Kobiet i aut się nie pożycza
Weszło Extra

Kobiet i aut się nie pożycza

Hej, motoryzacyjne świry, wracamy do was z trzecim odcinkiem naszej serii powstającej przy współpracy z firmą Uniroyal, w której rozmawiamy z piłkarzami o ich pasji związanej z samochodami. Tym razem, po Sewerynie Michalskim (KLIK) i Piotrze Świerczewskim (KLIK), przepytaliśmy Piotra Reissa. Były zawodnik Lecha Poznań miewał ze swoimi furami kilka przygód: raz zatankował tak, że po kilkuset metrach jego samochód stanął w miejscu, miał poważny wypadek, wspomina także o sytuacji z czasów gry w Herthcie Berlin, gdzie kolega koledze porysował auto z powodu zajętego miejsca na parkingu. Zapraszamy!

*

Da się mocno poirytować, jeżdżąc po zakorkowanym Poznaniu?

Oj, zdecydowanie. Największe korki są w okolicach mostów nad Wartą, ale fakt – mówimy o problemie, który nierzadko paraliżuje całe miasto. Poznań nie jest rozległy, wydaje się bardzo zbity. Nie radzę jeździć między 15 a 18, czy z samego rana. Nie jest przypadkiem, że większość spotkań staram się organizować od 9 do 15, w innym przypadku musiałbym liczyć się z tym, że albo się spóźnię, albo spóźni się osoba, z którą chcę porozmawiać.

Generalnie, wydaje mi się, że to problem każdego większego miasta. Buduje się coraz mniej dróg, a przybywa aut. Kiedy byłem mały dzieckiem, rodzina posiadała jedno auto. Dziś? Nierzadko dwa samochody są standardem. Poza tym, Poznań jest miastem studenckim. O ile w okresie wakacyjnym jest spokój, o tyle od października co drugi student przyjeżdża do miasta autem. Siłą rzeczy ilość samochodów rośnie.

Czy da się znaleźć jakieś rozwiązanie? Pojawiają się pomysły, ale to trudna sprawa. Ścisłe centrum jest wyłączone z ruchu, wjechać autem nie można, ale w innych miejscach trzeba sobie jakoś radzić.

Czytałem, że musiał pan zrezygnować z Audi, uznając, że nie ma sensu jeździć takim samochodem po tak zatłoczonych drogach.

Pojawiały się takie głosy, ale powiem szczerze, że zatłoczone drogi nie miały aż tak wielkiego wpływu na tę zmianę. Zanim wyjechałem do Niemiec, jeździłem różnymi autami. Zacząłem od Maluchów, później były Hondy. W 1998 przyjechałem do Berlina, grać w Herthcie. Od tego momentu jeżdżę tylko i wyłącznie niemieckimi markami, wyjątek stanowi Ford, ponieważ moja akademia ma podpisaną umowę z Ford Bemo Motors, dzięki czemu korzystamy z tej marki samochodów.

Nie będę jednak ukrywał, mam sentyment do Audi. To marka, której samochodami w ostatniej dekadzie jeździłem najczęściej. Były jeszcze Mercedesy i BMW, a pierwszy był wspomniany Maluch.

Zdałem prawo jazdy. 1988 albo 1989. Wiadomo, o jakich czasach mówimy – zagranicznych marek na polskich ulicach raczej nie było, przeważały Polonezy i Fiaty. Zacząłem do Fiata 126p, z racji tego, że był mały. Dla nastolatka wówczas bardzo komfortowy, przede wszystkim łatwy do prowadzenia. Sentyment pozostał. Przygód było co niemiara.

Miałem trzy maluchy. Pierwszego kupił mi tata, ale już drugiego pozyskałem za swoje zaskórniaki. Chciałem uchylić przednie okno, wypadło mi całe. Wracałem z treningu, trasa Kórnik-Poznań, środek drogi, wokół pełno samochodów.

W jednym z maluchów miałem wymieniany resor z przodu i nie wiem, jak do tego doszło, ale samochód miał przód zdecydowanie wyżej niż tył. Wyglądał jak rakieta, która za chwile ma wystartować. Wiadomo, jak to było – bagażnik z przodu, silnik z tyłu. Otworzyłem bagażnik, wsadziłem worek ziemniaków, by przód opadł na dół. To było 50 kilogramów, udało się!

Czym jeździ pan dzisiaj?

Audi A7. Typowo sportowa limuzyna, trochę ją przerobiłem. Jest cała czarna, włącznie z szybami. Prawie jak Batmobil. (śmiech)

Przerabiałem sam, mam również kolegę, który prowadzi warsztat. Ale też nie przesadzajmy, oprócz tego, że samochód jest cały czarny, nie ma więcej dodatków, więc wielkiej filozofii, by wszystko zmienić, nie było.

