Miny kolegów mówią: Airam, odwal się już!
Weszło Extra

Miny kolegów mówią: Airam, odwal się już!

Niewielu piłkarzy w Ekstraklasie patrzy na futbol tak szeroko jak Airam Cabrera. Hiszpan, który inteligencją boiskową przewyższał swoich kolegów z Korony Kielce o dwie głowy, wrócił do Ekstraklasy, by pomóc Cracovii w utrzymaniu. – Często wkurzam Javiego Hernandeza, bo podpowiadam mu milion rzeczy, które powinien zrobić. On oczywiście mówi „tak, tak, tak”, ale jego wyraz twarzy pokazuje „odwal się już!” – śmieje się Hiszpan, który wykorzystuje swoje analityczne podejście i stara zaszczepiać je u swoich kolegów.

Dlaczego InStat niszczy go jako piłkarza? Czemu koledzy z drużyny chcą, by w końcu się od nich odwalił? Czemu Hiszpanie robią furorę w Ekstraklasie? Czy niezrozumienie partnerów w Koronie Kielce frustrowało? Czy w Hiszpanii funkcjonują Kluby Kokosa i dlaczego wizja spędzenia w nim sezonu ułatwiła powrót do Polski? Jak wygląda dzielenie szatni z mistrzami Europy i… jakim cudem wygryzł go ze składu Nicki Bille Nielsen? O tym wszystkim Airam Cabrera. Napastnik, z którym o piłce można rozmawiać godzinami. 

– Uwielbiam piłkę nożną. Uwielbiam. Najbardziej moment, gdy analizuję, dlaczego na boisku dochodzi do takich a nie innych sytuacji. Często dzielę się moimi spostrzeżeniami z kolegami. Ostatnio miałem drobne nieporozumienie z Diego Ferraresso, który ma nawyk do wykonywania pewnego podania. Z mojego punktu widzenia nie przynosi to drużynie żadnej korzyści, byłem uczony zupełnie inaczej, ale on uważa, że to dobre zagranie. Te podania i tak nie są do mnie, więc nie odbierzcie tego tak, że narzekam. Chodzi mi o dobro całej drużyny. Zawsze staram się wyciągać wnioski z tego, co dzieje się naokoło. W piłce każde zagranie powinno mieć określony cel, staram się rozbierać na czynniki pierwsze moje zachowania i ich przyczyny. Co mogę zyskać, jeśli wykonam taki ruch? Jaka korzyść może być z tego podania? Mówię też kolegom, że moim zdaniem najlepiej byłoby, gdyby zagrywali tak czy inaczej. Nie wiem, jak to nazwać. To chyba moja choroba. 

W jaki sposób analizujesz twoje mecze? Jak to konkretnie wygląda?

Nie mam w zwyczaju oglądać swoich meczów po kilka razy i nie zaglądam do InStata. Uważam, że takie platformy jak InStat mnie niszczą. Zawsze wyglądam w nich na słabego piłkarza. Nie jestem zawodnikiem, który przedrybluje czterech rywali, uderzy na bramkę dziesięć razy w meczu i biega z prędkością 30 km/h. Nie patrzę więc, jak zostałem oceniony z perspektywy liczb. Kiedyś zagrałem dobry mecz i z ciekawości zajrzałem, a oni wystawili mi jedną z niższych ocen. A ja myślałem, że zagrałem dobrze.

Frustruje cię to? Dla wielu liczby to najmocniejszy wyznacznik. 

Nie, bo InStat do tego służy. Jeżeli trzy razy brałeś udział w pojedynkach powietrznych i trzy razy przegrałeś, to tam znajdzie się ta informacja. A akurat gra głową nie jest moją mocną stroną, więc to może pokazywać nieco zakłamany obraz. Nie jestem Ondráškiem, który zawsze walczy w powietrzu. On będzie miał 90 procent wygranych pojedynków, a ja 15 czy 20. Liczby na pewno nie kłamią, ale futbol to więcej niż liczby. Futbol to nie mówienie, że straciłeś pięć piłek, odzyskałeś cztery i trzy razy uderzałeś na bramkę. To coś więcej. Strefy, w których się poruszasz, przestrzenie, które tworzysz. Tego nie da się opisać numerkami, nie da się zamknąć w ramach statystyk.

InStat pozwala zobaczyć akcje, w których uczestniczyłem i to faktycznie oglądam, ale bez zadręczania się. Mam też przecież swoje odczucia po meczu i to na nich wolę się opierać. Poza tym zawsze dostajesz pewien feedback od swoich kolegów, po którym czujesz, jak zagrałeś. Nawet jak nie strzeliłem gola, to mogę czuć się dobrze, bo zagrałem dobrze dla drużyny. Tworzyłem przestrzenie, pomagałem w pressingu i odbiorze, wychodziłem do podań. Z moim doświadczeniem wiem, kiedy gram dobrze, a kiedy słabo, więc nie potrzebuje tego typu statystyk.

Jeden z piłkarzy Ekstraklasy powiedział nam, że przestał patrzeć do InStata, gdy niebezpiecznie zaczął sugerować się skutecznością podań. Czuł, że podświadomie unika ryzyka, by w InStacie mieć wysoki procent udanych zagrań. 

