Igrzyska jak piłkarskie Euro?
Inne sporty

Igrzyska jak piłkarskie Euro?

To już nie te czasy, że miasta napalają się na organizację zimowych igrzysk jak szczerbaty na suchary. Dziś mało kto godzi się na bycie dojną krową, dlatego Międzynarodowy Komitet Olimpijski ma coraz większy pasztet z wyborem gospodarza, czego dowodem jest trwające zamieszanie w kontekście imprezy w 2026 r. Skoro mało kto chce już w pojedynkę dźwigać takiego sportowego molocha, warto więc postawić pytanie, które tylko pozornie brzmi głupio: czy doczekamy czasów, że igrzyska będą organizowane w kilku lub nawet kilkunastu krajach?       

Donald Trump jako prezydent Stanów Zjednoczonych słynie z gadania bzdur, ale nie zawsze tak było. Jedna z jego biznesowych maksym brzmiała bowiem: „czasami twoja najlepsza inwestycja to ta, do której nie doszło”. To zdanie idealnie pasuje do coraz poważniejszego problemu dotyczącego wyłaniania gospodarza zimowych igrzysk olimpijskich. Patrząc na to, co wyprawa się przy wyborze organizatora w 2026 r., można zażartować, że wkrótce nie będzie to już nawet wybór. Atmosfera jest tak ciężka, że jeszcze trochę, a MKOl podpisze papiery po prostu z ostatnim miastem (a więc państwem), które się nie wycofa.

Pierwotnie do wyścigu o organizację tej imprezy zakwalifikowano siedem wniosków i były to: Mediolan i Cortina d’Ampezzo, Sztokholm, Sapporo, Calgary, Sion, Erzurum i Graz. Najpierw z zabawy wypisali się Szwajcarzy, Austriacy i Japończycy, a w ostatnich dwóch miesiącach także Turcy (nie otrzymali rekomendacji MKOl-u) i Kanadyjczycy. Szerokim echem odbiło się szczególnie „nie” w tym ostatnim kraju, tak rozkochanym przecież w sportach zimowym. Mieszkańcy Calgary w listopadowym referendum nie zgodzili się jednak na wydanie tak ciężkiej forsy na igrzyska, dlatego członkowie tamtejszej Rady Miasta nie mieli wyboru. Ostatecznie na placu boju pozostał więc Mediolan i Sztokholm. Decyzja, komu przypadnie organizacja igrzysk za osiem lat, zapadnie w czerwcu 2019 r. O ile oczywiście wcześniej ani we Włoszech, ani w Szwecji, nikt nie podrze swojego wniosku. A w obu krajach jest to temat, który rozpala tak polityków, jak i zwykłych mieszkańców.

Bo igrzyska olimpijskie to gigantyczny wydatek, co widać po kosztorysach ostatnich imprez: Pjongczang – 13 mld dolarów, najbardziej rozpasane Soczi – 51 mld, Vancouver – 2,3 mld, Turyn – 4,1 mld, Salt Lake City – 2,3 mld, Nagano – 2,3 mld, Lillehammer – 1,9 mld, Albertville – 1,9 mld, Calgary – 1 mld. Oczywiście nie jest tak, że MKOl typuje gospodarza, a potem wbija się na imprezę na krzywy ryj przy okazji jeszcze nieźle zarabiając. Komitet przekazuje część swoich pieniędzy w ramach różnych programów i partycypuje w przygotowaniu imprezy, ale i tak lwia część kosztów spada na gospodarza. A najsmaczniejsze frukta, czyli kasa ze sprzedaży praw telewizyjnych oraz do wykorzystania olimpijskiego logo, przypadają naturalnie głównie centrali w Lozannie.

