Jak co środę… JAKUB OLKIEWICZ
Blogi i felietony

Jak co środę… JAKUB OLKIEWICZ

Nie czarujący Neymar, bijący rekordy popularności w mediach społecznościowych. Nie charyzmatyczny mistrz świata z tysiącem fryzur w portfolio, Paul Pogba. Nie Dybala, nie Salah, nie młodziutki Kylian Mbappe. Dominację piłkarskich kosmitów, przybyszów z odległej galaktyki, którzy na dekadę opanowali piłkarski świat, przerwał 33-letni chucherkowaty Chorwat. 

Luka Modrić do tego wzruszającego filmu obyczajowego, jakim z pewnością będzie jego filmowa biografia, dopisał fantastyczny epilog.

W epoce, która z wizerunku uczyniła świętość. W epoce zdominowanej przez kult młodości. W epoce, w której najlepiej zarabiają nie ci, którzy są najlepsi, ale ci, którzy do umiejętności dodają najlepszy sztab marketingowców, wytrwale budujących markę swojego podopiecznego. W epoce, w której niektórzy piłkarze mają więcej kontraktów reklamowych niż celnych podań i w epoce, w której gala Złotej Piłki konkuruje pod względem oglądalności z Neymarem, grającym na konsoli. W epoce, w której każdy chce strzelać gole. W której każdy chce być architektem, nikt nie marzy o byciu budowniczym.

W momencie, gdy liczy się młodość, werwa i przebojowość, statuetkę dla najlepszego piłkarza roku z powrotem na ziemię sprowadza facet… No Luka Modrić, przecież każdy wie, jak wygląda Luka Modrić.

Gdy piłkarzy coraz trudniej odróżnić od amerykańskich raperów bądź europejskich wokalistów pop, statuetkę wygrywa człowiek o jednej fryzurze i jednym nieśmiałym uśmiechu. Żaden atleta, mikrus. Żaden superstrzelec, w tym sezonie jeszcze bez gola. Żadna gwiazda, na materiałach z okolic chorwackiej szatni najlepiej widać, że Modrić tylko asystował bardziej charyzmatycznym i rozśpiewanym kumplom. 33-latek, właściwie zaprzeczenie tego, co reprezentuje sobą Pogba czy Neymar, parę lat temu najczęściej typowani do przełamania duopolu Messiego i Ronaldo. Oglądając wywiad z Neymarem, wiesz, że obcujesz z gwiazdą. Oglądając wywiad z Modriciem zastanawiasz się, kiedy zaproponuje rozszerzenie gwarancji na kupowany telewizor do 2 lat.

Od pół roku zamieścił na Instagramie jedno prywatne zdjęcie – siedzi razem z żoną i dziećmi na łące przy zachodzącym słońcu. Poza tym same banały z agencji od profesjonalnych fotografów – Modrić w koszulce Realu, Modrić odbiera trofeum, Modrić kroi tort na zgrupowaniu reprezentacji. Pogba z listopadowej wizyty u fryzjera zamieścił cztery filmy i wiem, że to bardzo tendencyjne zestawienie. Mimo wszystko – prawdziwe.

Jeszcze żeby ten Modrić chociaż był efektownym ofensywnym pomocnikiem. Żeby ładował bomby z dystansu, żeby zagrywał piłki za linię obrońców krzyżakiem. Ale nie, Modrić to pomocnik, który w tym roku był przede wszystkim pracowity. Na mundialu równie mocno jak regulowanie tempa gry dokładnymi podaniami imponowało jego wybieganie, determinacja, sposób poruszania się po boisku. Te słynne sprinty z powrotem do własnej strefy po kolejnej napędzonej akcji ofensywnej. Tyranie od linii do linii – nie tylko z obrony do ataku, ale też od lewej flanki do prawego skrzydła. Bywało, że nie łapał się do powtórek – bo zamiast ostatniego podania, imponował tym przedostatnim, kluczowym, które zmienia atak pozycyjny w okazję bramkową.

Najbardziej doceniali go ci, którzy oglądali pełne mecze, bo wtedy najlepiej było widać jego wpływ na grę. Na to, jak rośnie przy nim ofensywny kwartet Chorwatów, jak frustrują się pomocnicy przeciwnika, jak łatwo przychodzi mu przeniesienie ciężaru z jednego skrzydła na drugie, wymuszając na rywalach kolejne przesunięcie formacji.

