Biało-czerwona Serie A? Na razie więcej minusów niż plusów
Włochy

Biało-czerwona Serie A? Na razie więcej minusów niż plusów

Przed sezonem można się było rajcować liczbą Polaków we włoskiej Serie A. Cokolwiek powiedzieć, jednej z najpotężniejszych lig w Europie, niezależnie od tego, jak oceniamy w tej chwili ogólną kondycję calcio. Ekscytację podkręcały szalone strzeleckie wyczyny Krzysztofa Piątka, świetne wejście w sezon duetu z Napoli, okraszone pochwałami ze strony Carlo Ancelottiego. Do tego niezłe perspektywy dla tercetu z Sampdorii i obiecujące występy Mariusza Stępińskiego. Niestety, im dalej w las, tym gorzej wygląda sytuacja naszych rodaków w Italii.

Krótko mówiąc – piłkarzy sporo, minut na boisku trochę mało, pochlebnych opinii również jak na lekarstwo. 

I ma to niestety olbrzymie przełożenie na reprezentację. Kadrze dotkliwie brakuje Milika w dobrej formie, Zielińskiego w dobrej formie, Recy lub Jaroszyńskiego, a i przyzwoicie dysponowani, regularnie grający Marcjanik czy Salamon by się przecież Jerzemu Brzęczkowi cholernie przydali. Ale to tylko pobożne życzenia. Jasne, niektórzy reprezentanci Polski prezentują się okazale, jednak nie brakuje też takich, którzy najzwyczajniej w świecie zawodzą. Albo przynajmniej nie zaskakują nas pozytywnie.

Przez rozpoczęciem sezonu przygotowaliśmy specjalny RANKING polskiej piętnastki na włoskiej ziemi. Sprawdźmy zatem po kolei, na ile nasze przewidywania okazały się trafne, a na ile należy je zweryfikować po dwunastu kolejkach zmagań w Serie A.

*

BARTŁOMIEJ DRĄGOWSKI (pozycja w rankingu: 15.)

dragowski

źródło: transfermarkt

Opinia przed sezonem: Co tu dużo mówić – Drągowski jest w tej chwili potrzebny we Florencji jak drzwi w lesie. Tak naprawdę nigdy realnej szansy na regularne występy we Fiorentinie nie dostał. Albo ujmijmy to inaczej – być może takie szanse się pojawiały i to nawet wielokrotnie, tylko były zawodnik Jagiellonii był po prostu za krótki, żeby po nie sięgnąć. Trudno powiedzieć, co konkretnie o tym zadecydowało. Najprościej doszukać się oczywiście braków w umiejętnościach, ale w grę wchodzą również deficyty jeżeli chodzi o mentalność.

*

Smutna to konstatacja, ale można już ją chyba wygłosić najzupełniej wprost – Bartek Drągowski przegapił swoją szansę na realną walkę o miejsce w pierwszym składzie Fiorentiny. Po prostu działacze tego klubu przestali w niego wierzyć, marzenia o wypromowaniu byłego golkipera Jagiellonii i sprzedaży go za wielkie pieniądze odłożyli między bajki. Zwątpili nie tylko w jego umiejętności, ale i w ducha. Numerem jeden w bramce Violi jest na tę chwilę Alban Lafont, perełka z Burkina Faso reprezentująca francuską młodzieżówkę. I to się najprawdopodobniej nie zmieni, choćby Polak stanął na głowie.

Lafont popełnia błędy – zdarza mu się źle obliczyć lot piłki, kiepsko piąstkować, zabłądzić na przedpolu. Typowe pomyłki wynikające z braku doświadczenia. Jednak talent zawodnika, o którego usługi latem walczył również Arsenal, nie podlega kwestii. Zatem do jego wpadek podchodzi się w Toskanii z daleko idącą pobłażliwością. Drągowski, za swoje nieliczne występy doceniony niedawno przez Jerzego Brzęczka powołaniem do reprezentacji, z jakichś powodów nigdy się takiej wyrozumiałości nie doczekał.

Drągowski w bieżących rozgrywkach dostał swoją szansę, korzystając z niegroźnej kontuzji konkurenta. I spisał się nieźle, zebrał nawet trochę pochlebnych opinii, pochwalił go sam szkoleniowiec. Tylko co z tego? Stefano Pioli rzucił w stronę Polaka komplementem, a w kolejnym zdaniu podkreślił, że gdy tylko Lafont wyzdrowieje, to z powrotem wskoczy do wyjściowego składu i dokładnie tak się wydarzyło. Tym bardziej szkoda, że przyzwoite występy Drągowski zaprezentował dopiero ostatnio. Wcześniej marnował wszystkie szanse, jakie zsyłał mu los. I wychodzi na to, że nie pozostaje mu nic innego, jak poszukać sobie nowego klubu.

Wciąż ma tylko 21 lat, jeszcze kupa grania przed nim. We Florencji w rozwoju go na pewno nie cofnęli, wiele się we Włoszech nauczył. Być może nawet dojrzał? Czas tę lekcję dojrzałości spożytkować na boisku. Grając. Co tydzień. Choćby w słabszej lidze.

PIERWSZA CZĘŚĆ SEZONU NA: MINUS

*

 MICHAŁ MARCJANIK (14.)

marcjanik

źródło: transfermarkt

Opinia przed sezonem: Największym problemem Marcjanika jest mocna konkurencja o miejsce w wyjściowym składzie. Wyjątkowo mocna, biorąc pod uwagę, że omawiamy przecież skład beniaminka. Pozyskani przed sezonem Matias Silvestre i Jacob Rasmussen (Empoli zapłaciło za niego Rosenborgowi okrągły milion euro) przynajmniej na początku będą mieli abonament na regularną grę. Polakowi pozostaje więc liczyć na to, że konkurenci nie złapią dobrej formy. Na razie raczej się jednak na to nie zanosi.

