Niektóre pociągi przyjeżdżają tylko raz – jeśli nie wskoczysz, drugiej okazji nie będzie
Weszło Extra

Niektóre pociągi przyjeżdżają tylko raz – jeśli nie wskoczysz, drugiej okazji nie będzie

Jedno z największych odkryć tego sezonu. Jeden z najlepszych pomocników i piłkarzy w lidze. W końcu – jeden z kandydatów do gry w reprezentacji Polski. Gdy Tomas Podstawski w sierpniu podpisywał kontrakt z Pogonią Szczecin, chyba nikt nie spodziewał się, że Portowcy trafią tym ruchem praktycznie w sam środek tarczy. 

Uznaliśmy, że końcówka rundy to najwyższa pora, by z nim porozmawiać. O czym? Między innymi o tym, że czuje się Portugalczykiem, który zawsze kochał Polskę. O graniu lub trenowaniu z takimi piłkarzami jak Joao Cancelo, Bernardo Silva czy James Rodriguez i jednoczesnym braku poważnej szansy w FC Porto. O pierogach, o graniu na skrzypcach i o tym, że lepiej mądrze stać, niż głupio biegać, ale przede wszystkim trzeba grać w piłkę. Zapraszamy! 

Szalenie ważna sprawa – gdzie w twoim mieszkaniu znajduje się kosz? 

W kuchni, pod zlewem. Tak jak u wszystkich w rodzinie! 

Pewnie nie zdajesz sobie z tego sprawy, ale właśnie zaliczyłeś test na prawdziwego Polaka. 

Naprawdę? W Portugalii wygląda to tak samo. 

Twój ojciec mocno dbał o to, żebyś nie zapomniał o swoich korzeniach? 

Kocham Polskę, zawsze ją kochałem. Mieliśmy z nią kontakt zarówno w domu, jak i w trakcie wyjazdów, bo praktycznie co roku przylatywaliśmy do kraju, by odwiedzić rodzinę. Nie tak często, jak byśmy chcieli, bo trzy tysiące kilometrów jednak trochę utrudniały sprawę, ale staraliśmy się przebywać w Polsce jak najdłużej. Czasami w trakcie wakacji udawało się tu spędzić nawet trzy tygodnie. Jestem bardzo zadowolony z tego, że ten kontakt się nie urwał. Jeśli chodzi o język, to zawsze jest trochę łatwiej, gdy uczysz się go już jako dziecko. Ja dzięki mojemu tacie miałem taką możliwość. 

Możemy się swobodnie dogadać, ale podobno nie jesteś zadowolony ze swojego poziomu.  

Zaraz po wywiadzie idę na kolejną lekcję. Muszę poprawić gramatykę, odmianę przez przypadki. Perfekcyjnie pewnie nigdy nie będzie, ale skoro może być lepiej, to próbuję. Nie jest łatwo osiągnąć dobry poziom, gdy na co dzień nie masz styczności z językiem, a my w domu znacznie częściej mówiliśmy po portugalsku, a poza nim, w rozmowach z przyjaciółmi i znajomymi – wyłącznie w ojczystym języku mamy. 

Co zapamiętałeś z tych częstych wizyt w Polsce? 

Stare Miasto w Bydgoszczy i działkę dziadków położoną nad jakimś jeziorem. Spędzaliśmy tam wakacje i całymi godzinami graliśmy w piłkę. Zawsze przylatywaliśmy do Bydgoszczy, ale byłem też w Gdańsku i Warszawie, gdzie również mamy rodzinę. Pamiętam też jedzenie, bo gdy trzeba było wracać do domu, zdarzało mi się tęsknić za pierogami, naleśnikami, śledziem czy gołąbkami. Za schabowym trochę mniej! Na szczęście w Portugalii gastronomia też stoi na bardzo wysokim poziomie. 

A polską piłką się interesowałeś? 

