Panie, kup pan klub. Jak spolszczył się Real Murcia
Weszło

Panie, kup pan klub. Jak spolszczył się Real Murcia

Dziesięć lat temu bili się w La Liga z Barceloną i Realem, dzisiaj są na krawędzi bankructwa. Piłkarze bez wypłat? Mało: w trzecioligowym Realu Murcia kasy nie dostaje ani sprzątaczka, ani groundsman.

Tylko dlaczego nagle, przez weekend, zyskali blisko pięciuset polskich akcjonariuszy? Dlaczego niektórzy dostają oferty potencjalnych wzmocnień od afrykańskich menadżerów?

Oto sytuacje, które zdarzyły się w klubie w ostatnich miesiącach:

– Zawodnicy wyrzucani z mieszkań. Klub nie opłacał rachunków.
– W klubie nie ma ciepłej wody, elektryczności, światła.
– Piłkarze nie mają opieki medycznej.
– Są podstawowe problemy ze stanem murawy, a nawet piłkami.
– Przed meczem z Talaverą zawodnicy protestowali, pierwsze trzydzieści sekund wyłącznie stojąc na murawie, nie wykonując żadnej akcji.


– Kibice wywiesili pod stadionem banner skierowany do działaczy „Dzięki za to, że czujemy wstyd”.

A przecież już w 2015 roku klub został relegowany właśnie za długi. Na boisku zajął 4. miejsce w Segunda B, raptem kilka punktów za tak dobrze radzącym sobie dziś Eibarem.

Jak często w takich sytuacjach bywa, sprawy we własne ręce wzięli kibice, w porozumieniu z klubem organizując sprzedaż akcji. To, niespodziewanie, wywołało poruszenie w Polsce.

Marcin Jabłoński, akcjonariusz Realu Murcia: – Na portalu pracasport.pl pojawił się cały artykuł poświęcony sprzedaży akcji Realu Murcia. Wszystko dokładnie wytłumaczono, okraszono skrinami ze strony, na której można było dokonywać zakupu. Było Black Friday. Stwierdziłem, że zaszaleję i kupiłem 20 akcji, wydając na to 2,44 euro, plus 50 eurocentów prowizji. Miałem dokupić więcej później, bo od 390 akcji wzwyż można brać udział w walnych zgromadzeniach klubu, ale zrobił się taki boom, że już nie zdążyłem.

Co cię skłoniło do zakupu?

Pół żartem, pół serio – chyba każdy kibic marzył kiedyś, by zostać właścicielem klubu. Najśmieszniej, że na swoim koncie Linkedin zamieściłem informację o posiadaniu 20 akcji, podałem nawet, ile kosztowały. Nie przeszkodziło to menadżerom do mnie pisać. Najwięcej było zapytań z Afryki, ale odezwał się też grecki menadżer, który pytał na jakie pozycje Murcia potrzebuje wzmocnień, bo on w zimowym okienku transferowym miałby oferty.

Na Twitterze zrobił się prawdziwy szał na akcje.

To się rozkręciło w zupełnie naturalny sposób. Zauważyłem, że Marcin Borzęcki, dziennikarz TVP, również został akcjonariuszem Realu. Przejął się w tym taki fajny sposób, naprawdę zajarał ideą. Nie znaliśmy się wcześniej, ale zaczęliśmy pisać do siebie. Żartowaliśmy, że następnym krokiem będzie wprowadzenie do Murcii polskiego piłkarza, potem polskiego trenera, następnie polska nazwa stadionu. To, naturalnie, perspektywa dalsza, ale po wymianie informacji z Marcinem, tu i teraz postanowiłem założyć konto dla polskich akcjonariuszy Realu Murcia, ale też wszystkich kibiców. Mam doświadczenie, bo prowadzę takie polskie konto Girondins Bordeaux, którym kibicuję od lat, moim marzeniem jest być ich swoistym polskim ambasadorem.

Jak akcja z Realem Murcia nabierała rozpędu?

Polskie konto zostało polubione przez oficjalne klubu, potem rozchodziło się wśród hiszpańskich kibiców. Coraz więcej osób łapało się na tą falę i kupowało akcje. Zaangażował się czwartoligowy Start Namysłów, więc śmialiśmy się, że mamy klub satelicki. Tomek Smokowski żałował, że się nie załapał, ale powiedziałem mu, że jest jeszcze czas i kupił akcje za 250 złotych. Następnego dnia w „Misji Futbol” Michał Pol przedstawiał go właśnie jako akcjonariusza Realu Murcia. Odezwały się też chłopaki z „Jedź na mecz”, którzy organizują wyjazdy na mecze i faktycznie, wielu akcjonariuszy planuje wyjazd na spotkanie, szczególnie ci, którzy są uprawnieni do udziału w walnym zgromadzeniu, ale nie tylko. Ja, choć mam dwadzieścia akcji, nie ukrywam, chciałbym zobaczyć jak tam jest.

