Twierdza Etihad zdobyta!
Anglia

Twierdza Etihad zdobyta!

Gdy chłopcy z szabelkami wychodzą na uzbrojoną w czołgi armię, rezultat może być tylko jeden. Tak się wydawało, kiedy piłkarze Crystal Palace zmierzali do Manchesteru. A jednak po dziewięćdziesięciu pięciu minutach bitwy, jakimś cudem na jej polu walają się szczątki lufy i gąsienic.

Cztery ostatnie wizyty Crystal Palace na The Etihad miały być zapowiedzią tego, jakie spotkanie dziś nas czeka. 5:1 w 2015, 4:0 w 2016, 5:0 i 5:0 w 2017. Manchester City wygrywał wysoko, pewnie nie pozostawiając rywalowi jakichkolwiek złudzeń.

Dziś nie miało prawa być inaczej. Najpotężniejszy atak ligi mierzył się z drugim najsłabszym. Drużyna z bilansem 9-0-0 u siebie z ekipą z wyjazdowym 2-1-6. Długo by wymieniać przewagi Manchesteru City nad Crystal Palace, każdą kolejną tylko utwierdzającą w przekonaniu, że rezultat 3:2 dla gości z Londynu jest absolutnie sensacyjny.

Niemal równie niewiarygodny był też gol, który dał Palace prowadzenie. Zaczęło się zgodnie z planem od bramki Gundogana, wyrównał po wejściu w pole karne i strzale na długi słupek Schlupp, co jednak miało być tylko wypadkiem przy pracy. A później Andros Townsend zrobił to:

Na taki strzał często czeka się całą karierę, Anglikowi wyszedł on w takim meczu, w takim momencie, okazał się tak znaczący. Sprawił, że Pep Guardiola już w 50. minucie musiał zmieniać swój plan na mecz, zmieniając stopera Otamendiego na Sergio Aguero. Minutę później spotkanie posypało mu się jeszcze bardziej, bo rozgrywający bardzo słaby mecz Kyle Walker wyciął we własnym polu karnym Maxa Meyera. Rok temu Ederson wyczuł Lukę Milivojevicia, ratując serię bez porażki The Citizens, tym razem – choć był blisko – nie udało mu się wyciągnąć uderzenia serbskiego pomocnika.

Gospodarze chuchali, dmuchali, wprowadzili kolejne potężne armaty – Kevina De Bruyne i Riyada Mahreza – ale zawodnicy Palace byli niesamowicie nakręceni wynikiem, jaki udało im się wykręcić. Przesuwali, doskakiwali, nie dali City stworzyć wielu sytuacji bramkowych. Dość powiedzieć, że w drugiej połowie gospodarze oddali tylko jeden celny strzał. A w zasadzie – centrostrzał. Piłka zagrana przez De Bruyne miała wylądować na głowie któregoś z kolegów, skończyła w siatce zaskoczonego Vicente Guaity.

Gdyby ktoś powiedział nam przed meczem, jaki będzie mieć przebieg, w życiu byśmy nie dali wiary. Ale idą święta, dzieją się więc rzeczy niewiarygodne. Bo jeśli mamy być szczerzy, to prędzej uwierzylibyśmy że psy przemówią ludzkim głosem, niż że ekipa Roya Hodgsona wywiezie trzy punkty z The Etihad.

Manchester City – Crystal Palace 2:3
Gundogan 27′, De Bruyne 85′ – Schlupp 33′, Townsend 35′, Milivojević 51′ (k.)

***

Wczoraj na fotel lidera klasyfikacji strzelców wcisnął się Mohamed Salah, nie minęły 24 godziny i już musi z niego schodzić. A to za sprawą Pierre’a-Emericka Aubameyanga, który poprowadził Arsenal do pierwszej wygranej i w ogóle pierwszych punktów od trzech spotkań.

