Szczypiorek, który zagra w reprezentacji. Kim jest Juliusz Letniowski?
Weszło

Szczypiorek, który zagra w reprezentacji. Kim jest Juliusz Letniowski?

20-letni Juliusz Letniowski jeszcze 16 czerwca rozgrywał mecz w trzecioligowym Bałtyku Gdynia. Strzelił w nim zresztą gola – swojego dziesiątego w sezonie – a jego zespół wygrał aż 5:0 z Jarotą Jarocin. Dziś to chyba największe odkrycie jesieni w I lidze. Lada moment pomocnik Bytovii Bytów powinien trafić do Lecha Poznań, choć rozmowy transferowe nie zostały jeszcze zakończone. „Kolejorz” okazał się najbardziej przekonujący spośród dużego grona chętnych. W kontekście tego piłkarza wspominano co najmniej o połowie klubów Ekstraklasy.

Pisząc „przekonujący”, wcale nie mamy na myśli kwestii finansowych. Są kluby, które dawały Bytovii znacznie większe pieniądze, podobnie sam piłkarz mógłby wybrać zupełnie inny kierunek, gdyby priorytetem dla niego była wysokość comiesięcznego przelewu. Jego konto o wiele szybciej urosłoby w razie przyjęcia propozycji Korony Kielce. To właśnie złocisto-krwiści zaoferowali najlepsze warunki kontraktu indywidualnego jeśli chodzi o polskie podwórko.

Co ciekawe, Letniowski i prowadzący jego karierę ojciec Sebastian (trener Bałtyku, w którym Juliusz grał w poprzednim sezonie) początkowo wcale nie traktowali Lecha jako realnego wariantu transferowego. Zwyczajnie uważali, że to mógłby być zbyt duży przeskok i przy Bułgarskiej trudno byłoby się przebić, a w takim wieku siedzenie na ławce nie ma większego sensu. Zanosiło się, że walka o jego podpis rozstrzygnie się między Miedzią Legnica, Jagiellonią Białystok i właśnie Koroną. Ireneusz Mamrot i Gino Lettieri byli pod wrażeniem umiejętności asa Bytovii, pojawiali się na jego meczach. Z kolei właściciel Miedzi, Andrzej Dadełło osobiście pofatygował się nad morze na rozmowy. Nie wystarczyło.

Letniowscy zostali zaproszeni do Poznania i pojechali, ale nie nastawiali się na przełom. On jednak nastąpił. Dlaczego? Przede wszystkim szefowie „Kolejorza” jasno przedstawili, że Juliusz w nieodległej przeszłości ma odgrywać ważną rolę w zespole i niejako już jest robione dla niego miejsce. W praktyce przesądzone jest odejście Macieja Gajosa, który nie otrzyma nowej umowy. Zimą pożegnany zostanie Mihai Radut (lada dzień ma wrócić do Rumunii). Swoje zrobiła też osoba Adama Nawałki i jego osobistego zaangażowania w całą sprawę. Wizyta Letniowskich miała miejsce w dniu meczu ligowego, mimo to były selekcjoner kilka godzin przed pierwszym gwizdkiem spotkał się z nimi i poświęcił sporo czasu, nakreślając wizję przyszłej współpracy. To musiało zadziałać na wyobraźnię i zadziałało. Od tamtej wizyty pomocnik Bytovii był już nastawiony na przejście do Lecha, inni chętni musieli obejść się smakiem. Klub z Bytowa nie zamierzał mieszać szyków swojemu zawodnikowi, mimo że, jak już wspominaliśmy, zawężając chłopakowi wybór nowego pracodawcy, mógłby utargować większe pieniądze.

Pewnie razem z nami coraz bardziej zastanawiacie się, czy to już zawodnik gotowy na czołowy polski klub?