Ale to nie tak, że InStat jest z natury zły. Uważam, że to fantastyczne narzędzie do pomocy w analizach. Powiedzmy, że jesteś dyrektorem sportowym i trener mówi ci, że chce kupić – załóżmy – Juanito Lópeza. Dzięki InStatowi możesz obejrzeć tego zawodnika. To świetna sprawa. Ja po prostu nie wierzę w to ślepo. Analitycy mogą sobie przeglądać statystyki, ale futbol to dużo więcej. Jeśli będziesz kupować piłkarza tylko w oparciu o InStata, tracisz w stosunku do tych, którzy pojadą go obejrzeć na żywo. Liczby nie powiedzą ci całej prawdy. W jakich strefach się porusza, jakie robi ruchy, gdzie tworzy przestrzenie. Nie jestem więc przeciwko InStatowi, ale po prostu uważam, że piłki nożnej nie da się zamknąć w takich ramach.

2018.10.22 KRAKOW SPORT PILKA NOZNA LOTTO EKSTRAKLASA SEZON 2018/19 KOLEJKA 12 CRACOVIA KRAKOW - GORNIK ZABRZE NZ AIRAM CABRERA FOT JAKUB GRUCA / 400mm.pl 2018.10.22 KRAKOW SPORT FOOTBALL LOTTO EKSTRAKLASA SEASON 2018/19 ROUND 12 CRACOVIA KRAKOW - GORNIK ZABRZE FOT JAKUB GRUCA / 400mm.pl

Wiele razy wspominałeś, że w Polsce nie jesteś w stanie wykorzystywać całego swojego wachlarza umiejętności. Z których nawyków czy cech musiałeś zrezygnować, by przystosować się do Ekstraklasy? 

To nie jest tak, że nie mogę czegoś robić. Miałem jednak trenerów, którzy tworzyli specyficzne warunki dla napastników i nauczyłem się u nich pewnego rodzaju ruchów i zagrań, które pasują tylko do tego stylu. Potrzebuje się wtedy konkretnych piłkarzy z tyłu, którzy grają w to samo, co ty. Jeśli nie ma takich warunków, to ten styl gry nie będzie tu funkcjonował. Na przykład jeśli ja wykonam ruch za plecy obrońcy, ale jeden z naszych środkowych obrońców nie będzie tego widział i mi nie zagra, bo woli zagrać pewniej, do stojącego obok niego zawodnika, ten ruch niczemu nie służy. Jedynie sprawia, że ktoś na trybunach może powiedzieć, że Cabrera nieźle się porusza. Nic nie zmienia jednak dla drużyny, więc nie ma sensu. To ja tu przyjechałem i nie będę nagle brał całej mojej drużyny i mówił „słuchajcie, jeśli ja robię to, to macie mi tę piłkę zagrać tam”. To nie byłoby efektywne, bo nie wszyscy wierzą w taki styl gry, poza tym narobiłbym sobie wrogów. „Ten gość myśli, że jest jakimś Guardiolą czy co?” (śmiech). Poza tym wiele lat grałem jako drugi napastnik, a tutaj jestem typową dziewiątką. Do tego też trzeba się przyzwyczaić.

Bardziej czujesz, że się rozwinąłeś czy jednak skrzydła są trochę podcięte? 

Musiałem zmienić wiele rzeczy, które robiłem wcześniej i moja rola teraz jest inna, więc w tym sensie się rozwinąłem. Teraz jestem głównie odpowiedzialny za finalizowanie akcji. Szczególnie w Polsce, dla napastnika najważniejsze jest pole karne. Jest dużo drugich piłek, które są bezpańskie, a obrońcy bardzo często więcej uwagi zwracają na krycie swojego zawodnika, niż na właśnie takie piłki. Wtedy nadchodzi mój moment i staram się do tych piłek dochodzić, szczególnie gdy wiem, że obrońca na chwilę przestał mnie blisko kryć. W Hiszpanii tego nie robiłem, grałem bardziej z tyłu. Przyszedłem tu i musiałem zmienić swój styl, być zawodnikiem ostatnich metrów, przygotowanym na pole karne.

A co sprawia ci najwięcej problemów?

Tu bardzo ważna jest gra ciałem, jest dużo długich podań. To nie są moje mocne strony, więc staram się tego unikać, ale zawsze chcąc przekształcić moje wady w zalety. Nie jestem dobry w grze ciałem, więc zrobię dodatkowy krok, gdzie będę miał więcej miejsca i obrońca nie będzie mógł mnie zaatakować fizycznie. Staram się więc uciekać od swoich wad.

Najbardziej mnie zaskakuje i zarazem przeszkadza fakt, że w Ekstraklasie jest bardzo mała płynność gry. Akcje nie są zbyt długie. Dwa, trzy, cztery podania, strata. Kontratak, trzy, cztery podania, strata. Rzut z autu, kolejne trzy podania, rzut rożny. Nie ma ataku pozycyjnego ani większego posiadania piłki i przez to nie ma drużyn, które prezentują się dużo lepiej, niż inne. Może Wisła Kraków stara się tak grać, ale też nie cały czas. Wiele drużyn nie kontroluje swoich meczów. Pierwsza połowa i mamy wynik 2:1, 3:1, 3:2. To szaleństwo, które oznacza, że mecz jest niezrównoważony. Nie ma takiego myślenia, że „okej, zdobyliśmy bramkę, teraz trochę się cofniemy i będziemy utrzymywać się przy piłce w ataku pozycyjnym”. Może jest, ale nie dochodzi do skutku. Drużyny nie zadowalają się wynikiem 1:0, tylko dalej się otwierają dla przeciwników, a to powoduje, że każdy może pokonać każdego. Śląsk Wrocław jedzie do Białystoku i pokonuje Jagiellonię 4:0. Nie mogłem w to uwierzyć. To tak, jakby w lidze hiszpańskiej Huesca pojechała na Bernabéu i wygrała 4:0. Niemożliwe, a jednak się zdarza, ponieważ w Polsce wiele drużyn nie potrafi kontrolować meczu. Jest mała płynność gry i przez cały mecz trzeba biegać.

