Oto Ameryka, czyli o władzy i sukcesach, piłkarskiej mądrości i pożytku z sędziowania
Weszło

Oto Ameryka, czyli o władzy i sukcesach, piłkarskiej mądrości i pożytku z sędziowania

Ameryka Łacińska to największa kopalnia i kuźnia piłkarskich talentów, laboratorium nowoczesnego futbolu i potęga sędziowska. Niby chcemy uczyć się od najlepszych, ale mało kto w Polsce ogląda tamtejsze rozgrywki. Szkoda. Finał Copa Libertadores to kolejny ważny materiał do przemyślenia. O sędziowaniu i jego zdrowym wpływie na sukcesy drużyn latynoskich – pisze Rafał Rostkowski, który rolą sędziów w piłce nożnej zajmuje się od 37 lat, w tym przez 30 lat sam był sędzią.

Mecz River Plate – Boca Juniors był pokazem futbolu na najwyższym poziomie i lekcją sędziowania. Ale nie takiego sędziowania, jakie niektórzy uznają za modne i nowoczesne, lecz takiego, jakie piłce nożnej i samym piłkarzom jest najbardziej potrzebne, nawet jeśli sami tego nie doceniają. Był lekcją, jak słyszę, dla wielu zaskakującą. Być może dlatego, że nie dostrzegają związków przyczynowo-skutkowych w zarządzaniu piłką nożną. A może dlatego, że nie rozumieją, jak ogromny wpływ na poziom i atrakcyjność piłki nożnej mają lub mogą mieć wytyczne dotyczące interpretacji i stosowania przepisów przez sędziów. To te instrukcje, które w oparciu o „Przepisy gry” ustalają FIFA, UEFA czy południowoamerykańska CONMEBOL. Sens tych interpretacji i instrukcji wpływa na to, jak pracują sędziowie, na co zwracają uwagę, na co pozwalają, za co karzą, a co ignorują. Sędziowie jako zbiorowość są bowiem dokładnie tacy, jakimi tworzy ich świat piłki nożnej, czyli właśnie związki, federacje i konfederacje. Sędziowie przecież nie urwali się z choinki i nie są piątym kołem u wozu. Tak – jakby tak było – traktują ich tylko ci, którzy nie wiedzą, jak wykorzystywać sędziów z pożytkiem dla piłki nożnej. W Ameryce Łacińskiej wiedzą to świetnie.

Analizą różnych trendów w sędziowaniu i ich wpływem na poziom i atrakcyjność piłki nożnej tak na poważnie nie zajmuje się chyba nikt inny w Polsce. Uprzedzam więc, że aby ten temat przybliżyć choćby w dużym skrócie, sensowym i – mam nadzieję – przekonującym, napisałem tekst niezbyt krótki. Dla właściwego zrozumienia tego tematu ważne są bowiem szczegóły, które trzeba wziąć pod lupę. Szczegóły, które zazwyczaj pozostają niezauważone, z zasady niestety są ignorowane, czasem – rozumiane na opak, a zdarza się, że są wyśmiewane. Niesłusznie. Jak w cytacie z Mikołaja Gogola: „Z czego się śmiejecie? Z siebie samych się śmiejecie”.
Temat jest szeroki, więc dla ułatwienia Czytelnikom skupimy się właśnie na ostatnim finale Copa Libertadores, bo najważniejsze decyzje sędziowskie w tym meczu, choć głośno krytykowane, nie były ani złe, ani przypadkowe.

Od szczegółu do ogółu, czyli sędzia oka nie przymyka

Sędzią głównym meczu przeniesionego z Buenos Aires do Madrytu na Santiago Bernabeu był Andres Ismael Cunha z Urugwaju. To arbiter, który zasłynął – jako pierwszy w historii mistrzostw świata – znakomitym korzystaniem z systemu VAR podczas meczu Francja – Australia i który potem w nagrodę za dobrą pracę prowadził między innymi półfinał rosyjskiego mundialu Francja – Belgia.
W 57. minucie europejskich derbów Buenos Aires podjął decyzję, za którą wielu obserwatorów meczu go skrytykowało. W polu karnym drużyny Boca Juniors do piłki biegli jej bramkarz Esteban Andrada i napastnik River Plate Lucas Pratto. On był przy piłce pierwszy, kopnął ją do góry, a rozpędzony i spóźniony Andrada wpadł na napastnika i go przewrócił. W ujęciu telewizyjnym na żywo, w dalekim planie, wydawało się, że należy się rzut karny. Sędzia gwizdnął i widząc, że potrzebna jest pomoc medyczna, wstrzymał wznowienie gry.

