Wspaniały Olsen nie powstrzymał „Bandy Kosmitów”. Juve wygrywa po raz szesnasty
Włochy

Wspaniały Olsen nie powstrzymał „Bandy Kosmitów”. Juve wygrywa po raz szesnasty

Wiedzieliśmy, że skoro ani Napoli, ani Inter, ani Milan nie powstrzymali Juventusu, to tym bardziej nie dokona tej sztuki Roma. Roma, która jest w tak głębokim dołku, że ci zawodnicy już nawet często nie łudzą się o korzystny wynik w starciu z najmocniejszymi. „Projekt Monchi” na razie wygląda kiepsko i nic nie wskazuje, że miałoby się to w najbliższej przyszłości zmienić. Dzisiaj co prawda stołeczna drużyna przegrała z liderem tylko 0:1, lecz był to najniższy wymiar kary. Gdyby Ronaldo pospał godzinkę czy dwie dłużej, a Alex Sandro nie był obrońcą, to możliwe, iż Olsen wróciłby do domu przed czwartą. 

Przed meczem wiadome było, kto wygra dzisiejszego wieczora. I nie tylko przez to, że chodziło o wielkie Juve, z wielkim trenerem, z wielkimi zawodnikami w składzie. A mianowicie formę Giallorossich, a raczej jej brak. Monchiemu w stolicy, jak na razie, towarzyszy bardzo wyboista droga, niemal wszystkie transfery możemy nazwać niewypałami. Nic w zespole Eusebio Di Francesco nie działa. Coraz częściej w okolicach Olimpico mówi się o zwolnieniu Włocha. No i w zasadzie nie można się temu dziwić. Kibice Romy utknęli w bańce o nazwie „półfinał LM i wyeliminowanie Barcelony”.

Pozytywów w tej ekipie ze świecą szukać, ale jedno ogniwo błysnęło jasnym światłem. Nicolo Zaniolo. Monchi przechwycił go, plącząc w pamiętny transfer Radji Nainggolana i ten zaledwie 19-letni pomocnik wygląda coraz lepiej. Dzisiaj wyszedł w pierwszym składzie na Juventus, ale pomimo dobrego początku prochu nie wymyślił. Juventus zamknął gości na ich własnej połowie. Od początku Robin Olsen miał bardzo dużo roboty, ale tego się spodziewaliśmy. Co dziwne, naprawdę dawał radę. Dwa razy kapitalnie obronił uderzenia Alexa Sandro, następnie zatrzymał Cristiano Ronaldo, ale przecież nie był w stanie cały czas ratować Romy. W końcu doszło do tego, czego można był się spodziewać. Mattia De Sciglio dośrodkował lewą nogą (!) celnie (!) w pole karne (!) wprost na głowę do Mandzukicia, który dopełnił dzieła. Już powoli brakuje nam epitetów, aby opisywać grę Chorwata w ostatnich tygodniach, więc będzie krótko: kluczowy zawodnik.

Dobrą, pewną partię rozgrywał Wojtek Szczęsny, tak samo jak Alex Sandro, czy Jugol z przodu, ale dla nas cichym bohaterem pierwszej odsłony meczu na Allianz Stadium był Rodrigo Bentancur. Malutki minusik postawimy z uwagi na stratę pod własną szesnastką na początku, ale tak prezentują się jego statystyki z tych 45 minut: 100% celnych podań, dwa kluczowe, pięć wygranych pojedynków. Kolejny, bardzo ważny element układanki Allegriego.

W drugich 45 minut Juventus odpalił trzeci bieg i ruszył po dwubramkowe prowadzenie, żeby potem w 92. minucie jakiś Steven Nzonzi nie wpakował gola kompletnie z dupy. Niestety, to nie był dzień Cristiano Ronaldo. Jest wielce prawdopodobne, że CR7 zagrał najgorszy mecz w dotychczasowej karierze w Turynie. Kwadrans po gwizdku Davide Massy, Portugalczyk mógł dwukrotnie wpisać się na listę strzelców, ale… Robin Olsen cały czas wyczuwał, gdzie pośle on futbolówkę. Szwed notował naprawdę wyśmienite zawody. Pacjent powoli przechodził na drugą stronę rzeki, ale golkiper Romy notorycznie podłączał ich do życia. Juve i tak strzeliło drugiego gola, ale arbiter go nie uznał przez… no właśnie nie do końca wiemy. Niby przeszkodził Olsenowi w wyskoku do piłki, ale czy na tyle, aby odgwizdać przewinienie? Jeszcze w 92. minucie tragiczną stratę zanotował Zaniolo, Bianconeri wyprowadzili błyskawiczną kontrę, którą zakończył zmiennik Douglas Costa, po asyście Ronaldo. Wcześniej jednak Nicolo został sfaulowany przez Matuidiego i Massa użył gwizdka.

Co może zatrzymać Juventus w tym sezonie? Plaga kontuzji, galaktyczna drużyna, może zastąpienie Allegriego Mourinho, ale tu też nie jesteśmy pewni… A już tak serio mówiąc – nic. La Gazzetta Dello Sport nazwała Bianconerich przed tą kolejką „Bandą Kosmitów”. I, cholera, nic dodać, nic ująć. Oni pochodzą z innej planety. A Roma? A Roma ląduje na dziesiątym miejscu w tabeli. Szykuje się niemałe trzęsienie ziemi w stolicy Italii.

Juventus FC – AS Roma 1:0 (1:0)

35′ Mario Mandzukić 1:0

fot. Newspix.pl

KOMENTARZE (2)