Często słyszę, że Ekstraklasa jest bardzo fizyczna. I pytam wtedy: dlaczego tak sądzisz? A ludzie mi odpowiadają, że stawia się na walkę, zawodnicy są silni. To bezsensowna odpowiedź. Moim zdaniem jest fizyczna przez coś zupełnie innego – niską płynność gry i bieganie przez 90 minut od pola karnego do pola karnego. To moja analiza tej sytuacji i nie mówię, że tylko ja mam rację.  

2018.11.03 KRAKOW SPORT PILKA NOZNA LOTTO EKSTRAKLASA SEZON 2018/19 KOLEJKA 14 CRACOVIA KRAKOW - MIEDZ LEGNICA NZ AIRAM CABRERA FOT JAKUB GRUCA / 400mm.pl 2018.11.03 KRAKOW SPORT FOOTBALL LOTTO EKSTRAKLASA SEASON 2018/19 ROUND 14 CRACOVIA KRAKOW - MIEDZ LEGNICA FOT JAKUB GRUCA / 400mm.pl

Spytamy wprost – dlaczego jest, jak jest? 

Odpowiedzieć na to pytanie i się nie wkopać to skomplikowana sprawa (śmiech). Być może jeśli jesteś polskim piłkarzem, miałeś dziesięciu trenerów i każdy uczył cię gry w określony sposób, to nie znasz innego stylu gry. Jeśli jednak trafia się na zagranicznych trenerów, to czy w meczach, czy na treningach widać, że mają inne pomysły. Co więcej, uważam, że na ten moment w Polsce nie ma wielu drużyn, które okres przygotowawczy spędzałyby tylko biegając czy nawet by w ciągu sezonu tylko biegały. Kiedy przyszedłem do Kielc powiedzieli mi, że w poprzednim sezonie tylko biegali i biegali, bez dotknięcia piłki. Teraz tak nie ma i to pokazuje, że trenerzy w Polsce robią krok do przodu w kierunku zachodniej piłki. Wasza piłka cały czas musi się rozwijać, ale nie chcę mówić niczego, przez co ktoś mógłby się poczuć dotknięty. Dyplomatycznie – idziecie w dobrym kierunku.

Dlaczego w takim razie Hiszpanie z niższych lig, przyzwyczajeni do innego stylu, przyjeżdżają tutaj i z miejsca są gwiazdami ligi?

Nie wiem, być może po prostu my, robiąc to, do czego jesteśmy przyzwyczajeni, wyróżniamy się na tle innych i potrafimy się świetnie dopasować. Możemy po prostu wnosić nieco innego stylu gry. Nie chcę nazywać tego techniczną piłką, bo nie chcę generalizować. Carlitos ma inne zalety niż ja, a jeszcze inne ma Angulo czy Javi. Nie mamy identycznego profilu, ale może coś wnosimy. To też bardzo ważne, bo dzięki temu możemy pokazać, że my, Hiszpanie, potrafimy się tu dobrze zaadaptować.

Czy z polskimi piłkarzami da się w ogóle pogadać o piłce? Odnosimy wrażenie, że wielu z nich nie bardzo się interesuje futbolem.

To zależy od osoby. Być może to też kwestia dziennikarza, bo większość zawodników decyduje się powiedzieć to, co mówią wszyscy, żeby potem nie mieć żadnych problemów. To zrozumiałe. Ja jednak bardzo wierzę w szczerość i jestem osobą, która w piłce i w życiu ogólnie nie chce mówić tego, co ludzie akurat chcą usłyszeć. Chcę mówić to, co myślę, oczywiście zawsze z szacunkiem. Nie mówię też, że to, co myślę to jedyna poprawna wersja, nie. Między dziennikarzami a piłkarzami często pojawia się ta bariera i niektórzy nie decydują się jej przekraczać.

Jeśli chodzi o wiedzę, to bardzo lubiłem rozmawiać  w Koronie z drugim trenerem, Tomaszem Wilmanem, który uwielbiał hiszpański futbol i spędzaliśmy godziny gadając tylko o tym. Bardzo dużo wie o piłce. Drugą taką osobą jest Javi, ale niestety on nie ma takiego zacięcia do analiz boiskowych wydarzeń jak ja. Gra mecze i tyle mu wystarczy. Często go wkurzam, bo podpowiadam mu milion rzeczy, które powinien zrobić. On oczywiście mówi „tak, tak, tak”, ale jego wyraz twarzy pokazuje „odwal się już” (śmiech). Uważam, że ma bardzo duży potencjał, ale czasami nie robi tego, co pozwoliłoby mu wykorzystać w pełni swoje warunki, więc zawsze staram się mu coś podrzucić. Broń Boże nie mówię, że jestem następcą Pepa Guardioli, ale uważam, że moje doświadczenie i wiedza pozwalają mi zobaczyć niektóre rzeczy, które mogą mu pomóc. On mnie zawsze wysłuchuje, nie wiem czy dlatego, że naprawdę mnie słucha czy chce, żebym się już zamknął, ale to z nim rozmawiam najwięcej.

Pamiętasz konkretny moment, w którym twoje wskazówki przełożyły się na boisko?