Przerwa trwała długo, więc sędziowie obsługujący system VAR, wszyscy również z Urugwaju, mieli dużo czasu, żeby dokładnie przeanalizować powtórki tej sytuacji z różnych kamer. Robili stopklatki, przewijali nagrania do przodu i do tyłu, w tempie naturalnym i zwolnionym. Sędziowie VAR mogą oglądać ujęcia ze wszystkich kamer. Sami decydują, które sytuacje chcą obejrzeć ponownie, jakie ujęcia i z których kamer, w jakim tempie i ile razy. Mają tyle czasu, ile potrzebują, o ile sędzia na boisku swoją decyzją im tego czasu nie skróci. Cunha był tego świadomy, dlatego nie ponaglał udzielających pomocy medycznej. Cierpliwie czekał aż skończą – i opatrujący, i koledzy z VAR. Najważniejsze dla wszystkich jest przecież, a przynajmniej powinno być, żeby ostateczna decyzja była prawidłowa.

W tym samym czasie, gdy sytuację analizował zespół VAR, telewidzowie zobaczyli niektóre z ujęć, przypuszczalnie również te najważniejsze.

MADRID, SPAIN - DECEMBER 09: Referee Andres Cunha talks with Gonzalo Montiel (29) of River Plate during the second leg of the final match of Copa Libertadores soccer match between River Plate vs Boca Juniors at the Santiago Bernabeu Stadium in Madrid, Spain on December 09, 2018. Burak Akbulut / Anadolu Agency/ABACAPRESS.COM FOT. ABACA/NEWSPIX.PL POLAND ONLY! --- Newspix.pl *** Local Caption *** www.newspix.pl mail us: info@newspix.pl call us: 0048 022 23 22 222 --- Polish Picture Agency by Ringier Axel Springer Poland

Wszyscy widzieli, co zrobił bramkarz

Bezsporne jest, że Pratto był przy piłce pierwszy, że zagrał piłkę, nie symulował i gdyby nie nieudana interwencja bramkarza, miałby szansę kontynuować grę i być może strzelić gola. Bezsporne jest też to, że bramkarz zaryzykował, wybiegł z bramki, nie osiągnął celu w postaci piłki i zamiast w piłkę trafił napastnika.

Co zatem sprawiło, że sędzia Cunha nie podyktował rzutu karnego? Dlaczego zespół VAR, który oglądał wszystkie dostępne powtórki wideo, nie skłonił arbitra do obejrzenia sytuacji na monitorze ustawionym blisko boiska i ewentualnie do zmiany decyzji? Cóż, albo arbitrzy zauważyli wcześniejsze przewinienie zawodnika River Plate, może coś, czego większość widzów nie dostrzegła, albo sędziami pokierowała wątpliwość. Taka wątpliwość, która w sądownictwie nakazuje wybrać rozstrzygnięcie na korzyść oskarżonego, a w piłce nożnej nakazuje (tzn. powinna nakazywać) powstrzymać się od podyktowania rzutu karnego lub wymierzenia innej kary. Jeśli sędzia lub sędziowie nie mają pewności, kto jest winny i w jakim stopniu, nie powinni wymierzać kary. Jeśli mają wątpliwości, zawsze lepiej wybrać mniejsze zło niż większą krzywdę.

„Skoro się przewrócił, to karny”

Kibicom oglądającym mecze polskiej Ekstraklasy to może wydawać się co najmniej dziwne, bo w ostatnich latach niestety mogli już przywyknąć do innych standardów postępowania. Przewodniczący Kolegium Sędziów PZPN Zbigniew Przesmycki przez lata wydawał polskim sędziom własne wytyczne, mijające się z sensem przepisów wydawanych przez IFAB i mijające się z sensem interpretacji FIFA, UEFA i CONMEBOL. W efekcie mecze Ekstraklasy z czasem zaczęły tylko przypominać prawdziwą piłkę nożną – „tylko przypominać”, ponieważ od piłki nożnej nasza polska kopana zaczęła się odróżniać pomysłami wprowadzanymi w życie przez przewodniczącego KS PZPN. Inna interpretacja kontaktu piłki z ręką, inne wytyczne w sprawie spalonego, inne w sprawie czasu zakończenia gry – to tylko niektóre z egzotycznych polskich „kwiatków”.

