Czy to najgłupszy artykuł, jaki powstał w 2018 roku?
Weszło

Czy to najgłupszy artykuł, jaki powstał w 2018 roku?

Gdyby po każdym głupim artykule gdzieś na świecie ginęła panda, już dawno nie byłoby pand. Dlatego po przeczytaniu czegoś bzdurnego coraz częściej przechodzimy do porządku dziennego i zamiast wywijania szabelką, po prostu klikamy krzyżyk w prawym górnym rogu.

Ale…

Ale to?!

Nie sądziliśmy, że żużel jest tak nośną dyscypliną, by dostarczyć nam najgłupszego tekstu w 2018 roku, a jednak rzutem na taśmę dostaliśmy bardzo mocną kandydaturę. Artykuł dotyczy żużlowca Sparty Wrocław, Maksyma Drabika, który po sezonie wrzucił na swój fanpage zwykły, nierażący, uprzejmy post.

O, dokładnie taki.

Zrzut ekranu 2018-12-23 o 12.19.13

Na podstawie tego posta redaktor Sportowych Faktów zaprezentował światu emocjonalny wyrzyg, w którym dochodzi do wniosku, że Drabik powinien – cytujemy – spalić się ze wstydu, nie trzyma – dalej cytat – kontaktu z ziemią i gdyby nie ojciec to – znów powołujemy się na tekst – chodziłby z flaszkami do skupu.

Gdzie tu autor tekstu znalazł kontrowersję, po którym zdecydował się zmieszać żużlowca z gównem? Ha, już tłumaczymy.

Uwaga, uwaga, przygotujcie się.

Kontrowersja leży w tym, że żużlowiec podziękował mechanikowi, a nie ojcu (który do niedawna był w jego sztabie). A powinien ojcu!!! Jemu zawdzięcza więcej!!!

Kilka cytatów z tekstu.

Ja problem Drabika widzę w pewnym oświadczeniu, które pojawiło się w listopadzie na jego Facebookowym profilu. Od tamtego czasu minął już ponad miesiąc, ale Maksym nie wszedł w edycję, nie naniósł korekty, a to świadczy o nim jak najgorzej.

Zaraz, zaraz, a gdzie są podziękowania dla taty Sławomira. Gdyby nie on, to być może zbierałbyś flaszki i chodził z nimi do skupu. Wiem, ostro to skwitowałem, ale ten brak szacunku do osoby, której Maksym zawdzięcza wszystko, po prostu niezwykle mocno irytuje. Jaki Wojciech? To Sławomir Drabik powinien usłyszeć: DZIĘKUJĘ za sezon i całokształt.

Wiem, że panowie się w tym roku rozstali, ale to nie była inicjatywa ojca. Pytałem kilku osób, wszystkie stwierdziły, że syn pozjadał wszystkie rozumy, że charakterek odziedziczył po mamie i pokazuje pazurki.

Źle to wygląda, ale nigdy nie jest za późno na zmianę. Święta są czasem refleksji, więc mam nadzieję, że Maksym usiądzie na chwilę, pomyśli i poukłada sobie wszystko w głowie w sposób należyty.

Nie słyszałem, żeby młody Drabik skończył jakąś szkołę, więc tata wbijający mu do głowy całe to żużlowe abecadło zrobił dla niego naprawdę bardzo wiele.

To oczywiście minie, za chwilę świat o tym zapomni, co nie zmienia faktu, że młody Drabik za to, co zrobił, powinien się spalić ze wstydu.

Z czasem okazało się jednak, że jest z Drabikiem realny problem. I on nie nazywa się Ostafiński, lecz… (tu każdy niech sobie wpisze to, co uważa za stosowne). Według mnie chodzi o zwykły brak kultury osobistej i takiej prawdziwej, dogłębnej refleksji.

Ziemia do Drabika, ziemia do Drabika. Wołam w nadziei, że żużlowiec nawiąże kontakt z bazą. 

Co?!

Czyli – że tak rozłożymy proces myślowy autora na czynniki pierwsze – logika powstawania tekstu wyglądała mniej więcej tak.

1. Maksym Drabik wrzuca 8 listopada kurtuazyjne zdjęcie, w którym dziękuje za sezon swojemu mechanikowi.
2. Dziennikarzowi już wtedy zapala się lampka: oho, sodówka, przecież powinien podziękować też ojcu.
3. Dziennikarz tłumi w sobie tę złość, ona rośnie i rośnie.
4. Złość narasta. Powoli staje się nie do zniesienia.
5. W pewnym momencie nie daje już żyć. Dziennikarz stoi na światłach – zamiast zielonego sygnału widzi Drabika, który nie podziękował ojcu. Idzie po bułki do sklepu – na kajzerkach jawi mu się twarz żużlowca (i ojca, na grahamkach). Wypatruje za okno – zamiast płatków śniegu z nieba zlatuje wizerunek Drabika (i jego ojca).
6. W końcu nie wytrzymuje i 19 grudnia, po półtora miesiąca, jebie zawodnika jak burą sukę za to, że nie edytował posta i nie podziękował też ojcu.

Sami nie wiemy, co tu się do końca odżużlowało. Nawet zakładając, że Drabik rozstał się z ojcem w nieciekawych relacjach, że Ostafiński chciał po prostu błysnąć insajderską wiedzą o odlatującym żużlowcu, to wykorzystać do tego TAKI pretekst?! Przecież to jest tak żenujące, że zamiast lepić pierogi łazimy bezwiednie wokół stołu. Tak głupie, że aż nawet byśmy na to nie wpadli.

Kurtuazyjny post dla mechanika przejawem braku wdzięczności dla ojca, legendy żużla, któremu młody Drabik zawdzięcza wiele, zwłaszcza że do niedawna ojciec pełnił ważną rolę w jego sztabie.

No ludzie, taki pojazd po zwykłym poście na Facebooku? Czy on tam kogoś obraził? Czy on napisał cokolwiek o swoim ojcu? Czy jakikolwiek dziennikarz ma prawo rozstrzygać, komu sportowiec ma prawo dziękować bardziej, a komu mniej? Żądanie EDYCJI posta? Serio!?

I w całym artykule NA PEWNO nie chodzi o to, że – o czym pisze autor, a jak! – żużlowiec kiedyś odmówił mu wywiadu. Jak ty chłopie zjesz coś w wigilię, skoro masz tyle piany na ustach?

Fot. 400mm.pl

KOMENTARZE (19)