Ostatnio w meczu z Lechem mieliśmy wysoko atakować ich obrońców przy wyprowadzaniu piłki – ja jako napastnik, a Javi za moimi plecami. Widziałem jednak, że oni i tak wchodzą na naszą połowę, musieliśmy coś zrobić. Porozmawiałem z Javim i Januszem Golem, żebyśmy ustawili się w 4-4-2 i żeby dwaj napastnicy atakowali obu stoperów naraz. W pierwszej takiej akcji Javi atakuje, ja się zbliżam od strony drugiego obrońcy. Javi odzyskuje piłkę, ja ją przejmuje i Pedro Tiba mnie fauluje, przez co dostaje żółtą kartkę. Następna akcja z takim samym pressingiem – Javi znowu przejmuje piłkę, podaje do mnie i gdybym ją dostał centymetr bardziej przed siebie i lepiej przyjął, miałbym sam na sam z ich bramkarzem. Pamiętam więc sytuacje, gdy moje spostrzeżenia w czymś mogły pomóc, ale zawsze konieczne jest, by ludzie za tobą poszli, żeby w to wierzyli. Na przykład z Diego i tym podaniem. On nie wierzy w to, co mówię i uważa, że ma rację. W porządku, nie będę go przecież na siłę przekonywał. Jeśli dany zawodnik wierzy, że to, co robi, jest najlepsze dla drużyny, dobrze. Niech robi to, w co wierzy. Szanuję to. Zawsze jednak staram się nieco podpowiedzieć, ale jeśli na przykład trener powie coś odwrotnego, to też jest OK. Podporządkuje się. Nie robię tego dlatego, że uważam się za mądrzejszego od innych, tylko dlatego, że mam swoje doświadczenia i mogę pewne rzeczy zauważyć. Na pewno jest wielu piłkarzy, którzy wiedzą więcej ode mnie. Chcę jednak swoją wiedzę przekuć w korzyść dla drużyny.

Jak na twoje podpowiedzi reaguje trener Probierz? Śmieje się, że jesteś jego asystentem?

W przyszłości chciałbym, ale teraz jeszcze nie. Na przykład wczoraj drugi trener przyszedł do mnie i powiedział, że bardzo dobra decyzja z tym pressingiem. Oni sami mówili, że musimy lepiej na nich naciskać. Bycie trenerem jest bardzo trudne, bo mówisz jedną rzecz, a na boisku zawodnicy mogą odczuwać to zupełnie inaczej. Jeśli piłkarz czuje, że robiąc coś w dany sposób robi to źle, może chcieć to zmienić. To wszystko jest w środku. Nie miałem żadnych problemów z trenerem, zawsze dużo rozmawiamy. Komunikujemy się na boisku i poza nim i jeśli czasem coś zauważę, to chcę mu o tym powiedzieć. Oczywiście, zawsze zachowując ogromny szacunek i pamiętając, że jestem tylko piłkarzem. Nie chcę wchodzić w jego zakres pracy, ale być może mogę mu trochę pomóc. Nigdy jednak nie mówię, że to, co on robi, jest złym pomysłem. To świetny trener i jestem bardzo zadowolony ze współpracy z nim.

Ustaliliśmy więc, że w przyszłości będziesz trenerem.

Taki mam cel.

Co zaimportujesz sobie z warsztatu trenerów Probierza i Brosza?

To trudne pytanie. Nie będę nic zabierał, tylko obserwuję to, w czym obaj się wyróżniają. Nie wiem jeszcze, jakie będę miał pomysły, a zawód trenera jest bardzo trudny. Myślisz, że twój pomysł jest dobry, a ostatecznie okazuje się, że nagle musisz go zmienić. Nie wiem czy coś od nich wezmę, ale nie dlatego, że nie mają racji, tylko dlatego, że chcę wdrażać swoje pomysły. Brosz na przykład ma jasną wizję gry swojej drużyny i chce ją rozwijać tak, by ona grała w określony sposób. Zawsze wyciąga ze swoich piłkarzy najwięcej. Probierz jest bardzo inteligentny i bardzo wymagający. Potrafi reagować na to, jak prezentuje się jego drużyna i jak wygląda rywal, adaptuje się szybko do nowych wydarzeń na boisku. To mi się bardzo podoba. Bardzo lubię jego filmiki z analizą, które przygotowuje nam pod mecze. Są świetne. Pamiętam jak w innym klubie puścili nam jakieś wideo i patrzyłem na to nie wiedząc, jaki wpływ może to mieć na moją grę. Niby coś jest pokazane, ale nie miało zupełnie przełożenia na boisko. Probierz robi je w sposób bardzo inteligentny, choć nie wiem, czy przygotowuje je konkretnie Probierz, czy to praca całego sztabu. 

Dlaczego właściwie chcesz być trenerem? To twoje analizowanie gry, ciągłe podpowiedzi – czerpiesz przyjemność z tego, że możesz uczyć piłki? 

Chciałbym móc przekazać komuś to, co umiem. Nie wiem czy to dużo, czy średnio, czy mało. Myślę, że to takie osobiste wyzwanie, móc dotrzeć do kogoś, by myślał w ten sam sposób i by mógł zrobić to, o czym myślę. To jedno z największych wyzwań dla trenera, jak i w ogóle dla człowieka, nieważne czy jesteś piłkarzem czy hydraulikiem. Przekazywanie wiedzy innym tak, by ich zainspirować do twojej wizji, jest ekscytujące i chciałbym się temu poświęcić. Mam 31 lat, więc jeszcze kilka lat piłki przede mną i nie mogę już teraz myśleć jak trener, bo zakończę karierę zawiedziony. Chcę zatrzymać tę ekscytację i dalej myśleć jak zawodnik, ale może w przyszłości się to zmieni.