No nie, w Portugalii ludzie żyją tamtejszą ligą, a w dalszej kolejności jest La Liga, Premier League, Serie A i Bundesliga. Dostęp do tych rozgrywek jest bardzo łatwy, a żeby zobaczyć polską ligę, trzeba kupić specjalny dekoder. Jak była okazja, to oglądałem mecze reprezentacji i oczywiście jej kibicowałem. Nie tylko piłkarzom, ale też siatkarzom czy lekkoatletom. 

31.08.2018 ZABRZE UL. ROOSEVELTA ( POLAND ) PILKA NOZNA ( FOOTBALL ) LOTTO EKSTRAKLASA SEZON 2018/2019 ( POLISH TOP LEAGUE ) - 7. KOLEJKA MECZ GORNIK ZABRZE - POGON SZCZECIN ( GAME ) NZ TOMAS PODSTAWSKI FOTO MARCIN PIRGA / CYFRASPORT / NEWSPIX.PL --- Newspix.pl *** Local Caption *** www.newspix.pl mail us: info@newspix.pl call us: 0048 022 23 22 222 --- Polish Picture Agency by Ringier Axel Springer Poland

Jednak gdy zaczynałeś kopać, pewnie bardziej chciałeś być jak Maniche niż Radosław Kałużny. 

Grałem w FC Porto i juniorskich kadrach, więc siłą rzeczy bardziej zerkałem w kierunku portugalskiej reprezentacji. Nie było tak, że polska drużyna w ogóle mnie nie interesowała, ale to z tamtymi zespołami zawsze byłem mocniej związany. Poza tym, gdy byłem mały, łatwiej było się wzorować na Portugalczykach, bo Polska nie miała graczy pokroju Lewandowskiego czy Błaszczykowskiego. Dziś poziom się trochę wyrównał, czego najlepszym przykład jest mecz na Euro, który rozstrzygnął się dopiero w karnych. 

Problemu z wyborem drużyny, której powinieneś wtedy kibicować, jednak nie miałeś. 

To skomplikowana sprawa, bo czuję się Portugalczykiem, ale Polska zawsze była obecna z moim życiu i darzę ją szczególnym uczuciem. Powiem tak – gdyby wtedy wygrała Polska, też nie byłbym smutny. Niezależnie od tego, kto zwycięża w takich meczach, ja jestem zadowolony! Oczywiście jako piłkarz zawsze patrzy się też pod kątem tego, która z drużyn mogłaby osiągnąć więcej w kolejnych meczach. Tu miałem wrażenie, że Portugalia. 

Pewnie domyślasz się, do jakiego momentu w naszej rozmowie się zbliżamy. Słyszałem, że pytania o grę dla Polski zaczynają cię już wkurzać. 

Tak, trochę irytują. Wiesz, dlaczego? Bo do mnie nikt nigdy nie zadzwonił, tylko media o to wypytują. Odpowiadam im, ale tak naprawdę nawet nie wiem, czy jest chęć ze strony PZPN-u i możliwość bym grał dla Polski. Na razie chciałbym skoncentrować się na występach w Pogoni i na tym, żeby się rozwijać oraz realizować kolejne cele, bo jestem świadomy poziomu, który trzeba prezentować. Potem wszystko się powolutku wyjaśni. Gdy coś konkretnego znajdzie się na stole, będę mógł podjąć decyzję, ale w tym momencie się tym nie stresuję. 

Ale czytałem, że decyzję chcesz podjąć w trakcie świąt. 

To nie tak, że dzień po świętach mam zamiar zwołać konferencję prasową i ogłosić, co postanowiłem! Czuję się związany z reprezentacją Portugalii, bo 85 razy grałem w tamtejszych kadrach, byłem ich kapitanem, a także uczestniczyłem w mistrzostwach świata, Europy oraz Igrzyskach Olimpijskich, ale warto porozmawiać na ten temat z rodziną i rozważyć możliwość gry dla Polski. Oczywiście jeśli pojawiałoby się zainteresowanie ze strony trenera i związku. Odpowiedzieć powinienem osobom, które są odpowiedzialne za powołania.  