Odpowiedź na to pytanie nie jest jednoznaczna, bo mówimy o gigantycznym przeskoku w ciągu kilku miesięcy. Chłopak dwa lata temu nie przebił się w Lechii Gdańsk, co też może budzić obawy. Nie ulega jednak wątpliwości, że ma on w sobie pierwiastek spektakularności, tak bardzo wszędzie pożądany i tak bardzo deficytowy w naszej kopanej.

Letniowskiemu w Bytowie wyszło dopiero za drugim podejściem. Latem 2016 Lechia wypożyczyła go do pierwszoligowca, lecz tam przegrywał rywalizację z Jakubem Serafinem i u Tomasza Kafarskiego rozegrał jedynie trzy mecze. Lekcja pokory, bo nastawiał się, że przyjdzie i będzie grał. – Pamiętam jego debiut w meczu przeciwko Sandecji, kiedy wszedł w końcówce. Przy bodajże pierwszym kontakcie z piłką trafił w poprzeczkę. Później jednak tych minut nie dostał zbyt wiele – wspomina Bartosz Wiśniewski, wtedy rzecznik prasowy Bytovii, obecnie redaktor oficjalnej strony I ligi.

Letniowski szybko wrócił do Gdańska, gdzie grał jedynie w juniorach i dopiero przeprowadzka do Bałtyku pod skrzydła ojca skierowała rozpoczynającą się karierę na właściwe tory. – W Bałtyku nabrał bardzo dużej pewności siebie, którą teraz pokazuje na boisku. To też wpływa na jego decyzje. Bardzo często decyduje się na uderzenia. Jeżeli dobrze pamiętam, pod tym względem jest trzecim zawodnikiem ligi. Nie boi się też wchodzić w pojedynki – mówi Wiśniewski.

Letniowski w barwach Bałtyku Gdynia.

Letniowski w barwach Bałtyku Gdynia.

Udany rok w III lidze zaowocował ponowną szansą na zapleczu Ekstraklasy. Piłkarz wybrał Bytovię, mimo że przez dwa tygodnie przebywał na testach w Podbeskidziu i nawet otrzymał ofertę kontraktu. Jak jednak tłumaczył niedawno tutaj w rozmowie z Weszło, biorąc pod uwagę fakt, iż w Bytovii mógł mieszkać normalnie w domu, a w Bielsku mieszkanie musiałby wynajmować, finansowo był na plusie decydując się na klub, co do którego nie było nawet pewności, czy przystąpi do nowego sezonu po wycofaniu się Drutexu.

Czas pokazał,  że obie strony mogą sobie gratulować tej decyzji. Letniowski okazał się najjaśniejszym punktem Bytovii (siedem goli, trzy asysty), która dzięki niemu wywalczyła kilka cennych punktów. A klub teraz trochę zarobi. Nie będą to jakieś wielkie kokosy, bo kontrakt obowiązuje tylko do czerwca 2019, ale też nie chodzi o siatkę piłek i zestaw długopisów. Nawet biorąc pod uwagę fakt, iż oferta Lecha nie jest najwyższa, powinna to być kwota znacznie przekraczająca 100 tys. zł.

Jak można scharakteryzować Letniowskiego? To środkowy pomocnik z mocno ofensywnym zacięciem, ustawiany głównie jako „ósemka”. Biegania i walki oczywiście również nie unika. Wyróżnia się wyszkoleniem technicznym i bardzo groźnymi strzałami z dystansu. To jeden z tych, których boiskowe poczynania po prostu przyjemnie się ogląda.