Inne reguły – to inny sport (więc i wyniki nie powinny dziwić). Przesmycki przekazywał sędziom na przykład takie wytyczne: jeśli sędzia nie widział dokładnie, czy biegnący za napastnikiem w polu karnym obrońca go sfaulował, a napastnik się przewrócił, to sędzia powinien zakładać, że był faul i podyktować rzut karny, ponieważ „statystycznie to się sprawdza”. Było to więc nakłanianie do stosowania domniemania winy, czyli absolutne zaprzeczenie sensu cywilizowanego sądownictwa i sędziowania z duchem fair play. Napastnicy, mając obrońcę tuż za plecami, chętnie symulowali, bo mieli podstawy spodziewać się, że karnych będzie więcej niż prawdziwych fauli. Autorzy „Galerii padolino” mieli w czym wybierać, redaktorzy „Niewydrukowanej tabeli” – punkty do doliczania i odliczania, a sędziowie – dylematy. Niepotrzebne i niebezpieczne dla przebiegu rozgrywek Ekstraklasy i swojej indywidualnej kariery.
Może niektórym trudno uwierzyć, ale Przesmycki mówił o swoich wytycznych nie tylko na szkoleniach dla sędziów, ale również w telewizji, więc nastawiał w taki sposób nie tylko sędziów, ale również dziennikarzy i zwykłych kibiców. Skoro popularne stało się niesłuszne i często krzywdzące „jak się przewraca, to karny”, to nieświadomi roli Przesmyckiego w polskim futbolu również w czasie mundialu, meczów Ligi Mistrzów czy finału Copa Libertadores mogli spodziewać się, że „skoro się przewrócił, to karny”. W tym samym duchu parapiłkarskim można by jeszcze dodać: mniejsza o szczegóły, bo przecież „statystycznie to się broni”. Jednak prawdziwa piłka nożna – ta na wyższym poziomie niż w polskiej Ekstraklasie, piłka nożna w krajach, w których władze po prostu szanują „Przepisy gry” – opiera się na zasadach, duchu fair play, logice i właśnie domniemaniu niewinności.

Mało niebezpieczny, ale niebezpieczny

Co więc dostrzegli sędziowie, albo na czym mogła polegać wątpliwość arbitrów, którzy w meczu River Plate – Boca Juniors, po długich konsultacjach, świadomi znaczenia tej sytuacji dla przebiegu meczu, ostatecznie podjęli decyzję raczej niepopularną i głośno krytykowaną? Nie wiemy wszystkiego, musimy polegać na tym, co telewidzom pokazali realizatorzy transmisji telewizyjnej. Nie znamy szczegółów komunikacji zespołu VAR z sędzią głównym, bo są poufne. Jedyną widoczną w transmisji okolicznością, która mogła wzbudzić co najmniej wątpliwości sędziów, był fakt, że usiłujący kopnąć piłkę Pratto przez chwilę miał nogę wystawioną korkami w kierunku nadbiegającego bramkarza, konkretnie: w kierunku jego twarzy. Tylko przez ułamki sekundy, ale jednak. Jeśli sędziowie to właśnie zagranie uznali za niebezpieczne, a mieli ku temu podstawy, to logiczną i zgodną z przepisami konsekwencją był rzut wolny pośredni dla Boca Juniors.

Czy zagranie Pratto rzeczywiście było niebezpieczne dla bramkarza? Można wątpić, ale nie można kategorycznie zaprzeczyć. Stopień zagrożenia kontuzją w tej konkretnej sytuacji wydaje się niewielki lub wręcz minimalny, ale takich zagrożeń zgodnie z przepisami się nie stopniuje. Trochę jak z ciążą: „albo jest, albo jej nie ma”. Jeśli sędziowie uznali, że było to zagranie niebezpieczne, choćby w niewielkim stopniu, to nie mogli, a przynajmniej nie powinni sugerować ani wspierać decyzji o rzucie karnym przeciwko bramkarzowi, który przecież – to naturalny i prawdopodobny wniosek z głębokiej analizy tej sytuacji przez zespół sędziów VAR – miał prawo czuć się przez chwilę zagrożony. Nawet jeśli czuł się zagrożony w niewielkim lub minimalnym stopniu – to wystarczy. Więcej, nawet jeśli w ogóle nie poczuł się zagrożony, ale istnienie zagrożenia zostało przez sędziego lub VAR stwierdzone – sędziowie to zagrożenie mieli prawo, a nawet obowiązek uwzględnić.