Musisz zrozumieć, że dla mnie to delikatna kwestia. Bardzo nie chciałbym, żeby ktoś w Polsce pomyślał, że chcę tutaj grać tylko dlatego, że nie mam szans na występy dla Portugalii. To sprawa wykraczająca daleko poza sport! Gdy grasz dla kraju, to reprezentujesz na boisku miliony osób, które trzymają za ciebie kciuki. To szczególne momenty, które trochę różnią się od tego, co przeżywasz, gdy występujesz w klubie. 

Pewnie słyszałeś, że mamy różne doświadczenia związane z podobnymi przypadkami. Nie każdy myśli tak jak ty. 

Czasami nie jest łatwo odrzucić szansę, którą ktoś ci daje. W Portugalii mówimy, że niektóre pociągi przyjeżdżają tylko raz – jeśli nie wskoczysz, to drugiej okazji nie będzie. 

Ale na mojej stacji w tym momencie nie ma żadnego pociągu, dlatego chciałbym wrócić do tej rozmowy, gdy jakiś się pojawi. 

SZCZECIN, 27.10.2018 LOTTO EKSTRAKLASA PILKA NOZNA MEZCZYZN POGON SZCZECIN - LECH POZNAN POLISH LOTTO EKSTRAKLASA FOOTBALL MATCH POGON SZCZECIN - LECH POZNAN NZ PILKARZE POGONI SWIETUJA Z KIBICAMI WYGRANA NAD LECHEM, KAMIL DRYGAS, TOMAS PODSTAWSKI, ADAM BUKSA FOT. KRZYSZTOF CICHOMSKI / NEWSPIX.PL --- Newspix.pl *** Local Caption *** www.newspix.pl mail us: info@newspix.pl call us: 0048 022 23 22 222 --- Polish Picture Agency by Ringier Axel Springer Poland

A naprawdę myślisz, że pociąg nazywany portugalską kadrą jeszcze ci nie odjechał? Wśród pasażerów widzę Williama Carvalho, Danilo Pereirę, Renato Sanchesa, Joao Mario czy Rubena Nevesa, a ty grasz tylko w Pogoni Szczecin. 

To prawda, że oni grają w wielkich klubach, ale w piłce wszystko szybko się zmienia. Znam przypadki zawodników, którzy w kilkanaście miesięcy potrafili przebyć drogę z niższej ligi do dobrej reprezentacji. Popatrz na Aly’ego Cissokho. Vitoria Setubal wzięła go z trzeciej ligi francuskiej. Pół roku później był już w Porto, a po następnej rundzie przeniósł się za wielkie pieniądze do Lyonu i dostał powołanie do francuskiej kadry. A gdybyś w momencie jego przeprowadzki do Portugalii powiedział, że tak to będzie wyglądać, ludzie pomyśleliby, że jesteś niespełna rozumu! To oczywiście są wyjątki, które nie zdarzają się na każdym kroku, ale trzeba pamiętać o tym, że szanse na szybki awans są zawsze. Hubert Matynia nie zaczynał sezonu w pierwszym składzie, bo grał Nunes, a za chwilę trafił do kadry. Jeszcze w sierpniu byliśmy na przedostatnim miejscu i ludzie myśleli, że będziemy grali o utrzymanie, a my błyskawicznie poszliśmy do góry. 

Ale do Portugalii w ogóle docierają jakieś wieści o twojej dobrej grze? 

Gdybym tak grał w portugalskiej ekstraklasie, na pewno mówiłoby się o mnie więcej, ale teraz też czasami dziennikarze do mnie dzwonią. Moje nazwisko pojawia się w gazetach i na stronach internetowych. Ludzie, którzy się tym interesują, na pewno wiedzą, co u mnie słychać. 

Właśnie przypomniało mi się, że kiedyś piłkarz z naszej ekstraklasy dostał powołanie do waszej kadry. Czyli można! 

Orlando? 

Tak, choć był tylko na wstępnej liście Fernando Santosa. I Marco Paixao cały czas powtarzał, że powinien grać w waszej kadrze. Widzę, że uśmiechnąłeś się pod nosem. 