Dla miast-gospodarzy, a więc też stojących za nimi rządów, biznes to żaden. Kluczowe są tutaj najczęściej prestiż, umocnienie się w polityce międzynarodowej oraz – w przypadku mniej bogatych miejsc – możliwość uzupełnienia braków w infrastrukturze. Tyle tylko, że oprócz dróg, lotnisk i hoteli zostaje jeszcze masa drogich obiektów sportowych, które są później niewykorzystane, a przecież trzeba je utrzymywać. W wielu przypadkach punktem zapalnym jest też zdewastowanie przyrody, bo pod trasy i obiekty często trzeba wychlastać hektary lasów.

Wiadomo, jak duża jest to inwestycja. Jeżeli takie państwa, jak Kanada czy wcześniej Norwegia w przypadku 2022 r. wychodzą z propozycją kandydatury, a później rezygnują, to o czymś to świadczy. A przecież to nie są biedne kraje – mówi Weszło Tomasz Sikora, wicemistrz olimpijski w biathlonie. – Także zwykli ludzie patrzą na to inaczej. Czytają różne analizy, a te jasno pokazują, że po mało których igrzyskach wybudowane obiekty przynoszą zysk. Widać to na przykładzie Turynu, gdzie zdobyłem medal. Ja na tamtych trasach byłem tylko raz, na zawodach olimpijskich. To aż przykro patrzeć, bo trasy i obiekty to ogromne inwestycje, które nigdy się nie spłacą, a doskonale wiemy, kto na tym zyskuje. MKOl musi zmienić swoją politykę i dzielić się dochodami.

Letnie igrzyska były na ostrym wirażu, ale udało się wyjść na prostą wybierając Paryż i Los Angeles (kolejno na 2024 i 2028 r. – red.), chociaż w przypadku pierwszego miasta to będą już trzecie igrzyska. Zima będzie jednak większym problemem – dodaje dziennikarz Andrzej Person.

W kupie siła

W którą stronę dryfują igrzyska olimpijskie? Jak proces wyłaniania gospodarzy będzie wyglądał za 10-20 lat, skoro już teraz idzie to jak krew z nosa? Czy dojdzie do momentu przesilenia, w którym chętnych nie będzie w ogóle i MKOl będzie musiał zapłacić danemu krajowi, żeby ten przyjął igrzyska i zgodził się na organizację tej komercyjnej w gruncie rzeczy imprezy?

Ale kto wie, być może to będzie jeszcze inna droga i już tylko kwestią czasu jest, że igrzyska organizować będzie nie jeden kraj, ale kilka? Że święto sportów zimowych upodobni się do piłkarskiego Euro 2020, gdzie mecze rozgrywane będą w aż dwunastu miastach rozsianych po całym kontynencie? Że w momencie, kiedy skoczkowie będą rywalizować w Lahti, biegacze będą zasuwać po trasach w Oberstdorfie, a hokeiści wbijać krążek do bramki w Moskwie? Brzmi trochę kosmicznie, ale przypomnijmy sobie, że tak samo postrzegano pomysł nowej formuły Euro 2020, zanim w 2012 r. przyklepał ją Michele Platini, wówczas jeszcze szef UEFA (chociaż tam powody rewolucji były nieco inne).

February 11, 2018 - Gangneung, GANGWON, SOUTH KOREA - Feb 11, 2018-Gangneung, South Korea-USA Players action on their team bench during an Olympic Women Ice Hockey Preliminary Round - Group A at Kwandong Hockey Centre in Gangneung, South Korea, Match won USA, Score by 3-1. (Credit Image: © Gmc via ZUMA Wire) KOREA POLUDNIOWA ZIMOWE IGRZYSKA OLIMPIJSKIE OLIPIADA ZIMOWA IO FOT. ZUMA/NEWSPIX.PL POLAND ONLY !!! --- Newspix.pl *** Local Caption *** www.newspix.pl mail us: info@newspix.pl call us: 0048 022 23 22 222 --- Polish Picture Agency by Ringier Axel Springer Poland

Warto się nad tym pochylić, bo pomysł wcale nie urodził się wczoraj. MKOl, chociaż w oczach przeciętnego kibica jest raczej synonimem pazerności, od kilku lat czyni pewne starania, żeby organizatorzy igrzysk nie byli tak przygniatani wydatkami. Chociaż wiadomo, że tak naprawę chodzi też o uniknięcie zarżnięcia kury, która znosi działaczom z Lozanny złote jaja. – Nadszedł czas na zmiany. Proces ubiegania się o prawo organizacji igrzysk olimpijskich powinien zostać zreformowany. Należy położyć kres stale rosnącym kosztom organizacyjnym związanych z budową infrastruktury – mówił w 2014 r. przewodniczący MKOl-u Thomas Bach.

