Czy to JJuż koniec? Joanna Jędrzejczyk znów pokonana
Inne sporty

Czy to JJuż koniec? Joanna Jędrzejczyk znów pokonana

13 miesięcy temu była absolutną dominatorką, największą gwiazdą kobiecego MMA i jedną z największych gwiazd mieszanych sztuk walki w ogóle. Od tego czasu przegrała jednak trzy walki – jedną przez nokaut, dwie wyraźnie na punkty. Po dzisiejszej porażce trzeba sobie zadać pytanie, które rok temu brzmiałoby jak świętokradztwo: czy to już koniec wielkiej kariery Joanny Jędrzejczyk?

Na początek garść faktów. W listopadzie ubiegłego roku JJ miała przejść do historii i wyrównać rekord skutecznych obron pasa mistrzowskiego federacji UFC. Tuż przed walką z Rose Namajunas nagle pojawiły się problemy z wagą i w ciągu 14 godzin musiała zbić prawie 10 kilogramów. W efekcie w klatce nie była sobą i przegrała w pierwszej rundzie. Dla świata MMA to było mniej więcej coś na poziomie odpadnięcia Barcelony w fazie grupowej Ligi Mistrzów, czyli wydarzenie o skali prawdopodobieństwa gdzieś na poziomie śnieżycy na Saharze. Problem w tym, że w rewanżu Joanna znów przegrała – tym razem na punkty. W lecie zaliczyła cenne zwycięstwo nad Tecią Torres i dziś nad ranem polskiego czasu dostała kolejną szansę na zdobycie mistrzowskiego pasa. Tym razem już nie w kategorii słomkowej, tylko w muszej (limit wagowy wyższy o prawie 5 kilogramów). W teorii JJ powinna nie być wykończona morderczym zbijaniem wagi, miała mieć więcej siły, a jej ciosy więcej mocy. Słowem: czekaliśmy na nowa, lepszą Joannę. Co tu dużo gadać: nie doczekaliśmy się…

Na powyższym skrócie wszystko widać, jak na dłoni. Joanna wprawdzie wyprowadzała więcej ciosów, ale wiele z tego nie wynikało. Walentyna Szewczenko była dokładniejsza, bardziej skuteczna i przede wszystkim potrafiła obalić Polkę. Statystyki mówią same za siebie – znaczące uderzenia na głowę: 50-30 dla Szewczenko, obalenia: 5-0. Jędrzejczyk wprawdzie zadała więcej uderzeń na ciało (39-13) i minimalnie więcej kopnięć (23-22), ale przy decyzji sędziów nie mogło to mieć żadnego znaczenia. Zadecydowała skuteczność i obalenia. Werdykt? Jednogłośne 49:46, czyli 4:1 w rundach. Niestety, bez grama kontrowersji…

Zabrakło mi zdecydowania ze strony Asi. Po trzech przegranych rundach nie podjęła ryzyka, choć wiedziała, że na punkty i tak nie wygra. Powinna odważniej pójść do przodu, tymczasem cały czas walczyła podobnie, czyli w sumie tak samo, jak w poprzednich walkach. Na wyższą kategorię wagową to może być za mało – ocenia Paweł Kowalik, menedżer MMA Cartel.

No właśnie, wyższa kategoria wagowa nie wypaliła. Gołym okiem było widać, że Szewczenko jest znacznie silniejsza, zresztą pięć obaleń nie wzięło się znikąd. Czy to oznacza, że przejście do kategorii muszej było błędem? Cóż, sama zawodniczka na gorąco komentując porażkę, nieco plątała się w zeznaniach.

Zrobiłam, co mogłam najlepiej, dlatego nie mogę mieć do siebie pretensji. Pod tym względem jestem z siebie dumna. Poza tym, pobiłam rekord Rondy Roussey w liczbie walk o mistrzostwo UFC, dlatego jestem szczęśliwa. W wadze muszej czułam się bardzo dobrze, moje ciało zareagowało pozytywnie. To kategoria dla mnie. W jeszcze lepszej formie mogę tu zrobić więcej. Walentyna nie była najsilniejszą rywalką, z jaką walczyłam, choć miała dobre ciosy i udane sprowadzenia. W parterze walczyła bardzo mądrze, dlatego trochę czasu zabierało mi podnoszenie się do stójki – komentowała. – Jestem coraz starsza i muszę dbać o zdrowie. Mogę wrócić do wagi słomkowej, ale tylko na walkę o pas. Muszę postawić kropkę nad „i”.

Czy to koniec wielkiej kariery Joanny Jędrzejczyk? Wcale niekoniecznie. Faktem jest, że dziś przegrała i to w sposób bezdyskusyjny. Gdyby to był mecz piłkarski, powiedzielibyśmy: spokojne 2:0 do przerwy, potem podwyższenie na 3:0 i wyszarpana bramka honorowa na 3:1. Ale trzeba też przyznać, że naprzeciwko Polki stała wyjątkowo trudna rywalka. Ba, w takiej formie Szewczenko wydaje się być absolutnie nie do ruszenia. „Techniczne arcydzieło” – pisze portal MMAjunkie.com i trudno się nie zgodzić. Sama nowa mistrzyni UFC podkreślała jednak, że wygrana nie była łatwa, a zdobycie tytułu po pojedynku z JJ smakuje wyjątkowo. Trudno jednak powiedzieć, ile w tym kurtuazji.

To absolutna profesjonalistka, bałam się o wynik tej walki, bo wiedziałam, z kim się mierzę. To zwycięstwo jest dla mnie tym cenniejsze. Cieszę się, że zdobywam tytuł po walce z Joanną bardziej niż gdybym pokonała kogoś innego. To nie jest jakaś tam zwyczajna rywalka – oceniała Szewczenko, odbierając pas, o którym marzyła od lat.

Jędrzejczyk teraz wróci do Polski, spędzi święta z rodziną, odpocznie po wyczerpujących treningach i morderczej walce. Potem wyjedzie na wakacje, które zdecydowanie jej się należą. W dalszych planach jest spotkanie z szefem UFC Daną White’em i rozmowa o przyszłości. Na razie JJ zrobiła tak dużo dla MMA w Polsce i MMA kobiet, że na pewno nie można jej skreślać. Inna sprawa, że – jak sama zauważyła – młodsza się nie robi, zbijanie wagi będzie coraz większym problemem, a w kategorii muszej jej ciosy nie sieją już takiego spustoszenia, jak w słomkowej. Choć jeszcze rok temu takiej myśli nawet byśmy do siebie nie dopuścili, być może powoli trzeba się oswajać ze świadomością, że światowa kariera Joanny Jędrzejczyk powoli przechodzi do historii.

Ja nigdy nie byłem przekonany do jej przejścia do wagi muszej. Widać było, że Szewczenko miała dużo więcej siły, wyrywała ją z korzeniami i rzucała, jak zabawką o podłogę. Obawiam się, że to jest koniec mistrzowskiej kariery Asi. Nie oznacza to jednak, że czas kończyć karierę. Po pierwsze nie wyobrażam sobie, że mogłaby się pożegnać z klatką porażką – dodaje Paweł Kowalik. – Myślę, że wciąż stać ją na walki na bardzo wysokim poziomie. Ja widzę na przykład powrót do wagi słomkowej i walkę z Karoliną Kowalkiewicz w Polsce. Dla naszego MMA to byłoby absolutnie hitowe wydarzenie.

Fot. Newspix.pl

KOMENTARZE (18)