Dwa lata temu dostałem lekcję pokory. Teraz już twardo stąpam po ziemi
Weszło

Dwa lata temu dostałem lekcję pokory. Teraz już twardo stąpam po ziemi

Juliusz Letniowski jeszcze rok temu grał w III lidze, a teraz jest wiodącą postacią pierwszoligowej Bytovii Bytów. Na koncie ma już siedem bramek i dwie asysty. W klasyfikacji strzelców wyprzedza go jedynie Valerijs Sabala z ośmioma trafieniami. Wynik 20-latka jest tym bardziej imponujący, że nie gra na pozycji napastnika. Bez wątpienia mowa więc o graczu, który lada dzień może wkroczyć do ekstraklasy i zakotwiczyć w niej na dłużej. Zapraszamy na rozmowę z wychowankiem Lechii Gdańsk, z której można odnieść wrażenie, że młody zawodnik jest gotowy na kolejny krok w swojej karierze.  

Zdecydowałeś się wrócić do Bytowa. Skąd taka decyzja?

Tak naprawdę nie miałem dużego pola manewru, a bardzo chciałem trafić do klubu z I ligi. Dwa tygodnie przed startem sezonu byłem w Bielsko-Białej na testach. Dostałem nawet od nich ofertę, ale niespecjalnie była dobra. Choć nie tylko finanse odegrały główną rolę przy podejmowaniu decyzji, bo priorytetem jest dla mnie gra, a nie zarobki. Właśnie z tego powodu zdecydowałem się na powrót do Bytowa. Trener Stawski był ze mną w stałym kontakcie i wiedział na co mnie stać. Sam również miałem świadomość, że w Bytovii będę miał większą szansę na grę. Inna sprawa, że tamta oferta z Podbeskidzia nie powalała, więc dużego problemu z podjęciem decyzji nie miałem.

Chcesz powiedzieć, że Bytovia już bez pomocy ze strony Drutexu złożyła finansowo podobną ofertę?

Biorąc pod uwagę, że w Bielsku-Białej musiałbym wynajmować mieszkanie, a tutaj mieszkam w domu, pod względem finansowym wyszedłem na tym lepiej.

Nie bałeś się tego, że Bytovia nie wystartuje w rozgrywkach I ligi?

Na pewno na początku była obawa, bo rozmawialiśmy z trenerem Stawskim już na początku kwietnia. Dlatego też czekałem z decyzją do samego końca. Na szczęście sprawa dość szybko się rozwiązała, a ja mogłem zrezygnować z oferty Podbeskidzia. Bardzo cieszę się, że tak wszystko się potoczyło. I co ciekawe brak Drutexu wcale nie jest odczuwalny. Z mojej perspektywy nie zmieniło się właściwie nic. Trenujemy, gramy, jeździmy na mecze w tych samych warunkach.

Wiesz już dlaczego za pierwszym razem nie osiągnąłeś sukcesu w Bytowie?

Na pewno miałem wtedy mocnego konkurenta, bo rywalizowałem z Jakubem Serafinem. Do końca też nie uważam, że wyglądałem wtedy aż tak źle, by zagrać przez całą rundę jedynie 70 minut. Cóż, chyba nie tylko aspekty sportowe decydowały o tym, że grałem wówczas tak mało. Teraz już jednak o tym nie myślę, a także nie mam do nikogo żalu, ponieważ tak czasami jest w życiu piłkarza.

Może to była lekcja pokory?

Na pewno trochę tak, bo trenowałem wówczas cały rok w Lechii Gdańsk. Poszedłem na wypożyczenie do klubu z I ligi i myślałem, że będę grał. Niestety było inaczej i wtedy zrozumiałem, że jeszcze żadnym piłkarzem nie jestem. Uświadomiłem sobie, iż jeszcze długa droga przede mną. Wróciłem do Lechii, a stamtąd poszedłem do trzecioligowego Bałtyku Gdynia. Tak naprawdę więc zaliczyłem zjazd z ekstraklasy do III ligi. Nie będę ukrywał, że wyobrażałem sobie inaczej tamten rok, ale dobrze się stało. Wyciągnąłem wnioski i teraz jestem już naprawdę gotowy, by grać na wysokim poziomie.

Pilka nozna. III liga. Lechia II Gdansk - Gwardia Koszalin. 14.05.2016

Teraz miałeś pewność, że dostaniesz szansę na grę, bo trener Stawski już dawno cię obserwował i był fanem twojego talentu?

