Nastąpiło zwolnienie blokady
Anglia

Nastąpiło zwolnienie blokady

Wiadomo było, że Manchester United ma potencjał większy od tego, na co wskazywałyby wyniki w tym sezonie. Czy to piłkarze nie chcieli go uwolnić, bo mogłoby to pomóc męczącemu ich menedżerowi, czy może to Jose Mourinho zakuwał ich w taktyczne kajdany – pewnie jeszcze długo się o tym nie dowiemy. Dowiedzieliśmy się za to, jak mogą grać Czerwone Diabły w erze po Mourinho. I odpowiedź naprawdę się nam podobała.

Od ponad roku United nie prowadzili do przerwy po strzeleniu trzech goli – teraz się to udało. Z bramką ten mecz skończył każdy zawodnik wystawiony przez Ole Gunnara Solskjaera w ofensywnym tercecie – i Lingard, i Rashford, i Martial. Paul Pogba parę razy popisał się błyskotliwym zagraniem zdradzającym siedzące w nim umiejętności wycenione dwa i pół toku temu na ponad sto milionów euro. Było dobrze, a nawet bardzo dobrze.

Oczywiście, to tylko Cardiff. Ale wynik 5:1 na wyjeździe, niezależnie od rywala, ma swoją wymowę. Tym bardziej, że to naprawdę najniższy wymiar kary – swoje dogodne sytuacje na kolejne bramki mieli choćby Rashford (on to mógł zejść z hat-trickiem) czy Pogba (strzał zza pola karnego wybroniony w wielkim stylu przez Etheridge’a).

Francuz swojej debiutanckiej bramki pod wodzą Solskjaera nie strzelił, Anglikowi się to udało. I to w jakim stylu! Rashford ustawił piłkę do rzutu wolnego, wykonał rozbieg w stylu Cristiano Ronaldo, z krokami w bok i załadował tak, że CR7 by się nie powstydził. Piłka leciała jak torpeda w kierunku dalszego słupka, Neil Etheridge nawet nie zareagował. Szybki gol – padł w trzeciej minucie – tylko rozochocił kolegów Rashforda. Próba z dystansu Andera Herrery skończyła się bramką chyba jeszcze piękniejszą, strzał Martiala po kombinacji z Pogbą i Lingardem – golem na 3:1, karny Lingarda wywalczony przez tegoż zawodnika – trafieniem na 4:1. Wychowanek United był też tym, który wynik ustalił, po otwierającym zagraniu od Paula Pogby. Drugim, bo asystę Francuzowi udało się też asystować podaniem ze skrzydła przy golu Herrery.

Cardiff łudzić się, że może cokolwiek ugrać, mogło przez całe… sześć minut. Pierwsze trzy, przed wolnym Rashforda i trzy po kontaktowym trafieniu z karnego Camarasy. Bo tyle zajęło Martialowi przywrócenie dwubramkowej przewagi.

Co tu dużo mówić – nasze apetyty są rozbudzone. Manchester United jeszcze kilka dni temu wyglądał na ekipę zblazowaną, która za nic w świecie nie podłączy się do walki z pierwszą piątką, a raczej tłuc się będzie z Wolves, West Hamem czy Evertonem o szóstą pozycję. Dziś – choć powiedzmy to raz jeszcze: to było tylko Cardiff – było dużo, dużo lepiej.

Bo Manchester United był głodny, Manchester United był ofensywny, Manchester United był skuteczny, Manchester United grał z polotem. Manchester United był wszystkim, czym nie był w większości meczów w tym sezonie.

Dlatego Czerwone Diabły są dziś zwycięskie. I to w piekielnie przekonującym stylu. 

Cardiff City – Manchester United 1:5
Camarasa 38’ (k.) – Rashford 3’, Herrera 29’, Martial 41’, Lingard 57’ (k.), 90′