To dlatego, że w Portugalii w ogóle się o tym nie mówiło. Przykład Orlando pokazuje, że to może się zdarzyć, ale generalnie to nie jest tak mocna liga, by selekcjoner zwrócił na nią uwagę. Większość piłkarzy gra w Premier League, Serie A, Primera Division i Bundeslidze lub w lidze portugalskiej, ale tylko w Porto, Sportingu i Benfice. Z innych klubów trafiają się jedynie wyjątki. 

Byłeś skazany na to, żeby zostać piłkarzem? W piłkę grają też twoi dwaj bracia, więc można pomyśleć, że nie mieliście wyboru. 

Nasi rodzice są nauczycielami wychowania fizycznego, ale nikt do niczego nas nie zmuszał. W domu sport był obecny od zawsze, a w Portugalii nie ma dobrych warunków, by zostać lekkoatletą, siatkarzem czy piłkarzem ręcznym. To droga dla wybranych, a 90% ludzi po prostu gra w piłkę nożną. W moim przypadku zawsze sprawiała, że byłem szczęśliwy, choć robiłem też inne rzeczy. Grałem na skrzypcach i studiowałem. 

Ale w końcu obie te rzeczy przegrały u ciebie z futbolem. 

Skrzypce dostałem od dziadków z Polski i uczyłem się na nich grać przez pięć lat. Teraz leżą gdzieś w Porto i trochę straciłem z nimi kontakt, a to taki instrument, który wymaga regularnych ćwiczeń. Muzyka towarzyszy mi cały czas, ale gdy przeniosłem się z Boavisty do FC Porto, treningi stały się tak wymagające, że nie mogłem łączyć tych pasji i moje kameralne koncerty odbywałby się w tym samym czasie co mecze. 

Ze studiów zrezygnowałem, gdy grałem w Porto B, w portugalskiej pierwszej lidze. Za dużo podróżowałem. Gdy dochodziły do tego mecze kadry, czasami poza domem spędzałem trzy tygodnie i nie miałem, jak się uczyć. Był indywidualny plan, który realizowałem, wykładowcy szli mi na rękę z terminami egzaminów, ale i tak się nie udało. Studiowałem stosunki międzynarodowe. Jeśli chodzi o zajęcia z socjologii, historii czy prawa, to jeszcze dawałem sobie radę, gdy uczyłem się samemu. Ekonomia to jednak już coś zupełnie innego. Bez chodzenia na zajęcia trudno zdać z niej egzaminy. Przy czym mam nadzieję, że po karierze wrócę na uczelnie. 

Zrzut ekranu 2018-12-20 o 13.38.55

Rezygnacja była chyba o tyle łatwa, że uchodziłeś za jeden z największych talentów w Portugalii. 

Grałem z Joao Cancelo, który dziś jest w Juventusie, z Bernardo Silvą z Manchesteru City, Andre Silvą z Sevilli, Gelsonem Martinsem z Atletico Madryt, Ronym Lopesem z Monaco, Brumą z RB Lipsk, Goncalo Paciencią z Eintrachtu czy Goncalo Guedesem z Valencii. Czy miałem większy talent niż oni? Nie powiedziałbym. Oczywiście wymieniłem tylko tych, którzy teraz osiągają sukcesy, ale są też przypadki zawodników, którzy grają na niższym poziomie lub w ogóle skończyli kariery. A każdy z nas miał talent, bo żeby trafić do młodzieżowej kadry w Portugalii, musisz go mieć. 

Ciebie jednak regularnie powoływali selekcjonerzy we wszystkich kategoriach wiekowych, często zakładałeś opaskę kapitana, zdobywałeś medale. Wydawało się, że jesteś skazany na dużą karierę. 

