„Dziewczynie nie wypada” – mówią. A co ja, jakaś inna jestem?
Weszło Extra

„Dziewczynie nie wypada” – mówią. A co ja, jakaś inna jestem?

Na trwający właśnie kurs UEFA Pro aplikowało grubo ponad stu trenerów. Ostatecznie zakwalifikowano 25 osób – w tym uznane nazwiska byłych ekstraklasowiczów (Vuković, Djurdjević, Sobolewski), obiecujący trenerzy młodzieży, szkoleniowcy pracujący w III lidze i… ona. Nina Patalon. Była piłkarka, była trenerka Medyka Konin, a obecnie selekcjonerka reprezentacji U17 kobiet, uczestniczka programu mentorskiego FIFA.

Porozmawialiśmy o zawziętości i walce o własne marzenia w męskim świecie piłki, o społecznych kajdanach na kobiecych rękach („usłyszałeś kiedyś od piłkarza, że po zakończeniu kariery nie pójdzie na kurs trenerski, bo musi zająć się dziećmi?”), o realiach żeńskiej piłki (na jedną z operacji, gdy grała jeszcze w Medyku, jej matka musiała wziąć kredyt), o szansach na trenerkę w męskiej szatni, o talentach, o pogoni polskiej piłki za tą zagraniczną. – Nie jesteśmy krajem feministycznym, kultywuje u nas wychowanie typu „bądź dobrą żoną i matką, twoje zdanie się nie liczy, słuchaj męża”. Kultura „nie rób, dziewczynie nie wypada”. Dlaczego nie wypada dziewczynom chodzić po drzewach? Co ja, jakaś inna jestem? Albo „nie noś spodni, bo nie wypada”. Guzik, a nie „nie wypada” – mówi Patalon.

***

Jak to jest być lodołamaczką?

– Z jednej strony to trudne, ale ja od dziecka byłam rzucana w takie sytuacje, gdzie musiałam o coś walczyć albo z kimś walczyć. Dorastałam w męskim towarzystwie – młodszy brat, mnóstwo kuzynów, koledzy. Oni grali w piłkę, to i ja grałam w piłkę. Ale musiałam im czymś zaimponować, by chcieli mnie zabierać na boisko. Idziemy połazić po drzewach? Okej, ale pokaż Nina, że potrafisz wejść najwyżej. Tak było odkąd pamiętam. I gdy zaczęłam kopać piłkę, to patrzono na mnie jak na dziwoląga. Działdowo czy Filice lat ’90, gdzie dorastałam to nie było najlepsze miejsce do rozpoczynania kariery w piłce nożnej kobiet. Zresztą te ponad 20 lat temu mało które miejsce było ku temu dobre.

I jak się było tą jedyną dziewczyną na boisku?

– Od samego początku to była walka o akceptacje ze strony chłopaków. Ale po coś to było. Przez te lata poznałam mechanizmy, które funkcjonują w męskich grupach i dzisiaj nie mam z tym najmniejszego problemu. Jadę na kurs UEFA Pro, gdzie jest 24 mężczyzn-trenerów, ja jedna trenerka i nie czuję się niekomfortowo, bo to rodzime podwórko nauczyło mnie tego, że pierwiastek żeński w męskim gronie nie musi być wyobcowany. Zresztą na tym kursie jest mnóstwo świadomych, dojrzałych i otwarty facetów, którzy nie patrzą na mnie jak na ufoludka. Nie czułam bariery, granicy. Z miejsca było podejście „okej, jesteśmy wszyscy trenerami, dyskutujmy, debatujmy, mamy trenerów z Ekstraklasy i III lig, każdy jest ważny więc nie szukajmy różnic”. Zresztą nawet jeśli byłabym pod lupą ze względu na to, że jestem kobietą, to ja już się trochę przyzwyczaiłam do tego, że jestem pod specjalną obserwacją. Jako 24-latka trenowałam Medyk Konin w Ekstralidze kobiet i też każdy się dziwił, że nie dość, że kobieta, to młoda.

Co było trudniejsze – wejście 10-letniej Niny na boisko w Działdowie czy wejście 32-letniej Niny na kurs UEFA Pro?

