Szalony mecz na Camp Nou. Betis wraca do domu z tarczą
Hiszpania

Szalony mecz na Camp Nou. Betis wraca do domu z tarczą

Bez wątpienia Betis przyjechał do fortecy, którą trudno sforsować. Ba, do tej pory w 2018 roku nikt nie wyjechał z Camp Nou jako zwycięzca. Podopieczni Quique Sentiena byli skazywani na porażkę w dzisiejszym starciu i nic w tym dziwnego, bo nie dość, że Barcelona grała na swoim terenie, to do jej składu wrócił Leo Messi. Rzeczywistość dla fanów katalońskiego zespołu okazała się jednak brutalna, bo zamiast spokojnego zwycięstwa, oglądali porażkę swojej drużyny.  

Momentami mieliśmy wrażenie, że większość piłkarzy Barcelony nie była wystarczająco skupiona, bo liczyła na Leo Messiego. Po prostu stwierdziła, że nie trzeba się już mocno spinać, bo Argentyńczyk i tak wszystko załatwi. Tymczasem kapitan Blaugrany niespecjalnie dobrze wszedł w mecz. Co prawda 31-latek od pierwszych minut próbował długich rajdów, ale zawsze jeden z zawodników Betisu był w stanie go zatrzymać. A jak nie udało się Messiego zablokować albo odebrać mu piłki, następował faul taktyczny. Generalnie jeden z najlepszych graczy w historii futbolu był bezradny.

Największe rozkojarzenie wdarło się jednak do linii defensywnej. Bo jak inaczej wytłumaczyć sytuację, w której aż trzech piłkarzy Betisu było ustawionych na dogodnych pozycjach do oddania strzału?

Oczywiście ten kryminał skończył się bramką Joaquina, który w takich sytuacjach nie zwykł się mylić. Doświadczony skrzydłowy Betisu nie tylko golem napsuł sporo krwi Barcelonie. Przede wszystkim 37-latek świetnie wychodził na pozycje, co raz o mały włos nie skończyło się bramką. Hiszpana w polu karnym rywala dostrzegł Lo Celso, który precyzyjnie podał do kolegi. Ten uprzedził ter Stegena, ale oddał niecelny strzał. Poza tym Joaquin kilka razy dośrodkował w pole karne, co starał się wykorzystać Junior Firpo. Wówczas 22-latek do siatki nie trafił, ale podanie od Williama Carvalho na bramkę już zamienił. I to nie byle jak, bo Hiszpan w łatwej pozycji nie był.

Lepsza gra ofensywna Barcelony zaczęła się dopiero w drugiej połowie, bo w pierwszej części – poza groźnym strzałem głową Lengleta – w polu karnym Betisu nie działo się praktycznie nic. Duża w tym zasługa Leo Messiego, który wreszcie zaczął napędzać ataki Barcelony w swoim stylu.  Świetne piłki od Argentyńczyka dostali Sergi Roberto i Jordi Alba. Ten drugi w polu karnym został powalony przez Cristiana Tello. Arbiter gwizdnął rzut karny, do którego podszedł Leo Messi i pewnym strzałem zamienił go na bramkę.

Gdy wydawało się już, że Barcelona zaraz dopadnie Betis i strzeli kolejne gole, wydarzyło się coś nieprawdopodobnego. Fatalny błąd popełnił Marc-Andre ter Stegen. Naprawdę wielu rzeczy się spodziewaliśmy, ale nie tego, że Niemiec zaliczy aż tak dużą wpadkę przy łapaniu futbolówki.

Rzecz jasna gospodarze nie zamierzali się poddać i walczyli dalej, ale popełniając tak dużo błędów indywidualnych, nie mieli prawa wygrać dzisiejszego meczu. Bo co z tego, że Arturu Vidal i Munir, czyli dwóch rezerwowych, zagrało niezłą akcję, którą wykończył ten pierwszy, jeśli chwilę później – z powodu dwóch żółtych kartek – boisko opuścił Ivan Rakitić. W tamtym momencie posypał się plan taktyczny Ernesto Valverde, co zresztą goście szybko wykorzystali. Dośrodkowanie Juniora Firpo wykorzystał Sergio Canales… Po chwili Barcelona znowu wróciła do żywych, bo koronkową akcję wykorzystał Leo Messi, ale na czwartego gola czasu już nie starczyło.

Cóż, ekipa Quique Setiena po raz kolejny potwierdziła, że może zagrać mecz genialny. Choć nie sposób nie zauważyć, że Barcelona przyczyniła się dziś bardzo mocno do swojej porażki. Masa błędów indywidualnych, brak koncentracji od początku spotkania i fatalna gra ważnych ogniw drużyny musiała się tak skończyć.

Barcelona – Betis 3:4 (0:2)

(Messi 68′, 92′ Vidal 79′ – Firpo Junior 20′, Joaquin 34′, Lo Celso 71′, Canales 83′)

Fot. NewsPix

KOMENTARZE (1)