Legia chce Haraslina i Novikovasa. Realne cele czy list do św. Mikołaja?
Weszło

Legia chce Haraslina i Novikovasa. Realne cele czy list do św. Mikołaja?

Środowa prasa nie ma motywu przewodniego. Jest sporo materiałów ligowych, relacje z Pucharu Polski, są jeszcze echa losowania grup eliminacyjnych do Euro 2020, do tego kilka materiałów po Złotej Piłce. Ale ogólnie jest dość ciekawie. 

PRZEGLĄD SPORTOWY

Zaczynamy od relacji z wtorkowych meczów Pucharu Polski. Najciekawiej było w Niepołomicach, gdzie pierwszoligowa Puszcza wyrzuciła za burtę Wisłę Płock.

Choć w Małopolsce nie brakuje zespołów ekstraklasowych i I-ligowych, a Puszcza nawet w regionie należy raczej do skromniejszych klubów, nikt inny tak regularnie nie dochodzi do decydujących faz Pucharu Polski. Niepołomiczanie drugi raz w ostatnich trzech edycjach tych rozgrywek awansowali do ćwierćfinału. Podkrakowski klub zbiera coraz więcej skalpów z najwyższej ligi. Przed dwoma laty na jego kameralnym stadionie, zwanym „K2” (od adresu Kusocińskiego 2) poległy Korona i Lechia, a we wtorek dołączyła do nich Wisła Płock. – Jesteśmy bardzo dumni z zawodników i z tego, co zrobili. Czapki z głów przed nimi – cieszył się trener Tomasz Tułacz.

ps1

Legia chce Lukasa Haraslina i Arvydasa Novikovasa. Realne cele czy bardziej list do św. Mikołaja?

Legia Warszawa wyznaczyła sobie cele na zimowe okno transferowe. Klub chciałby sprowadzić skrzydłowego i lewego obrońcę. Mistrzowi Polski marzy się Lukas Haraslin lub Arvydas Novikovas. W Legii mierzą wysoko, ale na razie wygląda to tak, jakby lista transferowa była listem do Świętego Mikołaja.

W miniony czwartek przy Łazienkowskiej obradował komitet transferowy w składzie: prezes Dariusz Mioduski, trener Ricardo Sa Pinto i dyrektor sportowy Radosław Kucharski. Trio pochyliło się nad zimowymi potrzebami drużyny. Ustalono, że zespołowi są potrzebne wzmocnienia na dwie pozycje – skrzydłowego i lewego obrońcy. Do drugiego przeglądu wojsk miało dojść w poniedziałek, ale spotkanie zostało odroczone aż do zakończenia tegorocznego grania. Wtedy w klubie pochylą się nad innymi celami: przedłużaniem kontraktów i sprzedażą zawodników. Kto ogląda mecze Legii, wie, że skrzydło i lewa obrona to miejsca na boisku, w których u mistrzów Polski jest najmniejsza konkurencja. Z naszych ustaleń wynika, że w stolicy wytypowano dwóch idealnych kandydatów do wzmocnienia zespołu na bokach pomocy – to Haraslin i Novikovas.

Kamil Pestka w Ekstraklasie nie zagrał od lipca, ale Cracovia nie chce go wypożyczyć. Czesław Michniewicz w Stanie Futbolu mówił o prawdopodobnym pójściu do Rakowa Częstochowa.

Trener Michał Probierz ostatni raz wystawił Pestkę w meczu ekstraklasy w lipcu. Później stawiał na niego tylko w Pucharze Polski, gdzie istnieje obowiązek gry młodzieżowca. Szkoleniowiec nie był jednak zadowolony z postawy piłkarza, zwłaszcza w meczu z II-ligowym ROW Rybnik. Poza tym Pasy odpadły już z tych rozgrywek, więc dla Pestki i tak zamknęły się perspektywy na grę. W Cracovii przegrywa rywalizację z Michalem Siplakiem, młodzieżowym reprezentantem Słowacji, a gdy ten był niedostępny, trener wolał postawić na Diego Ferraresso, przestawianego z prawej strony. Probierz podkreślał kilkukrotnie, że młodzieżowy kadrowicz zbyt dużo gra emocjami. Tłumaczył, że Pestkę dopadł syndrom drugiego sezonu, tzn. przekonanie, że ekstraklasa wcale nie jest taka trudna. Zaznaczał, że Valencia chciała piłkarza, który ewentualnie będzie jej potrzebny za dwa–trzy lata, gdy się rozwinie, a w Cracovii ma grać już, z umiejętnościami, które obecnie prezentuje.

ps2

Zaufanie, które Gino Lettieri otrzymał w Koronie Kielce, teraz procentuje.