Były też Igrzyska Olimpijskie, na których indywidualnie wypadłem bardzo dobrze, lecz niestety przegraliśmy w ćwierćfinale z Niemcami. Dla kariery ważniejsze jest jednak to, co dzieje się w klubie. A ja po powrocie z Brazylii czułem, że powinienem grać na najwyższym poziomie, ale wtedy Porto nie pozwoliło mi odejść. Postaw się w mojej sytuacji – miałem już ponad 21 lat, a ciągle grałem tylko w rezerwach na zapleczu ekstraklasy, czyli w rozgrywkach, które rok wcześniej wygraliśmy, ale – co oczywiste – nie mogliśmy awansować. To było wyzwanie pod względem mentalnym, bo liczyłem na coś więcej i miałem kilka ofert. W dodatku we wrześniu zerwałem więzadła i wypadłem na kilka miesięcy, przez co nie przyjechałem na młodzieżowe Euro do Polski. Zdążyłem wrócić, trener powołał mnie do 25-osobowej kadry, ale zostałem skreślony przed samym turniejem wraz z Ronym Lopesem. Później Porto przyjęło taką politykę, że zamiast wypożyczeń pożegnało się z kilkunastoma graczami i tak skończyła się moja przygoda z tym klubem. 

Za to w końcu mogłeś się pokazać w portugalskiej ekstraklasie. 

To kolejny dowód na to, że w piłce wszystko szybko się zmienia – zarówno na dobre, jak i na złe. Miałem podpisany kontrakt z Setubal i chciałem tam zostać, ale zmienił się prezes, trener i dyrektor sportowy. Doszło do rewolucji! Przyszło wielu nowych zawodników i czułem, że grałbym tam niewiele minut. A dla mnie nawet połowa czasu na boisku to byłoby niewystarczające, bo mam 23 lata i chcę grać. Wiele klubów miało już zamknięte kadry, a ja musiałem szukać drużyny, która chciała takiego gracza jak ja. Takiej, w której czułbym się potrzebny. Pojawiła się oferta z Polski, bardzo starali się o mnie trener, prezes i pan Dariusz Adamczuk. Czuję, że ta zmiana popchnęła moją karierę w pozytywnym kierunku.

Zrzut ekranu 2018-12-19 o 22.31.05

Ale masz poczucie niedosytu w związku z tym, że nigdy nawet nie zadebiutowałeś w Porto?  Przecież już jako 17-latek siedziałeś na ławce w meczu z Manchesterem City. 

To była tylko taka nagroda za to, że dobrze wyglądałem w drużynach młodzieżowych. Taka wycieczka, bo była to wyjątkowa sytuacja – przez kartki i kontuzje nie mieli pełnej kadry, więc pojechałem ja. Fajne przeżycie, ale to nie było tak, że trenowałem z tą drużyną i miałem szansę w niej zaistnieć. 

Tak naprawdę rozegrałem w rezerwach pięć sezonów, a nigdy takiej szansy, by wskoczyć na wyższy poziom, nie dostałem. Pewnie lepiej dla mojej kariery byłoby, gdyby mnie wypożyczyli przed ostatnim sezonem – mógłbym się pokazać na poziomie ekstraklasy i ewentualnie wrócić do klubu, ale oni podjęli inną decyzję. Nie mówię, że złą czy dobrą. To jest Porto, zawsze będę kibicował tej drużynie, bo urodziłem się w tym mieście, a w klubie rozwinąłem się jako piłkarz i człowiek. 

Ale sam nie masz sobie nic do zarzucenia? Nie popełniłeś żadnych błędów? 

Błędy… Ktoś może powiedzieć, że nie wykorzystałem swojej szansy. Ale ja z pierwszą drużyną byłem trzy-cztery razy w miesiącu – czy to w ogóle można traktować jak szansę? Przecież tu musi zagrać wszystko – inni zawodnicy muszą wiedzieć, że mogą na ciebie liczyć, bo masz odpowiednią jakość, trener i dyrektor sportowy muszą być przekonani, że możesz stać się ważną postacią drużyny. W takim czasie o to bardzo trudno. Nawet gdybym występował w rezerwach, ale regularnie trenował z pierwszą drużyną, byłoby łatwiej, ale nic takiego nie miało miejsca. Do tego często zmieniali się trenerzy: Andre Villas-Boas, Vitor Pereira, Paulo Fonseca, Julen Lopetegui, Nuno Espirito Santo, na końcu Sergio Conceicao. To powodowało duży ruch wśród piłkarzy, konkurencja była ogromna. 

