Dziś kończy 28 lat, a wczoraj wypadł z rankingu ATP. Co dalej z Janowiczem?
Inne sporty

Dziś kończy 28 lat, a wczoraj wypadł z rankingu ATP. Co dalej z Janowiczem?

Pięć lat temu grał w półfinale Wimbledonu i zajmował rekordowe, czternaste miejsce w światowym rankingu. Miał wtedy 23 lata, a wielka kariera stała przed nim otworem. Tak wydawało się wówczas wszystkim: fanom, ekspertom i jego kolegom po fachu. Od tamtego czasu w życiu Jerzego Janowicza sporo się jednak zmieniło. Dziś we wspomnianym rankingu nie jest nawet klasyfikowany – od roku nie rozegrał żadnego spotkania.

Kontuzje to u sportowca normalka. Jasne, da się przeżyć kilka sezonów bez nich, ale prędzej czy później jakieś muszą cię dopaść. Tenisiści nie są tu wyjątkami. Jerzy Janowicz tym bardziej – historią jego urazów dałoby się pewnie obdzielić kilku zawodników. A w walce z takim rywalem zawodnik jest bezsilny. No, prawie – w środowisku mówi się o tym, że „Jerzyk” mógłby zapobiec części z nich, gdyby tylko lepiej dbał o swoje ciało w czasach kariery. Rację miało jednak znów stare polskie przysłowie: mądry Polak po szkodzie. A właściwie szkodach.

Bo tych trochę było. I nie piszemy tu nawet o całej jego karierze. Wystarczyło, że prześledziliśmy ostatni rok. Gdybyśmy mieli złożyć jego kalendarium, wyglądałoby to tak:

11.2017 – ostatni, jak do tej pory, występ Janowicza na zawodowych kortach. Challenger w Bratysławie, gdzie Polak dochodzi do ćwierćfinału. Wszystko kończy się… kreczem. Symbolicznie, prawda? Inna sprawa, że Janowicz na Słowacji gra z urazem kolana, z czego zdaje sobie sprawę. Na turniej pojechał, by nabić nieco punktów do rankingu. Jeszcze w tym samym miesiącu przechodzi dwa zabiegi: operację wzroku (miał astygmatyzm, dzięki temu nie musi zakładać soczewek na kort) oraz kolana. O tej drugiej wspominał zresztą już we wcześniejszych miesiącach.

01.2018 – Janowicz debiutuje w roli komentatora na antenie Eurosportu, przy okazji udziela stacji wywiadu, w którym mówi, że „na korty powinien wrócić w okolicy kwietnia”. To realistyczna wersja, optymistyczna mówiła, że zajmie to 1,5 miesiąca. Znów miał problemy z kolanem, ale tym razem w drugiej nodze.

03.2018 – Polak dostaje zielone światło od lekarzy, może wrócić na korty. Niedługo po tym dowiadujemy się jednak, że Janowicz miał przeprowadzone kolejne USG i gojenie przebiega powoli. Ćwiczy w siłowni i z fizjoterapeutą. Przerwa w najgorszym wypadku ma potrwać trzy miesiące. W międzyczasie – choć to już w pierwszych dniach kwietnia – Hubert Hurkacz zmienia go na pozycji najlepszej polskiej rakiety w rankingu ATP.

06.2018 – Jerzy Janowicz po raz kolejny informuje, że wraca na korty.

07.2018 – najpierw mówi o Sopot Open, gdzie dostał dziką kartę do turnieju głównego, że to jego „ostatnia szansa”, a jeśli będzie się źle czuł, to zakończy karierę.  Później wycofuje się z turnieju, w relacji na Instagramie informuje fanów, że dobrze czuje się, gdy chodzi o tenisowe aspekty gry, gorzej jest z fizycznością. Nieoficjalnie mówiło się, że Janowicz od początku nie nastawiał się na start na gdyńskich kortach.

Poza tym mówi fanom, jak wygląda sytuacja z jego kolanem. I cóż… wesoło nie było:

– Leczyłem się różnymi metodami. Kolano nigdy nie będzie w idealnym stanie. Na 97 procent zawsze będzie się coś z nim działo. Nie wiem, jak długo będę mógł używać kolana przy pełnych obciążeniach. Ból nie znika i raczej nie będzie znikał. Zaczynam przygotowania i zobaczymy jak będzie. Najważniejsze, żebym przetrwał przygotowania. Jeśli tak się stanie, to raczej będę w stanie kontynuować granie. Ale na pewno nie będę robił tego na siłę.