Duchy gry w różnych koszulkach

Jeśli rzeczywiście to było powodem niepodyktowania rzutu karnego dla River Plate i podyktowania rzutu wolnego pośredniego dla Boca Juniors, to należy tę decyzję zaakceptować i pochwalić. Każda inna w tej sytuacji wywołałaby co najmniej podobne kontrowersje, a ponadto – opierając się na „Przepisach gry” – byłaby o wiele łatwiejsza do zakwestionowania, wręcz do uznania za błędną i niezgodną z duchem gry. Tym duchem gry, który jest zgodny z „Przepisami gry” i ich filozofią, a nie tym „duchem gry”, którego czasem przywołuje sędzia dla usprawiedliwienia swojej decyzji niezgodnej z przepisami lub aktualnymi interpretacjami. Dla obrony błędnej decyzji sędziowie czasem nadużywają argumentów takich jak: „to trzeba czuć”, „nie można podjąć takiej decyzji w pierwszych minutach meczu”, „zabiłbym mecz, gdybym wtedy podjął decyzję zgodną z przepisami”. Gdy sędzia bierze się za scenariusz i reżyserię meczu, robi się niepokojąco niebezpiecznie. I dla sędziego, i dla piłki nożnej. Kiedy piłkarze słyszą takie słowa z ust sędziego, wiedzą już, że u tego arbitra najlepiej „skosić” przeciwnika i wybić mu z głowy ochotę do gry już na początku meczu, bo ten arbiter nie lubi wtedy pokazywać kartek. Proste i logiczne.

„Ducha gry” często przywołują też piłkarze, trenerzy i kibice – tylko i wyłącznie dla wzmocnienia własnych subiektywnych interpretacji, własnego wyobrażenia czy uzasadnienia własnych życzeń lub pretensji wobec sędziów. Każda drużyna ma przecież swojego „ducha gry” – dlatego lepiej trzymać się przepisów, które przez cały mecz są takie same – dla obu drużyn i dla sędziów.
Anders Cunha podjął w tym meczu jeszcze jedną podobną decyzję. Podobną w tym sensie, że uwzględnił zagrożenie wynikające z ataku korkami skierowanymi w kierunku przeciwnika, choć do trafienia rywala tymi korkami nie doszło. W 78. minucie w polu karnym River Plate piłkę kopał Nahitan Nandez, usiłując strzelić w kierunku bramki. Nakładką, czyli nogą z korkami ustawionymi w kierunku piłki i kopiącej ją stopy Nandeza, strzał zablokował Javier Pinola. Oczywiście to również było niebezpieczne zagranie. Gdyby Pinola trafił korkami w nogę Nandeza, Cunha podyktowałby rzut karny i sięgnął po kartkę, żółtą lub czerwoną, w zależności od rodzaju i miejsca trafienia. Tak się nie stało, więc arbiter gwizdnął i podyktował rzut wolny pośredni dla Boca Juniors wewnątrz pola karnego. Takie sytuacje nie zdarzają się zbyt często, ale decyzja Urugwajczyka była zgodna z przepisami. Arbiter pokazał, że dba o zdrowie piłkarzy, a przy okazji wykazał się konsekwencją, interpretując sytuację w 78. minucie podobnie do sytuacji z 57. minuty.

2016.09.17 KRAKOW SPORT PILKA NOZNA LOTTO EKSTRAKLASA SEZON 2016/17 KOLEJKA 09 WISLA KRAKOW - PIAST GLIWICE NZ RAFAL ROSTKOWSKI FOT JAKUB GRUCA / FOKUSMEDIA 2016.09.17 KRAKOW SPORT FOOTBALL LOTTO EKSTRAKLASA SEASON 2016/17 ROUND 09 WISLA KRAKOW - PIAST GLIWICE FOT JAKUB GRUCA / FOKUSMEDIA.COM.PL / NEWSPIX.PL --- Newspix.pl *** Local Caption *** www.newspix.pl mail us: info@newspix.pl call us: 0048 022 23 22 222 --- Polish Picture Agency by Ringier Axel Springer Poland

Chcesz popularności? Jedź do Hollywood

Dwa tegoroczne mecze finałowe Copa Libertadores, czyli południowoamerykańskiego odpowiednika europejskiej Ligi Mistrzów, okoliczności tych meczów, wydarzenia poprzedzające i towarzyszące rywalizacji, która nieoczekiwanie kończyła się w Madrycie – to wszystko sprawia, że pojedynki River Plate z Boca Juniors przejdą do historii światowej piłki nożnej jako jedne z najbardziej ekscytujących i dramaturgicznie niezwykłych. Trudno wskazać inny mecz w historii, a przynajmniej w ostatnich latach, który wiązałby się z tak bardzo podwyższonym ryzykiem, zarówno ryzykiem wokół boiska, jak i na placu gry. To pokazuje również, jak odpowiedzialne zadanie stało przed sędziami.

