Gamechanger Deja i wszystko jasne. Jaga w ćwierćfinale
Weszło

Gamechanger Deja i wszystko jasne. Jaga w ćwierćfinale

Są tacy piłkarze, których określa się mianem: gamechanger. Ktoś, kto jedną akcją potrafi odmienić mecz. Ułamek sekundy, nieszablonowy pomysł, który rozstrzyga spotkanie. Takim kimś był Andrea Pirlo. Takim kimś był Ronaldinho. I takim kimś najwyraźniej jest Adam Deja, który idiotyczną czerwoną kartką rozbroił Arkę, a ćwierćfinał Pucharu Polski położył Jagiellonii na talerzu.

W pierwszej chwili zdziwiliśmy się, że trybuny w Gdyni są prawie puste (otwarto tylko jedną). Arka kibiców ma, a przyjeżdżała drużynka nieprzypadkowa, bo jedna z najlepszych w Polsce. Termin? 20:30 to może w grudniu oznacza lekki chłód, ale przecież łatwiej zorganizować wypad na tą godzinę, niż na 17:30.

A jednak im dalej w las, tym bardziej gratulowaliśmy przemyślności wszystkim tym, którzy postanowili wtorkowy wieczór spędzić na czymkolwiek innym. To był produkt piłkarskopodobny. Z tempem może nie spacerowym, ale gdzie w zamieszaniu często umykała futbolówka. Pierwsza połowa w zasadzie stanowiła dowcip: klarownych okazji jak na lekarstwo, trzeba było się cieszyć z takich cudownych akcji jak niecelny strzał Poletanovicia, niezła kiwka Guilherme na prawym skrzydle, zablokowane uderzenie Zarandii, główka Marciniaka i faule Nalepy. Ale jeśli ktoś gustował w stratach, niecelnych podaniach, lagach na bałagan – byłby usatysfakcjonowany na pół sezonu.

Powiemy tak: wyglądało to, jakby za prowadzenie obu drużyn odpowiadał Piotr Świerczewski, od początku ustawiwszy podopiecznych według nieśmiertelnego „Adams, już musimy na chaos”. Nawet zawodnicy tacy jak Zarandia, bezsprzecznie obdarzeni jak na polskie warunki czymś więcej, kaleczyli.

Druga część meczu zaczęła się w podobnym tonie – nieśmiałe próby, zabłąkane strzały, a jeśli już, to często z niewymuszonego błędu, a nie akcji na klepkę. Rozśmieszyła nas próba zawiązania trzech podań w środkowej strefie, która i tak zakończyła się podaniem w aut, choć partner stał dwa metry obok. I być może tak to chaotycznie toczyłoby się aż do serii jedenastek, ale Deja zapomniał pomyśleć. Może Bodvarsson go odrobinę – albo i nie odrobinę – sprowokował, ale nic nie usprawiedliwia ataku na twarz. Czerwo bezdyskusyjne, do widzenia. Dei się oberwie: Smółka już ostatnio zastanawiał się nad nowym taryfikatorem kar, obejmującym głupie kartki, i chyba pojawiła się doskonała okazja, by go przeforsować.

Chwilę po wyrzuceniu Dei gol wprowadzonego Sheridana, który wykorzystał świetne zagranie chyba najlepszego na boisku Romańczuka. Smółka próbował gonić wynik, wprowadził Viniciusa i Siemaszkę, ale zamiast remisu, dostał bombę na 0:2.

Trafił Klimala, który niesłychanie nas dzisiaj irytował, przynajmniej do czasu. Jego boiskowe ADHD nie sprzyjało drużynie, ale było na swój sposób zrozumiałe. Chłopak miał dużą presję, żeby się pokazać. Nie jest tajemnicą, że on sam uważa się za talent tak czystej wody, że już teraz powinien grać w każdym meczu, najlepiej w pierwszej jedenastce. Jak Świderski faktycznie zimą dostanie fajną ofertę z zagranicy, Klimala pierwszy zgłosi się, żeby koledze pomóc się pakować. Trzeba tu wziąć nawet pod uwagę kupno Mercedesa po podpisaniu nowego kontraktu: Mamrot się wpienił, prowadząc z młodym napastnikiem pogadankę o priorytetach. Liga? Ogony. Ale w Pucharze Polski Klimala dostał aż 120 minut z GKS-em Katowice i nie pokazał nic. Nie wiele lepiej – jeśli w ogóle – było z Lechią Dzierżoniów we wcześniejszej rundzie.

I dzisiaj zdawało się, że Klimala znowu zawali, może załatwiając sobie wypożyczenie do I ligi. Tracił piłkę, wychodził nie w tempo, dawał się przepchnąć. Miał okazję wyjść sam na sam, a przegrał pojedynek fizyczny z Mariciem, być może szukając przy tym symulki. Był pierwszym do zmiany. A jednak Mamrot zostawił go do końca, Sheridana wprowadzając za Świderskiego. I Klimala dwa razy pod koniec błysnął – raz naprawdę fantastycznie uwolnił się spod krycia w polu karnym, ale został zatrzymany przez Krzepisza, a potem ustalił wynik. Może i był to strzał do pustaka, ale napastnik też musi się umieć tak ustawić, by znaleźć się właśnie tam, gdzie może spaść piłka. No i może to Klimali pomóc się przełamać: jesień, poza zakupem Mercedesa, mało ciekawa, to dopiero jego pierwszy gol.

Do kolejnej rundy awansował ten, kto bardziej był dzisiaj zainteresowany zwycięstwem, ale też ten, kto miał po prostu więcej jakości piłkarskiej. Biedy nie ma. Parafrazując klasyka: z Jagą ćwierćfinały Pucharu Polski będą ciekawsze.

Arka Gdynia – Jagiellonia Białystok 0:2 (0:0)

Sheridan 75, Klimala 86

Fot. FotoPyK

KOMENTARZE (8)