Jak byłem za pierwszym razem w Bytowie trener Stawski był asystentem. Już wtedy złapaliśmy dobry kontakt, a na dodatek mój ojciec zna się z nim i Łukaszem Wróblem, który jest obecnie grającym asystentem. W kontakcie więc byliśmy od dłuższego czasu i trener Stawski powiedział mi, że jeśli będą dobrze wyglądał na treningach, szansę dostanę na pewno. Wiedziałem, że stać mnie na dobrą grę, dlatego wróciłem do Bytowa z nowymi nadziejami.

Czego nauczyłeś się w III lidze?

Na pewno III liga jest bardzo specyficzna, bo trzeba w miarę szybko grać, ale jest mniejsza kultura gry niż na przykład w ekstraklasie. Często było tak, że cały czas biegał za mną zawodnik i musiałem szybko podejmować decyzję. Wybór jest prosty, bo jak czegoś szybko nie zrobisz z futbolówką, wylądujesz na ziemi, bo przeciwnik nie będzie się z tobą patyczkował. Poza tym, co najważniejsze, wreszcie zasmakowałem piłki seniorskiej. W Lechii trenowałem z pierwszą drużyną i grałem w Centralnej Lidze Juniorów. Prawda jednak jest taka, że pomiędzy III ligą a CLJ jest przepaść. Często jest tak, że wielu młodych piłkarzy ma problem z przejściem z futbolu młodzieżowego na ten seniorski, a mi udało się tego dokonać w miarę płynnie.

Pod względem taktycznym III liga kuleje?

Wydaje mi się, że III liga staje się coraz bardziej profesjonalna. Patrząc na Pomorze można zauważyć już kluby, w których pracują trenerzy od przygotowania fizycznego. Tak samo jest z przygotowaniem taktycznym, na które szkoleniowcy kładą coraz większy nacisk. Naprawdę trudno już nie nazywać tego poziomu profesjonalnym. W końcu jeździ się na dalekie wyjazdy, trenuje cały czas, a zarobki również są całkiem przyzwoite.

Trenerem Bałtyku Gdynia był twój ojciec. Miałeś łatwiej z tego powodu czy może wręcz przeciwnie?

Trudno może nie było, ale dość dziwnie. Miałem świadomość, że muszę szybko udowodnić swoją wartość, bo inaczej kibice mnie nie zaakceptują. Przykładowo, jeśli grałbym na tym samym poziomie co wychowanek Bałtyku, a ojciec stawiałby na mnie, miałbym przechlapane. Od razu zaczęłoby się gadanie, że gram, bo jestem synem trenera. Na szczęście liczby broniły mnie od początku i nie miałem z tym żadnego problemu. W szatni było podobnie, bo chłopacy od pierwszego dnia ciepło mnie przyjęli.

Pilka nozna. III liga. Baltyk Gdynia - Jarota Jarocin. 16.06.2018

Ojciec jest twoim menadżerem?

Nie mam stałej umowy z agencją menadżerską. Tak naprawdę na wszystkiej spotkania, jeśli chodzi o kontakty z klubem, idzie mój ojciec. Można powiedzieć, że jest moim nieformalnym menadżerem.

Odkrywcą talentu również?

Na pewno tak, bo tata zapisał mnie do akademii Lechii, gdy miałem cztery/pięć lat. Poza tym ojciec kariery na trawie nie zrobił, ale grał w beach soccera, futsal i siatkonogę na plaży na niezłym poziomie. W pierwszej dyscyplinie był nawet w reprezentacji Polski, a na mundial do Dubaju pojechał grać w siatkonogę. Jeśli chodzi o futsal grał na poziomie I ligi. Tak więc jeździliśmy po halach, plażach i wkręcaliśmy się z bratem w sport. Co prawda skończyliśmy na trawie, ale nie mam wątpliwości, że miłością do piłki nożnej zaraził nas tata.

Z racji na specyfikę sportów ojciec pewnie kładł nacisk na wasze wyszkolenie techniczne?

Dokładnie. Choć muszę powiedzieć, że z tym aspektem futbolu nigdy nie mieliśmy z bratem większych problemów. Szkoda tylko, że nie odziedziczyliśmy po tacie masy i siły (śmiech).

Pracujesz nad budową ciała?

Staram się czasami iść przed treningiem na siłownię i potrenować. Mam jednak świadomość, że musiałbym skupić się na tym bardziej. Zamierzam w przerwie zimowej mocniej ruszyć z siłownią, ale pod nadzorem specjalisty. Teraz pozostały już tylko trzy mecze do końca rundy i nie ma sensu niepotrzebnie szaleć. Wszystko trzeba robić z głową, bo zły trening może zaszkodzić, a nie pomóc.

Odszedłeś z Bałtyku, ale liczba Letniowskich w klubie się nie zmieniła.