Największe wrażenie robiła zgodność całego środowiska piłkarskiego. Zazwyczaj Złota Piłka to jeden wielki potok dyskusji – ważniejsze efektowne dryblingi na skrzydle czy przynależność do drużyny, zdobywającej trofea? Ważniejsze gole czy asysty? Dublet na krajowym podwórku czy triumf w Lidze Mistrzów? Bicie rekordów indywidualnych czy sukcesy całego zespołu? Tym razem Modrić pogodził wszystkich. Wygrał niemal wszystko – Liga Mistrzów i srebrny medal mistrzostw świata to dla przedstawiciela 4-milionowego narodu właściwie sufit. Był kluczowym zawodnikiem swojej drużyny na mundialu oraz jednym z ważniejszych na drodze do triumfu w LM. Ale w przeciwieństwie do wielu przed nim – niewielu decydowało się na argument dotyczący stężenia magii w jego grze, szczególnie w stosunku do duetu Ronaldo-Messi. Fakt, trafił na słabszy okres każdego z nich, szczególnie pod względem gry na mundialu, ale tu dokonało się coś większego – środowisko piłkarskie dość zgodnie uznało, że dokładne podanie z okolic środka boiska może być równie piękne, co zwód i strzał w polu karnym rywala.

Modrić przełamał wszystkie bariery, które narosły przez te ostatnie lata. Jasne, już wcześniej Złotą Piłkę wygrywali nie tylko pomocnicy, ale i obrońcy, na liście zwycięzców zdarzali się Czesi czy Ukraińcy. Ale i Cannavaro, i Szewczenko to przecież prehistoria. Modrić reprezentuje raczej pokolenie Xaviego, Iniesty, Sneijdera i kilkunastu innych ludzi, którym było dane żyć w cieniu wielkiego duetu. Zresztą, przez tę dekadę przeszkody narastały. Modrić przeskoczył wszystkie – przełamał schematy dotyczące wieku, pozycji na boisku, wizerunku scenicznego, narodowości. Nic dziwnego, że stał się nowym wzorem.

Odkurzono wideo, na którym 5-letni Luka pogania kozy.

Przypomniano trudniejszą część dzieciństwa. Ucieczkę przed wojną. Śmierć dziadka, zastrzelonego przez serbskich partyzantów. Bombardowania Zadaru, do którego zbiegli z rodzinnych stron Modriciowie. Grę na hotelowym parkingu, jedynym boisku jego prywatnej akademii piłkarskiej. Problemy z opłaceniem zajęć. Potem brak zaufania w Dinamie, wypożyczenia najpierw do pełnej rzeźników ligi bośniackiej, potem do Interu Zapresić. Transfer do Realu, gdzie Luka został okrzyknięty jednym z najgorszych transferów, piłkarzem nieprzystosowanym fizycznie i psychicznie do wymogów gry dla Galacticos.

Legenda tworzy się sama. Ktoś pisze, że z biedy Modrić grał w drewnianych, ręcznie robionych ochraniaczach, co sam Modrić później prostuje w wywiadach. Jeden z dziennikarzy przekonuje, że znamienny jest ten kilkusekundowy fragment filmu dokumentalnego sprzed 30 lat, na którym Luka pogania kozy. „Ludzie, którzy mieszkają w sąsiedztwie wilczych watah zupełnie inaczej podchodzą do kwestii zagrożenia, ryzyka, bezpieczeństwa”. Luka pochodzi z regionu, który nawet nazwę zawdzięcza wilkom. Wyobrażam sobie problemy scenarzystów, którzy chcieliby zekranizować jego historię.

– Może dodajmy o wojnie?
– Przeżył na własnej skórze.
– O, to dawaj coś o wilkach, watahy drapiące w drzwi domostwa!
– Było.

I tak dalej. Przejrzałem dzisiaj artykuły z chorwackiej, francuskiej i angielskiej części internetu (za pomocą Google Tłumacza, żebyście nie pomyśleli, że mówię w czterech językach). Większość z nich dotyczy właśnie tej części życia Modricia. Przejścia od 5-letniego pasterza i uchodźcy wojennego do 33-letniego człowieka, który zdetronizował prawdopodobnie dwóch najlepszych piłkarzy w dziejach ludzkości.

Ale – co za ironia i co za zwrot akcji – pozostałe artykuły to noty prasowe skopiowane z chorwackich depesz.

„Zarzut krzywoprzysięstwa wobec Luki Modricia wycofany”.

Wczoraj druga instancja rozpatrywała odwołanie od wyroku sprzed miesiąca, który stwierdzał, że zarzut, za który Luce grozi pięć lat za kratkami nie powinien zostać postawiony. Gdy Luka przygotowywał się do odebrania najważniejszej indywidualnej nagrody piłkarskiej, sąd potwierdzał, że jego stosunki z Mamiciem przynajmniej na razie pozostaną bezkarne. Juraj Vrdoljak, jeden z chorwackich dziennikarzy zajmujących się korupcją i nadużyciami w Dinamie Zagrzeb pisze wprost: wydaje się, że Złota Piłka jest ważniejsza od prawa.