– Zdecydowanie trudniej było mi, gdy byłam mała i wchodziłam do męskiego świata. – Po co ona gra w piłkę? Lalkami nie może się bawić? – pytali. Tata co weekend zabierał nas na te ligi lokalne. Podawałam piłki na tych meczach. W pewnym momencie tą piłką zaczęłam żonglować i spodobała mi się gra sama w sobie. Ale nie bardzo miałam gdzie iść – chłopaki krzywo patrzyli, o drużynie dziewcząt nikt nie myślał. Ludzie też musieli się otrzaskać z tym, że dziewczyna kopie piłkę. Zajęło to z trzy-cztery lata, gdy moja obecność na boisku przestała dziwić. Grałam zatem normalnie z chłopakami.

Ich opór był wyraźny?

– Na początku tak. Nie wiedzieli jak wobec mnie się zachowywać, a poza tym bali się też reakcji innych. Bo koledzy powiedzą „eeeej, ale z wami gra dziewczyna”. Na początku się buntowali. To co miałam robić? Trzeba było powalczyć o akceptację i docenienie. Z piłką spędzałam po 7-8 godzin dziennie. Od znajomych rodziców dostałam książkę, z której uczyłam się techniki. W pewnym momencie – tak około dwunastego roku życia – po prostu kolegów z zespołu przerastałam. Nie trenowałam w klubie, sama organizowałam sobie treningi na podwórku. W drugiej klasie gimnazjum bywały takie sytuacje, gdy szkoła jechała na turniej piłkarski, a mnie nie był w kadrze, bo organizator zastrzegł sobie, że to ma być turniej dla chłopców. Koledzy z rocznika chodzili wtedy do nauczyciela wf-u i pytali „dlaczego Nina nie może jechać? Przecież by nam pomogła”. Specjalnie dla mnie w szkole zrobili więc drużynę dziewczyn i nazwoziliśmy do szkoły mnóstwo pucharów, bo wszystko wygrywałyśmy. Dziś kłaniam się dyrektorowi, pani Ani Dąbrowskiej od wf-u, że docenili tamte starania. Wówczas młody wuefista Grzegorz Efczyński był zaskoczony, że gram z chłopakami, a dzisiaj utworzył zespół UKS Orlik Burkat, gdzie powstała jedna z najlepszych szkolnych drużyn dziewczyn w warmińsko-mazurskim.

Starogard Gdanski, 04.10.2018 SPORT PILKA NOZNA KOBIET TURNIEJ ELIMINACYJNY ELIMINACJE MISTRZOSTW EUROPY U17 MECZ SLOWACJA - POLSKA --- SPORT WOMAN FOOTBALL QUALIFICATION TOURNAMENT EUROPEAN WOMENS UNDER 17 CHAMPIONSHIP 2019 QUALIFYING ROUND QUALIFICATIONS MATCH SLOVAKIA - POLAND --- NZ polska lawka rezerwowych poland bench , trener nina patalon coach , zuzanna radochonska , natalia padilla bidas , amelia binkowska , katarzyna kaluzna , wiktoria wrobel , marta kazmierczak , natalia wrobel , alicja sokolowska , klaudia homa , hymn anthem , FOT. GRZEGORZ RADTKE / 058sport/NEWSPIX.PL --- Newspix.pl *** Local Caption *** www.newspix.pl mail us: info@newspix.pl call us: 0048 022 23 22 222 --- Polish Picture Agency by Ringier Axel Springer Poland

Jak to się stało, że trafiła pani do Ekstraligi?

– Miałam za dużo lat, by grać w kadrze województwa, prowadzonej przez Marka Borkowskiego. Trener, który znał mniej z tamtej reprezentacji, znał też Romana Jaszczaka, który działał już w Medyku Konin. Pojechałam na turniej, wysłali mnie do Konina i tam już zostałam na dwanaście lat.

Dwanaście lat, z czego część spędzona na boisku, ale i część w gabinetach lekarskich i przy linii bocznej jako trener.