*

Ten transfer od początku nie trzymał się ani kupy, ani tego drugiego. Michał Marcjanik, w sumie – ligowy dżemik. Zwyczajny, solidny obrońca, niezły w skali ekstraklasy, ale nic ponadto, miałby się sprawdzić w Serie A? Lidze, która stoperom stawia naprawdę wysokie wymagania, jeżeli chodzi o zaawansowanie taktyczne? To się nie miało prawa udać i na razie wygląda na to, że się po prostu nie udało. Trener Aurelio Andreazzoli, pomimo marnych wyników zespołu, ani myślał zamieszać w składzie i dać Polakowi choćby minutkę gry w jakimś ligowym starciu. Ława, ława i jeszcze raz ława.

Andeazzoli został zresztą zrzucony ze stołka wraz z początkiem listopada, jego miejsce na stanowisku trenera Empoli zajął Giuseppe Iachini. I w swoim debiucie – na dodatek zwycięskim – nie znalazł dla Marcjanika miejsca nawet wśród rezerwowych, których włoskie ławki mieszczą aż dwunastu. Może przerwa na reprezentację coś w klubowej hierarchii odmieni, ale naprawdę trudno taki scenariusz potraktować jako prawdopodobny, a nawet jako w ogóle możliwy. Niestety, ale wychowanek Arki ma już 23 lata i nie jest z pewnością zawodnikiem, na którego rozwój będą w zespole Azzurrich czekać w nieskończoność. Potrzebują chłopa ukształtowanego i gotowego do grania, zwłaszcza, gdy w oczy zajrzy im widmo spadku, na co się zresztą jak najbardziej zanosi. Duet weteranów: Maietta – Silvestre wydaje się być nie do ruszenia.

Zaś transfer Marcjanika jawi się jako typowy interes ubity na fali mody i sprzyjającego Polakom trendu, jaki zapanował w Serie A podczas ostatniego okna transferowego. Gdzie drwa rąbią, tam wióry lecą, no i Marcjanik to chyba właśnie taki wiór, który najpewniej wkrótce wyleci ze świata calcio i poszuka sobie szczęścia gdzieś indziej.

PIERWSZA CZĘŚĆ SEZONU NA: MINUS

*

ARKADIUSZ RECA (13.)

reca

źródło: transfermarkt

Opinia przed sezonem (Michał Borkowski): Szkoleniowiec Atalanty udzielił wywiadu, gdzie stwierdził mniej więcej, że Arek to bardzo fajny chłopak, tylko ma jeden problem – nie mówi ani po włosku, ani po angielsku. Dziwna sytuacja, ze piłkarz – wiedząc o swoim wyjeździe – trafia do nowego klubu i, tak naprawdę, ani me, ani be. Może Gasperini trochę przesadzał, ale na pewno to Polakowi nie pomaga. Taktyka we Włoszech ma kluczowe znaczenie. Tutaj mamy jeszcze do czynienia z ustawieniem, w którym Reca miałby grać na wahadle. Czasami to jest 3-4-3, czasami 3-5-2, wszystko jest w tym zespole płynne. W takiej sytuacji wypadałoby jednak rozumieć, co trener mówi, żeby się w jakiś sposób tej taktyki nauczyć.

*

Jedno z największych rozczarowań bieżącego sezonu, jeżeli chodzi o zawodników, na których potencjalnie można było liczyć, jeżeli chodzi o regularne występy w reprezentacji Polski. W jakiej formie jest Arkadiusz Reca mogliśmy zobaczyć właśnie podczas meczów kadry. Lewy obrońca Atalanty był niemiłosiernie objeżdżany przez rywali, skompromitował się pod kątem przygotowania wytrzymałościowego i – na domiar wszystkiego – do dupy wyglądał również piłkarsko, kiepsko podając i marnie dośrodkowując.

Pełen pakiet mankamentów. Mocnych stron – nie stwierdzono.

No i zgrupowania reprezentacji to była na dobrą sprawę jedyna okazja, żeby Recę obejrzeć w akcji. Jerzy Brzęczek dał mu pograć po starej znajomości, co innego Gian Piero Gasperini. Szkoleniowiec drużyny z Bergamo szybko się na byłym zawodniku Wisły Płock poznał. Furda cztery miliony w twardej walucie, furda wielki talent, furda rozwój – skoro szkoleniowiec Atalanty uznał, że Reca nie nadaje się do gry na poziomie Serie A, to nie ma dalszego pola do dyskusji. Pozycja Polaka w zespole jest dramatyczne słaba.

Wykupiony z drużyny Nafciarzy zawodnik nie sprawdził się we Włoszech pod żadnym kątem. Odstaje piłkarsko, nie połapał się w taktyce, nie złapał dobrego kontaktu z zespołem. Nie pomagają mu również kłopoty ze zdrowiem. Kasa z kontraktu pewnie się zgadza, podobnie zresztą jak w przypadku Marcjanika, ale brak regularnych występów to bezlitosny hamulec dla kariery Arkadiusza, która tak fajnego tempa nabrała w Płocku.

