Hanibala Lectera, mordercy z filmu „Milczenie owiec”.

rr3FloIw

Do Stanów nigdy nie wrócił. Barwny życiorys brytyjskiego fightera nie spodobał się władzom federalnym. Na wniosek departamentu stanu Murrayowi odebrano wizę. A co za tym idzie, stracił dochodowy kontrakt z UFC.

Dwa tygodnie o kulach

Wrócił na wyspy, gdzie stoczył najsłynniejszą walkę w karierze. Przynajmniej najsłynniejszą w ringu, bo ciężko sprawdzić, czy bójka z Ortizem nie utkwiła bardziej w pamięci fanów. W Wembley Confernce Centre doszło do starcia Lee „Błyskawicy” Murraya z Andersonem Silvą.

– Pamiętam tę walkę, jakby to było wczoraj. Podszedłem do niej z marszu, nie doceniając Silvy. Widziałem go wcześniej na PRIDE, ale nie wyglądał na silnego. Myślałem, że zniszczę go, jak Landiego – opowiadał Murray. – Ale jak wszedłem do ringu, to poczułem jego moc. Był potężny. Musiałem zastanowić się dwa razy nad każdym ruchem.

Brazylijczyk nie mógł trafić Murraya pięściami. Za to kopnięcia dochodziły jedno za drugim. – Po walce dwa tygodnie chodziłem o kulach, ale moja twarz była nienaruszona.

Trzyrundowy pojedynek z Andersonem Silvą, był najdłuższym w karierze Murraya. Przegrał decyzją sędziów. – On jest prawdopodobnie najlepszym sportowcem, jakiego widział świat, ale uważam, że mogłem być lepszy od niego. Mam dużo większy potencjał. Traktowałem MMA jak hobby. Nie przygotowałem się. Całą noc grałem na PlayStation, a potem wszedłem do ringu prawie nie śpiąc. Jeszcze pozwoliłem na walkę, wiedząc, że Silva jest o 20 funtów cięższy. Wcześniej raniłem się w kostkę i musiałem wstrzyknąć kortyzon, żeby w ogóle móc walczyć. W dniu ważenia miałem infekcje zęba, która wymagała nagłego kontaktu z dentystą. Ilu jest ludzi, którzy po czymś taki powaliliby Andersona Silvę?

Nóż w serce

– Czy chciałbym znów walczyć z Silvą? To nie miałoby sensu – uciął Murray. Brytyjczyk chętniej niż do walki z najsłynniejszym zawodnikiem MMA wraca do innego starcia. Podobnie jak w przypadku tej z Tito Ortizem, nie znajdziemy jej wyniku na Sherdogu.

– Byliśmy w Cricus Tavern na jednym z eventów organizowanych przez Lee Johnstona. Gwiazdą wieczoru był Brazylijczyk Ronaldo Campos. Siedziałem w narożniku i obserwowałem walki – wspominał Murray. – Jeden ochroniarz kłócił się dosłownie z każdym.

– Nagle doszło do bójki ludzi Camposa z tym gościem. Poszedłem zobaczyć, co się stało. Wchodzę do szatni, a Ronaldo krwawi z głowy. Był gwiazdą wieczoru, a nie mógł walczyć przez tego gnoja. On cały czas szukał zaczepki. Powiedziałem do Paula Allena, że jeśli z nami też spróbuje, to rzucamy się na niego.

Nie minęła chwila, a krewki bodyguard leżał na ziemi. – Poszliśmy do narożnika, a on zaczął krzyczeć, żebyśmy stamtąd spieprzali. Moją odpowiedzią był lewy hak. Dosłownie poczułem, że jego szczęka kruszy się pod naporem mojej pięści. Wieczorem zadzwonił Lee Johnstone i powiedział, że ochroniarz trafił do szpitala. Miał złamaną szczękę. Odpowiedziałem: „Niech się cieszy, że może jeść przez słomkę”.

W 2005 doszło do kolejnej bójki z udziałem Lee Murraya. Brytyjski zawodnik MMA starł się z kilkoma gangsterami. Część z nich była uzbrojona w noże. Tu zaczynają się legendy. Jedna z nich mówi, że Błyskawica został ugodzony w serce.

Według policji ciężko ranny Lee uciekł na stację kolejową, skąd zabrał go ambulans. – Sam zatamowałem krwotok i pobiegłem do taksówki. Taryfiarz jednak zwiał, gdy zobaczył mnie z gejzerem tryskającym krwią z klatki piersiowej. Wtedy wpakowałem się do samochodu jakichś dziewczyn i kazałem wieźć się do szpitala – twierdził z kolei Murray. – Dziewczyny nie wiedziały, gdzie jest najbliższy szpital, więc zawiozły mnie pod kasyno, w którym pracowały. Stamtąd zabrał mnie ambulans.

– Byłem martwy cztery minuty. Lekarze powiedzieli mojej rodzinie, że z tego się nie wychodzi. W ciągu kilku godzin straciłem prawie cztery litry krwi. Po dwóch dniach ocknąłem się na oddziale intensywnej opieki – opowiadał Murray.