– Siedem operacji. Poważnych. Po tej ostatniej – złamaniu nogi z przemieszczeniem – uznałam, że to już nie ma sensu. W 2011 roku skupiłam się wyłącznie na trenowaniu, ale już pięć lat wcześniej zabrałam się za trenerkę. Zrobiłam papiery trenerskie, po liceum poszłam do Państwowej Wyższej Szkoły Zawodowej. W Koninie stworzyłam grupy dziecięce dla dziewczynek, które chciały się uczyć gry w piłkę. Wtedy to było eldorado, mało kto wtedy szkolił tak młode dziewczynki – zbudowaliśmy taką pierwszą sieć skautingu i staraliśmy się zapraszać na zajęcia każdą dziewczynkę, która gdzieś w regionie próbowała grać w piłkę z chłopakami. Tu zadzwonił trener, tu napisał ktoś znajomy. Tworzyliśmy coś na wzór akademii. Z takich naborów trafiła do nas Ewa Pajor, a łącznie cztery dziewczyny z rocznika, które w 2013 roku zostały mistrzyniami Europy U17.

Pamiętam pani młodą Pajor?

– Ewa została tak naprawdę do nas przywieziona przez swojego trenera Piotra Kozłowskiego. Ona pochodzi z Uniejowa, tam grała z chłopakami, ale trener Kozłowski szukał jej miejsca, gdzie mogłaby trenować z dziewczynami. Przerastała wszystkich umiejętnościami. „Wszystkich” – mam tu na myśli też chłopców. Pamiętam z opowieści Piotra taki turniej, gdzie był Widzew, ŁKS Łódź. Koniec zawodów, na scenę wychodzi śp. Włodzimierz Smolarek i czyta „królem strzelców został…” – tu chwilę się zatrzymał – „… Ewa Pajor”. I wychodzi krótko obcięta dziewczynka. Ewa przyjeżdżała dwa dni w tygodniu do nas, dwa dni w tygodniu trenowała u siebie w Uniejowie. Ja wtedy uczyłam się „trenerki”, Ewa uczyła się grać. Jako 13-latka przeniosła się już do Konina, namówiłam jeszcze jej siostrę Paulinę na grę w piłkę i obie trafiły do naszego internatu.

Dwanaście lat to ostatni moment, w którym dziewczynki mogą jeszcze rywalizować z chłopcami? Później chyba fizjologia robi swoje – chłopcy stają się silniejsi, szybsi, wyżsi.

– Dokładnie tak. To potwierdzone naukowo – do dwunastego roku życia dziewczynki mają średnio o około 40% lepsze zdolności kondycyjne od chłopców. Czterdzieści procent! Ale później ta różnica błyskawicznie się zaciera i chłopcy w ciągu kilku miesięcy przechodzą kolosalne zmiany. I teraz to oni są szybsi, bardziej wydolni, wyżsi, silniejsi, sprawniejsi od dziewczyn. Fizjologii nie oszukamy. To granica, za którą ta rywalizacja zespołów mieszanych nie ma już sensu. Do 12. roku życia faktycznie dziewczynki mogą śmiało grać z chłopcami i utalentowana piłkarka będzie wybijać się ponad poziom rówieśników płci przeciwnej.

Jak dziś wygląda rzeczywistość piłkarki w klubie z Ekstraligi?

– Wciąż trudno tu mówić o zawodowstwie. To postrzeganie się zmienia, bo ponad dekadę temu piłkarki Medyka Konin były uważane za niemalże profesjonalistki, bo dostawałyśmy kilkaset złoty stypendium miesięcznie. Natomiast gdzie tu mowa o profesjonalizmie, gdy po kontuzji dziewczyny musiały wykładać tysiące złotych na operacje czy rehabilitacje, po prostu klubów nie było stać na wsparcie czy pomoc. Powiem ci o moim przykładzie – gdy doznałam pierwszego poważnego urazu, to moja mama wzięła kredyt, żebym miała gdzie i jak się leczyć. Dzisiaj może pięć klubów maksymalnie ociera się o profesjonalizm. Często większość dziewczyn dostaje jakieś wynagrodzenie – na ogół są to stypendia na poziomie 400-500 złotych. Czyli to raczej zabawa w piłkę niż bycie sportowcem pełną gębą. No bo nazwiesz to profesjonalizmem?