Co innego jednak zagrać niezły sezon w ekstraklasie, a co innego spróbować sił we Włoszech. To jak wejść w ostry zakręt na pełnej prędkości, gdy na jezdni panuje gołoledź. Łatwo skończyć w przydrożnym rowie. I z transferem Recy chyba właśnie w ten sposób przeszarżowano.

PIERWSZA CZĘŚĆ SEZONU NA: MINUS

*

PAWEŁ JAROSZYŃSKI (12.)

jaroszynski

źródło: transfermarkt

Opinia przed sezonem: W ciągu ostatnich miesięcy Jaroszyński pokazał wszystkim, że jak najbardziej nadaje się na poziom, który prezentuje Chievo. Nie jest to poziom szalenie wysoki, ale mimo wszystko mówimy o Serie A, czyli lidze, która w stosunku do obrońców ma niekiedy naprawdę szczególne wymagania. Skoro w tym roku roku Polak ma jednego rywala o miejsce w składzie mniej, to można chyba zakładać, że będziemy oglądać go coraz częściej.

*

Historia Pawła Jaroszyńskiego to bez wątpienia jedna z najbardziej pogmatwanych karier spośród wszystkich zawodników, wymienionych przy okazji tego zestawienia. Chłopak nigdy nie zwiastował potencjału, który mógłby mu pozwolić na regularne występy w takiej lidze jak Serie A. Mimo wszystko trafił do Włoch i wytrwale walczy o swoją pozycję w świecie calcio. Ze skutkiem umiarkowanie przyzwoitym, przynajmniej patrząc na to przez pryzmat poprzedzających transfer oczekiwań.

Z drugiej strony – Jaroszyński gra „tylko” w Chievo, a zatem zespole, który od dawien dawna odbiera smak życia sympatykom włoskiej piłki. Wielu wprost nie może się doczekać, aż odrażająca ekipa z Werony wreszcie spadnie i sobie ten głupi ryj rozwali i zrobi w we włoskiej ekstraklasie miejsce dla kogokolwiek, ktoś choćby spróbuje grać fajną dla oka piłkę. I wygląda na to, że piłkarscy bogowie wreszcie wysłuchali tych modłów – Chievo dostaje w cymbał praktycznie co tydzień, a sam Jaroszyński jest talizmanem dla przeciwników swojej własnej drużyny.

Szesnaście występów w Serie A zanotował ten chłopak od sierpnia 2017 roku. I nie odniósł ani jednego zwycięstwa. Odkąd powrócił do gry po poważnej kontuzji (złamanie nogi) w listopadzie 2016 roku wygrał dwa ligowe mecze. Obydwa z Ruchem Chorzów, jeszcze w barwach Pasów.

Co jest jednak podwójnie zdumiewające – nie jest to zwykle piłkarz szczególnie po porażkach Chievo krytykowany. Ba, zdarzało mu się zebrać mnóstwo pozytywnych recenzji i to za występ na środku bloku defensywnego, gdy zagrał jako jeden z trójki stoperów. Jaroszyński swojemu klubowi punktów nie zapewnia, jednak indywidualnie prezentuje określony poziom przyzwoitości. Nie jest głównym winowajcą kolejnych porażek. Gdyby grał tak w ekstraklasie, pewnie doczekałby się powołania do kadry.

PIERWSZA CZĘŚĆ SEZONU NA: FIFTY/FIFTY

*

BARTOSZ SALAMON (11.)

salamon

źródło: transfermarkt

Opinia przed sezonem (Michał Borkowski): Moim zdaniem we Frosinone powinien co tydzień grać w pierwszym składzie. Zwłaszcza, że wielka konkurencja o miejsce w wyjściowej jedenastce mu nie grozi. Ciekawym obrońcą jest na pewno Marco Capuano, jego byłoby ciężko ze składu wygryźć, ale akurat trener Moreno Longo preferuje ustawienie z trójką środkowych obrońców, więc powinno być dobrze. Wydaje mi się, że to jest mniej więcej półka Salamona. Wyżej już nie pójdzie, ale tutaj mógłby ustabilizować swoją pozycję na poziomie Serie A.

*

Michał Borkowski okazał się jednak przesadnym optymistą jeżeli chodzi o Bartka Salamona. Były piłkarz Milanu (ach, jak to brzmi!) fatalnie wszedł w sezon, zbierając beznadziejne recenzje już za pierwszą kolejkę Serie A, sromotnie przerżniętą przez Frosinone z Atalantą. Później słynący z elegancji w rozegraniu stoper kontynuował kiepskie występy i efekt mógł być tylko jeden – wylot na ławkę rezerwowych. Trener Moreno Longo niezmiennie preferuje ustawienie z trójką środkowych defensorów, ale uznał, że ma w swoim składzie aż trzech lepszych od Polaka. To dość przykre, bo wciąż mówimy o składzie ligowego autsajdera.

Doceniany przez poprzedniego selekcjonera uczestnik Euro 2016 (bardziej w formie turystycznej niż piłkarskiej, ale jednak) miał w słabiutkim Frosinone odnaleźć bezpieczną przystań i ustabilizować swoją pozycję jako zawodnika na poziomie Serie A. Wychodzi jednak na to, że pisane jest mu regularne i wysoko oceniane granie najwyżej na zapleczu włoskiej ekstraklasy. W elicie, nawet jeśli gra, to prezentuje się kiepsko.

Salamon musi się z tym pogodzić i wkrótce wylądować piętro niżej, albo po prostu zmienić klimat. Na przykład na bardziej mroźny. Wiele się plotkowało o jego transferze do Rosji. Ostatecznie sprawa upadła, ale temat może wkrótce powrócić.