KRAKOW 02.09.2018 VII KOLEJKA LOTTO EKSTRAKLASY CRACOVIA - LEGIA WARSZAWA MICHAL PAZDAN AIRAM CABRERA FAUL CZERWONA KARTKA FOT. MARCIN SZYMCZYK/ 400mm.pl

Co najbardziej wkurza cię w dzisiejszej piłce? 

Media społecznościowe, które – może niekoniecznie w Polsce, ale w Hiszpanii – przekształciły się w zwykłe gówno. To świetne narzędzie do informacji, ale dużo ludzi używa ich do personalnych ataków na zawodników. Nie czują bariery i wysyłają wiadomości o tym, że zagrałeś beznadziejnie. W Polsce fajne jest to, że nawet po przegranym meczu możesz wejść na Twittera i nie czytać setek wiadomości o sobie, że nie jesteś godny tego herbu czy nie powinieneś zarabiać tych pieniędzy. Tu jest więcej spokoju do pracy i dużo bardziej szanuje się zawodników. Nie wyobrażam sobie, by w Hiszpanii po porażce przejść się wokół boiska i nie słyszeć obelg. Kibice chcą cię zabić. Tutaj świetny jest właśnie ten większy szacunek, który pozwala lepiej skupić się na meczu.

A w Ekstraklasie? To nie tak, że coś mi się nie podoba, tylko tu jest po prostu inna kultura. Na przykład w Cracovii nie mamy ludzi zajmujących się tylko twoim sprzętem, butami, strojem. W Hiszpanii mają ich nawet najmniejsze drużyny. Oczywiście, nie żebym się zawiódł, tu po prostu pracuje się w inny sposób. To ja tu przychodzę z zewnątrz, więc to ja muszę się dostosować.

Czy to prawda, że grając na Cyprze i w Hiszpanii cały czas wiedziałeś, że wrócisz do Polski?

W piłce nożnej nigdy nie wiadomo, co się wydarzy. Było jednak jasne, że jeśli będę chciał wyjechać z Hiszpanii, moim pierwszym celem pozostanie Polska. Kiedy byłem na Cyprze, to w zimowym okienku transferowym wszyscy szukaliśmy możliwości odejścia, bo nam nie płacili. Starałem się wrócić wtedy do Ekstraklasy.

Co może dać ci Polska, czego nie może dać Hiszpania?

W tym momencie możliwość bycia ważną postacią w drużynie. W ubiegłym roku w Hiszpanii nie miałem rytmu meczowego, nie grałem, a przecież każdy piłkarz tego chce. Nie doceniano mnie też tak, jak robi się to tutaj. Ludzie mnie tu bardziej szanują. Zarówno kibice, jak i trenerzy czy dziennikarze. Więc przede wszystkim mogę się tu poczuć ważny dla drużyny.

Decyzja o powrocie była o tyle łatwa, że postawiono ci ultimatum – albo odchodzisz, albo nie grasz. Miałeś do wyboru wypożyczenie lub Klub Kokosa. 

Tak i nie. Było trochę inaczej. W klubie powiedzieli mi, że mają problemy finansowe, a ponieważ miałem najwyższy kontrakt, to nie mogli sobie na niego pozwolić, szczególnie, że nie grałem zbyt wiele. Oczywiście, jeśli chcieliby mnie na miejscu, to nie wyrzucaliby mnie przed innymi. Rozumiem, że skoro nie byłem pierwszym wyborem i dużo zarabiałem, to woleli się pozbyć mojego kontraktu. Mogłem zostać, trenować, pobierać pensję i w weekendy jeździć na plażę. Ale jestem ambitny i nie mogłem się na to zgodzić, to żadna motywacja. Nie chcę się tak czuć, nie chcę być w Klubie Kokosa. Chcę czuć się ważny dla drużyny.

W Hiszpanii Kluby Kokosa także prosperują?

Teraz, w Segunda División, owszem zdarzają się. Przed dwoma czy trzema sezonami wprowadzili tam limit płacowy. Tyle, ile zarabiasz jako klub, tyle możesz przeznaczyć na pensje. Zdarzało się więc, że byli zawodnicy, którzy nie mogli grać i być wpisanymi w drabinkę płacową, bo klub nie potrafił zarządzać swoimi pieniędzmi. Oczywiście są też piłkarze, którym odpowiada, że trenują, dostają pieniądze i weekendy mają wolne. Ja tego jednak nie chcę. Ten zawód jest krótki. Jeśli tracisz rok, bo nie grasz, to być może nie znajdziesz klubu, który chciałby cię zatrudnić i musisz zostać tak kolejny sezon. Ja jednak zdecydowałem, że muszę odejść, bo chcę grać.

Jak jako przyszły trener zdefiniowałbyś problem Cracovii? I jak byś go rozwiązał?

