Jak co czwartek… LESZEK MILEWSKI
Blogi i felietony

Jak co czwartek… LESZEK MILEWSKI

Poświęcanie felietonu słownym utarczkom selekcjonera Jerzego Brzęczka z dziennikarzem jest przedsięwzięciem nad wyraz ryzykownym, by nie powiedzieć: jałowym. Upieram się jednak, że inna sprawa, gdy jest to poświęcanie felietonu utarczkom selekcjonera nie tylko z własnymi zszarganymi nerwami, ale też ze zdrowym rozsądkiem.

Nie ma wielu piękniejszych doświadczeń w życiu Polaka, niż utarcie nosa tym, którzy cię krytykowali. Być może równie pięknym i równie polskim doświadczeniem jest pierwszorzędny rosół w niedzielę, a także wspólna rodzinna radość z sukcesu skoczków narciarskich, ale zdaje się, że to by było na tyle.

Dlatego nie dziwię się, że selekcjoner dał się ponieść emocjom i po heroicznym, historycznym 1:1 z Portugalią, którego zazdrości nam cały świat, rzekł:

– Chciałem bardzo serdecznie pozdrowić w imieniu całej reprezentacji, w szczególności piłkarskiej ale i szkoleniowej, bardzo wybitnego eksperta, pana Michała Pola. Dziękujemy bardzo, że wierzy pan w tą reprezentację i zmieniać szyld bez udziału żadnego z tych zawodników.

Była to odpowiedź na zaczepkę Michała: „Zmieniamy szyld, bierzemy Lewego i jedziemy dalej!” #PORPOLU21„, okraszoną stosownym emotikonem. I niech sobie zaczepki będą zaczepkami, bez zaczepek byłoby nudno. Redaktor Pol żadnego wsparcia w linii obrony też nie potrzebuje, ten tekst ustawieniem się w murze kategorycznie nie jest, ale są tu dla mnie sprawy intrygujące.

Przede wszystkim ta próba dopieczenia oznacza, że selekcjoner uważa ów wynik za wielki sukces. Ja szczerze mówiąc nie miałem zamiaru przyłączać się do krytyki 1:1 z Portugalią, bowiem remis dający pierwszy koszyk pozostaje remisem dającym pierwszy koszyk, ale wywołany do tablicy widać muszę przypomnieć:

Po pierwsze, już przed tą kolejką zdążyliśmy się spieprzyć z Ligi Narodów. Z hukiem. Jako pierwsi w historii imprezy.

Po drugie, wciąż nie wygraliśmy żadnego meczu za kadencji nowego selekcjonera, choć poza Ligą Narodów graliśmy dwa sparingi u siebie.

Po trzecie, Portugalia miała zapewniony awans już przed tą kolejką. I ta Portugalia, widać było gołym okiem, nie zamierzała umierać za wynik. Reprezentowała sparingowe tempo.

Po czwarte, to sparingowe tempo w zupełności na nas wystarczało. Ich prowadzenie nie podlegało dyskusji.

Po piąte, cały korzystny wynik ułożyła nam nie dobra gra drużyny, bo ta waliła głową w mur, ale jedna akcja, jeden zryw, a w zasadzie głupota defensora. Gdyby odrobił lekcje wiedziałby, że Arek Milik pewnie i tak by nie trafił, a tak mało, że jedenastka: jeszcze pozostawienie na talerzu spokojnych ostatnich minut, bo i czerwona kartka uniemożliwiająca pogoń.

Po szóste, sam styl gry zionął bezradnością. Tak samo jak w poprzednich meczach.

Ale mimo tych argumentów byłoby czego bronić – graliśmy bez liderów, efekt jest, nie ma co się czepiać. Niemniej chwalić się, wozić kasetę VHS z tym meczem po ludziach – panie Jurku, naprawdę też nie wypada. To nie było ani Wembley, ani 2:0 z Niemcami, ani nawet Węgry – Polska 1:2 po dwóch trafieniach Niedzielana. Istnieje zauważalne ryzyko, że pan odrobinę – zaledwie odrobinę, ale jednak – ten zwycięski spadek przecenia.

I trudno nie sądzić, że odrobinę nie trzyma pan ciśnienia, skoro tuż przed meczem tym, co najbardziej pana zajmuje, są tweety Michała Pola, a tym, co pana najbardziej zajmuje po meczu, to niezborne próby odpowiedzenia na nie. Szczególnie, że opinia Michała Pola była czytelnym przejaskrawieniem: chłopcy z U21 dokonali faktycznie czegoś wielkiego (w przeciwieństwie do was), a wpis oznacza ni mniej ni więcej, tylko że są tu zawodnicy gotowi do gry na wyższym poziomie, co jest zgodne z prawdą. To nieszczególnie zawoalowane przejaskrawienie pan, kapitan drużyny olimpijskiej z 92 roku, której dotyczyło hasło „Zmieniamy szyld, jedziemy dalej”, ze wszystkich osób wyłapać powinien najprędzej.

Zamiast tego mieliśmy podniesione ciśnienie o nic, a potem wynoszenie na sztandary meczu, o którym kibice woleliby zapomnieć.

Innymi słowy modelowy przykład sygnału wysłanego z oblężonej twierdzy.

Podśmiewywałem się z lakonicznych wypowiedzi Adama Nawałki, ale wyłącznie sympatyczne; styl rozumiałem całkowicie, nigdy nie wywoływał we mnie oburzenia. Więcej: spodziewałem się, że wyznaczył standardy wypowiedzi selekcjonerów na lata, bo Nawałka wiedział, że przynajmniej prędko żadna wypowiedź go w dupę nie ugryzie. Pogryzły go dopiero po mundialu, ale tam cokolwiek by powiedział, musiał zebrać cięgi, takie prawo spektakularnej porażki. I widzimy mądrość Nawałki: tu mamy mimo wszystko jedyny sukcesik kadry w 2018, nad który w kuriozalny sposób został naciągnięty cień niepewności.

Leszek Milewski

Fot. FotoPyK

KOMENTARZE (20)