Kolejny dzień w biurze Leo Messiego. Derby dla Barcelony
Hiszpania

Kolejny dzień w biurze Leo Messiego. Derby dla Barcelony

Świetny początek sezonu w wykonaniu Espanyolu zwiastował najbardziej wyrównane derby Katalonii od lat. Tymczasem rzeczywistość okazała się zupełnie inna, bo oglądaliśmy dziś Barcelonę, która nie tylko pokonała przeciwnika, a wręcz go zmiażdżyła. Co tutaj dużo mówić… Leo Messi i spółka – obok El Clasico – zagrali najlepszy mecz sezonu, a to musiało oznaczać wielkie zwycięstwo.

Od niepamiętnych czasów Espanyol chciał zagrać z Barceloną w piłkę. Rubi zapowiadał przed meczem, że jego podopieczni będą starali utrzymywać się przy futbolówce, a co za tym idzie postawią się Blaugranie. Miła odmiana, jeśli weźmiemy pod uwagę poprzednie spotkania derbowe, w których Papużki głównie brutalnie faulowały. Efekt takich decyzji? Kompletna dominacja Barcelony. Strzelanie rozpoczął Leo Messi, który po raz kolejny wsadził piękną bramkę z rzutu wolnego. Spójrzcie sami, bo naprawdę jest na co:

Argentyńczyk był dziś fenomenalny, gdyż nie tylko idealnie przymierzył z wolnego, ale wdawał się także w dryblingi. Bardzo udane dryblingi, bo czasami kapitanowi Barcelony udało się minąć kilku przeciwników. Ba, nie dość że okiwał kilku gości, to jeszcze fantastycznie dograł do Dembele, który nie zamierzał być gorszy od kolegi z drużyny. Francuz przełożył piłkę, a następnie oddał precyzyjny strzał i zdobył gola.

Goście mieli już dwubramkowe prowadzenie, ale nie zamierzali się zatrzymywać. Messi dograł do Luisa Suareza w pole karne, a ten przyłożył futbolówką w słupek. Chwilę później wyczyn Urugwajczyka powtórzył Leo Messi… Trzecia bramka wisiała w powietrzu i wpadła jeszcze przez przerwą. Dembele wypuścił Luisa Suareza, a ten najpierw przestawił Davida Lopeza, by później z niemal zerowego kąta wpakować piłkę do siatki.

Espanyol próbował atakować, ale niewiele z tego wynikało. Owszem, Hernan Perez dograł kilka razy w pole karne Barcelony, ale żaden z jego kolegów nie potrafił zamknąć akcji. Innym razem nad bramką strzelali Victor Sanchez i Sergi Darder. A jak już udało się temu ostatniemu pokonać Marc-Andre ter Stegena, to arbiter – po konsultacji VAR – odgwizdał spalonego. Mimo wszystko trochę tych akcji było jednak mało, by zagrozić Barcelonie. Tym bardziej że goście mieli w składzie Leo Messiego, któremu wychodziło dziś niemal wszystko. Tylko spójrzcie na drugie trafienie Argentyńczyka:

Cóż, jeśli ktoś liczył, że zobaczy wyrównane derby Katalonii, zawiódł się z całą pewnością. Znakomita gra Barcelony powinna stanowić jednak solidną rekompensatę, ponieważ podopieczni Valverde otarli się dziś o perfekcję. Zwłaszcza Leo Messi, który zaliczył dublet z rzutów wolnych, a do tego dorzucił masę kosmicznych zagrań.

NewsPix

KOMENTARZE (8)