POCZĄTEK SEZONU NA: MINUS

*

KRZYSZTOF PIĄTEK (10.)

piatek

źródło: transfermarkt

Opinia przed sezonem: Piątek, nawet jeśli spełni się wyjątkowo czarny scenariusz i ligę zacznie na ławce, to i tak będzie pojawiał się na boisku dość często. Wielu fachowców już teraz nie może doczekać się jego występów, mieszcząc go na liście najgorętszych transferów minionego Mercato. U nas Krzysztof na, mimo wszystko dość odległej, dziesiątej lokacie. Bo szaleństwo strzeleckie podczas okresu przygotowawczego imponuje, jasne. Jednak Serie A już wielu takich Piątków widziała i odprawiła z kwitkiem.

*

Złośliwi zaczynają już liczyć Piątkowi mecze bez strzelonej bramki, niejako w kontrze do tych, którzy po piorunującym początku sezonu dawali się omamić plotkom o rychłym transferze Polaka do Barcelony w miejsce starzejącego się Luisa Suareza. Ale na punkcie napastnika z Genui oszalał cały piłkarski świat, nie tylko Polska. Oszalała prasa włoska, oszalała hiszpańska. Być może nawet bardziej niż my, wszakże hiszpańscy czy włoscy dziennikarze nie widzieli ani jednego marnego występu Polaka w jakimś paździerzowym starciu ekstraklasy. Postrzegali go tylko przez pryzmat meczów we Włoszech, a tam Piątek wyrobił sobie z miejsca markę nielichego bombardiera.

Nie ma się zatem co dziwić temu całym wariactwu – patrząc na dorobek strzelecki, były napastnik Cracovii zaliczył lepsze wejście do Serie A niż Cristiano Ronaldo. A to już o czymś świadczy.

Ostatnio wyhamował, ale może to i dobrze. Bo teraz naprawdę się dowiemy, na co go stać. Na ile dojrzałym jest napastnikiem, a na ile leciał na fali euforii. Ostatecznie nie od dziś i nie od wczoraj w piłkarskim świecie obowiązuje „prawo keczupu”, sformułowane onegdaj przez Ruuda van Nistelrooya. Sprowadza się ono do tego, iż napastnikowi najtrudniej jest przełamać kiepską passę strzelecką, a kiedy już mu się to uda, bramki wpadają jedna po drugiej. Ciekną tak jak keczup z porządnie wstrząśniętej tubki.

Dla Piątka, niezależnie od aktualnego dorobku, świetnym wynikiem będzie piętnaście goli w sezonie ligowym. Naprawdę – świetnym. Markę w Serie A i tak już zresztą sobie wypracował. Bardzo możliwe, że duży transfer w zimowym okienku transferowym go nie ominie, nawet jeżeli do przyszłego roku nie trafi do siatki ani razu. Ostatecznie Genoa to ligowy przeciętniak, gdzie naprawdę nie jest łatwo podrasować dorobek strzelecki. Piątek w kolejnych meczach dochodzi do sytuacji, ostatnio brakowało trochę szczęścia i skuteczności. Nie ma jednak powodów do paniki – trzeba cierpliwie czekać, aż keczup znów wystrzeli z pojemnika.

Dziewięć goli w dwunastu kolejkach to wciąż oszałamiający rezultat.

POCZĄTEK SEZONU NA: PLUS

*

MARIUSZ STĘPIŃSKI (9.)

stepiski

źródło: transfermarkt

Opinia przed sezonem: Do tej pory największym problemem Stępińskiego podczas jego włoskiej przygody była sinusoidalna forma. Mariusz potrafił zagrać dwa dobre spotkania, by potem na kolejne cztery kompletnie zniknąć. Nagle się obudzić i znów na długo zasnąć. Ta tendencja przebija się zresztą przez całą jego seniorską karierę. Dlatego mimo wszystko nie zdziwimy się, jeśli Stępiński prędzej czy później trafi na ławkę. Aczkolwiek za wywalczenie na starcie sezonu miejsca w pierwszym składzie, mając konkurencję w osobach Manuela Pucciarellego, Aliego Sowe’a (w poprzednim sezonie 26 goli dla Skenderbreu Korce) i Filipa Djordjevicia, przyznajemy duży plus.

*

Trudno jednoznacznie ocenić Mariusza Stępińskiego. Były zawodnik Wisły Kraków z lubością punktuje największe firmy we Włoszech – sezon zaczął od ukąszenia Juventusu, później przygrzmocił również bramkę Romie. W poprzednim sezonie zdarzało mu się już skaleczyć Napoli, Inter i Milan. Więksi piłkarze od niego chcieliby mieć w dorobku gole strzelone tak niebagatelnym ekipom.

Brak Polakowi regularności, ale z drugiej strony – czy w takim klubie jak Chievo napastnik ma w ogóle możliwość, żeby regularnie trafiać do siatki? Stępiński nie jest typem piłkarza, który weźmie na siebie akcję, minie jednego, drugiego, strzeli i przesądzi o losach meczu. To jest napastnik, któremu trzeba wypracować klarowną sytuację do uderzenia i on ją wówczas z dużą dozą prawdopodobieństwa zamieni na gola, bo kropnięcie wyrobił sobie naprawdę potężne i precyzyjne. Jednak w Chievo rzadko ma okazję, by z tego atutu skorzystać.

