Interwencja kolejki? Nie przeczymy, nie tylko z grzeczności
Anglia

Interwencja kolejki? Nie przeczymy, nie tylko z grzeczności

Gdybyśmy mieli wybrać dwa najbardziej spektakularne momenty Jana Bednarka w Premier League, z pewnością numerem jeden byłby gol w debiucie z Chelsea. To nie ulega wątpliwości. Ale na drugą pozycję po dzisiejszym meczu z Arsenalem zdecydowanie wskakuje interwencja z pierwszej połowy. Polak dziś w złocie odpłacił za zaufanie Ralphowi Hasenhuttlowi, przy stanie 1:1 ratując Southampton wynik. Powiedzmy to wprost – wślizg, którym Polak wybił piłkę Pierre’owi-Emerickowi Aubameyangowi był absolutnie kluczowy dla przebiegu spotkania.

Gdyby Aubameyang skierował piłkę do siatki, Arsenal pierwszy raz w tym spotkaniu wyszedłby na prowadzenie. A tak – nie udało mu się to już do samego końca meczu.

Meczu, który Bednarkowi wyszedł naprawdę dobrze. Za interwencję, o której piszemy we wstępie, należy mu się wiadro pochwał, bo zdążył, bo wyczuł tempo, bo w sytuacji mogącej się skończyć golem albo karnym, on uratował swoją ekipę.

Co poza tym? Poza tym Bednarek kilka razy przecinał ostre wrzutki rywali, zdarzało mu się dobrze pójść na wyprzedzenie, nie dawał się pokonać w pojedynkach jeden na jeden z Iwobim. Ale też – bądźmy uczciwi – kilkakrotnie poszedł na raz i dał się oszukać. Dwie najbardziej zapadające w pamięć sytuacje tego typu – pierwsza, gdy wyszedł za Lacazettem do linii środkowej i faulując zgarnął żółtą kartkę. I druga, kiedy lekkim dziubnięciem piłkę puścił sobie obok niego Iwobi, co doprowadziło do sytuacji strzeleckiej Nigeryjczyka po odegraniu Aubameyanga. Gracz Arsenalu nie wcelował jednak dość precyzyjnie.

Jego błędy nie skończyły się jednak golem – zupełnie jak tydzień temu z Cardiff, choćby wtedy, gdy zbyt długie wahanie w wyprowadzeniu doprowadziło do groźnej straty na rzecz Pattersona lub gdy przegrana główka doprowadziła do sytuacji strzeleckiej Hoiletta. Przy bramce maczał zaś palce kolega Bednarka i stoper znany Ralphowi Hasenhuttlowi, a więc Jannik Vestergaard. Konkretnie – przy trafieniu Arsenalu na 2:2. Strzał Mkhitaryana, łatwy, po ziemi, po rykoszecie od nogi Vestergaarda wpadł do siatki.

Armeńczyk strzelił też na 1:1, głową po wrzutce Monreala na skraj pola karnego, ale dwa wyrównania to wszystko, na co było dziś stać Arsenal. Z kolei Southampton, za Marka Hughesa zmierzający autostradą do Championship i dający się regularnie dogonić mimo wielokrotnie obejmowanego prowadzenia, dziś wreszcie mimo dwóch skutecznych pogoni Kanonierów wyszedł na swoje.

W ofensywie mecz dla Świętych stał pod znakiem perfekcyjnych dośrodkowań. Cztery razy po wrzutkach kierowali piłkę do siatki, w tym raz ze spalonego – gdy Long dobijał mocne uderzenie głową Yoshidy. Chorągiewka pozostawała jednak w dole najpierw, gdy idealną wrzutkę z lewej strony Targetta wykończył wobec nieudanej interwencji Koscielnego Ings. Gdy na koniec pierwszej połowy Redmond ze skraju pola karnego fantastycznie obsłużył angielskiego napastnika, a ten głową skontrował piłkę poza zasięgiem Leno. I wreszcie kiedy Święci wyprowadzili fantastyczną kontrę – zagranie z koła środkowego na prawą stronę do Longa, ten technicznie podciął piłkę na długi słupek do Austina, centymetry poza zasięgiem Leno. Pozostało skierować piłkę do pustej bramki.

Mecz Southampton polskiemu kibicowi – o ile nie ściska kciuków za Arsenal – przynosi więc podwójną radość. Bo Bednarek zagrał naprawdę dobrze i zaliczył jedną z najbardziej efektownych interwencji kolejki, to raz. A dwa, że jego zespół zbliża się wygraną do utrzymania, co oznacza, że jeśli Hasenhuttl nadal będzie Polakowi ufał, będziemy mieć przynajmniej jednego regularnie występującego w polu rodaka w najlepszej angielskiej lidze. A póki co powodów, by mu nie ufać, Bednarek nie dał.

Southampton – Arsenal 3:2
Ings 20′, 44′, Austin 85′ – Mkhitaryan 28′, 53′

KOMENTARZE (6)