Panini, Nessun Dorma, Mario Kart, Serie A. Wehikuł czasu do Włoch lat 90.
Anglia

Panini, Nessun Dorma, Mario Kart, Serie A. Wehikuł czasu do Włoch lat 90.

Wyobraźcie sobie raj kibica Serie A. Jako ambrozja – pizza, wielkie kawałki pizzy, w dodatku nazwane na cześć włoskich stadionów, a więc kibic Parmy zje kawałek Ennio Tardini, a Milanu czy Interu – San Siro. W roli boskiego nektaru – lejąca się z kranów Birra Moretti, a dla bardziej wymagających piwa kraftowe z różnych regionów Italii. Ściany mieszkań w tymże raju wyklejone byłyby legendarnymi koszulkami włoskich klubów, a sufit – pierwszymi stronami La Gazzetta Dello Sport. Co wieczór ludzie zbieraliby się w jednym lokalu, w którym na wielkim ekranie puszczane byłyby legendarne mecze Juventusu, Sampdorii, Milanu, Interu, Fiorentiny, ale i Piacenzy czy Foggii. W miejscu, które co jakiś czas odwiedzają legendy włoskiej piłki, jak choćby ojciec Toma Hateleya, Mark, czy dziennikarstwa sportowego – by wspomnieć Jamesa Horncastle (specjalistę od włoskiej piłki w BT Sport) czy prowadzącego niedawno noc quizów Marcusa Spellera (podcast „The Football Ramble”). A gdyby piwo zrobiło swoje i nakazało obrać kurs na łazienkę, tam skołatane nerwy ukoiłyby dźwięki „Nessun Dorma” Pavarottiego.

A co gdybym powiedział wam, że ten raj istnieje?

Tak, ten cykl nazywa się „Angielska Robota”, więc może się wam wydawać, że Serie A pasuje tu jak Federico Macheda do miana „nowego Cristiano Ronaldo”. Ale podobnie twierdzili przyjaciele Tima McTigue, gdy ten postanowił rzucić pracę i otworzyć poświęcony włoskiej piłce lat 90. pub w Londynie. Mieście przepełnionym dumą z rodzimego futbolu, będącym siedzibą jedenastu klubów Football League, począwszy od Arsenalu, Chelsea i Tottenhamu w Premier League, a kończąc na AFC Wimbledon i Charlton Athletic w League One.

To właśnie Tim uchylił przede mną bramy raju i opowiedział o swoim szalonym pomyśle, który kilka miesięcy temu stał się ciałem. O „Golazio”.

IMG_0335

***

– Większość ludzi gdy wchodzi tu po raz pierwszy reaguje następująco: „Co jest?! To jakiś wehikuł czasu?!”

***

DSC_0621Tim McTigue, założyciel „Golazio”, za tło posłużył zajmujący całą ścianę przy barze Paul Gascoigne. „Miał to być Roberto Baggio, ale gdy był już na ukończeniu, uznałem, że do pubu lepiej pasuje Gascoigne, chyba się zgodzisz?”

Na miejscu byłem tuż po otwarciu, gdy pub jeszcze świecił pustkami, była więc okazja w spokojnej atmosferze uciąć sobie dłuższą pogawędkę.

Okazja? Mecz Manchesteru United z Juventusem. Oprawa? Jako przystawka 1:1 na Old Trafford z 1999 roku, które dało Czerwonym Diabłom awans do słynnego finału z Bayernem. W roli dania głównego – mecz Ligi Mistrzów na żywo, podczas którego miejsce wypełniło się naprawdę szczelnie. Tim jest przygotowany w zasadzie na każdą ewentualność, bo w stosie płyt DVD owszem, sporo jest derbów Mediolanu czy spotkań Juventusu z którąś z ekip z San Siro, ale widzę też choćby bardziej hipsterskie propozycje. Odkopuję na przykład płytę z zapisem spotkania Fiorentina – Foggia z 1993 roku.

