Krzysztof Piątek znowu strzela. Derby Genui na remis
Włochy

Krzysztof Piątek znowu strzela. Derby Genui na remis

Łączyła ich fatalna forma, a dzielił tylko jeden punkt w tabeli. Niewiele sobie z tego jednak robiliśmy, bo derbami Genui i tak jaraliśmy się jak nigdy. W końcu w akcji mogliśmy zobaczyć nawet trzech Polaków. Najbardziej ciekawi byliśmy występu Krzysztofa Piątka, który zaciął się w ostatnich tygodniach. Na szczęście mowa już o przeszłości, bo Polak rozegrał dziś fantastyczny mecz i powrócił do strzelania bramek.

Właściwie od samego początku było wiadomo, że ten mecz będzie należał do naszego rodaka. Krzysiek już w pierwszych minutach mógł wpisać się na listę strzelców, ale uprzedził go golkiper Sampdorii, który wybiegł do prostopadłej piłki. Innym razem bramkarz już nie miał szans, bo polski napastnik minął go i pewnie trafiłby do siatki, gdyby Audero nie dopuścił się faulu. Do rzutu karnego podszedł sam poszkodowany i pewnym strzałem zamienił go na bramkę. Jakoś nas to nie zdziwiło, ponieważ Piątek nie raz w ekstraklasie udowodnił, że strzelać z jedenastego metra potrafi.

Na twarzy 23-latka – po strzeleniu gola – było widać ulgę, ale także sportową złość. Po prostu Polak chciał więcej i ostro zabrał się do pracy. Świetnie współpracował z Kouame i Lazoviciem, który coraz lepiej czuje się na lewej flance. Były zawodnik Cracovii często dogrywał do skrzydłowego, a później wbiegał w pole karne. Bramka z tego co prawda nie padła, ale zagrożenie pod bramką Audero było całkiem spore.

Piątek czuł się dziś dobrze w każdym aspekcie piłkarskiego rzemiosła. Jak poszedł w drybling, to minął dwóch przeciwników i oddał niezły strzał, który z trudem obronił bramkarz. Innym razem wystawił tzw. patelnię Romulo, ale ten fatalnie spudłował. Trochę szkoda, bo Polak powinien cieszyć się z asysty… Generalnie defensorzy Marco Giampaolo nie radzili sobie z naszym rodakiem, bo faulowali go też w okolicach pola karnego. Właściwie każdy kontakt z piłką Piątka oznaczał kłopoty dla Beresia i spółki.

No właśnie, a jak już jesteśmy przy Bartku, to po raz kolejny musimy go pochwalić. Boczny obrońca grał dziś przeciwko Lazoviciowi, z którym radził sobie całkiem nieźle. Jasne, czasami Serb dośrodkował, ale wiele razy był też powstrzymany przez naszego rodaka. Szczególnie w pamięć zapadła nam sytuacja, gdy Bereszyński dał się w pierwszej fazie akcji ograć, ale później ruszył za rywalem i ostatecznie go powstrzymał. Po raz kolejny więc 26-latek zagrał na bardzo dobrym poziomie, ale tradycyjnie też koledzy nie dostosowali się do jego poziomu.

Owszem, Sampdoria mocno zaczęła, ale bardzo szybko straciła paliwo. Piękną bramkę po strzale głową zdobył Quagliarella.

Kilka minut po zdobyciu gola otwierającego piłkarze w niebieskich koszulkach wyglądali naprawdę nieźle. Mieliśmy wrażenie, że mogą zdominować ten mecz, ale szybko ten pomysł z głowy wybili nam podopieczni Ivana Juricia. Środek pola należał do Genoi, dlatego tym bardziej szkoda, że Karol Linetty nie mógł zagrać w tym meczu z powodu żółtych kartek.

Genoa zdecydowanie przeważała, ale miała spory problem ze strzeleniem drugiego gola. Bliski strzelenia bramki był Christian Kouame, ale niesamowitą interwencją popisał się Audero. Generalnie golkiper Sampdorii rozgrywał dziś fantastyczny mecz i to głównie dzięki niemu ekipa Piątka nie dopisała do swojego dorobku trzech oczek.

Cóż, derby na remis, ale my możemy być po tym meczu zadowoleni. Przede wszystkim odblokował się Krzysztof Piątek, a Bartosz Bereszyński potwierdził swoją wysoką formę. Trochę szkoda, że Dawid Kownacki zbudowany bramką w młodzieżowej reprezentacji Polski nie dostał szansy, ale tego mogliśmy się akurat spodziewać.

Genoa – Sampdoria 1:1 (1:1)

0:1 Quagliarella 8’

1:1 Piątek 17’ (rzut karny)

Fot. NewsPix

KOMENTARZE (1)