Nie wystarczy na wynajem kawalerki.

– No właśnie. Trudno też mieć do kogoś pretensje. W mało którym klubie w Polsce piłkarka może żyć z piłki. I póki co jest to w pewien sposób naturalne, bo moda na piłkę kobiecą dopiero się buduje – zainteresowanie meczami piłkarek wymaga pewnego zaangażowania mediów, sponsorów, chociażby tych z branży tzw. kobiecych produktów czy marek.

Czyli jeśli chcesz żyć z piłki, to wyjeżdżaj czym prędzej na zachód?

– Tak, ale też dziewczyny widzą, że tam spotkają dużo wyższy poziom organizacyjny – bazy, zaplecza, logistyka, pełne sztaby szkoleniowe. Do tego rywalizacja na kompletnie innym poziomie. Dzisiaj w Ekstralidze różnica między czołówką, a resztą ligi jest duża. Zespół walczący o mistrzostwo ma tak naprawdę tylko kilka meczów na niezłym poziomie, bo poza tym jest wiele spotkań, które kończą się wynikami typu 7:0. Utalentowane dziewczyny wyjeżdżają, bo tutaj dobijają do sufitu i bardziej bez odpowiedniej rywalizacji się nie rozwiną. Przykład Ewy Pajor – ona mogła wyjechać z Polski jako 17-latka, ale nie czuła się mentalnie gotowa. Skończyła szkołę średnią i dopiero trafiła do czołowego klubu w Niemczech.

Ale mimo tego oczekiwania i tak musiała przejść blisko dwuletnią adaptację do warunków Bundesligi.

– Szefowie Wolfsburga mieli plan na Pajor – dali jej czas na rozwój motoryczny, czas na przygotowanie siłowe, czas na progres wydolnościowy. Przez pierwszy rok bardzo intensywnie pracowała i grywała w rezerwach VfL.
W Polsce mówiło się „największy polski talent nie łapie się na ławkę Wolfsburga”, a oni musieli nauczyć jej standardów pracy w profesjonalnej piłce. Przez ponad rok miała grywać w rezerwach, w trzecim roku miała wchodzić do pierwszej drużyny, w czwartym sezonie miała stać się podstawową zawodniczką Wolfsburga. I tak też się wszystko ułożyło. To też jak musi być przygotowywany talent, zanim trafi na najwyższy poziom. Do tego takie lekarskie sprawy, jak operacja wzroku. Tam pięć treningów w tygodniu było dla Ewy większym obciążeniem niż w Medyku tydzień pracy lub mecz. Inna intensywność wynikająca z różnicy poziomów.

Starogard Gdanski, 04.10.2018 SPORT PILKA NOZNA KOBIET TURNIEJ ELIMINACYJNY ELIMINACJE MISTRZOSTW EUROPY U17 MECZ SLOWACJA - POLSKA --- SPORT WOMAN FOOTBALL QUALIFICATION TOURNAMENT EUROPEAN WOMENS UNDER 17 CHAMPIONSHIP 2019 QUALIFYING ROUND QUALIFICATIONS MATCH SLOVAKIA - POLAND --- NZ trener nina patalon coach , sylwetka silhouette , FOT. GRZEGORZ RADTKE / 058sport/NEWSPIX.PL --- Newspix.pl *** Local Caption *** www.newspix.pl mail us: info@newspix.pl call us: 0048 022 23 22 222 --- Polish Picture Agency by Ringier Axel Springer Poland

Kompletnie inne obciążenia, inna organizacja. Nawet w męskiej piłce nie zdarza się, że klub bierze Polaka z Ekstraklasy i daje mu dwa-trzy lata na przystosowanie się do różnicy w intensywności.

– Pamiętajmy jednak, że Ewa była młodą 18-letnią zawodniczką z wielkim potencjałem, co oznacza że klub widząc talent, chciał w nią inwestować. Przemyślana decyzja klubu z wielkimi możliwościami.

A w Polsce zdarza się, że talenty zajeżdżamy?

