2-3 plusiki, reszta niech się rumieni. Noty za Czechy
Weszło

2-3 plusiki, reszta niech się rumieni. Noty za Czechy

Niby reprezentacja Czech znajduje się w poważnym kryzysie, a wygrała z nami w Gdańsku, stwarzając więcej sytuacji i długimi fragmentami prezentując bardziej poukładaną grę. Wnioski nie mogą być więc pozytywne, również przy analizie indywidualnej. Większość kadrowiczów Jerzego Brzęczka dziś egzamin oblała. W zasadzie tylko trzech gości nie musiałoby przyjść na poprawki. Skala naszych not tradycyjnie od 1 do 10.

Łukasz Skorupski (6) – Niczego nie można mu zarzucić. Świetnie obronił strzał głową Schicka z 66. minuty. Przy straconym golu też zatrzymał napastnika Romy, ale wobec dobitki Jankto był bezradny. W pozostałych sytuacjach robił swoje, grał pewnie.

Tomasz Kędziora (4) – Najsolidniejszy z obrońców, co w tym wypadku i tak nie oznacza, że wszystko było w porządku. Starał się grać prosto, nie szukał kwadratowych jaj. O ile w defensywie pozwalało to prezentować się solidnie, o tyle w ofensywie nie udało mu się błysnąć w żadnej akcji. Nawet jeśli miał dobrą pozycję do wrzutki, piłka nigdy nie docierała tam, gdzie powinna.

Jan Bednarek (3) – Można powiedzieć, że to był typowy Bednarek. Niby robił dobre wrażenie, kilka razy zapunktował, ale w najważniejszym momencie zawiódł. Miał czas, żeby skontrolować ustawienie i nie dopuścić do tego, żeby Schick uciekł mu po dalekim zagraniu z połowy Czechów. A jednak łatwo go stracił, a my straciliśmy gola. Trzeba mu jednak oddać, że dobrze asekurował Skorupskiego w 66. minucie, gdy ten bronił główkę Schicka, a parę przerzutów było wysokiej jakości.

Marcin Kamiński (2) – Kompletnie nas nie przekonał. Strasznie nerwowy i niepewny w swoich poczynaniach, przy każdym kontakcie z piłką widać było zawahanie i niezdecydowanie. Nie sprawiał wrażenia kogoś, kto panuje nad sytuacją. Nie miał pewności nawet w wyprowadzeniu piłki, co zawsze uchodziło za jego mocną stronę.

Bartosz Bereszyński (3) – Fatalna strata w 42. minucie, gdy próbował kiwać na swojej połowie przy linii bocznej. Koledzy naprawili błąd za niego, skończyło się na strachu. Kilka razy miał problemy przy dalekich zagraniach, nie wiedział, jak się ustawić. Na plus dobra druga połowa w ofensywie, gdy definitywnie zszedł na lewą stronę. Fajnie podawał Grosickiemu za plecy obrońców, potrafił składnie wymienić podania z Klichem czy wywołać wiele zamieszania w polu karnym Czechów swoim dośrodkowaniem. Co nie zmienia faktu, że w ogólnym rozrachunku oczekujemy od niego znacznie więcej.

Przemysław Frankowski (6) – Jeżeli największym wygranym meczu reprezentacji jest skrzydłowy, który w Jagiellonii w tym sezonie głównie irytuje, wiele mówi to o poziomie gry biało-czerwonych. Tak czy siak, Frankowski zaskoczył na plus. Starał się być pod grą, to od jego dłuższego podania zaczęła się akcja z 9. minuty, gdy pudłował Klich. Solidnie pracował w defensywie, dwukrotnie zaliczył bardzo ważne powroty kasujące groźne kontry gości. Pod koniec pierwszej połowy powinien strzelić lepiej, gdy dogrywał mu Lewandowski. Uderzenie było celne, Pavlenka musiał się rzucić, ale gdyby to puścił, mógłby się rumienić. No i to Frankowski poszalał na skrzydle i wyłożył piłkę do „Lewego”, gdy ten przegrał pojedynek z pustą bramką i kępką trawy. Może nawet Brzęczek trochę za szybko mu podziękował.