Gino Lettieri od szefów Korony dostał na początku swojej pracy coś, o czym większość szkoleniowców w ekstraklasie może tylko pomarzyć – zaufanie. We włoskiego szkoleniowca nie wierzyli ani kibice, ani dziennikarze, ani eksperci. Piłkarze też nie byli przekonani do jego metod. Sezon jeszcze się nie zaczął, a już w gabinecie prezesa zameldowała się delegacja z prośbą o zmianę trenera. Odpowiedź Krzysztofa Zająca była krótka: nie ma takiej opcji.

– I tak powinno być wszędzie – podsumowuje krótko Leszek Ojrzyński. – Jeśli trener nie ma poparcia szefostwa, zawodnicy bardzo szybko to wyczują. W szatni zaczną się dyskusje, szepty. Efekt jest taki, że piłkarze zamiast patrzeć w tym samym kierunku co szkoleniowiec, zaczynają rozglądać się na boki – uważa były trener Korony.

Napastnik Pogoni, Soufian Benyamina nie odzyskał w pełni wzroku w prawym oku, ale w Ekstraklasie już zadebiutował.

Jeszcze na początku poprzedniego tygodnia wydawało się, że sytuacja napastnika nie ulegnie zmianie. Niby ćwiczył z kolegami, ale na pół gwizdka. Nie brał udziału w gierkach, musiał unikać kontaktu fizycznego. Wciąż nie było na to zgody od lekarzy, którzy monitorowali jego prawe oko od momentu urazu w lipcu. Specjaliści kilkukrotnie mieli pozwolić na wznowienie przez 28-latka zajęć z pełnym zaangażowaniem i przesuwali wcześniej podany termin. Tylko nieliczni spodziewali się zobaczyć Benyaminę w lidze w tym roku. Aż przyszły pozytywne wyniki badań z Berlina.

Najpierw przekazane ustnie, następnie w wersji papierowej. Co więcej, kilka pełnych treningów wystarczyło, by Kosta Runjaic zabrał Niemca w pociąg na Śląsk i nieoczekiwanie wprowadził na murawę w drugiej połowie rywalizacji z Piastem (0:3). – Po tak skomplikowanej kontuzji zdarza się, że zawodnik nie wraca do gry. Cieszę się, że wróciłem, jednak chcę też podkreślić, że na boisku nie czuję żadnej różnicy – podkreślał Benyamina cytowany przez oficjalną stronę internetową granatowo-bordowych. Te słowa są o tyle ważne, że były piłkarz Hansy Rostock nie odzyskał w pełni wzroku i są minimalne szanse, że tak się stanie.

ps3

Rozmowa ze stoperem Rakowa Częstochowa, Tomasem Petraskiem. Do solidnej gry w obronie dokłada nieprawdopodobną, jak na tę pozycję, liczbę goli.

Mówi pan, że czuje się w formie, pana zespół na horyzoncie ma awans do ekstraklasy. Kiedy w 2016 roku przechodził pan do drugoligowego Rakowa, spodziewał się pan, że tak to się potoczy?

Miałem podstawy wierzyć, że tak się stanie. Jeszcze przed podpisaniem kontraktu dostałem e-mail z Rakowa z projektem i celami. Było w nim napisane, że najbliższym celem jest awans do I ligi i w perspektywie kolejnych trzech lat ekstraklasy. Tak też była skonstruowana moja umowa: rok plus trzy lata. Miała zostać automatycznie przedłużona po sezonie i awansie. A że w klubie byli zadowoleni ze mnie, wszystko dobrze się układało, kontrakt przedłużyłem już po pół roku. Zaimponowało mi, że plan nie zakładał awansu i „potem się zobaczy”. Tu od początku wiemy, o co gramy.

Ale robił pan krok w tył. W 2016 roku był pan świeżo po awansie z Viktorią Žižkov do czeskiej drugiej ligi. Przechodząc do Rakowa, spadał na trzeci poziom rozgrywek.