– Nie kontrolujemy obciążeń. Do dwunastego/trzynastego roku życia dziecko powinno uprawiać wszelakie sporty. Ale później musi nastąpić specjalizacja w jednym, maksymalnie dwóch sportach.  A u nas chłopiec czy dziewczynka na przełomie szkoły podstawowej i szkoły średniej w poniedziałek jedzie na turniej w koszykówkę, we wtorek na unihokej, w środę na zawody w siatkówkę i w piątek na biegi przełajowe, wszystko nie jako dodatek czy uzupełnienie, ale najważniejszy start. Dodatkowo ma trzy treningi piłki w klubie i mecz w sobotę i gra w kilku zespołach. Kształtowanie koordynacji jest ważne, ale nie możemy zajeżdżać tych wybitnych. Mało tego znam przypadki dziewczynek, które w sobotę grają mecz o jedenastej, a później o szesnastej drugie spotkanie. Organizm się niszczy, przesadzamy z wysiłkiem i później nie ma szans na intensywność na specjalistycznych zajęciach. To nie są przykłady z kosmosu – niektóre juniorki grają dwa razy więcej meczów niż seniorki w Ekstralidze. I słyszę później – Ivan Rakitić zagrał 64 mecze w sezonie. A ja znam dziewczynki, które zagrały ponad osiemdziesiąt meczów w ciągu roku. Osiemdziesiąt! Okej, nie biegają po 12 kilometrów przez 90 minut, ale przecież dla nich organizmów to jest udręka.

Szczególnie, że liczba urazów u kobiet jest zdecydowanie wyższa niż u mężczyzn.

– Tak, bodaj o 68% częściej kobiet łapią urazy tkankowe, mięśniowe i więzadłowe. Ten aparat jest po prostu słabszy, taka natura. Znów wrócę do mojego przykładu, gdy jako wciąż młoda kobieta po kolejnych operacjach po prostu powiedziałam „dość”. Gdy po raz ósmy masz się kłaść na stole operacyjnym, to koniec końców uznajesz, że to zbyt dużo jak na twój organizm. A nie da się nadrobić trzech straconych sezonów – pod względem motorycznym to nierealne. Trenowałam lekkoatletykę, więc wejście na poziom Ekstraligi miałam bezbolesny. Ale każda kolejna kontuzja osłabiała ten potencjał.

Jak wyglądała pani ścieżka edukacyjna w trenerce? Przypuszczam, że kilkukrotnie bywało tak, że nie byli przygotowani na kursach na obecność kobiety.

– Miałam kurs trenera drugiej klasy, zrobiłam kurs UEFA B, później UEFA A. Na UEFA A w szkole trenerów też faktycznie byłam pierwszą kobietą w Polsce. Nie miałam ścieżek, po których mogłabym chodzić. Starałam się je deptać sama. Ostatnio byłam w Zurychu na wykładach FIFA o odpowiedzialności. Wiem, że ta odpowiedzialność wykracza daleko poza odpowiedzialność za siebie. I dziś dzwonią albo piszą do mnie dziewczyny, które widzą się w tym zawodzie. Skoro czasami mi ktoś życzliwy wysłał windę na dół, to dziś staram się tę windę też wysyłać kobietom, które chcą być dobrymi trenerkami. Stąd moja zasada, że u mnie w reprezentacji pierwszym asystentem zawsze jest kobieta. Dziewczyny są zbyt nieśmiałe. Nawet jeśli mają coś do powiedzenia, to czekają aż przemówią mężczyźni i tak zwlekają, zwlekają, aż wreszcie kończy się czas na przedstawienie swojego zdania.

To zjawisko wykracza poza sport.