Andres Cunha i jego koledzy z chorągiewkami, sędzia techniczny i zespół VAR spisali się w Madrycie znakomicie. Przede wszystkim we wszystkich najważniejszych sytuacjach podejmowali dobre decyzje. O to przecież chodzi w sędziowaniu, na tym najbardziej zależy piłkarzom i kibicom, a nie na popisywaniu się przez arbitra gwizdkiem, gestykulacją, stylem biegania czy zarządzaniem i kontaktem z piłkarzami, czym niektórzy sędziowie bardzo lubią się chwalić, jakby zapominając, co powinno być priorytetem dla każdego sędziego.
„Sędzia nie musi być popularny i lubiany, musi sędziować zgodnie z przepisami. Jeśli ktoś z was chce być popularny i lubiany, niech jedzie do Hollywood” – wiele razy mówił sędziom Pierluigi Collina, obecny szef Komisji Sędziowskiej FIFA.

Cunha nie usiłuje być popularny, ale mimo to potwierdził, na boisku, że jest sędzią światowej klasy. Wprawdzie za najlepszego arbitra na świecie uznawany jest w tym roku Alireza Faghani z Iranu, ale Cunha jest tuż za nim, w jednym szeregu z takimi arbitrami jak Nestor Pitana z Argentyny, Sandro Ricci z Brazylii, Cuneyt Cakir z Turcji czy Bjorn Kuipers z Holandii.

Cunha – podobnie jak pozostali z wyjątkiem Kuipersa i w mniejszym stopniu Cakira – prezentuje styl sędziowania niezbyt popularny w Europie w ostatnich latach, ale całokształt jego pracy, również tej w Madrycie, to materiał, który powinni przeanalizować i przemyśleć wszyscy, którzy sędziują, mają wpływ na sędziowanie, interesują się sędziowaniem lub krytykują sędziów.

Chronić wizerunek gry i zdrowie zawodników

Niepodyktowany „prawie ewidentny” karny i dwie odgwizdane nakładki w polach karnych to nie wszystko. Gdy w 81. minucie Ignacio Fernandez z River Plate zaczął się zbliżać do sędziego z rękami uniesionymi w geście protestu, co widział cały stadion i wszyscy przed telewizorami, w odpowiedzi szybko, zanim doszedł do arbitra, dostał żółtą kartkę. Na wszelki wypadek od razu odwrócił się i oddalił, żeby nie ryzykować drugiej żółtej. Arbiter w tej sytuacji nie bawił się w zarządzanie i reprymendy czy tzw. small-talk, tylko od razu sięgnął po kartkę. Na dodatek pokazał ją w taki sposób, że piłkarz nie miał już wątpliwości, iż powinien skupić się na graniu, a nie na krytykowaniu, próbach wywierania presji czy podburzaniu publiczności.

Ze względu na stawkę atmosfera meczu była nadal bardzo gorąca, ale zachowania piłkarzy, także dzięki zdecydowanej postawie sędziego, były zdecydowanie lepsze niż w czasie wielu innych meczów, w których arbitrzy w ramach „sztuki dla sztuki” w sposób sztuczny starają się minimalizować liczbę kartek. Unikają właściwych reakcji na krytykę czy inne niesportowe zachowania piłkarzy, żeby „nie komplikować sobie meczu”, ale zapominają, że w ten sposób komplikują pracę swoim kolegom, bo obniżają standardy, a przy okazji łamią jeden z podstawowych obowiązków: „Protect the image of the game” („Chronić wizerunek gry”).

Za każdym razem, gdy Cunha sięgał po kartkę, miał rację. Zarówno w 83. minucie, gdy pokazał żółtą Jonatanami Maidanie po akcji, w której sędzia zastosował korzyść, jak i w 92. minucie, gdy pokazał drugą żółtą kartkę Wilmarowi Barriosowi z Boca Juniors i w efekcie czerwoną kartkę. Barrios zaatakował przeciwnika w taki sposób, ryzykując jego zdrowie, że gdyby Cunha od razu sięgnął po czerwoną kartkę, również byłaby to decyzja zgodna z przepisami. Był to bowiem faul jeszcze nierozważny, ale zarazem taki, który można zakwalifikować jako poważny i rażący. Takie faule nazywane są przez sędziów faulami z pogranicza: „na pomarańczową kartkę”. Cunha wybrał w tej sytuacji żółtą kartkę, bo za bardzo podobne przewinienie, również korkami, w 42. minucie tak samo ukarał kapitana Boca Juniors Pablo Pereza. Arbiter chciał być konsekwentny i znowu był.