I spokojnie mogłem zostać w Pradze. Byłem wyróżniającym się piłkarzem zespołu, prawdopodobnie pełniłbym funkcję kapitana, dalej grałbym w klubie z tradycjami i być może zainteresowałby się mną ktoś z czeskiej ekstraklasy. Wtedy pojawiła się oferta z Rakowa. Oczywiście w podjęciu decyzji pomogło mi, że Viktoria miała swoje problemy organizacyjno-finansowe, ale i tak nie było mi łatwo.

Domyślam się: zamienić życie w Pradze na, z całym szacunkiem, Częstochowę, nie jest takie proste.

Opuściłem, jak to się mówi, strefę komfortu. Oczywiście ludzie z Rakowa swoją postawą bardzo mi pomogli w podjęciu decyzji. Wiedzieli, jak i co chcą grać i że pasuję im do tego systemu. 

ps4

Arkadiusz Milik walczy o poprawienie swojej sytuacji w Napoli, gdzie aktualnie jest trzecim napastnikiem.

Arek doświadczył problemów zdrowotnych, które zniszczyłyby każdego. Ale nie jego. Nie poddawał się, zawsze walczył do końca i wracał do strzelania goli – napisał w mediach społecznościowych po meczu z Atalantą (2:1) słynny spiker Napoli Daniele „Decibel” Bellini. Trener Carlo Ancelotti wpuścił go w trudnym momencie na ledwie dziesięć minut, ale to wystarczyło 24-letniemu napastnikowi, by uratować trzy punkty wicemistrzom Italii. W niełatwej sytuacji opanował piłkę i zdobył bramkę, dzięki czemu do Juventusu tracą osiem punktów. Dziś reprezentant Polski nie jest podstawowym piłkarzem, ale w Neapolu niezwykle doceniają jego charakter i zawzięcie. Wiedzą, że to napastnik, który jeszcze może dać wiele dobrego. 

– Nie wygraliśmy dzięki mojej zmianie. To zasługa Milika, który mimo że nie gra zbyt wiele, był przygotowany. Wykazał się dojrzałością – pochwalił go po meczu Carlo Ancelotti.

ps5

Luka Modrić – od chuderlaka do Złotej Piłki.

Złota Piłka zdobyta przez pomocnika Realu Madryt to triumf pokory, ciężkiej pracy, ale i fantazji. Z kolei droga do niej to liczne wygrywane wojny, z którymi mierzył się przez całe życie. Z pierwszą dosłownie, bo dzieciństwo chłopca z Zadaru to zbrodnie wojenne, wybuchające granaty i życie uchodźcy. Gdy miał ledwie sześć lat, żyjąc jeszcze na zboczach górskiego pasma Velebit, był świadkiem dantejskich scen. Kiedy jego dziadek, również o imieniu Luka, wspinał się na wzgórze z bydłem, został zamordowany przez Serbów. Ich dom spalono, a rodzina pod groźbą śmierci uciekła do Zadaru, gdzie osiedliła się w hotelu dla uchodźców. Tata brał udział w wojnie po ogłoszeniu niepodległości przez Chorwację.

– Piłka stanowiła dla Luki możliwość ucieczki od problemów. Był chudziutki i mizerny, ale potrafi ł z nią wyprawiać niesamowite rzeczy. Kiedy ludzie przeżywali swoje troski, on zawsze odbijał piłkę na parkingu o ściany hotelu – wspominał trener prowadzący Modricia w NK Zadar Josip Baljo.

ps6

SPORT

Spośród naszych rywali w walce o Euro 2020 dobre wspomnienia mamy jedynie z konfrontacji przeciwko Austrii.

(…) Podobnie, jak katastrofalny występ reprezentacji Henryka Apostela we wrześniu 1994 w Ramat Gan. Położone w dystrykcie Tel Awiwu miasto, które w tłumaczeniu na polski nosi nazwę „Wzgórza Ogrodów” nie najlepiej wspomina… Dariusz Szpakowski, wieloletni komentator meczów reprezentacji. To właśnie po porażce 1:2 w pierwszym meczu eliminacji ME 1996 „Szpak” – co przypomina w swoim albumie biało -czerwoni red. Andrzej Gowarzewski – obiecał zrezygnować z komentowania meczów naszej drużyny narodowej. „Wielu żałuje, że nie dotrzymał słowa…” – statystyk i historyk polskiego futbolu nie omieszkał dodać czegoś od siebie. Generalnie graliśmy beznadziejnie, Izraelczycy dwa razy skontrowali nas w sposób dziecinny, a honorowe trafienie Romana Koseckiego niczego nie zmieniło. Ciekawostką niech będzie fakt, że zaledwie dwa lata po srebrnym medalu olimpijskim w Barcelonie ostatni mecz w kadrze zagrał Marcin Jałocha, podstawowy gracz drużyny Janusza Wójcika. Takich piłkarzy zresztą na boisku w Ramat Gan nie brakowało, bo w środku pola wystąpił… Jerzy Brzęczek, obecny selekcjoner naszej reprezentacji.