Napad stulecia

Pobyt w szpitalu kosztował go walkę z Philem Baronim na Cage Rage. Po wyjściu ze szpitala Murray bardziej zakręcił się w świecie MMA. Nie znaczyło to, że intensywniej trenował. Lee skumplował się z Leą Rushą. Nowy kolega miał skromne doświadczenie w oktagonie. Stoczył zaledwie jedną walkę i ją przegrał.

Miał za to po sąsiedzku depozyt bankowy Securitas Cash. Początkowo obu dżentelmenów połączyły treningi. Potem Murray sprzedawał Rushy marihuanę. Interes życia postanowili zrobić 21 lutego 2006.

Rankiem do drzwi państwa Colina i Lynn Dixonów zapukali Lee i Lea w przebraniach policjantów. Zawodnicy MMA poinformowali kobietę o wypadku męża. Po prawdzie ten został porwany dwie godziny wcześniej przez ich wspólników.

Colin Dixon był menadżerem Sercuritas Cash. Gangsterzy zagrozili, że zabiją jego żonę, jeśli nie wprowadzi ich do skarbca. 22 lutego chwile po północy grupa mężczyzn uzbrojona w broń automatyczną wpadała do budynku. Zastraszyła 14 strażników i opróżniła depozyt. Ich łupem padło 53,16 miliona funtów.

Policja natychmiast stwierdziła, że był to napad stulecia. Jednak Murray znacznie lepiej bił, niż planował. Funkcjonariusze wpadli na trop gangsterów już dwa dni potem. Zaczęło się od kobiety, która przebrana za pielęgniarkę z Armii Zbawienia chciał zdeponować sześć tysięcy funtów… owiniętych banderole Securtias.

Tydzień wcześniej Murrray rozbił swoje Ferrari. Oprócz odcisków palców zostawił tam telefon, na którym przypadkowo nagrał rozmowę o planowanym skoku z Lea Rushą.

Rusha został złapany chwile po napadzie. Poszukiwania Murraya trwały do 25 czerwca 2006 roku. Wówczas w centrum handlowym w stolicy Maroka Rabacie grupa antyterrorystów zatrzymała Lee Murraya i Paula Allena.

Powód zatrzymania? Narkotyki. W marokańskiej wilii Murraya znaleziono kokainę. Brytyjczycy starali się o ekstradycje dawnej gwiazdy MMA, ale między państwami nie podpisano stosownej umowy. Lee ze względu na pochodzenie ojca, jest traktowany jako obywatel Maroka.

Murray został skazany na 25 lat więzienia. Allen trafił do zakładu penitencjarnego na Wyspach. Dostał 18 lat.

***

Portal Bloody Elbow, który latem 2018 przeprowadził rozmowę z Murrayem, donosi że Anglik nie jest lubiany w więzieniu. Ma pieniądze i się z nimi obnosi.

Wciąż nie odnaleziono 32 milionów funtów.

Murray zapowiada, że po wyjściu z więzienia wróci do MMA. Najchętniej znów obiłby twarz Tito Ortiza. Tym razem w ringu. – Uwielbiam walczyć. Urodziłem się, by walczyć. Walka jest we krwi i wyobrażam sobie, że mogę nie być w stanie zrobić czegoś, co kocham. Conor ma teraz koronę, ale lepiej wyglądałby na mojej głowie. Muszę być jednak realistą. UFC nie da mi od razu walki z McGregorem. Pewnie dostanę Diego Sancheza.

Te plany najprawdopodobniej będzie musiał brutalnie zweryfikować. Zawodnik podczas przebywania w areszcie uprawiał seks na widzeniach z kobietą, która nie była jego żoną. Murray złamał tym samym nie tylko zasady panujące w  więzieniu. Maroko jako państwo muzułmańskie nie akceptuje cudzołóstwa i surowo każe czyny tego typu.

W 2009 próbował zwiać z więzienia. Miał się celowo głodzić i intensywnie trenować, żeby wyjść przez przepiłowane kraty. Strażnicy znaleźli niewielkie piły ukryte w herbatnikach, a o całym misternym planie doniósł… współwięzień. Nawiasem mówiąc, Brytyjczyk nie jest lubiany przez towarzyszy niedoli. Stać go na drogie ubrania, dobre jedzenie i narkotyki. To drażni. Krew, śmierć, narkotyki, wielkie pieniądze: życie Lee Murraya to materiał na mocne kino sensacyjne. Kto wie, może w końcu doczekamy się filmu o niedoszłej gwieździe UFC. W 2008 roku studio Time ogłosiło, że zamierza nakręcić film o życiu „Błyskawicy”. Minęło dziesięć lat i wciąż czekamy. Lee na wyjście z więzienia poczeka jeszcze drugie tyle.

KRYSTIAN JUŹWIAK

KOMENTARZE (1)