Mamy wielką trudność w zdobywaniu bramek. Jesteśmy drużyną, która strzela najmniej goli w lidze. Z tyłu prezentujemy się dobrze, w ostatnich czterech meczach straciliśmy tylko dwie bramki. Trenerzy wykonali świetną pracę, ale z przodu dużo nam brakuje. Miałem swoje kontuzje i czuję się trochę odpowiedzialny za to, co się działo. Nie pomagałem drużynie wtedy tak, jak bym chciał. Te kontuzje były spowodowane też tym, że cały czas zmieniamy murawę i musimy dostosowywać buty na nawierzchnię naturalną, sztuczną, korki mieszane, a to powoduje problemy mięśniowe. Gramy dobrze, tworzymy sytuacje, w każdym meczu mamy po trzy, cztery bardzo dobre sytuacje, ale nie strzelamy goli. Jednak to jest futbol i w końcu przyjdzie taki dzień, że wygramy 4:0. Musi przyjść. Gdybyśmy jednak strzelali więcej, bylibyśmy dużo wyżej, to logiczne. Jeśli mówimy o grze, taktyce i o defensywie, to prezentujemy się naprawdę nieźle.

W Koronie, czasem wydawało się, że grasz w inną grę niż twoi koledzy. Mieliśmy wrażenie, że kompletnie się nie rozumieliście. Wykonywałeś jakiś ruch, którego nikt nie widział. Szczerze – frustrowało cię to?

Tak.

Ale dlatego – jak już mówiłem – nie lubię myśleć jak trener. To mnie odwodzi od tego, kim jestem, a jestem przecież piłkarzem. Czasem zdarza się, że myślę w danej sytuacji, że lepiej zagrać w ten sposób, a mój kolega robi co innego. Często nie potrafię przez to powiedzieć sobie, że to naturalne, on niekoniecznie musi chcieć grać tak, jak ja.

Uważasz się za bardziej inteligentnego zawodnika niż reszta?

Uważam się za inteligentnego zawodnika i inteligentną osobę, ale nie bardziej, niż ktokolwiek.

Ale w Koronie tylko z Nabilem Aankourem potrafiłeś się porozumieć na boisku. 

Tak, choć początkowo też się słabo rozumieliśmy. Gdy się poznaliśmy, było już lepiej, dał mi kilka asyst. Zawsze mnie szukał, ale początki były trudne. Jak mają porozumieć się ze sobą Hiszpan i Marokańczyk, który urodził się we Francji, a obaj spotkali się w Kielcach? Z angielskim szło mi dość słabo, więc jak do cholery miałem powiedzieć temu gościowi, że jeśli ja robię ten ruch, to chcę, żeby zagrał za plecy obrońcom? (śmiech) Trenowaliśmy więc i z dnia na dzień coraz lepiej się rozumieliśmy. Też dlatego na początku źle się czułem w Kielcach, nie rozumiałem się z nikim, a to był mój pierwszy dłuższy wyjazd z Hiszpanii. Zacząłem strzelać tak naprawdę w lutym, wcześniej miałem na koncie tylko cztery bramki. Później strzeliłem dwanaście.

KIELCE 20.12.2015 MECZ 21. KOLEJKA EKSTRAKLASA SEZON 2015/16: KORONA KIELCE - LEGIA WARSZAWA --- POLISH FOOTBALL TOP LEAGUE MATCH: KORONA KIELCE - LEGIA WARSAW LUKASZ SIERPINA AIRAM CABRERA FOT. PIOTR KUCZA/ 400mm.pl

Zawiodło cię, że po świetnym sezonie w Koronie, nie mogłeś zostać w Polsce? Nie tylko w Koronie, bo jasne, że klub niekoniecznie mógł sobie na to pozwolić, ale ogólnie w naszej lidze?

Tak, zawiodło mnie, że najważniejsze kluby się mną nie zainteresowały. Myślałem, że będę miał oferty z mocnych zespołów. Już nawet nie mówię o Legii, ale Lech czy Lechia? Kluby mocne, na dobrym poziomie piłkarskim i ekonomicznym. Widzisz w tym samym czasie zawodników przychodzących z Segunda B, którzy podpisują kontrakty z mocnymi klubami. Dioni przyszedł do Lecha z trzeciej ligi. Dlaczego więc ja, który strzeliłem już tu 16 goli i znałem ligę, byłem anonimowy? Nigdy się tego nie dowiemy, ale naprawdę byłem zawiedziony. Chciałem tu zostać. Miałem oferty z klubów ze środka tabeli, ale czułem, że muszę zrobić krok naprzód i pójść do mocnego zespołu. Jeśli nie, musiałem odejść. Oferta z Cypru była dobra ekonomiczne, ale odszedłem, bo żaden mocniejszy zespół z Polski mnie nie chciał.

Co się czuje, gdy strzelasz przeciwko drużynie, z którą tak mocno się związałeś, jak z Koroną?

Powrót do Kielc był dla mnie bardzo emocjonujący, już w drodze byłem bardzo podekscytowany. Niesamowite uczucie. Dzwoniłem do mojej dziewczyny i opowiadałem jej, co się dzieje. Ona jeździ na moje mecze i również była rozemocjonowana powrotem. Okres w Kielcach był dla nas trudny, ale i niesamowicie ważny. Ciepło, które tam otrzymaliśmy, zostanie z nami na zawsze. Emocjonuję się nawet, jak o tym mówię (śmiech).

