Multiwpierdol. Między nami a Portugalią jest przepaść wielkości Rowu Mariańskiego
Weszło

Multiwpierdol. Między nami a Portugalią jest przepaść wielkości Rowu Mariańskiego

Polska – Portugalia 2:3. Polska U20 – Portugalia U20 0:2. Polska U21 – Portugalia U21 0:1. A przed nami kolejne starcie młodzieżówki Czesława Michniewicza i pierwszej kadry biało-czerwony z Portugalczykami. Jeśli ktoś wam powie, że taka Portugalia jest tylko krok przed nami, to pospiesznie wyślijcie go do pobliskiego lekarza lub obezwładnijcie go i poczekajcie na przyjazd karetki. Portugalczycy właśnie dają nam lekcję futbolu i możemy tylko patrzeć z podziwem. Jak daleko nam odjechali?

Był agrowpierdol, gdy któraś z   p o t ę g   Ekstraklasy jechała na wiochę i dostawała tam niespodziewany łomot. Był eurowpierdol, gdy któraś z polskich ekip jechała na zachód na wschód gdziekolwiek poza granice kraju i dostawała w cymbał. Teraz nadszedł czas na wprowadzenie do słownika piłkarskiej polszczyzny pojęcia multiwpierdolu. Za taki uznajemy lanie, które właśnie sprawia nam cała portugalska nacja – od seniorskiej kadry, przez U21 i na U20 skończywszy. Do kompletu brakuje jeszcze jakiegoś manta spuszczonego w listopadzie polskiej drużynie przez Porto, Benfikę czy inny Sporting, ale – no cóż – jakoś tak wyszło, że nie było okazji.

Kogoś taki stan rzeczy może dziwić. Ale zasadniczo tylko kogoś, kto został zahibernowany jakoś na początku XIX wieku, gdy Portugalia była okupowana przez królów francuskich. Jeśli ktoś chociażby pobieżnie interesuje się futbolem, to coś tam mówi mu nazwisko Figo, gdzieś tam świta finał Euro sprzed dwunastu lat, coś słyszał o Euro dwa lata temu, ten cały Cristiano Ronaldo też wydaje się znajomy.

Ale spłycanie portugalskiego futbolu do indywidualności byłoby błędem. To GIGANTYCZNA taśma produkcyjna, z której piłkarze zjeżdżają hurtem, a później paczkami zalewają całą Europę. I nie są to zawodnicy pokroju brazylijskiego szrotu, który wypełnia każdą lukę – od Kazachstanu, przez Albanię po Islandię. Odwiedziliśmy niedawno ośrodek szkoleniowy Benfiki Lizbona i mówimy wam wprost – skala tego, co zastaliśmy na miejscu, po prostu urywa dupę. Zresztą o czym my mówimy…

– Bernardo Silva za 15,75 milionów euro przeszedł do AS Monaco
– Renato Sanches za 35 milionów euro do Bayernu Monachium
– Gonçalo Guedes za 30 milionów euro do Paris Saint-Germain
– André Gomes za 20 milionów euro do Valencii CF
– Ivan Cavaleiro za 15 milionów euro do AS Monaco
– João Cancelo za 15 milionów euro do Valencii CF
– Ederson za 40 milionów euro przeszedł do Manchesteru City
– Victor Lindelöf za 35 milionów euro do Manchesteru United
– Nélson Semedo za 30 milionów euro do FC Barcelony
– Hélder Costa za 15 milionów euro do Wolverhampton Wanderers
– João Carvalho za 15 milionów euro do Nottingham Forest
– Nélson Oliveira za 5,85 milionów euro do Norwich City
– André Horta za 5,7 milionów euro do Los Angeles FC

Cały reportaż do przeczytania – TUTAJ. Nadmieńmy, że powyżej wymieniliśmy tylko część wychowanków czołowej akademii w Portugalii. A gdzie Sporting? Gdzie Porto? Ugryźmy to inaczej, bo przecież pieniądze nie grają. Gra jakość, a gdzie tej jakości szukać, jak nie w pięciu najlepszych ligach Europy? No to poszukajmy – ilu Portugalczyków gra w La Liga, Premier League, Serie A, Bundeslidze i Ligue 1?

rogne_1510143758_3758

Cóż – tutaj też nokaut. 50 do 26 na korzyść Portugalczyków, choć i tak tyłek ratują nam nasi reprezentacji w Serie A. Ratują w sensie statystycznym, bo z całego zastępu stranieri z Włoch, to w kadrze świetnie spisuje się jedynie Wojciech Szczęsny, jako-tako grają Arkadiusz Milik, Piotr Zieliński i Bartosz Bereszyński. Karol Linetty permanentnie zawodzi, a Krzysztof Piątek póki co jest zbyt krótko w tej kadrze, by wsadzić go w buty lidera.