Gdy słyszę opinię innego sędziego, że „takiej drugiej żółtej mógł Barriosowi nie pokazywać, bo niepotrzebnie wykluczył go z gry”, jej autora mam ochotę skierować na ponowny egzamin sędziowski i długą rozmowę kwalifikacyjną o sensie sędziowania piłki nożnej. Pytanie pierwsze: na czym twoim zdaniem polega jedno z podstawowych zadań dla sędziów, jakim jest ochrona zdrowia zawodników („Protect the players”)?

Illustration of VAR during the Ligue 1 match between Dijon and Bordeaux at Stade Gaston Gerard on November 24, 2018 in Dijon, France. (Photo by Vincent PoyerandIcon Sport) FOT. ICON SPORT / NEWSPIX.PL POLAND ONLY !!! --- Newspix.pl *** Local Caption *** www.newspix.pl mail us: info@newspix.pl call us: 0048 022 23 22 222 --- Polish Picture Agency by Ringier Axel Springer Poland

Sędzia, który strzelał z cienia

Sędziowanie meczu River Plate – Boca Juniors nie było bezbłędne, bo w takich meczach bezbłędne sędziowanie raczej się nie zdarza. W sytuacjach ważnych i najważniejszych Cunha podejmował decyzje bardzo dobre, dobrze przemyślane, a w sytuacjach najważniejszych – decyzje były wspierane przez VAR, podpowiedziane lub zweryfikowane. Zdarzyło się parę drobnych błędów, ale żaden z nich nie miał istotnego wpływu na przebieg gry, a tym bardziej na wynik meczu. Na przykład w 112. minucie sędzia asystent numer 1 nie zdążył dobiec do linii bramkowej i przez to nie zauważył, że piłka po dośrodkowaniu bardzo wyraźnie wyleciała poza linię bramkową, a następnie wróciła na boisko. Gdyby w tej sytuacji padła bramka, jestem przekonany, że VAR naprawiłby błąd sędziego asystenta.

Urugwajski zespół sędziowski (ze wspierającym go sędzią technicznym z Peru) pod względem merytorycznym był bardzo dobry. Nie było tu przerostu formy nad treścią, żadnego taniego efekciarstwa – Cunha po prostu wykonał kawał ciężkiej i momentami niewdzięcznej pracy. Był w cieniu tak długo jak to tylko było możliwe, a kiedy konieczne było podjęcie decyzji – po prostu ją podejmował, nawet jeśli była niepopularna i „wybroniłby się, gdyby podjął inną”. Potrafił strzelać z cienia. Nie zignorował żadnej sytuacji, którą dostrzegł, a która miała lub mogła mieć istotny wpływ na przebieg lub wynik meczu. Zamiast bawić się w celebrytę i przymykać oko – sędziował. Nie kalkulował, nie kombinował – był konsekwentny, wiarygodny i przekonujący.

Bez wątpliwości mogę napisać, że był to jeden z najważniejszych i zarazem najlepiej sędziowanych meczów ostatnich lat.

Europocentryzm zwodzi

Tak jak w innych dziedzinach życia, również w futbolu i sędziowaniu często mamy do czynienia z europocentryzmem. Wielu sympatykom piłki nożnej wydaje się, że wszystko, co najlepsze w piłce nożnej, jest w Europie. Przecież tutaj mamy najbogatsze kluby, tutaj jest Liga Mistrzów i tutaj grają najlepsi piłkarze świata, często również ci z Ameryki Południowej i Argentyny, jak kiedyś Alfredo Di Stefano, później Diego Maradona, czy teraz Lionel Messi. Z sędziowaniem jest inaczej.

Ameryka – przede wszystkim Południowa, ale i Północna ze względu głównie na Meksyk i ostatnio USA – od dawna jest największą potęgą w sędziowaniu. To w Ameryce narodził się sędziowski profesjonalizm, zarówno ten praktyczny, jak i ten formalny. W Ameryce zrodziło się wiele interpretacji przepisów czy sędziowskich trendów, jak choćby słynne „Protect the players and image of the game”, czyli konsekwentne i stanowcze zwalczanie boiskowej brutalności, przemocy i niesportowego zachowania piłkarzy. To także w Ameryce, konkretnie w Brazylii w 2000 roku, wynaleziono piankę w sprayu dla sędziów. Tę piankę, której sędziowie używają do zaznaczania na trawie odległości 9,15 m od piłki. Gdy w 2001 roku arbitrzy w Ameryce zaczęli biegać i malować linie pianką w oficjalnych meczach, ich europejscy koledzy kpili z tego i unosili się, że coś takiego w Europie byłoby nie do pomyślenia. „Pianką to się mogę ogolić, kucać z nią nie będę” – mówił jeszcze kilka lat temu jeden ze znanych arbitrów. Nazwisko łaskawie pominę, bo teraz sam biega z pianką, kuca, pochyla się i maluje linie tak jak tego oczekują władze sędziowskie, które wzięły przykład z południowoamerykańskiej konfederacji CONMEBOL i północno-środkowoamerykańskiej CONCACAF.