– Oczywiście. To problem społeczny. Nie jesteśmy krajem feministycznym, kultywuje u nas wychowanie typu „bądź dobrą żoną i matką, twoje zdanie się nie liczy, słuchaj męża”. Kultura „nie rób, dziewczynie nie wypada”. Dlaczego nie wypada dziewczynom chodzić po drzewach? Co ja, jakaś inna jestem? Albo „nie noś spodni, bo nie wypada”. Guzik, a nie „nie wypada”. Nie mam i nigdy nie miała problemu z kobiecością. Lubiłam i nadal lubię sukienki. Ale gdy nie chciałam jej zakładać, to zostawała w szafie. Nie cierpiałam tego wszelakiego „musisz!”. Dlaczego coś wypada, a coś nie? Chciałam żyć w zgodzie ze sobą. Dzisiaj mogę podziękować rodzicom za wsparcie, którego mi udzielali. Mama to silny charakter i naprawdę wiele jej zawdzięczam. Jeśli narozrabiałam, to dostawałam ochrzan, ale nie na zasadzie „nie wypada ci jako dziewczynie”, tylko „nie wypada ci jako dobremu i porządnemu człowiekowi”. Mama powtarzała – jeśli masz swoje zdanie, to go broń, a jeśli chcesz robić coś, to rób to, ale ponoś konsekwencje swoich zachowań. To było bardzo ważne. Ludzie mówili „po co ta Nina w piłkę gra”. A moja mama na to „jakby chciała jeździć na słoniu, to niech jeździ”.

Kobiecość nie miała być barierą?

– Tak. I jeśli masz wsparcie w tym, co robisz, to czujesz się bezpieczniej. Zawsze czułam rękę na ramieniu, rodzice mnie zbudowali. Nawet jeśli na podwórku się śmiali, to w domu dostawałam zielone światło. Przez całe życie byłam oceniana przez pryzmat płci. Najpierw jest „ona”, a później to, co masz do powiedzenia.

Dzisiaj to podejście mamy stara się pani przełożyć na zawodniczki?

– W kadrze trudniej, bo z logistycznych względów jest to trudniejsze – mało czasu, rzadszy kontakt. Natomiast w klubie wielokrotnie pełniłam rolę wychowawcy dla tych dziewczynek. Zwłaszcza utkwił mi w pamięci ten rocznik 1996. Miałam pod opieką dwadzieścia 13-latek z całej Polski – ci rodzice mi zaufali. O szóstej kontrolowałam czy dziewczyny wstały na śniadanie w internacie. O 23 trzeba było sprawdzić, czy każda wróciła do pokoju. Duża odpowiedzialność. Także z tego względu, że tam były bardzo utalentowane piłkarki, cztery późniejsze juniorskie mistrzynie Europy. Dziś w reprezentacji też staram się pomagać zawodniczkom. Niektóre mają specyficzne problemy obok których nie możesz przejść obojętnie. Mam psychologa w reprezentacji, sama z psychologiem współpracuję. Wielokrotnie czegoś się wstydzę, coś mnie rani, coś robię źle. Ale przez lata się na to wszystko uodporniłam. I przede wszystkim ta śmiałość jest ważna – bo co się stanie, gdy popełnisz błąd? Nic. Gorzej jeśli uznasz, że nie warto robić nic. A kobiety boją się mówić głośno o swoich przekonaniach.

10.10.2018 MALBORK, STADION MIEJSKI PILKA NOZNA KOBIET (WOMEN FOOTBALL) DO MISTRZOSTW EUROPY KOBIET U17 (EUROPEAN WOMEN UNDER 17. CHAMPIONSHIP 2019 QUALIFING ROUND) MECZ (GAME) POLSKA - SZKOCJA (POLAND - SCOTLAND) NZ NINA PATALON FOTO TADEUSZ SKWIOT / CYFRASPORT / NEWSPIX.PL --- Newspix.pl *** Local Caption *** www.newspix.pl mail us: info@newspix.pl call us: 0048 022 23 22 222 --- Polish Picture Agency by Ringier Axel Springer Poland

Trenerka, wychowawca, ale i prywatnie też mama – trudno pogodzić to wszystko?

– Mama na pół etatu – mówią niektórzy. Jasne, że to trudno. Robię wszystko, by 3-4 dni w tygodniu spędzić w całości z synem. Staram się ten czas z dzieckiem wykorzystywać maksymalnie, bo zaraz pojadę na zgrupowanie, zaraz konferencja, zaraz obserwacje, zaraz kurs… Słuchaj, inaczej postawię sprawę. Kto częściej decyduje się na rolę opiekuna dziecka w domu, by partner mógł się realizować zawodowo?

Kobiety.

– No właśnie. Usłyszałeś kiedyś od piłkarza „po zakończeniu kariery nie pójdę na kurs trenerski, bo muszę zająć się dziećmi?”.

