Ranking Weszło – środkowi obrońcy 2018
Weszło

Ranking Weszło – środkowi obrońcy 2018

Jeśli podczas meczów reprezentacji polscy stoperzy byliby tak stabilni, jak ich kariery, prawdopodobnie bylibyśmy bardzo atrakcyjną drużyną – niestety głównie dla napastników rywali. W zasadzie każdy z środkowych obrońców, którzy załapali się do zestawienia, boryka się z mniejszymi bądź większymi problemami.

Lider, czyli – nie mogło być inaczej – Kamil Glik? Wystarczy szybki rzut oka na tabelę ligi francuskiej. Po zajebistym roku 2017, w którym filar polskiej defensywy dostał od nas klasę „A” i w którym na swoje konto dopisał choćby mistrzostwo Francji czy półfinał Ligi Mistrzów, przyszła bryndza w postaci miejsca w strefie spadkowej. Różowo nie było też w reprezentacji, z której z powodu kontuzji – choć sam twierdził, że na Kolumbię był zdolny do gry – wypadł na najważniejsze mecze. Czy obrona z Glikiem popełniałaby takie babole, jak przy drugiej bramce Senegalu? Dziś możemy się tylko zastanawiać.

Na drugim miejscu standardowo Michał Pazdan. Wybaczcie, napisaliśmy poprzednie zdanie z rozpędu, bo do drugiej pozycji Pazdana w naszych rankingach można się już było mocno przyzwyczaić. W poprzednich latach wyglądało to tak:

2015 – 2. miejsce, klasa „B”
2016 – 2. miejsce, klasa „B”
2017 – 2. miejsce, klasa „B”

Nasz stoper zalicza jednak największy zjazd wśród polskich obrońców (ósme miejsce!) – od Ministra Obrony Narodowej, po gościa, który jest wypychany z Legii i za chwile pewnie uratuje się transferem do tureckiego Piździszewosporu lub Koniecświatagucu. Choć oddajmy – mimo zawirowań jesienią, miejsce w rankingu należy mu się jak psu zupa. To przecież „Pazdek” jako jeden z nielicznych nie okazał się pośmiewiskiem na mundialu.

Kto na fali wznoszącej? Jan Bednarek, debiutant w zestawieniu, który już wskoczył na drugie miejsce i niejako zobrazował stan polskiej defensywy. Bo jeśli naszym drugim stoperem okazuje się gość, który w przekroju całego roku rozegrywa tylko 14 meczów, coś jest nie tak. Na trzecim miejscu Marcin Kamiński – wciąż weryfikowany negatywnie przez reprezentację, ale radzący sobie w Bundeslidze. Wprawdzie już nie w Stuttgarcie, ale wypożyczenie do Fortuny Duesseldorf należy uznać za mądry ruch (przynajmniej gra).

Na czwartym miejscu Maciej Wilusz, który nie znajduje uznania w oczach selekcjonerów i dziś – gdy ucichły głosy o Adrianie Mierzejewskim – jest chyba najbardziej wpychanym do kadry zawodnikiem. Stał się filarem siódmej ekipy ligi rosyjskiej, zbiera dobre recenzje, transfer do Rosji podziałał na niego odświeżająco. Za Wiluszem Paweł Dawidowicz, za którym wciąż ciągnie się łatka młodzieżowego Euro, ale który daje radę w Serie B. Przede wszystkim – ogarnął się zdrowotnie, już nie zdarzają mu się mikrourazy co trzecią kolejkę. Polskim Hummelsem może nie będzie, ale swoją markę we Włoszech powoli buduje.

Z ligowców najlepiej spisywał się Jakub Czerwiński z Piasta. Wyprzedził Jędrzejczyka i Wieteskę głównie dzięki równej, stabilnej formie – pamiętamy przecież „Jędzę” z wiosny (karykatura piłkarza) i ogólnonarodowe oburzenie, gdy znalazł się w kadrze na mundial. Wieteska? Mimo że to wciąż babologenny piłkarz, doceniamy postawę w młodzieżówce i progres w karierze – rozwinął się w Górniku i poszedł do Legii już jako pełnoprawny zawodnik, odgrywający konkretną rolę w zespole. Stawkę zamyka Bartosz Salamon, który nieuchronnie zmierza w kierunku Serie B – jeśli nie łapiesz się regularnie do składu w drugiej od końca ekipie, ciężko zakładać, że po spadku będą się o twoje usługi zabijać w elicie.

6jXH5hA

Zakłady bukmacherskie online

KOMENTARZE (32)