Dokładnie. Teraz pod okiem ojca trenuje mój brat, Jakub. Staram się być na każdym jego meczu i jestem z niego dumny. Bardzo szybko robi postępy, dlatego tym bardziej szkoda, że trzy tygodnie temu złamał rękę z przemieszczeniem. Akurat Kuba gra na pozycjach bardziej defensywnych ode mnie, bo występuje najczęściej na „szóstce”, ale może grać również na „ósemce”. Brat jest bardziej uniwersalny ode mnie, bo potrafi minąć rywala, dobrze podać, a także powalczyć w odbiorze. Na dodatek bije stałe fragmenty, a ja muszę nad tym jeszcze trochę popracować. Nie chcę zapeszać, ale za rok albo dwa lata, widzę go minimum na poziomie I ligi.

Kto był lepszy na podwórku?

Jestem od niego dwa lata starszy i zawsze go przepchnąłem w gierkach na podwórku. Choć w pojedynkach jeden na jednego wygrywał ze mną dość często. Generalnie wydaje mi się jednak, że czysto piłkarsko był ode mnie trochę lepszy.

W szkole?

Ten sam poziom, czyli takie mocne 2+ (śmiech).

Gry komputerowe?

Akurat tutaj byłem jego mentorem. W pewnym momencie byliśmy chyba uzależnieni od gier komputerowych, bo naprawdę sporo graliśmy. Głównie naparzaliśmy w Counter-Strike’a i League of Legends. Trochę było z tym tak, że gry były dla nas odskocznią od treningów i szkoły. Teraz gram już zdecydowanie mniej, dlatego brat w FIFĘ pewnie skopałby mi tyłek, nawet ze złamaną ręką (śmiech).

A jakie masz podejście do e-sportu. Nie obawiasz się, że przyćmi niebawem ten prawdziwy sport?

Bardzo szybko się rozwija, bo już nawet Legia Warszawa czy Piast Gliwice mają profesjonalne sekcje e-sportowe. Na pewno niebawem wszystko pójdzie jeszcze bardziej do przodu, ale nie wydaje mi się, by e-sport dorównał kiedyś tradycyjnym rozgrywkom. Jasne, emocje są tam duże, ale futbol jest tak mocno w nas zakorzeniony, że zawsze będzie na topie. W każdym razie ja sobie nie wyobrażam, że ludzie grzeją się występami reprezentacji polski w LOL-a, tak samo jako spotkaniami naszych rodaków na mundialu w piłce nożnej.

Nie myślisz już o grach komputerowych, ale ekstraklasa pewnie chodzi po głowie?

Szczerze mówiąc nie myślę o ekstraklasie. Może zabrzmi to nudno, ale kontrakt w Bytowie mam podpisany do końca sezonu i tylko na tym się skupiam. Ba, jeszcze zostało kilka meczów w pierwszej części sezonu, a ja mam wybiegać tak daleko w przyszłość? Nic z tych rzeczy, bo tak jak mówiłem wcześniej, teraz już twardo stąpam po ziemi.

Czyli nie dopuszczasz myśli, że dogadasz się w grudniu z jakimś klubem z ekstraklasy, a może nawet opuścisz Bytovię już w najbliższym okienku transferowym?

Nie do końca tak jest. Przede wszystkim najpierw ktoś mnie musi chcieć, a później negocjować z Bytovią, bo kontrakt mam do końca sezonu. Za darmo więc nigdzie nie odejdę, a to na pewno sporo utrudnia. Druga sprawa, że nie chciałbym dzielić skóry na niedźwiedziu.

Oglądałem cię kilka razy w akcji i wydaje mi się, że czasami podejmujesz złe decyzje, bo miniesz dwóch gości i zamiast uderzyć, próbujesz minąć kolejnego.

Oczywiście masz rację. Na pewno mogłem strzelić więcej bramek i zaliczyć więcej asyst, ale wtedy grałbym pewnie w Serie A, a nie w I lidze. Po prostu czasami podejmuję zbyt duże ryzyko i chcę dryblować, a mogę już kończyć albo podać koledze. Mam tego jednak świadomość i staram się wyciągać z tego wnioski. Ostatnio nawet porównywałem sobie pierwsze mecze w Bytowie do tych najświeższych. Wnioski takie, że poprawa jest dość spora, ale nadal są spore rezerwy.

Często również uderzasz z trudnych pozycji i wychodzi ci to świetnie, a łatwiejsze sytuacje marnujesz. Stresujesz się bardziej przy tzw. setkach?