Oczywiście w Europie zawsze było wielu bardzo dobrych sędziów, ale za najwybitniejszych uznawani są ich koledzy z innych kontynentów. Potwierdzają to decyzje władz FIFA, niezależni eksperci sędziowscy i suche fakty. Rekordzistą pod względem liczby meczów sędziowanych podczas mundiali jest Rawszan Irmatow z Uzbekistanu – prowadził 11 meczów podczas trzech mundiali. W powszechnej opinii wielu ekspertów najlepszym arbitrem na świecie jest Alireza Faghani z Iranu. Finał mistrzostw świata prowadził Argentyńczyk Nestor Pitana, jeden półfinał sędziował właśnie Andres Cunha z Urugwaju, a drugi – Cuneyt Cakir z Turcji (na szczęście leżącej częściowo w Europie, dzięki czemu może należeć do UEFA). Taka sytuacja jest teraz, ale układ sił sędziowskich wygląda podobnie od blisko 40 lat.

Przewaga sędziów spoza Europy widoczna jest także na liście sędziów, którzy prowadzili mecze finałowe o mistrzostwo świata. Do prowadzenia najważniejszego meczu na świecie od 1982 roku wyznaczonych zostało tylko czterech sędziów z UEFA (Sandor Puhl z Węgier, Pierluigi Collina z Włoch, Howard Webb z Anglii i Nicola Rizzoli z Włoch) oraz sześciu z innych kontynentów, w tym Arnaldo Cezar Coelho i Romualdo Arppi Filho z Brazylii, Edgardo Codesal Mendez z Meksyku, Horazio Elizondo i Nestor Pitana z Argentyny oraz Said Belqola z Maroka. Mamy w tym gronie pięciu arbitrów z Ameryki Łacińskiej i jednego z Afryki.

Tylko raz w historii zdarzyło się, żeby w czasie mundialu jeden kraj reprezentowały aż dwa zespoły sędziowskie, czyli w sumie sześciu sędziów. Tak było w 2010 roku, gdy FIFA na mistrzostwa w RPA powołała sędziów z… Urugwaju. Na ten sam turniej FIFA wyznaczyła też pięciu sędziów z Meksyku. W tym roku, na mundial do Rosji, FIFA zaprosiła z kolei czterech sędziów z USA – po dwóch głównych i dwóch asystentów. A to tylko niektóre wyjątki z bogatej historii sędziowania w Ameryce.

Dominacja Europejczyków w sędziowaniu imprez rangi światowej skończyła się dawno temu – w latach 70. XX wieku.

Dużo kartek? To na zdrowie

W finale Copa Libertadores Andres Cunha osiem razy pokazał żółtą kartkę i raz czerwoną. W krajach latynoskich to nic nadzwyczajnego. Piłkarzom z Argentyny czy Brazylii, zresztą podobnie jak piłkarzom z Hiszpanii, w odnoszeniu sukcesów zupełnie nie przeszkadza, że właśnie w tych krajach sędziowie po kartki sięgają bardzo często. Wręcz przeciwnie – to piłkarzom pomaga, nawet jeśli nie wszyscy mają tego świadomość.

Duża liczba kartek pokazywanych głównie zawodnikom grającym zbyt ostro – w sposób zagrażający zdrowiu najlepszych piłkarzy, zwłaszcza grających technicznie i widowiskowo – sprawia, że ci najzdolniejsi czują się na boiskach w tych krajach bezpieczniej niż tam, gdzie „gra się w kości”. Najlepsi boją się grać z „rzeźnikami”. To naturalne i zrozumiałe. Czasem nawet jeden przypadkowy faul „ołowianego piłkarzyka” może przecież spowodować poważną kontuzję i koniec kariery. Po co ryzykować grę w lidze, w której „ołowianych” są zastępy? Dlatego futbol techniczny, widowiskowy nie rozwinie się dobrze tam, gdzie większości brakuje umiejętności czysto piłkarskich, popularny jest tzw. futbol siłowy, oparty na zasadzie „traf w piłkę lub przeciwnika, bo jedno z dwojga trzeba zatrzymać”. Tym bardziej, jeżeli sędziowie oszczędzają kartki, bo sami tak chcą lub są do tego nakłaniani na szkoleniach słowami: „Zgodnie z przepisami za taki faul oczywiście powinna być kartka, ale komu to przeszkadza, jeśli jej nie pokażecie?”. W Ekstraklasie zawodnik może faulować raz za razem, spowodować kontuzję albo przerwać groźną akcję przeciwnika niezgodnie z przepisami, a mimo to kartki często nie dostaje, bo „komu to przeszkadza?”.