 – Cenię go przede wszystkim za to, że bierze grę na siebie. Nie boi się tego. Potrafi obrócić się z piłką mając na plecach jednego czy dwóch rywali i w odpowiednim momencie podać lub strzelić. Jak sami pewnie widzieliście, u nas większość bramek zdobył zza pola karnego. Ma bardzo mocne uderzenie z obu nóg i dużą powtarzalność. Nawet na treningach widać, że on wie, gdzie chce posłać piłkę. Jak ma wlecieć pod poprzeczkę, to właśnie tam wleci. I ta siła! Zawsze z kierownikiem zastanawialiśmy się, skąd ma tak mocny strzał mimo wątłej postury. Julek ma także świetną wydolność i antycypację gry. W odpowiednim momencie ruszy do piłki i ją odbierze. To nie jest zawodnik wyłącznie od ofensywy, u nas wyróżniał się też liczbą odbiorów – mówi nam trener Bytovii, Adrian Stawski.

Uważa on, że Letniowski wyróżnia się także cechami wolicjonalnymi. – Ma silną osobowość. Nie traci pewności siebie, gdy zabiorą mu piłkę albo zmarnuje dobrą sytuację. Wyrzuca to z głowy, po chwili gra jakby nigdy nic. Myślę, że mentalnie już jest w pełni przygotowany na wielkie wyzwania, mimo że w I lidze pograł jedynie pół roku. Oglądam Ekstraklasę, widzę, jacy piłkarze tam są i pewnie ktoś się teraz zaśmieje, ale wspomni pan moje słowa: jeśli nic się po drodze nie stanie z jego głową, Julek za jakiś czas trafi do reprezentacji i dostanie dobre oferty z zagranicy. Myślę, że przy trenerze Nawałce zrobi jeszcze postępy pod każdym względem – przekonuje Stawski.

10 września 2016 roku, Letniowski debiutuje w Bytovii meczem z Sandecją.

10 września 2016 roku, Letniowski debiutuje w Bytovii meczem z Sandecją.

Wspominaliśmy o pierwiastku spektakularności. Żeby się o nim przekonać, wystarczy przeanalizować, w jaki sposób wychowanek Lechii zdobywał bramki jesienią. W Niepołomicach najpierw pięknie uderzył z dystansu, a potem sytuacyjnie przymierzył z linii pola karnego i z pomocą drobnego rykoszetu piłka wylądowała w siatce. W Chojnicach – najpierw udany drybling, później płaski, mierzony strzał z ponad dwudziestu metrów, po którym piłka odbiła się od słupka i znalazła w bramce. W Nowym Sączu – kapitalny obrót pod presją przeciwnika i świetne uderzenie, rzecz jasna z dalszej odległości. W Łodzi techniczny strzał wewnętrzną częścią stopy sprzed pola karnego, nie najlepsza interwencja Michała Kolby i Letniowski znów mógł odbierać gratulacje. Z GKS-em Tychy przebojowo wpadł w „szesnastkę” między dwóch obrońców i strzałem z ostrego kąta zaskoczył Konrada Jałochę. Jedynie bramka z GKS-em Katowice była zupełnie standardowa: kiks obrońcy i skorzystanie z prezentu.

Ewidentnie mamy więc do czynienia z piłkarzem, który nie tylko lubi sobie kopnąć z daleka, ale do tego jeszcze naprawdę umie to robić. Rzadki przypadek w polskiej lidze.

Mimo to pomocnik Bytovii nadal jest materiałem do mocnej obróbki. W przytaczanej już rozmowie z Bartoszem Burzyńskim przyznawał, że musi popracować nad wykonywaniem stałych fragmentów gry, siłą fizyczną oraz decyzyjnością i zimną krwią w kluczowych momentach. Gdyby ten ostatni element miał bardziej opanowany, liczby za rundę jesienną miałby znacznie lepsze, zwłaszcza jeśli chodzi o asysty.

Trener Stawski w zasadzie wszystko potwierdza. – Stałe fragmenty gry? Pod nieobecność Filipa Burkhardta mógł je częściej wykonywać. Są predyspozycje, ale może tu mocno pójść do przodu. Nad masą mięśniową na pewno musi popracować, bo na dziś to szczypiorek, chyba nawet większy niż Sebastian Szymański z Legii (śmiech). Na boisku ma wiele innych atutów, ale w tej kwestii pewien poziom trzeba osiągnąć – mówi.

