Kiedy metamorfoza wjedzie na grubo – pierwszy gol nogą Łukasika w Polsce!
Weszło

Kiedy metamorfoza wjedzie na grubo – pierwszy gol nogą Łukasika w Polsce!

Chyba nikt nie mógł się spodziewać, że Lechia Gdańsk aż tak wystrzeli w tym sezonie, bo przecież nad biało-zielonym morzem nie przeprowadzono jakichś spektakularnych transferów, a ekipa, która została, w poprzednim sezonie grała nieprzyzwoity długimi momentami piach. Jednak widać rękę trenera, ponieważ Piotr Stokowiec wyciąga z graczy, których ma, nierzadko maksa. Dobrym przykładem na potwierdzenie tych słów jest Daniel Łukasik – w sezonie 17/18 jeden z najgorszych piłkarzy ligi, w rozgrywkach 18/19 mający do podobnego dna bardzo daleko.

Doszło już do tego, że Łukasik strzelił nawet bramkę – we wczorajszym starciu z Bruk-Betem – a trzeba wiedzieć, że dla środkowego pomocnika jest to wydarzenie niezwykle wyjątkowe. Otóż na polskich boiskach było to dla Łukasika… pierwsze trafienie zaliczone nogą. Wcześniej trafił tylko raz, kiedy Lechia grała z Wisłą Kraków w sezonie 15/16. Tyle że wówczas uderzał głową. A tak, w barwach Lechii, wcześniej Legii, gdy kopał w kierunku prostokąta, bramkarze mogli rozwiązywać krzyżówki panoramiczne. Wiedzieli, że prędzej na boisku wyląduje statek kosmiczny, niż próba Łukasika będzie jakkolwiek groźna. Gorzej czuli się co prawda golkiperzy z 2. Bundesligi, bo tam bombardier zaliczył jedną sztukę, ale ci z ekstraklasy mieli wspomniany fajrant.

No, ale nie kpijmy, ponieważ nie po to tutaj się zebraliśmy. Łukasika – nie patrząc już na jego zdobycze bramkowe – wypada za bieżące rozgrywki zwyczajnie pochwalić. Według naszych not pomocnik zasłużył na średnią 5,06, a dla porównania rok temu wykręcił 4,47, niejednokrotnie łapiąc dwójki albo nawet jedynkę. Innymi słowy: grał poniżej krytyki. Dziś tego Łukasika na szczęście już nie ma, jest za to odpowiedzialny gość ze środka pola, który razem z Kubickim tworzy ważny element gdańskiej układanki. Nie ma co ukrywać: środek obrony w Lechii pozostawia sporo do życzenia, dlatego potrzebuje porządnego wsparcia przed sobą i również Łukasik to wsparcie daje. Dobrze zobrazuje to jedna statystyka. Otóż portal Ekstrastats wylicza, że przeciwko Lechii rywale wypracowali sobie tylko 21 okazji. To najlepszy wynik w lidze, a jak dobry, wskazuje jeszcze przeciwległy biegun: Wisła Płock dopuściła przeciwników aż do 47 klarownych sytuacji.

Ciekawych danych dostarcza też InStat. Otóż Łukasik wygrywa 61% pojedynków i nikt – z regularnie grających piłkarzy – nie ma od niego w tym względzie lepszego procentu, a tylko Deja ma taki sam. Pomocnik dość umiejętnie gra też wślizgami, na 62% skuteczności, lepsi są tylko Gol, Cafu, Trałka i Petrak. A już odrzucając umiejętności w defensywie, Łukasik stara się być piłkarzem mniej jednowymiarowym, dającym co jakiś czas coś z przodu, żeby wspomnieć jego super przerzut przy golu na 2:1 z Jagiellonią.

Zbierając to wszystko do kupy, wydaje się nam, że Stokowiec dokonał wręcz niemożliwego. Nie trudno było skreślić Łukasika, przecież skreślała go sama Lechia. Gdy drużyna pod wodzą Nowaka walczyła o mistrza, pomocnika w Gdańsku nie było, został pogoniony do Niemiec. Wrócił i zaczął grać, ale nie dlatego, bo Sandhausen zmieniło go specjalnie jako piłkarza. Nie, po prostu z drużyny odeszli na chwilę Borysiuk (dłuższą) i Sławczew (krótszą), pożegnano też Chrapka. I zrobiło się miejsce dla Łukasika, który grał, bo ktoś musiał, skoro nie zadbano o odpowiednie zastępstwa, No, ale on tego wówczas nie dźwignął.

Stokowiec mu pomógł i choć o Łukasika upomniały się demony przeszłości, w postaci sparingu z automatem na kauczukowe kulki, to jednak szkoleniowiec się wówczas nie zraził i dalej na piłkarza konsekwentnie stawia. A ten potrafi się całkiem nieźle odwdzięczyć. I teraz żebyśmy się dobrze zrozumieli. Absolutnie nie widzimy Łukasika gdzieś wyżej, mamy nadzieję, że czasy, kiedy będzie grał w kluczowych meczach kadry (Ukraina!), jednak bezpowrotnie odeszły. Mimo wszystko jest na taki poziom za słaby, ale zawsze miał papiery na bycie solidnym ligowcem. Teraz wyjął je z szafy, po prostu. Nie sądzimy, że ta kariera zaprowadzi go gdzieś dalej niż przyzwoitość w ekstraklasie połączona z ewentualnym zagranicznym transferem, gdzieś do ciut lepszej ligi. Jednak to i tak dużo, niedawno wydawało się, że Łukasik spadnie w dolne rejony naszej ligi, tam w najlepszym wypadku utknie w marazmie, w najgorszym: pójdzie niżej

Podniósł się i gratulujemy, bo skoro za solidność płacą u nas wiele, Łukasik ma szansę jeszcze przez parę lat otrzymywać solidne przelewy.

Fot. 400mm.pl

KOMENTARZE (2)