Dokładnie. Choć ostatnio w meczu z GieKSą zachowałem się już dużo lepiej w stuprocentowej sytuacji. Wyciągnąłem wnioski z poprzednich spotkań i nie zaprzątałem sobie głowy milionem wariantów w trakcie akcji. Wcześniej natomiast, tak jak w meczu z Sandecją, miałem milion myśli zanim uderzyłem. Biegłem na bramkarza w sytuacji sam na sam, a w głowie miałem minimum trzy pomysły na wykończenie akcji. Taki kocioł myśli kończy się zwykle niepowodzeniem. Teraz już podchodzę do tego na chłodno i nie rozpisuję sobie niczego w myślach. Po prostu biegnę i uderzam… Wydaje mi się, że kolejną okazję znowu wykorzystam, bo jestem już spokojniejszy. Głowa w futbol jest ważniejsza od umiejętności, ale o tym już chyba wszyscy wiedzą.

W tym sezonie złapałeś już sześć żółtych kartek. Sprawdziłem, że w Bałtyku było podobnie. Z czego to wynika, bo mówimy chyba o małym problemie?

W Bałtyku był problem na pewno, ale w I lidze już niekoniecznie. Wszystkie kartki w Bytowie złapałem za faule taktyczne. Gram na pozycji „osiem” i czasami muszę faulować, jak drużyna wychodzi z kontrą. Gdybym tego nie zrobił, plułbym sobie w brodę, jeśli stracilibyśmy bramkę. Mówimy więc o zupełnie innej sytuacji, niż ta która miała miejsce w Gdyni. Najbardziej pamiętam mecz w Kaliszu, przed którym było ustalone, że kto dostanie głupią żółtą kartkę, otrzyma karę finansową. Oczywiście wdałem się w bezsensowną kłótnię z arbitrem i później musiałem zrobić przelew. Na koniec było jeszcze kilka cierpkich słów od ojca i wtedy zrozumiałem, że postępuję niewłaściwie. No nie mam usprawiedliwienia na siebie, bo miałem 19 lat, a machałem rękoma na boisku jak głupek. Teraz już tak nie robię i siedzę cicho, bo przecież i tak sędzia po gwizdku decyzji nie zmieni. Generalnie kłótniami z arbitrami można zaszkodzić nie tylko sobie, ale przede wszystkim drużynie. Korzyści natomiast nie ma z tego żadnych.

Co twoim zdaniem powinieneś jeszcze poprawić w swojej grze?

Prawdą jest, że powinienem szybciej grać i podejmować więcej dobrych decyzji w kulminacyjnych momentach akcji. Trzeba będzie usiąść nad materiałami wideo zimą i wyciągnąć głębsze wnioski w tej kwestii. Poza tym powinienem również popracować nad stałymi fragmentami gry. Na pewno będę zostawał po treningach i pracował nad tym elementem, bo wszyscy mówią mi, że mam potencjał do wykonywania rzutów wolnych. Wydaje mi się, że może coś z tego być, bo tego akurat można się nauczyć.

Trener Michniewicz dał sygnał, że wie o twoim istnieniu?

Nie mieliśmy żadnego kontaktu. W żadnym wypadku jednak nie liczyłem na znak od selekcjonera. Na zgrupowania kadry U-21 jeżdżą tacy piłkarze jak Dawid Kownacki z Serie A. Poza tym jest wielu piłkarzy z ekstraklasy. Nie dziwię się więc trenerowi, że woli stawiać na graczy, których może obserwować co tydzień w telewizji… Wierzę jednak, że jeśli dalej będę ciężko pracował i robił postępy, dostanę powołanie do reprezentacji.

Nie tylko ty jesteś zaskoczeniem w tym sezonie I ligi, ale także cała Bytovia. Wszyscy myśleli, że będziecie chłopcami do bicia, a tymczasem do tej pory przegraliście tylko trzy razy. Skąd się wzięła wasza dobra gra?

Wydaje mi się, że trener dobrze dobrał piłkarzy. W poprzednich sezonach drużyna była starsza, a teraz jest wręcz przeciwnie. Mamy dużo młodych i perspektywicznych graczy, którzy sporo biegają, a to ważne w I lidze. Jasne, czasami brakuje nam umiejętności i doświadczenia, ale nadrabiamy charakterem.

Będziesz królem strzelców I ligi?

Szczerze mówiąc przed sezonem liczyłem na trzy bramki i dość dużo asyst. Tych bramek już teraz jest znacznie więcej, ale nie wydaje mi się jednak, że będę królem strzelców. Gram na pozycji numer „osiem”, czyli nie mam zbyt wielu okazji bramkowych. Oczywiście, gdybym był napastnikiem, pewnie chciałbym zostać królem strzelców, ale w moim przypadku ciśnienia nie mam.

Rozmawiał: Bartosz Burzyński

Fot. NewsPix

KOMENTARZE (3)