800px-Estadio_Nueva_Condomina

Stadion Murcii oddano do użytku w 2006 roku. Może pomieścić 32 tysiące kibiców. Ewidentnie szykowany pod La Liga

Teraz, jak przystało na akcjonariusza, masz ekskluzywny kontakt z osobami z klubu.

Tak, odezwał się do mnie Antonio Ruiz, osoba, która działa w ruchu kibicowskim, ale jest też wewnątrz klubu i koordynuje akcję. Od niego dowiedziałem się, że ogółem klub ma teraz 437 polskich akcjonariuszy, którzy łącznie złożyli się na kwotę 6730 euro. Zupełnie się nie spodziewali takiego odzewu w Polsce. Są bardzo zadowoleni, cieszą się nie tylko ze sprzedanych nad Wisłą akcji, ale też z tego, że klubu tu zyskał marketingowo. Dziękowali nam, sam udostępniłem chociażby zdjęcie dwóch Hiszpanek ubranych w bluzy biało-czerwonych.

Screen Shot 11-28-18 at 11.40 AM

I jak się śledzi losy już, bez mała, swojego klubu?

Zaskakująco intensywnie. Teraz był mecz derbowy, niestety przegrany 1:2. Szkoda, że nie było transmisji – rywal nie chciał wpuścić kamer, żeby podbić frekwencję. Ale i tak, w oparciu o tekstowe relacje, śledziliśmy wspólnie i przeżywaliśmy żywiołowo mecz.


Czy wasza zbiórka – mówiąc ogólnie, nie tylko o polskich akcjonariuszach – mocno pomoże klubowi?

Sytuacja jest poważna, klub zalega z wypłatami, nie ma prądu, ciepłej wody. Ta kwota pójdzie na pokrycie zobowiązań.

Bierzesz pod uwagę, że pewnego dnia te akcje mogą być warte więcej?

Nie sądzę, żeby z tego miał być profit. Bardziej dopuszczam sytuację, że nie będą warte nic. Ale nie o to w tym wszystkim chodziło, tylko o sympatyczną akcję, pewnego rodzaju przygodę i emocje.

Marcin Borzęcki, TVP Sport: – Wciąż jestem zdumiony skalą akcji związanej z wykupem akcji Realu Murcia. A zaczęło się to zupełnie niepozornie: w piątkowy poranek mignęło mi na Twitterze, że można zakupić jakąś śmieszną część akcji za równie śmieszne pieniądze. A że perspektywa, jakkolwiek spojrzeć, bycia akcjonariuszem poważnego zespołu piłkarskiego była bardzo kusząca, to długo się nie zastanawiałem, zainwestowałem, żartobliwie puściłem dalej wieść na Twitterze i wróciłem do swoich zajęć. Nie muszę chyba mówić, że gdy po kilkunastu minutach odpaliłem w telefonie internet i słyszałem tylko brzęknięcie za brzęknięciem, zamurowało mnie. Akcja niosła się strasznie szybko i szeroko, prawie cały piątek oparty był na wspólnym śmieszkowaniu z pozostałymi akcjonariuszami z Polski. W sobotę, już nie z mojej inicjatywy, powstały fanpejdże na Facebooku i Twitterze, dołączyli znani dziennikarze i wykluł się pomysł wiosennego wyjazdu na mecz. Nie wiem, czy to dojdzie do skutku, pewnie nawet nie, bo to jednak solidna wyprawa pod kątem logistycznym, ale jestem zauroczony społecznością i jej spontanicznością. Okazało się ze w Murcię zainwestowało ponad 500 Polaków, to szalona liczba, a niektórzy wpompowali nawet całkiem spore pieniądze. Klub z oficjalnych kont zaczął nas pozdrawiać, oznaczać, dziękować za zaufanie… Znakomity popis fascynacji piłką i nawet niedzielny blamaż derbowy nie podciął skrzydeł. Żeby było jasne: wyciągniemy wnioski, wrócimy silniejsi, miejsce Murcii jest w La Liga. A mi pozostaje podziękować pozostałym kibicom za świetna zabawę, zaangażowanie i kupę śmiechu dostarczoną mi w ostatnich tygodniach. Nawet jeśli potencjał humorystyczny się wkrótce wypali, to pozostaną fajne wspomnienia i… udziały w klubie.

***

Akcje były sprzedawane na całym świecie, ale to o boomie w Polsce mówiło się w hiszpańskim radiu, co każe sądzić, że u nas było to albo największe zaskoczenie, albo poza Hiszpanią u nas zebrano najwięcej.

Klub łącznie zebrał na sprzedaży akcji około miliona euro. To kropla w morzu potrzeb – Murcia ma mieć ponad 50 milionów długów. Zebrana kwot pomoże jednak popłacić najbardziej podstawowe rachunki, a także opłacić tych, którym najdłużej zalega z wypłatami.

KOMENTARZE (7)