Ostatnio media wspominają o tym, że Stępińskim interesuję się Fiorentina. To byłoby wielkie wyzwanie, być może nawet zbyt wielkie, ale z drugiej strony… Polski napastnik, o ile wywalczyłby sobie miejsce w wyjściowej jedenastce Violi (to by było w całym tym interesie najtrudniejsze), mógłby zademonstrować pełnię swoich talentów strzeleckich. Jeżeli dorzuci w Weronie jeszcze kilka trafień, to kto wie, być może pogłoski przerodzą się w transferową ofertę. Na razie jednak powinien się skoncentrować na tym, by odbić Chievo od dna.

POCZĄTEK SEZONU NA: FIFTY/FIFTY

*

DAWID KOWNACKI (8.)

kownacki

źródło: transfermarkt

Opinia przed sezonem (Michał Borkowski): Fabio Quagliarella już chyba będzie grywał jako dziesiątka. Jasne, że w tamtym sezonie zanotował najlepszy sezon w karierze, biorąc pod uwagę gole i asysty. Jednak to jest przede wszystkim świetny partner do gry w ataku, choćby właśnie z Kownackim. Mówi się we Włoszech, że to były piłkarz Lecha ma być pierwszym wyborem trenera na pozycji numer dziewięć. Wszystko się będzie sprowadzało po prostu do jego formy. Plus jest oczywiście taki, że Kownacki to wciąż zawodnik bardzo młody. Faktycznie – bardzo w klubie ceniony jako talent. Mają tam zamiar na nim godnie zarobić. Więc nawet w przypadku serii słabszych występów, nie będą go tak skreślać, tylko spróbują podbudować.

*

Dawid Kownacki to kolejne z potężnych rozczarowań, jeżeli chodzi o Polaków w Serie A. To miał być jego sezon – ten, w którym wskoczy wreszcie do wyjściowej jedenastki Sampdorii. Tymczasem Kownaś z kretesem przegrywa rywalizacją o miejsce w składzie z zawodnikami, po których – głównie z racji wieku – obiecywano sobie w Genui zdecydowanie mniej. Patrząc pod kątem rozegranych minut – były zawodnik Lecha Poznań jest napastnikiem numer cztery w hierarchii trenera Marco Giampaolo. Miał być jego pierwszym wyborem, więc jest to sytuacja okrutnie słaba.

Na końcówki spotkań wchodzi prawie zawsze. To dowodzi, że chcą go w Sampie rozhulać, napompować. Chcą mu dać szansę, podtrzymać kroplówkę z nadzieją na regularne występy. Ale coraz więcej pojawia się pod adresem Kownackiego głosów jednoznacznie krytycznych.

To już nie jest nabuzowany snajper, który każdą minutę spędzoną na boisku chce za wszelką cenę wykorzystać. Który szarpie, rozbija się z obrońcami, walczy. Brakuje mu ostatnio pazerności na gole. Włoskie media określają wręcz Dawida mianem „rozleniwionego rezerwowego”, podkreślają jego kłopoty z przygotowaniem mentalnym. To zupełne przeciwieństwo Gregorie Defrela, z którym Kownaś rywalizuje o miejsce w składzie. Wypożyczony z Romy napastnik słynie nie tylko z bramkostrzelności i dynamiki, ale i niesamowitej waleczności. I tymi cechami góruje nad Polakiem.

O ewentualnym transferze, czy nawet wypożyczeniu, mowy być nie może. W Sampie nadal pokładają w Kownackim zaufanie i zdają się cierpliwie czekać na rozkwit jego talentu. Ale – czego uczy przykład Drągowskiego – wiecznie czekać nie będą.

POCZĄTEK SEZONU NA: MINUS

*

ŁUKASZ TEODORCZYK (7.)

teodor

źródło: transfermarkt

Opinia przed sezonem (Michał Borkowski): Dzisiaj podstawowym napastnikiem Udinese jest Kevin Lasagna, ale gość fajniej się nazywa niż gra. Choć trochę tych bramek oczywiście strzelił, bodaj dwanaście w poprzednim sezonie. Trafił do zespołu również Felipe Vizeu, młody chłopak z Brazylii. Myślę, że kwestia walki o skład sprawdzać się będzie w przypadku Teodorczyka do wygryzienia Lasagni. Napastnika w najlepszym wypadku solidnego. Na pewno dobry wybór managera Teo, żeby akurat w Udinese go ulokować.

*

No cóż, Udinese miało być dla Teodorczyka całkiem niezłym wyborem. Konkurencja do gry na szpicy raczej średniej klasy, drużyna preferująca dość proste granie, unikająca koronkowych kombinacji. Świetne miejsce dla takiego napastnika jak Teo, żeby się odbudować i strzelić kilka bramek, zakotwiczyć na włoskim podwórku. A jednak – miejsca w składzie nie udało się reprezentantowi wywalczyć. Łukasz wchodził na boisko z ławki, zazwyczaj z jakąś nieprzyjemną misją wyznaczoną przez trenera – powalczyć, zastawić się, zrobić dobry wyblok przy stałym fragmencie gry.

Jeżeli chodzi o tego typu zdania, napastnik wywiązywał się z nich przyzwoicie. Ale nie dawał od siebie nic ekstra, o czym najlepiej świadczy zerowy dorobek goli i asyst. Do tego przypałętała się kontuzja pachwiny, wskutek której były zawodnik Lecha będzie pauzował aż do stycznia. Stawia to pod olbrzymim znakiem zapytania ewentualne powodzenie całej tej włoskiej przygody. Tym bardziej, że w Udinese wciąż trwają zawirowania organizacyjne i diabli wiedzą, kto będzie w styczniu tę drużynę prowadził.