8

Lubi pan przesiadywać w garażu?

Kiedyś miałem więcej czasu, dzisiaj samochód przede wszystkim służy mi do pracy. Często jeżdżę, robię bardzo dużo kilometrów rocznie. Dlatego samochód, według mnie, przede wszystkim musi być wygodny, więc zamawiając auto, bardzo dużą uwagę przywiązuję do siedzeń. To podstawa.

Jakie miał pan najlepsze auto?

Wszystkie samochody, jakie miałem, były fajne. Wcześniej jeździłem BMW 5, BMW 7, do tego różnego rodzaju Mercedesy, Audi Q7. Każde auto się czymś wyróżniało. Jeżeli kupuję samochód, staram się zrobić wszystko, by wyróżniał się on spośród tych samych modeli.

Mam sentyment do wszystkich aut, ale największy do Audi Q7. Kupiłem je w Polsce, wysłałem na lawecie do Kempten do firmy samochodowej, która dokonała tuningu. Potem wsiadłem w samolot, wraz z tablicami rejestracyjnymi, poleciałem do Monachium Firma wysłała po mnie swój samochód, przejechałem kolejne sto kilometrów tylko po to, żeby odebrać swoje auto, które przecież kupiłem w salonie w Poznaniu.

4

5

6

Często zmienia pan auta?

Raczej nie. Wszystko zależy od tego, ile kilometrów przejadę. Lubię, jak auto jest sprawne. Od kilkunastu lat kupuję praktycznie nowe samochody. Staram się jeździć do momentu, w którym zaczynają się awarie. Bo nie ma nic gorszego od samochodu, którego spotkała awaria.

Awarie zdarzały się często?

Miałem dwie takie sytuacje. Raz złapałem gumę na autostradzie, całe szczęście, że dwieście metrów przed stacją benzynową, więc jakoś dojechałem i jakoś wszystko naprawiłem. Gdyby nie to, byłoby nieciekawie, bo sytuacja miała miejsce w Niemczech, gdzie – jak wiadomo – zmieniać koła na autostradzie nie można. Musiałbym wzywać pomoc drogową, czekać, tracić czas.

Innym razem zatankowałem na stacji benzynowej w Poznaniu. Nie będę podawał nazwy, żeby nie robić antyreklamy. Ujechałem kilkaset metrów i auto stanęło. Okazało się, że wszystkie dwieście samochodów, które tankowały na tej stacji tego dnia, miały podobny problem. Co się okazało? Do zbiorników paliwa, które były w ziemi, dostała się woda. Wlewając takie paliwo do baków, wszystko dostawało się do wtrysków, przez co komputer blokował samochód i nie mogłem jeździć. Następnie holowanie do warsztatu, sprawdzanie, co mogło być powodem. Początkowo myślałem, że mówienie o wodzie było plotką, ale to była prawdziwa przyczyna.

Zdarzyła się panu sytuacja, że kupił pan auto, myślał, że będzie dobre, a jednak mocno się pan rozczarował?

Aż takich przypadków nie miałem. Może kiedyś, mając 22-23 lata, kiedy kupiłem Hondę Prelude. Typowe auto sportowe, dwudrzwiowe. Wadliwe, co chwilę nawalało, aż w końcu mi je ukradli. (śmiech) Swoją drogą, to jedno z dwóch aut dwudrzwiowych, które miałem. Potem był jeszcze Mercedes SLK, kiedy grałem w Herthcie. 1998 rok. Dwuosobowy Cabriolet ze sztywnym dachem. Chyba jeden z pierwszych, który pojawił się w Poznaniu, gdy przyjeżdżałem do miasta.

W Niemczech widać było różnicę w porównaniu z tym, co mieliśmy w Polsce?

Oczywista sprawa. Dziś się wszystko zaciera, ale kiedyś różnica była widoczna. Pamiętam, jak pierwszy raz przyjechałem na urlop z Niemiec Mercedesem na niemieckich numerach. Dużo mówiło się o tym, że niemieckie auta ginęły. Znany kawał, który chodził w Niemczech o biurach podróży proponujących przyjazd do naszego kraju. „Przyjedź do Polski, bo twoja auto już tam stoi”. I rzeczywiście, auta na niemieckich numerach ginęły. Jak przyjechałem, musiałem troszkę pojeździć po Poznaniu, żeby wszyscy zobaczyli, że to moje auto. Żeby przez przypadek szybko nie zmieniło ono właściciela.

4

Spotkał się pan z przypadkami kradzieży?

