Mała zemsta Anglików na Chorwatach
Weszło

Mała zemsta Anglików na Chorwatach

Już po losowaniu grup Ligi Narodów przypuszczaliśmy, że najwięcej dobrego będzie działo się w grupie D pierwszej dywizji. Nie pomyliliśmy się wcale, bo Hiszpania, Chorwacja i Anglia zaoferowały nam futbol najwyższej klasy, a na dodatek wyniki ułożyły się tak, że emocje były do samego końca. Dopiero dzisiejszy mecz pomiędzy Anglią a Chorwacją rozstrzygnął sprawę spadku z dywizji i wyłonił finalistę turnieju finałowego. I to w jakim stylu wyłonił, bo Anglicy szalę zwycięstwa na swoją korzyść przechylili dopiero w ostatnich minutach. 

Pierwsze spotkanie pomiędzy tymi drużynami zakończyło się bezbramkowym remisem. Tym razem jednak liczyliśmy na bramki, ponieważ obie drużyny tak naprawdę urządzało tylko zwycięstwo. Jasne, bezbramkowy remis dawał gospodarzom utrzymanie, ale bronienie się na Wembley nie wchodziło w grę. Anglicy ruszyli na przeciwników niemal od pierwszej minuty. Momentami mieliśmy wrażenie, że podopieczni Garetha Southgate’a wzięli sobie za punkt honoru zrewanżowanie się na Chorwatach za przegrany półfinał mundialu.

Przede wszystkim w grze „Synów Albionu” imponowała nam duża dojrzałość. Taktyka „kick and rush”, jeśli chodzi o Anglię, poszła już na dobre w zapomnienie. Nawet w trudnych sytuacjach – przy pressingu Chorwacji – gospodarze nie panikowali i spokojnie wyprowadzali piłkę z własnej połowy. A to owocowało dobrymi akcjami w ofensywie, które rodziły się w środku pola. Po jednej z nich Raheem Sterling znalazł się w sytuacji sam na sam z bramkarzem przyjezdnych, ale pojedynek ten przegrał. Innym razem Harry Kane uderzył tak, że Tin Jedvaj wybił piłkę z linii bramkowej. Generalnie „Trzy Lwy” bardzo szybko zdominowały Chorwatów i nie zamierzały przestawać. Co tutaj dużo mówić… Bramka wisiała w powietrzu.

Goście mieli problem z wymianą kilku celnych podań nawet na własnej połowie. Kompletnie nie radzili sobie z Marcusem Rashfordem, który z dużą łatwością mijał rywali w okolicach bramki Kalinicia. Jedna z szarży zawodnika „Czerwonych Diabłów” skończyłaby się zapewne golem, gdyby nie ofiarna interwencja Vrsaljko. Brawa dla 26-latka za powstrzymanie przeciwnika, ale warto zaznaczyć, że do tej akcji poprowadził tak naprawdę jego błąd. Na bramkę chorwackiego golkipera strzelali również Barkley, Sterling i Chilwell. Najbliżej strzelenia gola był ten ostatni, bo nie dość, że Kalinić był zasłonięty, to piłka jeszcze tuż przed nim skozłowała. Chorwacki bramkarz pokazał jednak dużą klasę i popisał się dobrą interwencją.

Luka Modrić próbował uruchomić swoich kolegów w ataku, ale niewiele dziś z tego wynikało. Co prawda raz niemal perfekcyjnie obsłużył Perisicia, ale Pickford był czujny i zagrożeniu zapobiegł. Poza tym Chorwaci odbijali się od defensywy Anglików jak od muru. Inna sprawa, że rzadko mieli piłkę, by stworzyć sobie jakąkolwiek sytuację. Tak więc bramka strzelona przez Andreja Kramaricia była dla nas dużym zaskoczeniem. Gratulacje dla napastnika Hoffenheim, bo świetnie zatańczył w polu karnym z przeciwnikami, ale trzeba jasno sobie powiedzieć, że Stones i Dier zachowali się w tej sytuacji jak amatorzy. Spójrzcie sami:

https://twitter.com/splusk10/status/1064177537306292226

Anglicy mogli podłamać się po stracie bramki, ale tego nie zrobili. Do wyrównania doprowadził Jesse Lingard, który strzelił chyba najłatwiejszego gola w życiu, bo wpakował piłkę do pustej bramki z najbliższej odległości. Co ciekawe gospodarze grali dziś fajny futbol, a pierwszego gola w meczu strzelili w dawnym stylu. Joe Gomez wrzucił piłkę z auto w pole karne, a dalej – właśnie do Lingarda – futbolówkę przepchnął Harry Kane. Kilka minut później mistrzowie świata z 1966 wyszli na prowadzenie za sprawą swojego kapitana. Gwiazdor Tottenhamu wykorzystał dośrodkowanie Bena Chiwella z rzutu wolnego.

Chorwaci mogą pluć sobie w brodę, bo po strzeleniu pierwszego gola mieli okazje dobić rywala – strzały Brozovicia i Perisicia – ale tego nie zrobili. Anglicy byli przez kilka minut wyraźnie oszołomieni, ale podopieczni Zlatko Dalicia tego nie wykorzystali. Gdy gospodarze doszli do siebie, goście znowu skupili się na defensywie. Tym razem jednak Anglicy mieli już więcej szczęścia i skuteczności w ataku, co ostatecznie dało im awans do turnieju finałowego. Chorwaci natomiast spadają do dywizji B. Cóż, podopieczni Brzęczka na towarzystwo spadkowiczów narzekać nie mogą.

Anglia – Chorwacja 2:1 (0:0)

0:1 Kramarić 57′

1:1 Lingard 78′

2:1 Kane 85′

Fot. NewsPix

KOMENTARZE (0)