Nie przypominam sobie.

– A piłkarek z dobrym zapleczem pedagogicznym i talentem do trenerki jest wiele, ale po tym, jak kończą przygody z piłką, skupiają się na macierzyństwie i łapią pracę poza piłką. A przecież można dzielić się obowiązkami w domu, można liczyć na wsparcie rodziny. W społeczeństwie zakodowało się, że to matka musi rezygnować z kariery zawodowej. A przecież wcale nie musi. Może być dobrą trenerką i dobrą mamą jednocześnie, ale musi mieć wsparcie rodziny, partnera czy kogoś godnego zaufania.

Mam koleżankę w Płocku, Agnieszkę Gajdecką, kilkaset występów w reprezentacji Polski, dwójka dzieci, jej mąż jest koordynatorem grup dziecięcych w Wiśle Płock. Ona prowadzi treningi zespołów bambini. Mówię „Aga, ty zrobiłabyś papiery, mogłabyś być świetną trenerką bramkarek, byłaś wybitną postacią piłki kobiecej”. No, ale dwóch synów na głowie i czuje presję, że nie mogłaby pójść w trenerkę na maksa, ale rozumiem to i szanuję, bo każdy podejmuje najlepsze dla siebie decyzje i odpowiada ze swoje wybory.

Narazi się pani matkom, które w pełni poświęciły się wychowywaniu dzieci.

– Ale ja ich wyborów nie neguję! Doba ma 24 godziny, kiedyś trzeba spać, więc zawsze gdzieś cię zabraknie. Mam duży szacunek do matek, które wybierają macierzyństwo i oddanie się temu w całości. Ale właśnie – wybierają, a nie, że ktoś wybiera za nie. Moja mama w pewnym momencie poświęciła się w pełni dzieciom – była nas trójka rodzeństwa, brat miał problemy ze zdrowiem. I podziwiam mamę, że potrafiła poświęcić swoje marzenia, plany, cele.

No to o co chodzi z tą walką z rolą społeczną kobiety? O wolność wyboru, tak?

– Właśnie tak. Chciałbym, żeby kobiety w większym stopniu mogły żyć w zgodzie z własnym sumieniem. Ja bym nie potrafiła rzucić pracy, rzucić wszystkiego i poświęcić się wyłącznie dziecku. Spędzam z nim tyle czasu, ile mogę, ile trzeba. Nie wyobrażam sobie, żebym mogła się przykuć do drzwi z ich wewnętrznej strony. Byłabym nieszczęśliwym człowiekiem. A nieszczęśliwa mama, to nieszczęśliwe dziecko.

Okej, a jakim pani jest trenerem?

– Konsekwentna, surowa, uparta. Próbuję być elastyczna, ale naginam reguły tylko w wyjątkowych sytuacjach. Może czasami brakuje mi luzu, ale to się wiąże z tym poczuciem dużej odpowiedzialności. Plan działania potrafię zmienić, zasad i przekonań już nie. Ostatnio uświadomił mnie w tym, że to słuszny kierunek, trener Roberto Martinez, który powiedział „lepiej umrzeć na stojąco niż żyć na kolanach”. Trzeba mieć swoje wartości, zasady i wizję tego jak chcesz żyć.

Pierwsza piłkarka u siebie w mieście, pierwsza selekcjonerka w kadrze juniorek, pierwsza kobieta na kursie UEFA Pro. Które szlaki będą następne? Pierwsza selekcjonerka kadry seniorek? A może poprowadzi pani drużynę męską na poziomie centralnym?

– Trenerek w piłce męskiej jest bardzo mało. Corinne Diacre zrobiła z Clermont Foot czołową drużyne Ligue 2 (najpierw się utrzymali, później dwukrotnie byli w TOP6), dzisiaj jest selekcjonerem kadry Francji, Patrizia Panico jest selekcjonerem kadry U15 chłopców we Włoszech. Panico to ikona piłki kobiecej, biła wszelkie rekordy, ale mimo wszystko to duże wyróżnienie dla kobiety. Takie postacie przecierają szlaki.

A w Polsce? Doczekamy się selekcjonerki seniorskiej kadry kobiet?