– Kiedyś przyszło tu kilku kibiców Milanu, puściłem im mecz z 1994 – opowiada Tim. – Nagle jeden z nich popatrzył w górę, na sufit. W jednej chwili wszyscy wyciągnęli telefony, zaczęli robić zdjęcia, dzwonić przez FaceTime do znajomych.

Co przyciągnęło wzrok grupy znajomych?

IMG_0371

Sufit wyklejony La Gazzettami z lat 90. Tim zaczął przypadkowo, ale szybko zorientował się, że najwięcej frajdy da ludziom układając gazety chronologicznie.

– Na wejściu są La Gazzetty z 1992 roku, idziesz dalej, widzisz chronologię, „okresy panowania” poszczególnych klubów, coś dla kibica każdego z nich. Na początku prym wiedzie Milan, idziesz dalej, schedę przejmuje Juventus, następnie jest transfer Ronaldo do Interu i prawdziwe szaleństwo. Możesz zobaczyć, jak wiele miejsca poświęcano mu wtedy w gazetach. Każdą wzmiankę o Ronaldo wyciąłem i nakleiłem na suficie. Ronaldo, Ronaldo, Ronaldo. Wszędzie Ronaldo. We Włoszech to było wydarzenie roku, historia opakowana niesamowitą liczbą artykułów.

***

Pierwotne założenie było takie, by puszczać tylko mecze z udziałem włoskich ekip, ale rzeczywistość zweryfikowała te plany, gdy ludzie zaczęli masowo pytać o spotkania angielskich zespołów. Serie A króluje do momentu, w którym równocześnie gra któryś z angielskich gigantów. Wtedy na największym ekranie, z rzutnika, leci mecz brytyjskiej ekipy. Ale na mniejszych ekranach Tim i tak przemyca swoją ukochaną włoską piłkę.

– Nie miałem wyboru, większość ludzi wchodzi i pyta o mecze Manchesteru City, United, Liverpoolu, Tottenhamu. Dlatego kiedy oglądałem losowanie, modliłem się właśnie o taką parę jak Juventus – Manchester United. Gdy to się ziściło, już doskonale wiedziałem, jak wieczory z tymi meczami będą wyglądać. Czułem się, jakbym wygrał na loterii. Byłem pewny, że zjawią się tłumy – mówi mi Tim, właściciel tego przybytku futbolowej rozpusty.

Tłumy, które – podobnie jak ja – dołożą swoją cegiełkę do opróżnienia kegów z Birry Moretti i pieców z pizzy, w ten wieczór przede wszystkim Delle Alpi.

IMG_0369

Jeśli ktoś nie lubi Birry Moretti, też ma w czym wybierać, bo – jak już wspominałem – to jedno z niewielu miejsc w Londynie, w którym dostaniecie naprawdę spory wybór włoskich piw kraftowych.

DSC_0605

***

– Gramy całe mecze, zwykle puszczamy je dość cicho, by ludzie mogli przede wszystkim rozmawiać. One są punktem wyjścia. Ludzie siadają i widzisz, jak dyskutują. Kiedy pojawiają się składy, co chwilę słyszę „o, nie wiedziałem, że Brian Laudrup grał w Milanie!”. Większość kojarzy go raczej z Fiorentiny.

DSC_0604

Kogoś niekoniecznie kręci futbol? Albo po prostu czeka na mecz wieczoru, niespecjalnie pasjonując się powtórkami meczów sprzed dwóch dekad? Właśnie po to naprzeciw baru stoi stara konsola, na której można w każdej chwili odpalić Mario Kart.

– Moim zdaniem puby, w których nie można zagrać w Mario Kart powinny zostać natychmiast zdelegalizowane. I czym prędzej zamknięte – twierdzi McTigue.

IMG_0372

Ktoś woli do pizzy poczytać książkę? Tutaj znajdziecie mnóstwo pozycji, o których istnieniu mogliście nawet nie wiedzieć. Jak na przykład książka Davida Blacka „Świat według Championship Managera 97/98”. Autor wciela się w grze w rolę selekcjonera Anglików i sprawdza, co by było, gdyby Gazza pojechał na mistrzostwa świata we Francji, a David Beckham nie kopnął w meczu 1/8 finału Diego Simeone na oczach sędziego.