Na remis wychodzimy w Bundeslidze, ale życzliwie doliczyliśmy sobie Łukasza Piszczka, który przecież zakończył karierę reprezentacyjną. Baty dostajemy w liczbie reprezentantów w Premier League, natomiast bitwę o La Liga oddajemy walkowerem.

No to może chociaż nasi chłopcy z kadry U21 mogą przyćmić swoich rówieśników z Portugalii zebranym doświadczeniem? Spójrzmy co tam u liderów portugalskiej młodzieżówki…

– Gedson Fernandes (Benifca) – w tym sezonie osiem meczów w Lidze Mistrzów, siedem w portugalskiej ekstraklasie, jeden w Pucharze Portugalii

– Andre Horta (Los Angeles FC) – w tym sezonie jedenaście meczów w MLS, wcześniej 22 w barwach Benfiki w lidze, pięć występów w Lidze Europy

– Joao Felix (Benfica) – w tym sezonie pięć meczów w portugalskiej ekstraklasie, dwa w Lidze Mistrzów, jeden w Pucharze Portugalii

– Joao Carvalho (Nottingham Forest) – w tym sezonie szesnaście meczów w Championship

– Diogo Jota (Wolverhamtpon) – w tym sezonie jedenaście meczów w Premier League

– Diogo Goncalves (Nottingham Forest) – w tym sezonie trzy mecze w Championship, trzy mecze w EFL Cup

– Rafael Leao (Lille) – w tym sezonie cztery mecze w Ligue 1

A to tylko nieliczni Portugalczycy w kadry U21. Co tam u naszych chłopaków? Ile meczów w niezłych ligach europejskich, ile spotkań w europejskich pucharach?

 – Dawid Kownacki (Sampdoria) – w tym sezonie dziesięć meczów w Serie A

– Jakub Piotrowski (Genk) – w tym sezonie pięć meczów w Lidze Europy (z tego cztery w kwalifikacjach), jeden mecz w Jupiler League

I to na tyle. Nie będziemy przecież liczyć występów Szymańskiego czy Świderskiego w pierwszych fazach eliminacji do Ligi Europy. Ekstraklasy też nie poważamy na tyle, by nazwać ją „niezłą ligą europejską”. Trzeciej ligi angielskiej, gdzie gra Krystian Bielik, też nie. Premier League 2, gdzie broni Kamil Grabara, również. Drugiej ligi belgijskiej, skąd przyjeżdża Bartosz Kapustka, również.

 No to może chociaż w europejskich pucharach ta przepaść nie jest tak widoczna? Może od sezonu 1992/93 faktycznie graliśmy od nich rzadziej przynajmniej w fazie grupowej Ligi Mistrzów? Hejże, Weszło, macie jakieś statystyki na ten temat?

Owszem, mamy. Ale chyba wolelibyśmy ich nie widzieć. Liczba występów (nie meczów, a kwalifikacji przynajmniej do tego etapu) poszczególnych klubów w fazie grupowej Ligi Mistrzów:

rogne5_1510144518_4518

rogne_1510143758_3758

Moglibyśmy do tego dorzucić różnicę w rankingu UEFA, różnicę w renomie trenerów (w zeszłej edycji pięciu Portugalczyków prowadziło drużynę w Lidze Mistrzów), różnicę w kwotach zarobionych na piłkarzach, różnicę w medalach wielkich imprez – od seniorów po U17. Wszędzie mówilibyśmy o różnicy, ale wszędzie mielibyśmy po prostu przepaść.

Oczywiście pięknem futbolu jest to, że raz na wiele meczów uda Dawidowi pokonać Golliata. My akurat do Portugalii mamy szczęście, bo z dwunastu do tej pory rozgrywanych meczów wygraliśmy trzy, w trzech padł remis, a sześciokrotnie górą okazywali się Portugalczycy. I nic dziwnego, że jakiekolwiek triumfy nad Portugalczykami na poziomie seniorskim są później opisywane przez lata, a bohaterowie tamtych zwycięstw przy okazji każdego starcia z Ronaldo i spółką odbierają telefony i opowiadają o swoich wspomnieniach.

Cieszmy się zatem z każdego punktu urwanego Portugalii. Z każdej nawet remisu. Tej przepaści już nie zasypiemy, ale chociaż w bezpośrednich starciach możemy czasami sprawić jakąś niespodziankę. Na nawiązanie równej rywalizacji w dłuższej perspektywie jesteśmy po prostu za krótcy.

fot. FotoPyk

KOMENTARZE (8)