Osobiście nie, ale pamiętam jedną śmieszną sytuację z czasów mojej gry w Herthcie. Na klubowym parkingu były wydzielone i ponumerowane miejsca, lecz nikt nie zwracał na to uwagi. Nie były połączone na przykład z numerami na koszulkach. Każdy parkował tam, gdzie chciał. Ale jeden z piłkarzy ubzdurał sobie, że musi parkować na takim miejscu, jaki ma numer na koszulce. I tak robił. Jeden raz, drugi, trzeci, ale w pewnym momencie na miejscu parkingowym stanął mu ktoś inny. Przyszedł do szatni, dosadnie powiedział, że to jego miejsca i nikt ma tam nie stawać. Kolega, który zaparkował, odpowiedział, że u nas jest tak, że nikt nie ma przynależnego miejsca. Nie tak jak w bloku, że kupujesz mieszkanie, masz parking podziemny i wyznaczone miejsce.

Wydało się, że sytuacja rozeszła się po kościach, ale pewnego dnia się powtórzyła. Ten, który tak bardzo dbał o swoje miejsce wziął klucz i porysował koledze z drużyny samochód. Miał pecha, że parking był monitorowany. Musiał przeprosić i zapłacić sporą karę.

Żył pan w czasach, w których do Polski sprowadzało się sporo aut z Niemiec.

Import aut z Niemiec, Belgii czy Holandii pozostaje do dzisiaj, ale, ale fakt – w znacznie mniejszej skali, kiedyś było to na porządku dziennym. Kiedy grałem w Greuther Furth, mieszkałem pod Norymbergą. Często przyjeżdżał do mnie kolega, który ze Stuttgartu woził auta, a u mnie robił pit stop. Zjadł, wyspał się i ruszał do Polski.

Generalnie, Wielkopolska jest położona blisko granicy. Mamy bardzo popularną giełdę samochodową, przyciągającą ludzi z całej Polski. Pewnie dlatego zjeżdżało do nas tak dużo aut.

4

Skąd wzięło się pana zainteresowanie motoryzacją?

Jak każdy mały chłopiec – bawiłem się autami, chciałem mieć fajny samochód. Zacząłem od wspomnianego Malucha, ale wiadomo – apetyt rośnie w miarę jedzenia. Masz więcej pieniędzy, chcesz kupić lepsze auto. Naturalna sprawa. Dzisiaj też przykładam wagę do tego, czym jeżdżę, choć im jestem starszy, tym w większym stopniu stawiam na wygodę i bezpieczeństwo niż szybkość czy buczenie silnika.

Przyzwyczaja się pan do aut?

Jest takie przysłowie, że kobiet i aut się nie pożycza. Byłbym nieszczery, gdybym powiedział, że nikt nigdy nie jechał moim samochodem, bo zdarzały się takie przypadki. Jednak niezbyt często. Generalnie dbam o auta, przyzwyczajam się do nich, staram się ich nie pożyczać.

Zdarzył się panu kiedyś wypadek?

Raz, zresztą całkiem poważny. Wpadłem w poślizg i do rowu. Auto do kasacji, złamała się podłoga, złamał się dach, choć – na szczęście – nic mi się nie stało. Miałem tylko krwiaka na mięśniu czworogłowym, ale trzy dni później zagrałem mecz i strzeliłem gola, więc wypadek nie odbił się ani na mojej psychice, ani na stanie zdrowia. A wyglądało to bardzo źle, do tego nie miałem zapiętych pasów i znalazłem się na tylnym siedzeniu. Cóż, chyba ktoś u góry nade mną czuwał.

To był jeden większy wypadek, a tak nie miałem nawet mniejszych stłuczek. Krok po kroku nabierałem doświadczenia. W życiu przejechałem tak wiele kilometrów, że trudno, żebym nie czuł się w aucie swobodnie i bezpiecznie. Dziś wiem, że najważniejsze w trudnej sytuacji jest to, by zachować zimną krew, przewidzieć przebieg wydarzeń i zawsze zdawać sobie sprawę z tego, że moment nieuwagi może kosztować nas życie. Prędkość zawsze powinna być dostosowana do warunków, bo wypadek, o którym mówiłem, był spowodowany tym, że pogoda była zła, a ja jechałem zbyt szybko. Moja wina plus brak doświadczenia.

Z wiekiem pana podejście ulegało zmianie?

Zdecydowanie. Dziś jeżdżę bezpieczniej, dostosowuję prędkość do warunków, które mnie otaczają.

Wcześniej nie myślał pan o bezpieczeństwie?