– Gość rzuca sobie różne wyzwania, warto go śledzić na Twitterze. Zakłada na przykład, że wygra Ligę Mistrzów Aberdeen korzystając tylko ze szkockich piłkarzy. Albo prowadząc Metz i wykorzystując jedynie Francuzów. Jednego dnia pięć osób jeszcze będąc tutaj kupiło tę książkę przez Internet.

IMG_0339

– Wszystko, co tutaj jest, to punkty zaczepienia do rozmowy o piłce nożnej. Ludzie patrzą dookoła, widzą to, widzą tamto i wspominają.

***

Gdy nasza rozmowa schodzi na moment z pierwotnych torów i wjeżdża na temat piłkarskiej pasji Tima, okazuje się, że on sam też ma co wspominać. Na przykład swoje dwie wizyty w Polsce, obie oczywiście podlane dwiema jego wielkimi miłościami – piwem i futbolem.

– Mam przyjaciela, z którym lubimy jeździć na mecze i pić dużo piwa. Kochamy piłkę nożną, możemy o niej rozmawiać godzinami, ale niekoniecznie o tej współczesnej, tylko o tej z lat 90., z początku XXI wieku. Wiemy o tych latach wszystko, nie przesadzam. Zaczęliśmy jeździć po Europie jakieś siedem lat temu, zaczęliśmy od Milan – Roma na San Siro. W Polsce byliśmy dwa razy. Lech Poznań robi sporo turniejów młodzieżowych, na które często zaprasza Chelsea. Gość, który pracuje w Chelsea zapytał mnie przy jednej z takich okazji, czy nie chciałbym się z nim wybrać do Poznania. Jasne, że chciałem. Pamiętam, że dzień meczu był zajebiście zimny, ale bardzo nam się spodobało. Nie pamiętam, jaki to był mecz, ale rok później wróciliśmy na mecz z Fiorentiną w Lidze Europy. Spaliśmy w hotelu, w którym tłumy polskich kibiców czekały na Błaszczykowskiego. Siedzimy w hotelowym barze, patrzymy: cały zespół Fiorentiny też tam jest! No więc zrobiliśmy sobie z nimi zdjęcia. Z Błaszczykowskim też! – mówi podekscytowany, gimnastykując się przy nazwisku Kuby bardziej niż ja za dzieciaka przenosząc stopami te pieprzone woreczki z grochem na korekcyjnej.

– Podczas tego samego wyjazdu zaliczyliśmy też mecz Cracovii. Złapaliśmy pociąg z Poznania do Krakowa.

Nie mogłem nie przerwać i nie spytać o wrażenia z PKP.

– Było super! Ale ja lubię jeździć pociągami, patrzyć przez okno i w ten sposób doświadczyć nowego kraju. Z wyjazdem na ten mecz w ogóle były jaja. Pamiętasz tę mgłę, która zawisła swego czasu nad Europą, przez którą wszystkie loty były odwołane? Mieliśmy lecieć z Poznania do Krakowa, ale nie było szans, by samolot wystartował. Byłem za tym, żeby narąbać się w Poznaniu i stamtąd wrócić do Anglii, ale mój przyjaciel jest trochę pokręcony i w kilka minut znalazł nam pociąg do Krakowa. „Słuchajcie, jeśli wyjedziemy za 25 minut, mamy bezpośrednie połączenie do Krakowa, za sześć godzin będziemy na miejscu”. „Co kurwa?! Jakie sześć godzin?!”. Ale zebraliśmy się, zdążyliśmy zajechać do sklepu, wzięliśmy ze sobą kupę browarów, masę jedzenia i zapakowaliśmy się w piątkę do ośmioosobowego przedziału. Dosiedli się do nas Amerykanin ze swoją litewską dziewczyną. Musieli sobie pomyśleć „o kurwa”. W każdym razie świetnie się bawiliśmy, sześć godzin przeleciało jak z bicza strzelił. Poszliśmy na mecz Cracovii, było zimno, więc kupiłem sobie klubowy szalik, po czym poszedłem w nim na miasto.