POCZĄTEK SEZONU NA: MINUS

*

KAROL LINETTY (6.)

lietyy

źródło: transfermarkt

Opinia przed sezonem: W poprzednich rozgrywkach reprezentant Polski w barwach Sampy rozegrał 29 meczów, 21 razy wychodząc na boisko w pierwszym składzie. Teoretycznie jego rola powinna wzrosnąć wobec odejścia Lucasa Torreiry do Arsenalu. Jest ostatecznie zawodnikiem ogranym, zna na pamięć system taktyczny Sampdorii. Ale to nie jest niestety takie proste. Latem do zespołu dołączyli bowiem Jakub Jantko, Albin Ekdal i Ronaldo Vieira, a druga linia Sampy, w której cały czas są przecież Denis Praet i Edgar Bareto, stała się tym samym najmocniej obsadzoną formacją w zespole.

*

– Wiadomo, że Karol był tym troszeczkę trafiony – powiedział podczas „media day” Bartosz Bereszyński, komentując brak powołania do kadry dla Karola Linettego. – Chyba każdy by był. Cztery lata notorycznych powołań i nagle go nie dostaje. Musi sobie to poukładać, ja też z nim porozmawiałem. Powiedziałem mu, że to tylko jedno powołanie i trener chciał mu dać sygnał, żeby się zmotywował. Nie mówię, że w Sampdorii. Ale w reprezentacji Karol musi wejść na ten poziom, na którym gra w klubie. Jestem przekonany, że zadziała to na niego motywująco.

Cóż – Bereś trafił w punkt. Gdyby jego klubowy kolega grał w kadrze na poziomie, z którego go znają we Włoszech, to mielibyśmy naprawdę w reprezentacji pociechę ze świetnego, bardzo walecznego środkowego pomocnika. Choć było przed sezonem sporo wątpliwości jeżeli chodzi o Linettego – zwiększyła się w Sampie konkurencja, jeżeli chodzi o środek pola, przybyło Polakowi klasowych rywali. Nawet biorąc pod uwagę odejście Lucasa Torreiry. A jednak Karol bez problemu się z konkurentami uporał i stanowi o sile swojej drużyny.

Przyczepić się można chyba wyłącznie do nadmiaru niepotrzebnych fauli i do zachowawczej postawy w ofensywie, ale to drugie wynika też z ciasnych kajdanów taktycznych, w jakie zakuwa swych podopiecznych Marco Giampaolo. Sampdoria po prostu gra defensywnie.

Linetty gra natomiast bardzo dobrze w odbiorze, po przechwycie nieźle inicjuje akcje zaczepne, a przede wszystkim – doskonale rozumie specyficzny system gry Sampy i perfekcyjnie wywiązuje się z założeń taktycznych, dyktowanych mu przez szkoleniowca. Wciąż brakuje mu liczb, brakuje bramek i asyst. Ale jego pozycja w klubie – wbrew przewidywaniom – nie spadła, a może się nawet poprawiła. Zupełne przeciwieństwo reprezentacji, co musi mieć jakieś podłoże psychologiczne, bo trudno to jakkolwiek inaczej wyjaśnić.

POCZĄTEK SEZONU NA: PLUS

*

ŁUKASZ SKORUPSKI (5.)

skorupski

źródło: transfermarkt

Opinia przed sezonem: Postawiliśmy byłego zawodnika Romy na dość wysokiej lokacie. Z jednej, banalnej przyczyny. Jest właściwie w stu procentach pewne, że Polak będzie grał w pierwszym składzie. Co prawda w składzie ligowego przeciętniaka, ale to mimo wszystko ciekawsza opcja, niż grzanie ławy u potentata. Ostatecznie Skorupski jest za młody, żeby wejść w buty kultowego Bogdana Lobonta. Przypomnijmy, że rumuński weteran przez dziewięć sezonów pobytu w Rzymie zagrał w Serie A oszałamiającą liczbę dwudziestu dwóch meczów. Ambicje Skorupskiego sięgają wyżej, więc Wieczne Miasto pożegnał bez żalu.

*

Zgodnie z przewidywaniami – Skorupski jest podstawowym bramkarzem w Bolonii. Na pewno nie robi takiej furory jak przed laty, gdy podczas wypożyczenia do Empoli wyrósł na czołowego bramkarza Serie A. Niemniej, jego postawę można zamknąć w jednym słowie – „solidność”. Nie zardzewiał na ławce rezerwowych Romy, aczkolwiek trudno po jego występach wnosić, że jeszcze kiedyś przyjdzie mu regularnie bronić w klubie tak dużego kalibru jak Giallorossi.

Za wielu punktów swojemu zespołowi nie wybronił, meczów kolegom również nie przegrywa. Wrócił do regularnego grania i to zapewne pozwoli mu zapewnić sobie bluzę trzeciego bramkarza reprezentacji. I tyle, na więcej chyba Skorupskiego w tej chwili nie stać.

POCZĄTEK SEZONU NA: PLUS

*

ARKADIUSZ MILIK (4.)

milik

źródło: transfermarkt

Opinia przed sezonem: W Napoli Arek musi spodziewać się ostrej rywalizacji o miejsce w składzie z Driesem Mertensem, ale póki co raczej wychodzi z niej zwycięsko. Po pierwsze, Belg może występować też jako boczny napastnik i chyba właśnie tam widzi go Ancelotti. Po drugie, Mertens – w przeciwieństwie do Milika – ma za sobą wyczerpujący mundial i na razie nie jest jeszcze w pełni formy fizycznej. To z kolei sprawia, że Polak ma trochę czasu, by wypracować porządny handicap, na którym może dojechać nawet do końca sezonu.

