Nie bramek, pucharów, sukcesów. W polskiej piłce najwięcej jest reform
Blogi i felietony

Nie bramek, pucharów, sukcesów. W polskiej piłce najwięcej jest reform

W zagranicznej piłce mówi się najczęściej – niesamowite! – właśnie o piłce. Kto ładnie podał, kto ładnie strzelił. Czasem o tym, że sędzia się machnął i powinien wybrać się do okulisty, ale co do zasady, futbolu w futbolu jest tam bardzo dużo. U nas – jak zwykle – musi być na opak, więc rozmawiamy o reformach. Jesteśmy Marcinem Lutrem piłki nożnej. Jesteśmy tak nakręceni na szeroko pojęte reformy, że zaraz zaczniemy reformować reformy. Będziemy o nich śnić, będziemy o nich marzyć, będziemy je wpieprzać na śniadanie. Reformy, reformy, reformy.

R-E-F-O-R-M-Y.

Nie zrozumcie mnie źle: oczywiście, że polską piłkę trzeba zmieniać, pozostawienie jej samej sobie byłoby pomysłem równie dobrym, co zostawienie bobasa w domu na bity tydzień. Nasz futbol też się ślini (na myśl o pucharach we wrześniu) i sra pod siebie, nie jest zbyt odpowiedzialny. Natomiast fajnie byłoby, gdyby reformy przeprowadzano z głową. To znaczy: by trwały one dłużej niż chwilkę. Zakaz sprowadzania obcokrajowców spoza Unii? Było, ale zaraz nie będzie. Dzielenie punktów? Super, jedziemy z tym, będzie ekstra… A nie, już koniec.

To nie ma sensu. Podejrzewam, że w XXI wieku mieliśmy więcej reform niż zespołów w pucharach wiosną. Co chwilę władze piłki w tej piłce coś zmieniają, nie dając sobie dłużej niż tę chwilę na sprawdzenie, czy to rzeczywiście zadziała. Bo co może się zmienić przez dwa sezony? Niewiele. Niech taka reforma potrwa na przykład dwie kadencje prezesa PZPN-u. Liga zyska trochę na stabilności, natomiast obecnie przypomina ona cyrk obwoźny, gdzie w poniedziałek małpa żongluje pomarańczami, we wtorek lew skacze przez obręcze, w środę baba z brodą robi salto. Widzów od tego nie przybywa.

Teraz znów wchodzi jedna reforma. Ona akurat mi się podoba, bo zawsze będę wolał w składzie jednego słabego młodzieżowca, niż jednego słabego Eduardo. To znaczy: obcokrajowca, chciałem napisać. Z takiego szrociarza ten futbol nigdy nic nie będzie miał, z młodzieżowca też niewiele, ale już prędzej cokolwiek. Przypominam, że polskie zespoły zarabiają w większości przypadków na sprzedaży naszych piłkarzy. Słuchajcie, za granicą nie pracują gamonie. Do naszej ligi trafiają obcokrajowcy, których Zachód nie chce, bo ten Zachód ich zweryfikował. Owszem są wyjątki, ale zdarzające się bardzo rzadko. Natomiast goście wyrastający na naszej ziemi sprawdzeni nie są i jeśli można zarobić nawet 200 tysięcy na sprzedaniu kogoś do Serie B, to chyba lepiej tyle zarobić niż stracić?

Druga reforma – która krąży wokół ligi od jakiegoś czasu – to powiększenie ligi do 18 zespołów. Idiotyzm. Szczególnie jeśli spojrzeć na Wisłę Kraków, która jest o krok od polecenia w cholerę. Możemy więc kończyć sezon w piętnastu, a chcemy mieć 18 zespołów? Śmieszne, tym bardziej, jeśli spojrzeć na czołówkę pierwszej ligi. Ci bez stadionu, ci bez stadionu, ci z jedną trybuną. Pogoń, Polonia, Dyskobolia, Odra, Widzew, Amica, Katowice, ŁKS, Polonia Bytom, Zawisza, KSZO, Stomil, Szczakowianka, Radomsko, Polkowice, Świt, Ruch Radzionków. Jak przeczytałem na Twitterze, te kluby w XXI wieku upadały na IV ligę albo i niżej. Z nich sobie zróbcie 18-zespołową ligę.

Oczywiście mogę się mylić, może to jest zajebisty pomysł i wprowadzi nas do finału Ligi Mistrzów, jak tylko Europa zobaczy ile drużyn u nas gra w piłkę. Nie wiem. Ale mam prośbę: jak się już zdecydujecie, to po dwóch latach nie wymyślajcie, że może jednak nie, jednak znowu zmieniamy format.

Przecież potrzebujemy reformy!