Efektem tych zapowiedzi był dokument „Olimpijska Agenda 2020” będący de facto planem odchudzającym igrzyska. Pakiet składał się z 40 zaleceń, a jedno dotyczyło właśnie lokalizacji imprezy. Jak czytamy, „MKOl umożliwia na potrzeby igrzysk organizowanie zawodów poza miastem gospodarza lub w wyjątkowych przypadkach poza krajem przyjmującym”. Organizowanie igrzysk w kilku miastach jednego kraju nie jest niczym nowym, bo trudno skoszarować wszystkie dyscypliny w jednym miejscu, ale zaangażowanie w to kilku krajów byłoby już czymś rewolucyjnym.

I od tamtego momentu pojawiło się kilka pomysłów na organizację takich łączonych igrzysk, chociaż do tej pory nie mówiło się o więcej niż dwóch krajach. Dla przykładu, Sztokholm, który wciąż pozostaje w grze o 2026 r., już zapowiedział, że w przypadku wygranej bobsleje i skeleton miałyby odbywać się na Łotwie. Z kolei jeszcze w 2016 r. władze kanadyjskich miast Quebec City, Calgary oraz Vancouver informowały, że są po owocnych negocjacjach z Amerykanami z Lake Placid w sprawie wspólnej organizacji igrzysk. Całe przedsięwzięcie miało firmować Quebec City, projekt ponoć dobrze spinał się finansowo, ale jak wiadomo temat ostatecznie upadł.

Także Polska, kiedy marzyła o organizacji zimowych igrzysk, w swoich planach zaznaczała, że część dyscyplin rozgrywanych byłoby u sąsiadów. Przypomnijmy, że Kraków, który ostatecznie przepadł w referendum lokalnym, romansował ze Słowacją, która miałaby przyjąć alpejczyków. A pomysłodawcy projektu „Karkonosze 2030” mówią o współpracy polsko-czeskiej. Dla przykładu, Jelenia Góra miałaby mieć wtedy łyżwiarstwo, Karpacz bobsleje i snowboard, Szklarska Poręba biegi, Harrachov skoki, a Liberec hokej.

Z kolei we wrześniu pojawiła się informacja, że trwają negocjacje, aby letnie igrzyska w 2032 r. wspólnie zorganizowały Korea Północna i Południowa. W przypadku tego samego roku z ciekawą propozycją wyszli też Niemcy. Tam wprawdzie nikt nie chciał dzielić się obowiązkami z sąsiednim krajem, ale wytypowano aż trzynaście miast w Nadrenii Północnej-Westfalii, które miałyby przyjąć olimpijczyków. Byłyby to: Dortmund, Duisburg, Leverkusen, Gelsenkirchen, Duesseldorf, Kolonia, Bonn, Akwizgran, Essen, Krefeld, Moenchengladbach, Oberhausen i Recklinghausen. Takie rozwiązanie nie obciążałoby jednego miasta, bo łącznie gotowych byłoby już około 80 proc. wszystkich wymaganych obiektów. I byłoby to pewnego rodzaju remedium na to, że dziś na letnie igrzyska stać tylko największe miasta świata.

A może tak Włochy, Austria i Słowenia?

Co o pomyśle wersji oszczędnościowej i rozbicia igrzysk na kilka krajów sądzą sportowcy oraz znawcy olimpizmu?