Tak jak w czołówce światowej dominują arbitrzy z Ameryki Łacińskiej, tak w Europie jedynym krajem, który ma aż czterech sędziów kategorii „UEFA Elite”, jest właśnie Hiszpania, gdzie średnia liczba kartek na mecz od lat wynosi około 5-6. Jest jedną z najwyższych średnich na świecie i najwyższą w czołowych ligach Europy. To dość znamienne, że sędziowie z Hiszpanii są krytykowani w Polsce mniej więcej tak samo i za to samo, za co krytyka spotkała Andresa Cunhę. Wynika to jednak nie z jakości pracy Cunhy czy arbitrów hiszpańskich, lecz z tego, że rozumienie roli sędziów w takich krajach jak na przykład Polska jest zupełnie inne niż w krajach Ameryki Łacińskiej i inne niż w Hiszpanii. Właśnie w Hiszpanii, podobnie jak w Argentynie, Brazylii, Urugwaju, Meksyku czy coraz bardziej również w USA, gdzie styl sędziowania coraz bardziej odróżnia się od stylu sędziowania w Polsce – ceni się i chroni przede wszystkim piłkarzy grających technicznie. Piłkarzy, czyli sportowców specjalizujących się w kopaniu piłki, uderzaniu jej głową, specjalizujących się w strzałach, obronach, podaniach, dryblingach.

Sędziowie z Ameryki Południowej czy Meksyku lub Hiszpanii pokazują kartki często i bez sztucznych oporów, bo w ten sposób chronią zdrowie piłkarzy lepiej wyszkolonych technicznie przed atakami tych, którzy metodami piłkarskimi powstrzymać ich nie potrafią. Kartki mają zniechęcać do nieodpowiednich zachowań. Po to je wymyślono i wprowadzono do piłki nożnej. Kartki stosowane umiejętnie, działają bez zarzutu. Przecież Argentyna i Brazylia są potęgami piłkarskimi, to kluby z Hiszpanii absolutnie zdominowały europejskie rozgrywki pucharowe. To te trzy kraje oraz należące do tego samego kręgu piłkarskiej kultury Urugwaj, Francja i w pewnym sensie także Włochy wygrały aż 16 turniejów mundialowych z 21 dotychczas rozegranych. Duża liczba kartek pokazywanych przez sędziów nie przeszkadza piłkarzom w odnoszeniu największych sukcesów.

Wytyczne dla sędziów w większości krajów latynoskich są mądre i pożyteczne. Przez sędziów są stosowane z konsekwencją godną podziwu, bo arbitrzy doskonale wiedzą, że takie instrukcje są słuszne. Instrukcje o ochronie zdrowia zawodników i ochronie wizerunku gry bardzo dobrze służą najlepszym piłkarzom i rozwojowi piłki nożnej. Trzeba o tym wiedzieć i pamiętać, bo aspektów związanych z sędziowaniem nie można ignorować, jeśli chcemy zbudować silną i zdrową piłkę nożną. Jeśli chcemy mieć lepszą Ekstraklasę, do której chętnie będą przyjeżdżać piłkarze lepsi od tych, którzy odpadają z polskimi klubami w pierwszych rundach wstępnych rozgrywek UEFA, musimy nad tymi problemami pochylić się z troską, uwagą i zaangażowaniem. Zacząć można choćby od obejrzenia finału Copa Libertadores. To bardzo dobry pretekst.

Rafał Rostkowski

Autor był sędzią przez 30 lat: liniowym, głównym, sędzią asystentem i sędzią technicznym. Sędziował m.in. w Ekstraklasie w latach 1991-2017, w rozgrywkach UEFA w latach 1997-2017, FIFA 2001-2017, w tym mecze mistrzów świata, mistrzów trzech kontynentów i mecze Ligi Mistrzów.

Facebook: https://www.facebook.com/ref.rostkowski/

Fot. Newspix

KOMENTARZE (21)