Znamienny jest tekst chorwackiego Telegramu po ogłoszeniu zwycięstwa Modricia. Ma zaledwie dwa akapity.

„Gratulujemy, o tym, dlaczego Luka zasłużył na zwycięstwo, napisaliśmy już jeden tekst. Albo dwa, albo trzy, ne sjećamo se”.

Ne sjećamo se, czyli nie pamiętamy, sformułowanie, które z ust Modricia padało podczas przesłuchania piłkarza właściwie w co drugim pytaniu. Tytuły tekstów, do których odsyłał wczoraj Telegram? „Twarz i tył Luki, opowieść o Chorwacji, gdzie wszystko jest dobre i złe”. Drugi krótszy: „Mistrz i bankomat”.

Kryminalna rysa na wizerunku Modricia została dokładnie opisana TUTAJ. W skrócie: właściciel Dinama Zagrzeb miał za pomocą syna-menedżera konstruować umowy z piłkarzami w taki sposób, by przy transferze gotówkowym większa część kwoty trafiała nie do klubu, ale do zawodnika, piłkarz z kolei miał w papierach twardo zapisane, że dużą część z tej kwoty wędruje do menedżera jako prowizja. Czyli z 16 milionów, które Tottenham zapłacił za Modricia mistrzowi Chorwacji, połowa miała trafiać do zawodnika, który z kolei od razu przelewał działkę Mamiciom. Co więcej – klauzule, które sprawiały, że cały proceder stawał się legalny miały być dopisywane już po dokonaniu transferu.

Modrić przy pierwszych zeznaniach się wysypał i zdradził, że faktycznie Mamiciowie skręcali Dinamo na grube miliony funtów na podstawie umów podpisywanych już po przelewach. Potem jednak odwołał wszystko, co powiedział, a na drążenia prokuratorów odpowiadał uparcie: ne sjećamo se. Sytuacji pomocnika nie poprawiły wyroki dla niemal całej familii Mamiciów oraz ucieczka bossa, Zdravko Mamicia do Bośni. Stało się jasne, że Modrić albo kryje, albo przynajmniej przez wzgląd na sentymenty czy też strach próbuje zanegować gangsterski proceder.

Ale to było przed mundialem.

Potem Luka stanął na czele reprezentacji, która dała Chorwatom największy sukces w krótkiej historii ich państwa, przebijając nawet legendy z 1998 roku. Modrić odkupował swoje winy tak, jak potrafił najlepiej – tyraniem po całej murawie i prowadzeniem zespołu do kolejnych zwycięstw. Część chorwackiej prasy zastanawiała się po finałowym meczu, czy Modrić nie stanie się pierwszym zdobywcą Złotej Piłki z wyrokiem więzienia, ale wczoraj wszystko się wyjaśniło. I w kwestii Złotej Piłki, i w kwestii zarzutów.

Dlaczego je obalono? Faktycznie uznano, że Modrić po prostu nie pamięta szczegółów ze swojej pięknej kariery? Może uznano mundialowy wysiłek za wystarczającą karę? Z drugiej strony, część chorwackich mediów donosi, że zarzuty uznano po prostu za przedwczesne, bo całe śledztwo w sprawie jeszcze się nie zakończyło. Zresztą, sprawa Modricia to nie tylko zarzuty natury prawnej, ale również pytania o moralność. Przecież Luka wiedział komu i za co przelewa pieniądze. Wiedział, w czyjej sprawie zeznaje. Najdelikatniejsze określenie to właśnie wspomniany „bankomat Mamiciów”.

Sporo przygód jak na 67-kilogramowego pomocnika, z jednym kolorem włosów i bez tatuaży pokrywających szczelnie wszystkie kończyny.

*

Luka Modrić jest trochę jak baśnie braci Grimm. Jedni kojarzą je jedynie z ugrzecznionych wersji opatrzonych kolorowymi malunkami, w których wszystko jest ułożone – dobro zwycięża, zło przegrywa, po drodze wprawdzie są pewne trudności, ale nie ma za dużo brudu ani smrodu. Drudzy znają, albo przynajmniej słyszeli o oryginałach, w których z każdej szafy zamiast sympatycznego wilczka przebranego za babcię wypadają trupy.

Złotą piłkę po latach władania kosmitów odzyskał dla ludzkości człowiek. Z całym bagażem piłkarskich i ludzkich zalet oraz wad.

KOMENTARZE (2)