Karuzela trenerska jest passé, teraz czas na gabinety!
Weszło

Karuzela trenerska jest passé, teraz czas na gabinety!

25 miesięcy i 2 tygodnie. Tyle czasu dzieli ostatni dzień urzędowania prezesa Pawła Żelema w gabinecie szefa Śląska Wrocław od jutra, czyli pierwszego dnia prezesowania Piotra Waśniewskiego. Trochę ponad dwa lata to nie byłaby jakaś szalenie długa przygoda nawet dla jednego prezesa. We Wrocławiu jednak po Żelemie nastąpił czas Krzysztofa Hołuba, po dymisji Hołuba w gabinecie rozpakował się Michał Bobowiec, Bobowca z kolei zastąpił Marcin Przychodny.

Jeśli weźmiemy pod uwagę wyłącznie okres październik 2016 – grudzień 2018 – średnio co 5 miesięcy w klubie pojawiał się nowy szeryf. Tak, wiemy, Żelem pracował długo, Waśniewski dopiero zaczyna, ale liczby to liczby.

I te właśnie liczby są wstrząsające. Kompromitujące klub i jego miejskich właścicieli na całej linii. Pokazujące tymczasowość, obnażające problemy z wpływem politycznych wyborów na rzeczywistość spółki, demaskujące, że wszelkie zapewnienia o długofalowej strategii to pic na wodę.

Od lat apelujemy, by czas i zaufanie otrzymywali trenerzy, którzy fizycznie nie są w stanie zbudować autorskiego projektu mając do dyspozycji jedno okienko transferowe. Od lat apelujemy, by więcej cierpliwości towarzyszyło pracy dyrektorów sportowych, którzy bywają wymieniani właściwie po pierwszym nieudanej zimie. I gdy już wydawało się, że karuzela trenerska zaczyna odrobinę zwalniać, a i stanowiska dyrektorskie zaczynają się powolutku cieszyć jakąkolwiek estymą – wir porwał prezesów.

W teorii informowanie o takich wydarzeniach powinno być proste: wymieniamy dokonania poprzedniego prezesa, rozliczamy jego błędy, przypominamy sukcesy, przedstawiamy postać nowego szefa, namierzamy stojące przed nim wyzwania. Ale kurczę, jak w ogóle mamy podejść do oceny dokonań Marcina Przychodnego, w sytuacji gdy prezes nie przepracował nawet jedenastu miesięcy? On sam dzisiaj w oświadczeniu o rezygnacji wymienił kilka fajnych rzeczy, współpracę z wrocławskimi szkołami, uporządkowanie finansów, umowy z lokalnymi szkółkami pozwalające na rywalizację z Zagłębiem na polu wyciągania talentów z dolnośląskich mniejszych klubów. Wady jego kadencji widać po obejrzeniu tabeli Ekstraklasy oraz kadry Śląska. Ale – no właśnie – czy to na pewno są wady jego kadencji? Na dobrą sprawę jego ludzie mieli na wykonanie proponowanych przez prezesa zmian jedno okienko transferowe…

Boimy się jednoznacznie ocenić 10 miesięcy pracy Tadeusza Pawłowskiego i nie jesteśmy przekonani, że to jest moment, w którym można obciążyć go winą za średnie wyniki wrocławian w tym sezonie. Nie widzimy jeszcze możliwości przesadnego chwalenia albo krytykowania Dariusza Sztylki, który w roli dyrektora sportowego rozpoczął pracę równocześnie z Pawłowskim. Nie da się wobec tego ocenić, czy Przychodny zrobił błąd zatrudniając ten duet, czy wręcz przeciwnie, to dwa świetne strzały dla Śląska, tylko rozpędzają się powoli. A skoro nie możemy wystawić noty nawet w tak oczywistej kategorii, to co dopiero z bardziej długofalowymi planami, jak choćby rozbudowa obiektu przy Oporowskiej.

Czy nowy prezydent miasta zrobił wobec tego błąd, zastępując Przychodnego Waśniewskim? Też nie jesteśmy w stanie tego określić, bo nikt tak naprawdę nie wie, jakie plany ma Śląsk, jaki jest pomysł na ten klub i co właściwie miasto Wrocław chce osiągnąć z tą spółką. Przygotowanie gruntu pod wejście inwestora, znalezienie kogoś, kto kupi klub? Miejsce w ósemce za wszelką cenę? Rozbudowa akademii, by była w stanie na rywalizować z Zagłębiem Lubin?

Waśniewski na wstępie ma dużą przewagę nad poprzednikami – on już we Śląsku był, zdobył z nim mistrzostwo Polski i dwa kolejne medale, za jego kadencji wrocławianie grali w europejskich pucharach. Ale teraz będzie się poruszał w zupełnie innych realiach finansowych, sam klub jest w innym punkcie (już nie przed Euro 2012 we Wrocławiu…), konkurencja wygląda zupełnie inaczej. Zresztą, czy my tu powinniśmy się w ogóle zastanawiać, co zrobi, kogo wymieni i kogo wprowadzi, jeśli nie mamy pewności, że za pół roku nadal będzie na stanowisku?

Z doniesień wrocławskich mediów, m.in. Gazety Wrocławskiej wyłania się obraz nadchodzącej rewolucji. Pawłowski ma wrócić do akademii, Sztylka również zmienić stanowisko, jeśli ta dwójka przestanie pracować z pierwszym zespołem – to zapewne i wśród zawodników nie zabraknie zmian.

I może tu jest ten wrocławski pies pogrzebany? Na przestrzeni dwóch lat więcej prezesów niż dobrych meczów. Nie każdy tak potrafi.

KOMENTARZE (8)