Grzegorz Krychowiak (3) – Znów wkurzający. Mało pożyteczny w destrukcji, jeszcze mniej w akcjach zaczepnych. Jasne, raz fajnie podał przez środkową formację Czechów do Zielińskiego, coś tam poczarował w 80. minucie, kiedy jego centrostrzału nie sięgnął Milik, ale momentów byle jakich otrzymaliśmy w jego wykonaniu znacznie więcej.

Mateusz Klich (5) – Jeśli jeszcze przy którymś nazwisku poza Skorupskim i Frankowskim mielibyśmy postawić tyciego plusika, to właśnie przy Klichu. Okazał się najbardziej kreatywny w naszym środku pola, przejmował inicjatywę, szukał. gry. Wychodziło różnie. Czasami super, gdy piętą odegrał Frankowskiemu przed jego podaniem do Lewandowskiego. To od jego zgrabnego przytrzymania piłki zaczęła się akcja z końcówki pierwszej połowy, po której strzelał „Franek”. Sam groźnie uderzał na kwadrans przed końcem, bramkarz musiał się wysilić. Ale mamy też trochę zastrzeżeń. Powinien lepiej przymierzyć na początku spotkania, zabrał asystę Grosickiemu. Niepotrzebną nonszalancją spartolił kontrę z 67. minuty, gdy nie zdołał zaadresować piłki do „Grosika”. Zaraz potem w głupi sposób stracił na połowie boiska, mając koło siebie trzech rywali. To po jego faulu przy linii bocznej Czesi dostali rzut wolny, po którym Skorupski zaliczył najlepszą interwencję w meczu po główce Schicka. Klich potwierdził, że jest w gazie, ale musi być jeszcze solidniejszy i jeszcze bardziej powtarzalny.

Piotr Zieliński (2) – Może on po prostu nie jest stworzony do bycia liderem na boisku i niepotrzebnie ciągle na to czekamy? Pomocnik Napoli był schowany, anemiczny, wybierający najprostsze rozwiązania, nie wykazywał entuzjazmu. Bardzo długo jego najlepszym zagraniem był  odbiór piłki z 20. minuty. Dopiero po godzinie potrafił składnie rozprowadzić kontrę do Grosickiego, a po kilku minutach zmusił Pavlenkę do dużego wysiłku strzałem sprzed pola karnego. Ale to o wiele za mało, łyżka miodu w beczce dziegciu.

Kamil Grosicki (4) – Gdyby Klich zrobił swoje, w 9. minucie odbierałby gratulacje za asystę. Kilka razy wywołał zamieszanie na skrzydle, ale nie było równowagi między tym a efektywnością. Dwa razy skrzydłowy Hull miał nieco miejsca i czasu na strzały w polu karnym, w obu przypadkach kopnięcia były bardzo niedokładne.

Robert Lewandowski (3) – Gdyby wyciąć ten kiks na pustą bramę, byłoby naprawdę nieźle, ale nie można nad tym pudłem przejść do porządku dziennego – nawet jeśli wystąpił tam element złośliwości ze strony murawy. Kolejny mecz, kolejny raz na zero z przodu. Robert chciał, walczył, nieraz radził sobie z agresywnie atakującymi rywalami, potrafił przytomnie podać Frankowskiemu czy Grosickiemu, wywalczyć rzut wolny i poprawnie z niego strzelić, ale czekamy na konkrety.

Jakub Błaszczykowski (3) – Raz odegraniem bez przyjęcia fajnie przyspieszył kontrę i w zasadzie tyle. Tym razem wejście z ławki anonimowe.

Damian Kądzior (4) – Wszedł napakowany energią, chciał być cały czas przy piłce, strzelał (zablokował obrońca), podawał, dośrodkowywał, tyle że jeszcze nie było w tym znaku jakości. Może następnym razem.

Arkadiusz Milik (bez oceny) – Podobało się jego podanie do Kądziora, gdy ten został zablokowany. Potrafił wymusić faul. Potem mecz się skończył.

Fot. FotoPyk

KOMENTARZE (13)