*

– Kim jest Milik teraz? – pytał Vincenzo Credendino z Calcionapoli24 TV w ROZMOWIE z Pawłem Paczulem – Napastnikiem z Ajaksu, który w Eredivisie był w topie strzelców, czy pechowcem, który przeżył dwie ciężkie kontuzje w Napoli? Fakty są takie, że cztery gole w ciągu 718 minut stawia Milika poniżej wszystkich innych czołowych strzelców czołowych drużyn – Higuaina, Ronaldo, Icardiego, Immobile – a także poniżej Driesa Mertensa, z którym Polak walczy o skład. Jednak poza tym Milik ma wiele świetnych cech: dobrą fizyczność, czutkę w polu karnym, szybkość, która przy jego budowie ciała jest dobra. Być może Napoli nie potrzebuje lepszego piłkarza, a po prostu Milika z większą pewnością siebie.

Trudno na tę ostatnią refleksję znaleźć odpowiedź. Milik startował u Carlo Ancelottiego jako pewniak, miał być podstawowym napastnikiem Napoli w ustawieniu 4-3-3. Jednak Carletto prędko zweryfikował swoje pierwotne pomysły taktyczne, zaczął stawiać na dwójkę napastników, bez klasycznego numeru „9”. I nie da się ukryć, że duet Insignie – Mertens wygląda o niebo lepiej od duetu Insignie – Milik.

Aktualna taktyka Napoli wymaga od zawodników ogromnego zaawansowania technicznego i błyskotliwej gry na małej przestrzeni. Milik takimi atutami po prostu nie dysponuje. Jest dziewiątką, wyczekuje na podania, ustawia się pod dośrodkowanie. Ale super-skuteczny również nie jest, partaczy grubo ponad połowę swoich strzałów na bramkę.

Najważniejsze dla neapolitańczyków mecze, najbardziej prestiżowe starcia w lidze i kluczowe potyczki w Champions League, polski napastnik rozpoczyna na ławie. To jest fakt. Zaś Aurelio De Laurentiis, właściciel Napoli, coraz częściej smali cholewki do Edinsona Cavaniego. I ogłasza, że jego drużyna potrzebuje snajpera zdolnego zapewnić trzydzieści trafień w sezonie. Milik do tego zdolny nie jest. I być może jego przygoda z Neapolem właśnie dobiega końca, choć przyjście Ancelottiego miało przecież oznaczać jej nowy, piękniejszy etap.

POCZĄTEK SEZONU NA: MINUS

*

BARTOSZ BERESZYŃSKI (3.)

bereszynski

źródło: transfermarkt

Opinia przed sezonem: Na temat Bereszyńskiego nie ma sensu specjalnie się rozpisywać. W Sampdorii występy ma gwarantowane, bo Jacopo Sala czy Gabriele Rolando to aktualnie dla niego żadna konkurencja Przewidujemy więc, że znów przez cały sezon będzie imponował swoim wybieganiem oraz końskim zdrowiem.Naszym zdaniem Sampdoria to nie jest jego ostatnie słowo. Bartek to wzorcowy przykład polskiego piłkarza, który robi pozostałym dobrą reklamę i skłania skautów z Serie A, żeby bukowali bilety lotnicze do Poznania, Warszawy, Krakowa czy Gdańska.

*

Tutaj akurat nie pomyliliśmy się ani trochę – Bartek Bereszyński wciąż jest w Sampdorii pewniakiem, wciąż zbiera dobre noty i wciąż pracuje na konkretny transfer. Ma niepodważalną pozycję w klubie, wyrobił sobie świetną markę w lidze. Modelowa kariera, bez dwóch zdań. Jeżeli nie przyplączą się tutaj żadne kontuzje, to tylko patrzeć, aż wymarzone przenosiny do jednego z czołowych klubów Serie A dojdą wreszcie do skutku.

Brakuje mu oczywiście asyst, ale nie należy zapominać, że wynika to ze sposobu gry zespołu. W Sampdorii boczny obrońca gra trochę w starym stylu, koncentrując się często przede wszystkim na defensywie. To zupełnie wbrew naturze Bartosza, ale z drugiej strony pozwoliło mu nieprawdopodobnie rozwinąć się w aspektach defensywnych. Bereszyński zdecydowanie wyrasta na kompletnego bocznego obrońcę.

POCZĄTEK SEZONU NA: PLUS

*

PIOTR ZIELIŃSKI (2.)

zielinski

źródło: transfermarkt

Opinia przed sezonem (Bartek Szulga): Piotr Zieliński ma to do siebie, że potrafi rzucić piłkę na poziomie Leo Messiego, odpalić drybling w stylu wczesnego Cristiano Ronaldo… A po tym wszystkim zniknąć na kolejne 60 minut meczu. Zawodnicy o takich przypadłościach nie mają co liczyć na miejsce w podstawowej jedenastce klubu na poziomie Napoli. Jeśli Polak nie zacznie wreszcie grać odważniej i nie zacznie brać na siebie ciężaru rozegrania akcji, to obawiam się, że przylgnie do niego łatka właśnie takiego wiecznego rezerwowego. Gościa, którego trenerzy wpuszczają z nadzieją, że w końcowej fazie spotkania akurat zaprezentuje coś magicznego i odmieni wynik.