A która z gwiazd Porto, z którymi pracowałeś, wywarła na tobie największe wrażenie? 

Trenowałem z wieloma wielkimi piłkarzami: Jamesem Rodriguezem, Lucho, Falcao, Casemiro, Danilo, Aleksem Sandro, Ikerem Casillasem, Nicolasem Otamendim, Jacksonem Martinezem, ale… To też jest wymowne, że za rzadko tam byłem, żeby wybrać kogoś, kto miał na mnie największy wpływ. 

Długo zastanawiałeś się nad ofertą z Polski? 

Trochę bałem się, czy będzie to dla mnie dobre, bo…

Bo mamy bardzo niski poziom. 

Nie jest to tak silna liga, żeby iść do niej w ciemno. Jednak im dłużej tu jestem, tym wyraźniej widzę, że jest tu indywidualna jakość, fajna atmosfera i porządna infrastruktura. Jest na czym budować dobrą ligę, ale nie wiem, co konkretnie należałoby zmienić. Wracając do pytania – nie zastanawiałem się bardzo długo, bo już wcześniej miałem sygnały z Polski i trochę mogłem się dowiedzieć. Jednak dopiero teraz Pogoń była bardzo konkretna.

January 27, 2018 - Braga, Braga, Portugal - Sporting's Portuguese midfielder William Carvalho (C) in action with Setubal's Portuguese forward Joao Amaral (L) and Setubal's Portuguese midfielder Tomas Podstawski (R) during the Portuguese League Cup 2017/18 Final, match between Vitoria FC and Sporting CP, at Municipal de Braga Stadium in Braga on January 27, 2018. (Credit Image: © Dpi/NurPhoto via ZUMA Press) PUCHAR LIGI PORTUGALSKIEJ PILKA NOZNA SEZON 2017/2018 FOT.ZUMA/NEWSPIX.PL POLAND ONLY!!! --- Newspix.pl *** Local Caption *** www.newspix.pl mail us: info@newspix.pl call us: 0048 022 23 22 222 --- Polish Picture Agency by Ringier Axel Springer Poland

A nie byłeś zaskoczony tym, jak wiele masz u nas czasu na boisku? 

Jak Amaral?

Tak, twój były kolega klubowy mówił o tym w wywiadzie. 

W Polsce gra często jest „złamana”. Drużyna dzieli się na obronę i atak, przez co mecze wyglądają na bardzo bezpośrednie – nie ma długiego utrzymywania się przy piłce, a jest dużo biegania i walki fizycznej. Czuję jednak, że powoli się to zmienia i tak bardzo jak Amaral zaskoczony nie byłem. Intensywność nie jest tak niska, bo Polska uwielbia statystyki biegowe i dobrze w nich wypada. 

Znów się wymownie uśmiechnąłeś. 

Bo w Portugalii aż tak nie zwraca się uwagi na to, kto ile kilometrów pokonał, a tutaj macie fioła na punkcie tego, czy było to 110, 115 czy 119! 

Czyli lepiej mądrze stać, niż głupio biegać? 

Oczywiście! Ale przede wszystkim trzeba grać w piłkę. Dobre przygotowanie fizyczne jest tylko środkiem do osiągnięcia wyniku, a nie celem samym w sobie. Priorytetem musi być piłka, technika i taktyka. Zawsze piłka! Często wygrywają ci, którzy więcej biegają, ale jeśli drużyna gra mądrze, to przestaje być aż takim atutem. 

A jak oceniasz Szczecin jako miejsce do życia? 

Nie jest to Porto, ale jestem zadowolony. Mam tu wujka i ciocię, którzy o mnie dbają i fajnie, że mamy teraz bliski kontakt. Jest zero stopni i już o 16 jest ciemno jak w Portugalii o 21, ale można to wytrzymać. To bez większego znaczenia. 

Czyli nie zwiejesz przy pierwszej okazji? 

Nie będę uciekał. 

Rozmawiał MATEUSZ ROKUSZEWSKI

Fot. newspix.pl/prywatne

KOMENTARZE (4)