sport1

Raków Częstochowa to najmocniejszy lider jesieni w I lidze od lat. Awans wydaje się formalnością.

Gdy rok temu Raków zaliczył świetną wiosnę i kończył jesień na trzecim miejscu z niewielką (trzypunktową) stratą do lidera, zaczęto mówić o możliwym awansie do ekstraklasy. Wtedy w ekipie ówczesnego beniaminka starano się tonować nastroje. „Ekstraklasa jest w naszych planach, ale to plan trzyletni” – słyszeliśmy w częstochowskim klubie.

Wszystko wskazuje na to, że mądre zarządzanie i plan sprawią, że Raków zagra w ekstraklasie rok wcześniej niż myślano. Sytuacja wyjściowa na wiosnę klubu z ul. Limanowskiego będzie komfortowa. 11 punktów przewagi nad trzecią Stalą Mielec, to wręcz gigantyczny margines błędu. Nawet jeśli zespół zanotowałby mały dołek formy, to trudno przypuszczać, że rywale będą wszystko wygrywać. Poza tym Raków wydaje się mieć wszystko pod kontrolą.

 – Naszą siłą była powtarzalność – mówi prezes Rakowa, Wojciech Cygan.

Raków sportowo jest na dobrej drodze do ekstraklasy – 11 punktów przewagi nad wiceliderem I ligi na 13 kolejek przed końcem sezonu – ale ostatnio głośno zrobiło się o zamieszaniu wokół finansowania modernizacji waszego stadionu. Patrzy pan ze spokojem na wymianę korespondencji między miastem a Ministerstwem Sportu i Turystyki?

– Klub jest uczestnikiem tego procesu jedynie w zakresie współtworzenia dokumentacji projektowej, wspiera też oczywiście miasto w jego wniosku do ministerstwa o dofinansowanie inwestycji. Piłka w tej chwili jest po stronie ministerstwa właśnie. Natomiast głęboko wierzę w to, że jeśli ten awans do ekstraklasy wywalczymy – bo jeszcze go przecież nie mamy – drużyna będzie mogła rozgrywać swe mecze w Częstochowie. Przypomnę, że obecnie obowiązujący Podręcznik Licencyjny pozwala przez dwa sezony w ekstraklasie rozgrywać mecze przy trwającym równolegle procesie budowlanym. Nam natomiast najbardziej zależy na tym, by do modernizacji dobrze się przygotować i optymalnie ją zaplanować. Na pewno chcielibyśmy by zaraz po zakończeniu sezonu wykonane zostały prace związane z instalacją podgrzewanej murawy. Konkretne fazy prac zależą od ostatecznych środków finansowych.

Czyżby Jesus Jimenez się ogarnął? Hiszpan z Górnika Zabrze w ostatnich trzech meczach ligowych strzelił jednego gola i zaliczył trzy asysty.

Dzięki już pięciu asystom Jimenez jest w czołówce ligowych graczy, którzy celnie podają. Lepszy od niego z sześcioma asystami jest tylko Konrad Wrzesiński z Zagłębia Sosnowiec. W klasyfikacji kanadyjskiej Górnika, gdzie liczone są gole i bramki, lepszy od Jimeneza jest za to tylko niesamowity Angulo. 34-letni snajper ma na swoim koncie 12 punktów, na ten bilans składa się 11 bramek i jedna asysta. Jimenez ma z kolei siedem punktów, dzięki trafieniom w starciach z Lechem i Śląskiem oraz pięciu asystom.

sport2

Dzisiaj prezydent Krakowa Jacek Majchrowski będzie rozmawiał ze swoimi ludźmi o możliwości pomocy Wiśle.

