Tłum na stadionie, czyli widok w ekstraklasie coraz rzadszy
Weszło

Tłum na stadionie, czyli widok w ekstraklasie coraz rzadszy

Można nabrać kibica raz, że w złoty papierek zawinięta jest słodycz, a nie kupa. Można nawet drugi raz, ba, jak kibic jest mniej ogarnięty, to da się nabrać i przy trzeciej próbie. No, ale są granice i wygląda na to, że fani mają dość naciągania ich na pieniądze, bo płacą za mecze, a dostają produkty meczopodobne i to w najlepszym razie. Dowód na tę tezę? Frekwencja, która spada.

Jak wylicza portal Ekstrastats, łączna frekwencja w 15 kolejkach ekstraklasy wyniosła 1 054 550 widzów. Nic nam ta liczba teraz nie mówi, więc ważne jest porównanie, które wygląda tak, dla pierwszych 15 kolejek z czterech poprzednich sezonów:

2017/18 – 1 257 947

2016/17 – 1 130 733

2015/16 – 1 061 758

2014/15 – 917 095

Nie ma więc wątpliwości, że szliśmy w górę, ale teraz po prostu nastąpił w tył zwrot. Fani wybaczyli, gdy zobaczyli, że brakuje jakiejkolwiek drużyny w europejskich pucharach jesienią po raz pierwszy. Ale znów? Rok po roku? Przecież to ośmieszające i obnażające słabość tych rozgrywek. A to, na co często zrzuca się winę za słabą frekwencję, tym razem nie ma racji bytu. Pogoda dopisuje od dawna, mieliśmy piękne lato, teraz mamy spokojną jesień, skoro jeszcze w listopadzie notowano temperatury po kilkanaście kresek na plusie.

Oczywiście można szukać też przyczyn spadku frekwencji w czystych faktach. Po pierwsze Lech dwa pierwsze mecze rozegrał przy zamkniętym stadionie. Po drugie kibice Cracovii są w konflikcie z klubem i nie przychodzą na mecze. Po trzecie derby Krakowa, czyli potencjalną bombę frekwencyjną rozbrojono wpuszczaniem na mecz tylko dzieci. Do tego trzeba dołożyć mniejsze zakazy, jak wyłączanie poszczególnych trybun czy bany dla zorganizowanych grup wyjazdowych.

To wszystko prawda, jednak to i tak nie ratuje różnicy w postaci 200 tysięcy ludzi, którzy ubyli przez ostatni rok. Średnia frekwencja Lecha w tym sezonie to 11934 osób na meczu, więc jeśli zaliczyć taką frekwencję za wspomniane dwa mecze, mamy nieco ponad 20 tysięcy. Dorzućcie w mega optymistycznej wersji nawet 5 tysięcy więcej widzów na derbach Krakowa i po trzy więcej za każdy mecz Cracovii u siebie. Kolejne -naście tysięcy za różne zakazy. Nie ma siły: nie wyjdzie 200 tysięcy.

A powinno być łatwiej, skoro do ekstraklasy trafiła Legnica i Sosnowiec. Jedni mają średnią widzów 5489, drudzy 3869. Bruk-Bet i Sandecja miały odpowiednio 2734 i 1766. Beniaminkowie wnieśli więc to puli więcej widzów, ale i tak nic to nie pomaga.

Dlatego nie szukajmy usprawiedliwień, bo też kary, zamknięte stadiony i trybuny nie biorą się z powietrza. Poza tym gdy jeden sponsor z drugim będą chcieli wejść do ligi, to nie będą dokładnie analizować, dlaczego 100 osób nie weszło tu, a 200 tam. Po prostu ich nie było. Sygnał jest wówczas jasny: na stadionie mało kto chce tę ligę oglądać.

Fot. FotoPyk

KOMENTARZE (18)