Trudno powiedzieć o meczu z Burnley, że w którymkolwiek momencie mógł się Arsenalowi wyślizgnąć z rąk. Owszem, przez większość spotkania Kanonierzy prowadzili zaledwie jednym golem (od 14. do 48. i od 63. do 91. minuty), ale goście bardzo rzadko zagrażali bramce Bernda Leno. Co tym bardziej krzepiące dla kibiców Arsenalu i Unaia Emery’ego, że przecież w tym spotkaniu nie mogli wystąpić: Bellerin, Mustafi, Holding i Mavropanos, a czwórka w tyłach składała się z trzech bocznych defensorów.

Wydarzenie meczu? Wielu powie, że dublet Aubameyanga, ale patrząc szerzej – na pewno powrót do wyjściowego składu – i to w roli kapitana (!) – Mesuta Ozila. Niemiec ostatnio nie znalazł się w meczowej kadrze”z powodów taktycznych”, dziś udowodnił, że może się jeszcze Emery’emu przydać. Po jego świetnym zagraniu w pole karne Kolasinac zaliczył asystę przy golu Aubameyanga na 1:0, jego indywidualny rajd skończył się golem Alexa Iwobiego w doliczonym czasie drugiej połowy.

Arsenal – Burnley 3:1
Aubameyang 14’, 48’, Iwobi 90’+1’ – Barnes 63’

***

Kolejne 90 minut od Ralpha Hasenhuttla dostał dziś Jan Bednarek. I chyba można powiedzieć, że znów nie zawiódł. Southampton wygrał drugi mecz z rzędu, tym razem przeciwko najgorszej ofensywie ligi, a więc Huddersfield. Polak przy jedynym golu rywali uchylił się od strzału Billinga, próbując go blokować w dość dziwny, nieskoordynowany sposób piętą. Stojący między słupkami Alex McCarthy też się nie popisał – strzał był mocny, odkręcał się od środka, ale i tak był daleki od narożnika bramki.

Sprawdzamy noty WhoScored – Polak wypadł lepiej tylko od wspomnianego McCarthy’ego, dostał 6,5 w dziesięciostopniowej skali (Yoshida – 7,3, Vestergaard – 7,7). Podawał na niskiej, 66-procentowej celności (33/50 udanych zagrań), wygrał 1 z 3 pojedynków główkowych, nie zaliczył ani jednego odbioru i 7 wybić.

Huddersfield – Southampton 1:3
Billing 58’ – Redmond 15’, Ings 42’, Obafemi 71’ 

***

Sensacja w meczu City swoją drogą, niespodzianka w spotkaniu Chelsea – swoją. The Blues także dziś przegrali, także u siebie. Z tą różnicą, że akurat z zespołem, który w ostatnich latach potrafił grać na nosie ekipom z Big Six. Wyspecjalizował się w tym strzelec jedynego gola, Jamie Vardy.

Jeśli chcecie definicji piłkarza odpornego na terminarz, dla którego nie ma znaczenia, czy gra z Manchesterem City, czy z Tranmere City, oto i ona.

Chelsea – Leicester 0:1
Vardy 51′

***

Swoich statystyk bramkarskich nie podkręcił dzisiaj Łukasz Fabiański. Polak nie ponosi żadnej winy przy dwóch golach Watfordu, ale fakt faktem – obronił dziś 3 strzały, puścił 2 gole i jako że koledzy w ofensywie nie zdziałali tym razem nic, nie będzie dziś wracać do domu zadowolony.

Zadowoleni będą za to gracze Watfordu, na czele z Gerardem Deulofeu i Ricardo Pereyrą. Bramka numer dwa strzelona po kombinacji tej dwójki – ciasteczko.

West Ham – Watford 0:2
Deeney 30′ (k.), Deulofeu 87′

***

Pozostałe wyniki:

Newcastle – Fulham 0:0

Bournemouth – Brighton 2:0
Brooks 21′, 77′

KOMENTARZE (4)