We wtorek Majchrowski spotkał się z prezesem Małopolskiego Związku Piłki Nożnej Ryszardem Niemcem i porozmawiali o kłopotach Wisły. – To nie jest szczebel, na którym zapadają decyzje, ale po raz pierwszy zobaczyłem ze strony profesora autentyczne zainteresowanie. Rozważyliśmy zarówno wariant obecności miejskiego kapitału w spółce, jak i możliwość ewentualnych kroków nadzorczych wynikających z uprawnień prezydenta – mówi Niemiec.

Jego zdaniem Wisła jest gotowa wpuścić do władz klubu osobę z miasta, która mogłaby dokładnie prześwietlić finanse spółki. – Po poniedziałkowych rozmowach z przedstawicielami klubu jestem przekonany, że są gotowi na daleko idące otwarcie na przedstawicieli zarządu miasta, podmiotów gospodarczych czy spółek miejskich. Mają świadomość, że może to być warunek konieczny – mówi prezes MZPN.

sport3

SUPER EXPRESS

Tomasz Jodłowiec po raz pierwszy strzelił dwa gole w meczu Ekstraklasy. Pobyt w Piaście Gliwice mu służy.

„Super Express”: – Pamięta pan mecz, w którym zdobył dwie bramki?

Tomasz Jodłowiec: –W 2015 r. w finale Pucharu Polski z Lechem. Tyle że wtedy najpierw piłka odbiła mi się od pleców i wyszedł samobój, a potem wyrównałem. Ostatecznie wygraliśmy 2:1. Te dwa gole strzelone z Pogonią są pierwszym dubletem w seniorach. Trochę już gram w piłkę, długo przyszło na to czekać, dlatego tak cieszą te gole.

– Widać, że pobyt w Piaście panu służy. Wrócił pan do wysokiej formy, a hitem internetu było pana zdjęcie, na którym pręży imponujące muskuły. Dużo czasu spędza pan na siłowni? 

– Proszę napisać, że „Jodła” nigdy nie ćwiczył na siłowni! Po jakimś meczu żartowaliśmy i maser zrobił mi fotę. W Gliwicach spotkałem bardzo dobrych ludzi, którzy mi zaufali i uwierzyli we mnie. Poza tym jestem blisko Żywca, swoich rodzinnych stron. W drużynie jest fajna atmosfera. Czego chcieć więcej?!

Trener Amiens we francuskich mediach nie ukrywa rozczarowania formą Rafała Kurzawy.

– Kurzawa to miły chłopak, nie mam z nim problemu. No, ale nie dostarcza mi szybkości, a potrzebujemy piłkarzy szybkich – analizował szkoleniowiec. – Ma świetną lewą nogę, super technikę, ale musi zrozumieć, że we Francji potrzeba większej intensywności w grze, potrzeba wygrywania pojedynków. Za każdym razem, gdy grał, pod tym względem mnie rozczarowywał, szczególnie w meczu z Metz, w pucharze ligi. Musi pracować, musi się aklimatyzować, to naprawdę nie jest skreślony przez nas piłkarz. Na tę chwilę jest jednak poniżej tego, czego oczekuję i tego, co prezentują inni – nie owija w bawełnę Pelissier.

se1

GAZETA WYBORCZA

Rafał Stec zastanawia się, czy Cristiano Ronaldo i Leo Messi zrobili sobie tylko przerwę od Złotej Piłki, czy wręczenie jej Luce Modriciowi to koniec pewnej epoki.

Otoczenie Ronaldo, który po transferze do Juve wciąż strzela jak opętany, kontestuje odebranie mu prymatu. Sam Portugalczyk we wrześniu nie zjawił się na gali UEFA, gdzie miał odebrać nagrodę jak na jego standardy pomniejszą – dla napastnika numer jeden w LM – a jego agent Jorge Mendes obwołał tam korzystny dla Modricia werdykt „śmiesznym” i „haniebnym”. Zareagowała też siostra piłkarza Katia Aveira, która wkleiła na Instagram liczbowe porównanie dokonań brata i zwycięzcy, apelując, by „każdy wyciągnął własne wnioski”. Indywidualne konkursy piękności w futbolu wywołują gigantyczne emocje, dla wybitnych solistów stały się równie prestiżowe jak trofea drużynowe.

gw1

Fot. FotoPyk

KOMENTARZE (31)