I dodaje: – Musi przestać irytować się, gdy coś mu nie wyjdzie. Mówiłem wcześniej, że nie zrażają go takie momenty niepowodzenia i w następnej sytuacji nie widać, że minutę temu było źle i oczywiście się z tego nie wycofuję. Chodzi mi natomiast o bezpośrednią reakcję, na przykład po stracie. Jest wtedy bardzo zły na siebie, musi dać upust złości, zamiast powalczyć o piłkę i spróbować ją odzyskać. Trwa to kilka sekund i gramy jakby nigdy nic, ale ten cenny moment traci. Bywa także, że zbyt długo prowadzi piłkę, czasami przesadza z dryblingami. One często mu wychodzą i dlatego to robi, ale zdarza się, że po ograniu dwóch zawodników może już podać do lepiej ustawionego partnera, a zamiast tego chce kiwać jeszcze trzeciego czy czwartego. I nieraz kończy się to powodzeniem, ale na pewno efektywność jego gry w kontekście korzyści dla całego zespołu mogłaby być jeszcze wyższa. Ale sam fakt, że stać go na takie rzeczy wiele mówi, bo tacy zawodnicy – również w Ekstraklasie – są u nas rzadkością.

Grunt, że jest z czego rzeźbić. Skoro Lech tak o niego zabiegał, Adam Nawałka musi być w pełni przekonany, zwłaszcza że wątek o młodzieżowcu odpada. W sezonie 2019/20 urodzony w 1998 roku zawodnik nie podchodziłby już pod tę kategorię, Letniowski nie pomoże w spełnieniu nowych wymogów.

Tym bardziej będziemy ciekawi, jak ten chłopak zaprezentuje się w Ekstraklasie. W parze z umiejętnościami będzie jeszcze musiała iść głowa, a to zawsze są kwestie mniej oczywiste i trudniejsze do sprawdzenia. Adrian Stawski jest jednak optymistą. – Julek dostał już po dupie, gdy był w Bytovii pierwszy raz. Pójście do III ligi mu pomogło. Test pokory u mnie przeszedł. W 3. kolejce posadziłem go na ławce z Garbarnią. Nie byłem do końca zadowolony z jego postawy w tygodniu, ale odpowiedział mi wspaniale. Zaczął jeszcze bardziej pracować nad sobą, zareagował najlepiej jak mógł. Z Garbarnią wprowadziłem go dopiero na końcówkę, gdy już prowadziliśmy 3:0. Mimo to zdążył się fajnie pokazać. W następnym meczu ze Stalą wszedł na dłużej, a w Niepołomicach wrócił do podstawowego składu, zdobył dwie bramki i ruszył na dobre. Po jednym meczu ochrzaniłem go też za grę w defensywie. Wziął to sobie do serca i w kolejnym spotkaniu widziałem znaczną poprawę. To również bardzo istotne, żeby zawodnik się uczył i wyciągał wnioski – mówi trener.

Nie jest on rozgoryczony, że traci najlepszego piłkarza. Wręcz przeciwnie. – Wiedziałem, że zimą na sto procent go nam zabiorą. Ja jestem z tych trenerów, którzy w takich sytuacjach cieszą się, że udało się go rozwinąć, że podniósł się po pierwszym nieudanym pobycie w Bytowie. Niektórzy mówią, że może dzieje się to za szybko, a ja twierdzę, że nie. Skoro miał fajną rundę i jest młody, to niech idzie, a przy Adamie Nawałce nie zginie – podsumowuje.

No to co? Czekamy na oficjalne wieści, a potem na rundę wiosenną, by na własne oczy przekonać się, co potrafi ten cudowny szczypiorek. Coś czujemy, że nie będziemy rozczarowani.

PM

Fot. Wojciech Figurski/400mm.pl

KOMENTARZE (17)