Jak się pewnie domyślacie, nie był to najlepszy pomysł.

– W knajpie na rynku graliśmy w karty, kiedy podszedł do mnie gość, stuknął mnie w ramię i powiedział: „Wiesz, że w Krakowie są dwa kluby i że za sobą nie przepadają? Nie? To już wiesz, więc zdejmij ten szalik”. Skończyło się bez nieprzyjemności.

***

To właśnie ze swoich podróży Tim przywiózł pomysł, by otworzyć pub z pizzą sprzedawaną w ogromnych kawałkach, którego motywem przewodnim będzie włoski futbol. – Marzyłem o tym, żeby moją miłość do włoskiej piłki połączyć z bardzo popularnym motywem w Stanach Zjednoczonych, które zwiedziłem jako dwudziestolatek – pizzą sprzedawaną na kawałki. No i… tak to wygląda!

Skąd zaś uczucie, jakim Tim darzy calcio, szczególnie to z końcówki XX wieku? Zresztą nie tylko on, bo wraz z nim tysiące Anglików? Wyjaśnienie jest bardzo proste – w latach 90. bardzo popularny był program o nazwie „Football Italia” prowadzony przez Jamesa Richardsona na kanale Channel 4. Stamtąd pochodzi większość nagrań, jakie McTigue puszcza w swoim pubie. Wtedy Serie A była najlepszą ligą świata, gdzie grało się futbol znacznie bardziej wyrafinowany niż praktykowana przez większość angielskich klubów jeszcze nawet w początkach Premier League „Route One”. Znana u nas jako „laga na napastnika”.

Od „Football Italia” zaczęła się zajawka zmaterializowana na początku 2018 roku na Camberwell Road.

DSC_0617

DSC_0613

DSC_0606

DSC_0619

***

Przed Timem jeszcze bardzo długa droga, by pub wyglądał tak, jak sobie wymarzył. Ma świadomość, że lokalizacja – około 20-30 minut autobusem z centrum Londynu – to pewien problem („Gdyby taką miejscówkę wrzucić w centrum, co wieczór byłoby tu absolutne szaleństwo”) Jak sam mówi, nie jest też na przykład do końca zadowolony z tego, jak wyszła ściana z naklejkami Panini z 1995 roku. Ale ma w domu jeszcze naprawdę pokaźną kolekcję wlep z 1996. Praktycznie co kilka dni dostaje też paczkę od jakiegoś zapaleńca, któremu w starych pudłach na strychu kurz zbiera a to koszulka Regginy z 1995 roku, a to proporzec Milanu z końcówki lat 90., a to znów pamiątkowa piłka z włoskiego mundialu. Wczoraj wrzucił na Facebooka list od jednego z odwiedzających, któremu tak się spodobało, że zdecydował się wysłać Timowi między innymi koszulkę Romy z ubiegłorocznego półfinału z Liverpoolem, podpisaną w dodatku przez samego Francesco Tottiego.

Do wystroju Golazio mocno przyczynili się też między innymi ludzie ze sklepu Classic Football Shirts, który możecie kojarzyć choćby z zaprzyjaźnionego kanału uRball.

DSC_0609

DSC_0603

DSC_0610

I to jest w tym wszystkim najfajniejsze – „Golazio” cały czas żyje. Co chwila staje się bogatsze w – jak nazywa swoje eksponaty Tim – kolejne punkty odniesienia w rozmowie. Małe cząstki minionych lat, które przywołują masę nie tylko piłkarskich wspomnień. Kto – podobnie jak ja – odlicza czas w swoim życiu mundialami, ten wie, o czym mówię.

Oby więcej takich miejsc. Również w Polsce.

SZYMON PODSTUFKA

KOMENTARZE (4)