Tomasz Sikora: – Na pewno trzeba brać taką możliwość pod uwagę, bo coraz trudniej znaleźć kogoś, kto chciałby te igrzyska organizować. I są teraz dwie możliwości: albo MKOl zmienia swoją politykę, albo będzie szukał nowych rozwiązań, a jednym z takich może być rzeczywiście włączenie w to więcej krajów. Chociaż byłoby to o wiele trudniejsze do zrobienia niż w przypadku piłki, bo wiadomo, że dobre stadiony są praktycznie w każdym kraju, a z obiektami do sportów zimowych już jest różnie. Spójrzmy chociażby na skocznie. Tak naprawdę mamy je w krajach skandynawskich, w Niemczech, Polsce i Austrii. Już nie mówię o strzelnicach biathlonowych, czy lodowiskach, których trzeba podczas igrzysk kilka. To trudniejsze zadanie niż organizacja piłkarskiego Euro. Ale niewykluczone, że kiedyś do czegoś takiego po prostu będzie musiało dojść.

Sikora, który jest pięciokrotnym olimpijczykiem, opowiada też, że najlepiej wspomina swoje pierwsze igrzyska w Lillehammer w 1994 r. Jak mówi, były najbardziej racjonalne, kompaktowe. Część obiektów było tymczasowych, dlatego po imprezie zostały rozebrane, a wioska olimpijska została później wykorzystana na mieszkania dla zwykłych ludzi.

Dziennikarz Andrzej Person przypomina z kolei, że już od ponad ćwierć wieku lansuje pogląd mówiący o igrzyskach rozgrywanych w jednym miejscu.

I wszyscy, którzy chcą brać w nich udział, powinni się na to składać, a nie obciążać wyłącznie gospodarza. Bo opowieści barona Pierre’a de Coubertina, że każdy kraj powinien się zaprezentować, były wspaniałe, ale ponad 100 lat temu – mówi podając od razu przykładowe lokalizacje olimpijskiej imprezy: – Jeśli chodzi o zimę, wziąłbym pod uwagę organizację igrzysk chociażby w trzech krajach alpejskich, na przykład we Włoszech i Cortinie d’Ampezzo, Austrii i Innsbrucku oraz Słowenii i Kranjskiej Gorze. W przypadku letnich igrzysk takim fantastycznym miejscem byłyby z kolei Ateny. Wszyscy znaliby klimat i obiekty, co cztery lata przybito by tylko dwie nowe deski, domalowano coś, zrobiono uliczkę i tyle. Gdyby MKOl wszedł w pomysł organizacji igrzysk w jednym miejscu, na pewno znalazłby sojuszników. To najlepsze rozwiązanie.

Zdaniem Persona, jednym z głównych problemów, który ma wpływ na mizerne zainteresowanie organizacją zimowych igrzysk, jest ekologia. Jak mówi, obrońcy przyrody będą coraz częściej blokować takie inicjatywy. – Chociaż program zimowych igrzysk jest o wiele biedniejszy w porównaniu do letnich, to jest duże niebezpieczeństwo naruszenia przyrody w górach, które wszyscy tak bardzo teraz chronią. A przecież trzeba jakoś doprowadzić tam całą infrastrukturę, kolej, wybudować hotel. Takie Monachium nie dlatego zrezygnowało z igrzysk w 2022 r., bo nie ma pieniędzy. Niemcy po prostu wiedzieli, że jak będą musieli wyciąć piękne brzózki przy trasie zjazdowej, to będzie wielka afera.

I dodaje: – W czasach, kiedy każdy kwiatek jest chroniony, igrzyska nie znajdą już sojuszników w normalnych, demokratycznych krajach. Dlatego też mieliśmy Soczi, teraz będą igrzyska w Pekinie, a wspomni pan moje słowo, że będą też kiedyś i w Kazachstanie. Nikt, komu patrzy się na ręce, nie odważy się zrobić nic złego z przyrodą, a dyktatury mogą zrobić wszystko, nawet zawrócić rzekę. Takie kraje mają pieniądze i to dla nich doskonały moment, żeby się pokazać.

RAFAŁ BIEŃKOWSKI

Fot. newspix.pl