Kiedy człowiek jest młody, wydaje mu się, że w niektórych sytuacjach może przyśpieszyć, mimo że warunki – teoretycznie – na to nie pozwalają. Bzdura, uważać trzeba zawsze.

Całe życie jeździłem na nartach. Dzisiaj patrząc na mojego syna, który zjeżdża bardzo szybko, łapię się za głowę. A przecież kiedyś też tak jeździłem. Dziś jeżdżę zdecydowanie wolniej, bo wiem, jakie mogą być konsekwencje, gdy się przewrócę. I tak samo jest z samochodami. Każdy człowiek z biegiem lat dorasta do pewnych rzeczy. Staje się spokojniejszy, bardziej zdystansowany. Zwalnia, bo wie, że trzeba uważać.

4

Polacy dobrze jeżdżą?

Na drogach widać kto jest doświadczony, a kto jest niedzielnym kierowcą. Niedziela, wyczyszczone auto, wolna jazda – to często charakteryzuje tych, który wsiadają za kółko tylko od czasu do czasu. Ale do nikogo nie można mieć pretensji. Jedni lubią jeździć, drudzy jeżdżą tylko wtedy, kiedy muszą. A jak ktoś jeździ mniej, ma mniej doświadczenia, więc trudno narzekać, że jedzie wolno. Przynajmniej nikomu nie zagraża.

Najgorsza jest brawura. Szczególnie u młodych ludzi, którzy myślą, że jak mają ileś tam koni pod maską, to mogą wszystko. Widać to po wypadkach. Brak wyobraźni, niedostosowanie się do warunków. Dzisiaj mamy coraz szybsze auta. Gdy byłem nastolatkiem, samochody nie jeździły tak szybko jak dzisiaj. Ważne, żeby zdawać sobie sprawę, że nie każda droga jest do tych aut dostosowana tak jak na przykład w Niemczech. Przecież przy większości dróg krajowych są drzewa, trzeba uważać.

Jakim pan jest typem kierowcy?

Spokojnym. Nie katuję aut. Staram się jeździć płynnie, a nie przyśpieszać, żeby za chwilę gwałtownie zahamować. Dzięki temu rzadko spotykam się z tym, że ktoś wsiada ze mną do auta, a po przejażdżce wysiada zdenerwowany i spocony.

Za to mi zdarzało się wysiadać od kogoś, wcześniej – pół żartem, pół serio – modląc się o to, żebyśmy dojechali na miejsce. Przykład Tomka Magdziarza, z którym grałem w Warcie. Dziś ściga się w rajdach samochodowym, zawsze jeździł szybko, ale przynajmniej był bardzo dobrym kierowcą. Pewnym. Choć jak się z nim jeździło, trudno było się nie spocić. A jeździliśmy często, bo grają w Warcie, docieraliśmy na mecze samochodami. Nie było pieniędzy na autokary i hotele. Magdziarz lubił prowadzić, więc był kierowcą.

Emocje był już przed meczem.

Gdy ktoś w szatni nie ma dobrego samochodu, musi liczyć się z szyderą?

Myślę, że tak się zdarza. Polscy piłkarze zarabiają coraz większe pieniądze, zaczynają do lepszych aut. Jakbyśmy przejechali się po wszystkich parkingach klubów Ekstraklasy przed treningiem pierwszego zespołu, trafilibyśmy na naprawdę ciekawe samochody. Wiadomo, to podoba się kobietom. Piłkarze zdają sobie z tego sprawę i tak to funkcjonuje. Na czym zależy facetom? Na dobrym wyglądzie, modnych ciuchach, ładnym aucie i dziewczynie. Jak ktoś zarobił, to niech korzysta, ale wiadomo – dużo zależy od osobowości. Ważne, żeby nie odlecieć.

Rozmawiał Norbert Skórzewski

*

Sponsor naszego nowego cyklu, marka Uniroyal, przygotował konkurs, dzięki któremu możecie oszukać przeznaczenie i (w końcu?) nie dać zaskoczyć się zimie. O co chodzi? Wypełniając formularz pod TYM adresem, odpowiadając na pytanie o przygotowania swojego samochodu do nadjeżdżającej zimy i przedstawiając dowód zakupu, opony Uniroyal MS plus 77 mogą was nic nie kosztować. Słowem: zimówki możecie mieć za darmo.

750x300

Moglibyśmy długo pisać o doskonałej stabilności, świetnej trakcji i większym bezpieczeństwie tych opon, ale najlepiej, jeśli przekonacie się o tym sami na stronie konkursowej (KLIK). Macie jeszcze chwilę czasu, bo promocja trwa do 14.12.2018 r., ale sugerujemy nie zwlekać za długo.

KOMENTARZE (14)