– Pewnie to kwestia lat. Może to nie będę ja, może któraś z trenerek, które dziś mają UEFA A. Dziś skupiamy się na tym, by tych wykształconych trenerek było jak najwięcej, bo kobiet z uprawnieniami trenerskimi jest dziś około 300, natomiast UEFA A ma ponad 20 dziewczyn. Najpierw musimy zatem te liczby zwielokrotnić, a później będziemy myśleć o jakości. Potrzebujemy całych struktur kobiecych – sędzi, piłkarek, trenerek, fizjoterapeutek, trenerek przygotowania fizycznego, działaczek…

Panią bardziej by kręciło bycie selekcjonerką kadry kobiet czy bycie trenerką np. w II lidze mężczyzn?

– Może inaczej do tego podejdę. Rozmawiam z mężem (Damianem Łukasikiem, byłym piłkarzem Lecha Poznań – red.), obserwuje środowisko, jestem niejako w nim i twierdzę, że piłka męska nie jest gotowa na kobietę-trenera. Myślę, że istotnym byłoby też to, by znalazł się właściciel klubu na tyle odważny i na tyle przekonany do trenerki, by jej zaufał. By dał wsparcie w budowaniu autorytetu w szatni. Wiemy, że szatnia męska jest specyficzna. Trenerka musiałaby obalać kolejne stereotypy. Dzisiaj trener wchodzi do szatni i potrzebuje kilku tygodni na to, by przekonać zespół do siebie. Trenerka? Potrzebowałaby miesięcy lub nawet lat, by udowodnić, że nie jest gorsza od trenera.

Rozmawiałam ostatnio z wspomnianą Corinne Diacre. Pytam – okej, duży szacunek za pracę w Ligue2, ale jak bardzo różni się praca z mężczyznami od pracy z kobietami? Ona się uśmiechnęła i mówi, że nie różni się prawie wcale – po prostu tu masz zawodników, a tu zawodniczki. Ona miała za sobą jednak pełne zaufanie od prezesa, a ponadto silny skład ze świadomymi asystentami, którzy w wielu momentach jej pomagali. To jednak ona była szefem, ona decydowała kto gra, ona ustalała taktykę, ona decydowała o transferach.

W polskich warunkach póki co niewykonalne?

– Myślę, że nie.

Gdy patrzy pani wstecz i przygląda się polskiej piłce kobiet, to…?

– To widzę, że zrobiliśmy krok milowy. Dziś futbol w wykonaniu dziewczynek nie jest totalnym marginesem, nie są  już postrzegane jako dziwolągi, organizowane są ligi nawet dla orliczek, kadry kobiet są obecne w mediach, czołowe polskie zawodniczki nie są anonimowe…

… ale wciąż kobiecy futbol nie cieszy się popularnością, a stadiony świecą pustkami.

– Gdy my robimy krok do przodu, to świat biegnie. A przecież w Polsce rodzi się tyle samo utalentowanych dziewczyn, co w innych krajach. Wiele się zmienia, ale przede wszystkim musi się jeszcze zmienić mentalność. By faktycznie społeczeństwo uznawało piłkę nożną w wykonaniu kobiet jako coś zupełnie normalnego. Ostatnio byłam ze Stefanem Szczepłkiem na meczu West Hamu. Pan Stefan pięknie opowiadał o historii także kobiecego futbolu. I na tym West Hamie na trybunach z 50 tysięcy ludzi i co trzy minuty na telebimie pokazywali informację o tym, że jutro jest mecz drużyny kobiecej. Być może wejście do piłki kobiecej dużych klubów z Ekstraklasy – tak jak to miało miejsce w Anglii czy we Włoszech – uwiarygodniłoby futbol żeński. Należy też wspierać wszystkich którzy angażują się i poświęcają dla piłki kobiecej. A póki na to się nie zanosi, to co nam pozostaje? Jeździć, szukać, szkolić, łamać stereotypy. Wierzę, że jesteśmy na dobrej ścieżce, ale musimy nią biec szybciej niż dotychczas.

DAMIAN SMYK

fot. Newspix.pl

KOMENTARZE (1)