Modrić i Chorwacja wracają na właściwe tory
Weszło

Modrić i Chorwacja wracają na właściwe tory

Szczerze mówiąc po pierwszej połowie klęliśmy pod nosem na Hiszpanów i Chorwatów. Nastawiliśmy się na wielkie granie, a dostaliśmy coś w rodzaju poniedziałkowego meczu w ekstraklasie. Nudy, nudy i jeszcze raz nudy. Tym większe było nasze zaskoczenie, że drugą część nie tyle co dała się oglądać, a była ona wręcz fenomenalna. Pięć bramek, piękne akcje, rozstrzygające trafienie w doliczonym czasie gry. Lepiej naprawdę być nie mogło.

Tiki-taka to gówno, jeśli polega na podawaniu piłki tylko po to, aby ją podawać, bez żadnego celu czy agresji – mówił Pep Guardiola kilka lat temu. Co tutaj dużo mówić… Pierwsze trzy kwadranse były wyjątkowo gówniane, bo piłkę bez celu i agresji podawali Chorwaci i Hiszpanie. Zaskoczeni byliśmy szczególnie postawą tych pierwszych, bo mieli przecież zemścić się za wrześniowy wpierdziel (Hiszpania – Chorwacja 6:0). Przypuszczaliśmy więc, że od pierwszej minuty ruszą na przeciwników, a było zupełnie inaczej. Jedynie Ivan Perisić w pierwszej połowie popisał się dobrą akcją na skrzydle, ale jego strzał obronił David de Gea.

Jeszcze gorzej ten mecz rozpoczęli mistrzowie świata z 2010 roku. Niemal wszystkie dośrodkowania lądowały w rękach Kalinicia. Poza tym Hiszpanie w środku pola klepali tak wolno i anemicznie, że podziwiamy wszystkich, którym na chwilę nie opadły powieki. Dopiero pod koniec pierwszej części goście przebudzili się w minimalnym stopniu, bo strzały z dystansu oddali Saul Niguez i Isco. Ten pierwszy nie trafił jednak w światło bramki, a drugi uderzył tak, że Kalinić zdołał sparować piłkę na rzut rożny.

Jeśli ktoś przyciął komara w pierwszej połowie i obudził się na drugą, wygrał wieczór. Emocje zaczęły się od błędu Sergiego Roberto, który stracił piłkę na rzecz Ivana Perisicia. Chorwat błyskawicznie dograł do Kramaricia, a ten pewnym strzałem z bliskiej odległości pokonał golkipera gości. Gospodarze z prowadzenia długo się jednak nie cieszyli, bo już dwie minuty później wyrównał Dani Ceballos.

https://twitter.com/JogaBonito_USA/status/1063175919639166976

Od tego momentu zaczęła się naparzanka jak w filmach ze Stevenem Seagalem. Obie drużyny nagle zapomniały o męczeniu buły i wzięły się za ataki. Tak, tak doszło do znanej i lubianej przez wszystkich kibiców wymiany ciosów. Iago Aspas dośrodkował w pole karne, a Chorwaci wybili futbolówkę z pola karnego w ostatniej chwili. Na ten atak gospodarze odpowiedzieli golem. Na listę strzelców wpisał się Tin Jedvaj, który zamienił na bramkę chirurgiczne podanie od Luki Modricia. Tym samym 33-latek z Realu Madryt potwierdził, że małymi krokami wraca do formy z mundialu… Hiszpanie po stracie drugiej bramki byli lekko oszołomieni, ale Chorwaci nie potrafili tego wykorzystać. Najlepszą okazję zmarnował Ante Rebić, który przegrał pojedynek z Davidem de Geą. Chwilę później podopieczni Luisa Enrique wrócili jednak do świata żywych, ponieważ Sime Vrsaljko zagrał ręką w polu karnym. Do „jedenastki” podszedł Sergio Ramos, który pewnym strzałem skierował piłkę do siatki.

Ten mecz mógł dziś wygrać każdy, a żadne zakończenie nie powinno nas zdziwić. Dlatego kompletnie nie byliśmy w szoku, że w trzeciej minucie doliczonego czasu gry, dublet skompletował obrońca Bayeru Leverkusen, Tin Jedvaj.

Po wrześniowych spotkaniach wydawało się, że Hiszpania spokojnie wygra swoją grupę w Lidze Narodów. Podopieczni Lucho po dwóch spotkaniach mieli komplet punktów i bilans bramkowy 8:1. Rewanżowa seria spotkań dla Hiszpanów była jednak na tyle tragiczna, że teraz w meczu Anglia – Chorwacja urządza ich tylko remis. W innym wypadku nie zagrają w turnieju finałowym. Cóż, jak w turniej finałowym mają być podobne emocje, chyba polubimy się z tą Ligą Narodów.

Chorwacja – Hiszpania 3:2 (0:0)

1:0 Kramarić 54′

1:1 Ceballos 56′

2:1 Jedvaj 69′

2:2 Ramos 78′ (rzut karny)

3:2 Jedvaj 93′

Fot. NewsPix

KOMENTARZE (2)