Nie byłem przygotowany na Kielce, kiedy tam trafiłem, całe życie przecież byłem w Hiszpanii. To było trudne, ale tamtejsi ludzie ogromnie mi pomogli. Pamiętam, jak moja narzeczona miała w nocy jakiś problem i jeden z fizjoterapeutów z klubu, w środku nocy, przyjechał i zawiózł nas do szpitala. Niesamowite. Zawsze będę miał ten klub w sercu, bo wszyscy byli bardzo mili i uczynni. Skoro już mówimy o powrocie, to chyba miałem nadzieję, że ludzie na stadionie przyjmą mnie w inny sposób, bardziej ciepły. Niektórzy nawet mnie wygwizdywali, gdy się przewracałem czy byłem przy piłce. Nie rozumiałem, dlaczego. Kiedy zostałem zmieniony, prawie nikt nie bił braw. Nie chcę powiedzieć, że jestem zawiedziony, ale po prostu miałem nadzieję, że przyjmą mnie inaczej. Być może to przez wynik, 1:0 po mojej bramce. Gdyby oni wygrywali 3:0, jestem przekonany, że przy zmianie by mnie oklaskiwali. Byłem tam jednak tylko osiem miesięcy, to przecież nie trzy lata. Miałem nadzieję na więcej ciepła.

Celebrowałeś gola przeciwko Koronie, a wielu piłkarzy tego nie robi, gdy grają przeciwko byłym klubom.

Bo są pieprzonymi kłamcami. Dla mnie to absurd, hipokryzja. Nie chcę być konformistą i robić to, czego ludzie oczekują. Jak można nie cieszyć się z gola? Dla napastnika największą nagrodą jest bramka. Inna sprawa to gdy prowokujesz swoich byłych kibiców, pokazujesz środkowe palce czy coś w tym stylu. Tego nie popieram, w końcu ci ludzie kiedyś cię wspierali. Ale nie cieszyć się ze strzelonego gola? Nie uśmiechnąć się? Przepraszać? Hipokryzja. Strzelić gola byłej drużynie nie oznacza, że ma się więcej czy mniej szacunku. Szacunek się zdobywa, gdy się gra w koszulce tego klubu. Dla mnie, jako napastnika, gole są celem w każdym meczu. Podziękowałem wtedy mojemu koledze, który mi asystował i tyle.

Wróćmy do twojego etapu w Hiszpanii, a konkretnie do Villarrealu B. Spędziłeś tam półtora roku. Dlaczego zdecydowałeś się odejść w środku drugiego sezonu? 

Brakowało mi szans na boisku. W pierwszym roku byłem pierwszym wyborem trenera praktycznie zawsze, ale potem, w ostatnim dniu okienka, ściągnęli Nickiego Bille Nielsena.

Nasz ulubieniec!

No tak, szalony gość (śmiech). Nie pamiętam o nim konkretnych historii, tyle tylko, że gdy wracał do Danii, to wsiadał w samochód i jechał bite 24 godziny. Zapłacili za niego około miliona euro. Wtedy już wiedziałem, że jestem w beznadziejnej sytuacji. W poprzednim meczu strzeliłem gola, ale przyszedł Nicki i już nie dostawałem szans. W drugim roku trochę grałem, potem miałem kontuzję, wyleczyłem ją i zmienił nam się trener. On mi powiedział, że najlepiej będzie, jeśli zmienię klub, bo nie będzie na mnie stawiał. Powiedziałem, że w porządku, ale jeśli nic nie znajdę, to zostaję. Ostatecznie trafiłem do Córdoby, która walczyła o awans do Primera, ale play-offach pokonał nas Real Valladolid. Nie czułem się ani trochę gorszy, a brakowało mi jedynie szans na grę.

Byłeś blisko gry w pierwszej drużynie Villarrealu?

Bardzo blisko. Był taki mecz w Lidze Mistrzów z Manchesterem City. Wszyscy napastnicy byli kontuzjowani, a ja czułem, że to mój moment. Graliśmy z Celtą Vigo u siebie i na nasz mecz przyszedł trener pierwszej drużyny. Graliśmy dwoma napastnikami, ja i Joselu, który teraz jest w Oviedo. Jasne było, że ten, kto zagra lepiej, zagra z City. Zremisowaliśmy 2:2, a Joselu strzelił oba gole. On więc rozegrał pełne 90 minut z Manchesterem City, a ja siedziałem na trybunach i jadłem popcorn. Wtedy byłem najbliżej. To był słaby wieczór, byłem świadomy sytuacji, a przez to bardzo nerwowy. Chyba jeden z najbardziej nerwowych meczów w moim wykonaniu, a Joselu zagrał po prostu dobrze. 

Często trenowałeś z pierwszą drużyną?

Tak, bardzo często.

Dużo ci dały te treningi? Byli tam przecież mistrzowie Europy.

Wtedy nauczyłem się, że będąc piłkarzem ze ścisłego topu, nadal możesz pozostać skromnym, normalnym gościem. Tam się czuło ogromną więź z wszystkimi piłkarzami. Tacy zawodnicy jak Cazorla czy Capdevila byli mistrzami Europy i przepraszali, jeśli nie podali ci piłki. A ja mówiłem „spokojnie, spokojnie, rób co chcesz, ty jesteś mistrzem Europy, a ja tak naprawdę nikim, więc możesz mi nie podawać”. Skromność i wartości, które przekazywali udowadniają, że będąc najlepszym nie musisz być arogancki. Im wyżej jesteś, tym bliżej ziemi musisz być. To najważniejsza rzecz, jaką nauczyło mnie dzielenie z nimi szatni.

Utrzymujesz kontakt z tymi zawodnikami?

Niezbyt. Z Jaume Costą, lewym obrońcą, widziałem się tego lata na Ibizie. Spotkaliśmy się przez przypadek, ale od razu się objęliśmy i rozmawialiśmy przez jakieś dwie godziny. W erze mediów społecznościowych wszyscy się obserwujemy, zawsze lubimy swoje zdjęcia czy piszemy komentarze, ale nie utrzymujemy takiego codziennego kontaktu.