08.2018 – Polak przeszedł kolejną operację kolana. Na Instagramie napisał wtedy: „Właśnie jestem po operacji kolana, z którym męczę się już od trzech lat. Dzięki trenerowi Sylwestra Bednarka trafiłem do kliniki Rehasport Clinic do dr. hab. n. med. Tomasza Piontka, specjalisty od tego typu kontuzji”. Dodaje, że ma nadzieję wrócić na szczyt w ciągu kilku miesięcy.

10.2018 – zaczyna treningi na bieżni, wcześniej mógł jedynie poruszać się o kulach.

11.2018 – wypada z rankingu ATP, w ciągu ostatniego roku nie rozegrał ani jednego meczu na zawodowych kortach.

Początek 2019 roku – powrót do gry i zapowiadany „powrót na szczyt”?

To ostatnie pytanie zadaliśmy nie tylko sobie, ale i Adamowi Romerowi, redaktorowi naczelnemu tygodnika „Tenisklub”:

– Jerzemu będzie bardzo trudno. W ostatnich latach Janowicz był zdecydowanie najlepszym polskim tenisistą i miał potencjał na to, by rywalizować z najlepszymi. Ale tenis nie znosi próżni. Miejsce, które on opróżnił, zajęła cała masa młodych tenisistów z całego świata, którzy rękami i pazurami walczą o to, by dostać się do tej czołówki lub się w niej utrzymać. W związku z tym wrócić w miejsce, gdzie się już było, jest bardzo trudno. Szczególnie, gdy ma się problemy ze zdrowiem i przeszło się taką drogą, jak Jerzy. Chciałbym i życzę tego, ale będzie mu trudno.

Tym trudniej, że Janowicz podobno nie jest człowiekiem stworzonym do ciężkiej pracy. Takie głosy regularnie „wyciekały” na zewnątrz z tenisowego środowiska. To gość, który raczej woli sobie nieco pofolgować, a spiąć się wtedy, kiedy już absolutnie musi. Dodatkowo problemem jest wspomniany brak rankingu. I to nie tylko dlatego, że Polak będzie musiał cofnąć się w rozwoju o kilka(naście) lat i jeździć po turniejach z pulą nagród kilkuset dolarów.

Tego zapewne da się uniknąć. Janowicz jest przecież byłym półfinalistą Wimbledonu i, nawet jeśli na dziś nie ma miejsca w rankingu ATP, to coś znaczy. Znając życie dostanie kilka dzikich kart (choć mniej, niż można by się spodziewać, bo, ujmując to łagodnie, w trakcie swej kariery popsuł sobie relacje z osobami, które mogłyby go dziś wspomóc), dzięki czemu będzie mógł wystartować w nieco większych turniejach. Tak, by nie zaczynać od absolutnego zera. Sęk w tym, że wraz z początkiem 2019 roku do gry wchodzi też Transition Tour, który sprawy nie ułatwia.

Co to za wynalazek? Cóż, w skrócie chodzi o to, że w najmniejszych turniejach będzie się zdobywać punkty ITF. Kiedy uzbiera się ich odpowiednią liczbę, możliwy będzie przeskok do większych zawodów, w których – ponownie od zera – trzeba będzie zgarniać punkty do rankingu ATP. Co oznacza tylko, że ścieżka do światowej czołówki (a w przypadku Jerzego chcielibyśmy choćby awansu do pierwszej setki rankingu) została znacznie wydłużona i utrudniona. Jeśli już wcześniej był to bieg na 5000 metrów, to teraz dodano tam przeszkody.

Czy Janowiczowi wystarczy determinacji? Niektórzy twierdzą, że tak, bo… Marta Domachowska jest w ciąży. A rodzina to zobowiązania i gdzieś trzeba zarobić pieniądze. Jerzy wciąż ma potencjał by to zrobić, jeśli tylko odpowiednio zabierze się do pracy. Jako junior był na poziomie Grigora Dimitrowa, gościa, który – nawet jeśli w tym sezonie przechodzi kryzys – w zeszłym wygrał turniej Masters. Nie spodziewamy się, żeby Polak miał w nim już kiedykolwiek wystąpić, ale jeśli czegoś mamy mu życzyć na 28. urodziny, niech będzie to takie zdanie: Jerzy, wyciągnij z pozostałych ci lat kariery maksimum. Niezależnie od tego, co to oznacza.

Fot. Newspix

KOMENTARZE (5)