*

Poszukiwanie stabilizacji formy w karierze Piotra Zielińskiego to jak poszukiwanie igły w stogu siana. Kolejny sezon – kolejny raz ta sama śpiewka o kłopotach z mentalnością. Zieliński – podobnie jak Milik – zaczął granie u Ancelottiego z olbrzymim kredytem zaufania i podobnie jak kolega z reprezentacji w błyskawicznym tempie ten kredyt przepierdzielił na kolejne bezbarwne występy.

Efekt? Mamy połowę listopada, a Piotrek coraz częściej bywa pierwszym piłkarzem do zmiany, coraz częściej wciela się w rolę dwunastego zawodnika w składzie. Czyli – pierwszego do wpuszczenia z ławki. Nie na to liczyliśmy, czytając peany pochwalne na jego cześć, płynące z klubu przed sezonem.

Być może na pewność siebie polskiego pomocnika korzystnie wpłynie podpisanie nowej, naprawdę tłustej umowy z Napoli. Gwiazdorskie zarobki i olbrzymia kwota odstępnego mają zapewnić Zielińskiego, że wszyscy w klubie naprawdę wierzą w jego niezwykły talent i czekają, aż wreszcie chwyci lejce i drużyna zacznie grać tak, jak on ze środka pola zadecyduje. Zielu wciąż ma z tym kłopot – brakuje mu naturalnych cech przywódczych i boiskowej charyzmy, która pozwoliłaby mu skutecznie dyrygować grą drużyny.

Podobnej nieśmiałości pozbawiony jest Fabian Ruiz, konkurent Polaka do gry w wyjściowej jedenastce Napoli. Hiszpan do nowego zespołu wjechał razem w futryną, choć naprawdę trudno go uznać za piłkarza wyszkolonego lepiej niż Zieliński. Nic z tych rzeczy. Ale Ruiz ma sobie głód, którego Zielińskiemu ewidentnie brak, co jaskrawo widać również w meczach reprezentacji Polski. Jeżeli tego głodu w sobie Piotr nie wyzwoli, to może już z siebie łatki „dwunastego zawodnika” nigdy nie odkleić.

POCZĄTEK SEZONU NA: FIFTY/FIFTY

*

WOJCIECH SZCZĘSNY (1.)

szczesny

źródło: transfermarkt

Opinia przed sezonem (Michał Borkowski): Sytuacja w klubie jest taka, że numerem jeden jest po prostu Wojtek. Wszystko zależy od niego. Jeżeli uniknie baboli, głupich czerwonych kartek, które kiedyś mu się częściej przytrafiały – będzie w porządku. Natomiast Mattia Perin tylko czyha na to, żeby go zastąpić. Jeśli do tego dojdzie, to nie na chwilę. Wtedy Włoch może przejąć miano podstawowego golkipera już na dobre.

*

Rola następcy Gigiego Buffona to duża rzecz, ale Wojtek Szczęsny jak na razie zastępuje słynnego Włocha z całkiem niezłym skutkiem. Oczywiście, jak to w jego przypadku – bywają mecze, gdy zachwyca cudownymi interwencjami, ale pojawiają się też takie, po których spada na niego lawina krytyki. Jak choćby po starciu Juve z Manchesterem United w Lidze Mistrzów.

Ot, cały Szczęsny. Raz puści lekko śmierdzącego gola z rzutu wolnego, żeby zaraz potem wybronić rzut karny. Taki jego urok.

Niemniej – dobrych momentów Polaka wciąż jest więcej niż tych kiepskich. I dopóki taka proporcja się utrzyma, Mattia Perin pozostanie przyspawany do ławki rezerwowych. Tym bardziej, że Szczęsny złapał już naprawdę świetny kontakt z Chiellinim i Bonuccim, co wielokrotnie chroniło Starą Damę przed głupią stratą piłki. Jeżeli coś sprawie działa – co widać po wynikach w lidze – to naprawdę nie ma sensu przy tym grzebać i z takiego założenia zapewne wychodzi Massimilano Allegri, nawet gdy Szczęsny coś tam czasem nabroi.

POCZĄTEK SEZONU NA: PLUS

*

Siedem minusów, tylko pięć plusów i trzy przypadki, w których na dwoje babka wróżyła. Można było oczekiwać chyba ciut więcej od biało-czerwonej kolonii w Serie A. Na pewno brakuje pozytywnych zaskoczeń wśród piłkarzy, wobec których mieliśmy najmniejsze oczekiwania. Nie odpalił właściwie żaden z zawodników, których ustawiliśmy w rankingu poniżej szóstego miejsca. Wyjątkiem tylko Krzysztof Piątek, lecz jego niezłe występy mimo wszystko można było przewidzieć, obserwując bombową postawę w sparingach i krajowym pucharze.

Wychodzi na to, że szaleńcza moda na Polaków w Serie A może się wkrótce zakończyć. Zasadzała się ona na opinii, na którą zapracowali Bereszyński, Linetty, Zieliński czy Glik. Że piłkarz z polskiej ekstraklasy jest tani, ale gra na przyzwoitym poziomie, a przy tym jest pracowity i pojętny.

Ostatnie okienko transferowe trochę tę reputację nadszarpnie. To znaczy, polscy piłkarze nadal są tani. Nawet cztery bańki za Recę nie robią przecież na nikim we Włoszech specjalnego wrażenia. Tylko z resztą zalet bywa niestety różnie.

fot. Newspix.pl