Po Villarealu trzykrotnie zmieniałeś kluby co pół roku.

Robiłem to dlatego, że nie dostawałem szans. Byłem w Segunda División, ale nie grałem. Po tylu zmianach zdecydowałem, że lepiej pójść do Segunda B i grać, niż nie mieć nic wspólnego z piłką. Nie chcę zabrzmieć, jakbym narzekał, jeśli nie grałem to z pewnością na to zasłużyłem. Nie chcę mówić, że ten mi nie ufał, ten we mnie nie wierzył, a ten jest sukinsynem. Poszedłem więc do niższej ligi, gdzie mogłem być ważny, a kiedy jestem ważny, jestem niebezpieczny (śmiech). W Cádiz grałem tak, jak nigdy w karierze. Poznałem tam też moją narzeczoną. Dzięki tej grze, poczułem, że decyzja o zmianie klubu była właściwa. Nie chcę się godzić z tym, że jestem w Segunda División, ale nie gram. Po co niby mam tam być? Żeby grzać ławkę?

2018.10.22 KRAKOW SPORT PILKA NOZNA LOTTO EKSTRAKLASA SEZON 2018/19 KOLEJKA 12 CRACOVIA KRAKOW - GORNIK ZABRZE NZ AIRAM CABRERA BRAMKA GOL RADOSC FOT JAKUB GRUCA / 400mm.pl 2018.10.22 KRAKOW SPORT FOOTBALL LOTTO EKSTRAKLASA SEASON 2018/19 ROUND 12 CRACOVIA KRAKOW - GORNIK ZABRZE FOT JAKUB GRUCA / 400mm.pl

Pracowałeś z Paco Jémezem, którego styl wszyscy znamy. Ofensywny, brawurowy, przez to trochę naiwny. Nie wydaje ci się, że Jémez przesadza z tą brawurą? Gdy trenował Rayo, wszyscy mówili, że chcą grać jak Barcelona i nie będą się bać, a potem przyjeżdżała Barcelona i strzelała im osiem goli.

Tak, ale jeśli on wierzy, że to najlepszy sposób na wygrywanie, droga wolna. Bardzo odważny gość. Pamiętam jak graliśmy w play-offach i wyszedł na ten mecz trójką obrońców, z których dwóch to nie byli obrońcy, tylko pomocnicy. Wszyscy myśleli, że jest szalony, ale wyszedł nam mecz, jakbyśmy byli właśnie Barceloną. Pum, pum, piłka chodziła tak szybko… On ma niesamowity charakter. Bardzo podobny do Probierza. I nie dlatego, że obaj są łysi! Obaj są bardzo odważni i bardzo wymagający. A Paco wierzy w swój pomysł i że to najlepsza droga, by osiągnąć sukces.

W CD Lugo spotkałeś się też z Quique Setiénem.

Tak, to kolejny, który jest „bardziej odważny, niż powinien”. W Betisie w ubiegłym sezonie byli bliscy wyrzucenia go, bo mówili, że jest zbyt odważny, a to się nie liczyło do tabeli. Na koniec zajęli piąte miejsce i dostali się do Ligi Europy, więc Quique udowodnił, że jest świetnym trenerem. On chce grać w piłkę i w ten sposób rozumie futbol. Uwielbiam czytać z nim wywiady, on naprawdę ma ogromną wiedzę. Mówi, co myśli.

Który trener dał ci najwięcej?

Żaden z nich, najwięcej dał mi Raül Agné. To paradoks, bo przecież pracowałem z trenerami, którzy teraz są w Primera División czy w europejskich pucharach, a mówię o tym, którego większość nawet nie kojarzy. To jest piękne w futbolu, że taki trener może nauczyć cię najwięcej, ale jednak piłka nożna to wyniki. Możesz być świetnym trenerem, ale jeśli nie wygrasz kolejnych dziesięciu meczów, to wysyłają cię do domu. Są ludzie, którzy są fantastycznie przygotowani do swojej pracy, ale po prostu nie mieli szczęścia. Dzięki Agné i Rodriemu, który wtedy był asystentem, nauczyłem się naprawdę grać w piłkę. Dzięki temu widzę futbol w taki, a nie inny sposób. Gdyby nie oni, nie rozmawialibyśmy teraz tutaj.

Ostatnio ukazał się wywiad z Rodrim, nowym trenerem Extremadury, który mówił, że bardzo cię ceni jako piłkarza. Wrócisz do swojego klubu?

Tak, jestem tylko wypożyczony.

Ale wrócisz, żeby znów odejść czy żeby grać w Extremadurze?

Na sto procent chcę tam zostać. Ponowna praca z Rodrim byłaby wspaniała. Chcę cieszyć się tym rokiem w Cracovii, ale potem wracam do Hiszpanii.

To na koniec – w wywiadzie dla Piłki Nożnej wspominałeś, że pamiętasz Wojtka Kowalczyka. Z czego go zapamiętałeś? 

Z boiska już niestety niewiele go pamiętam, bo grał dość dawno, byłem wtedy jeszcze młodym chłopakiem. Ale zapamiętałem go z… wąsa! Tak, wszyscy w Hiszpanii o nim mówili o Polaco, który ma charakterystycznego wąsa.  

Rozmawiali JAKUB BIAŁEK i KRZYSZTOF ROT

Fot. 400mm.pl / FotoPyK

KOMENTARZE (2)