Paris Saint-Germain – motor napędowy ligi czy klub-demolka dla Francji?
Francja

Paris Saint-Germain – motor napędowy ligi czy klub-demolka dla Francji?

Poprzedni sezon Paris Saint-Germain zakończyło z przewagą trzynastu punktów nad wicemistrzem. Po dwunastu kolejkach obecnego paryżanie mogą pochwalić się bilansem 12-0-0 i dziesięcioma punktami przewagi nad wiceliderem. Tylko dwa zespoły w lidze strzeliły do tej pory więcej bramek niż duet najlepszych strzelców PSG. Drużyna Thomasa Tuchela jest jedynym francuskim klubem w TOP20 rankingu UEFA. Pięć z sześciu ostatnich mistrzostwo padło łupem klubu ze stolicy

Nie da się ukryć – mówimy tutaj o totalnej dominacji Paryża nad resztą stawki. Pytanie jednak, czy Paris Saint-Germain jest dla ligi motorem napędowym, czy jednak swoim prymatem demoluje jakąkolwiek rywalizację?

Niektórzy uważają, że maj 2011 roku to przełomowa data dla francuskiego futbolu. Wtedy Nasser Al-Khelaifi z całą swoją świtą wpadł do Paryża i przejął klub z półki nieco wyższej niż klasyczny ligowy średniak. Klub z piękną historią trafił w katarskie ręce. Albo – co ważniejsze – katarskie karty kredytowe wpadły do klubu z piękną historią. PSG było jak te postacie z memów – z jednej strony średniej urody nastolatka, z prawej niesamowicie seksowna kobieta, a nad obrazkiem podpis „dojrzewanie – robisz to dobrze”. Tutaj jednak nie mieliśmy naturalnego dojrzewania, a natychmiastowy zastrzyk gigantycznej gotówki.

Całą resztę historii już znacie i nie ma sensu opisywać tego, jak PSG na sześć kolejnych mistrzostw zdobyło pięć tytułów. Nie ma sensu opisywać, jak Al-Khelaifi i jego ziomki w pierwszym sezonie wyłożyli na transfery ponad 150 milionów w europejskiej walucie. Nie ma sensu opisywać rekordów bramkowych, które strzelcy paryżan bili w kolejnych sezonach.

Jest za to sens w tym, by pochylić się nad refleksją – czy faktycznie brud katarskich pieniędzy sprawia, że liga francuska traci sens? Takie głosy płyną przede wszystkim z Lyonu. Jean-Michael Aulas stoi na czele frontu anty-PSG, który moglibyśmy też nazwać frontem „jesteśmy obrzydliwie bogaci, ale ci z Paryża są obrzydliwie bogaci deluxe, tak nie może być!”. – Kiedy w 2016 Lyon został wicemistrzem, Aulas powiedział na przykład, że czuje się mistrzem kraju, bo jego zespół jest najwyżej notowanym *francuskim* klubem w lidze. Ostatnio, gdy OL idzie gorzej, ratuje z kolei twarz podkreślaniem dystansu do Paryża: całkiem niedawno rozbawił dziennikarzy mówiąc, że „PSG ma 25 lepszych piłkarzy” – oczywiście natychmiast w kontrze wyrosło retoryczne pytanie: czy sugeruje, że zamieniłby Nabila Fekira albo Houssema Aouara na Moussę Diaby’ego i Lassanę Diarrę? – mówi Eryk Delinger, dziennikarz sport.tvp.pl i ekspert od ligi francuskiej.

Bywało i tak...

Bywało i tak…

Didier Quillot, prezes ligi francuskiej, również nie widzi nic złego w tym, że Ligue 1 ma takiego hegemona. – Ekonomiczny wpływ PSG na ligę jest ogromny jeśli chodzi o generowanie przychodów i ekspozycję samej marki Ligue 1. A że liga jest dość jednostronna? Odpowiem pytanie – a czy Ligue 1 jest jedyną silną ligą, w której mistrza znamy już przed sezonem? We Włoszech najlepszy i tak będzie Juventus, w Hiszpanii tytuł zgarnie Real lub Barcelona, w Niemczech będzie to najpewniej Bayern. I jedynie w Anglii rywalizacją jest bardziej zacięta. Dlatego nie postrzegam naszej ligi jako wynaturzenie i wyjątek – twierdzi.

Quillot może też zacierać ręce, bo m.in. dzięki klubowi ze stolicy udało się sprzedać prawa telewizyjne najdrożej w historii ligi. Za prawa TV do ligi w cyklu 2020-24 chiński potentat Mediapro zapłaci około 1,2 miliarda euro za sezon. W porównaniu do poprzedniej umowy oznacza to wzrost o około 60% kasy płaconej klubom. I trudno nam sobie wyobrazić, że tak gigantyczny skok nastąpił dzięki emocjonującym starciom Djion z Nantes. Ludzie chcą oglądać gwiazdy. – Najwięcej zyskuje oczywiście PSG, ale liga stratna nie jest, bo może podczepić się pod paryskie gwiazdy i trochę na nich zarobić. Pamiętajmy jednak, że te pieniądze z praw telewizyjnych nadal są śmiesznie małe porównując z czterema czołowymi ligami. Władze dopiero niedawno otworzyły się na rynek chiński, marketingowo zaległości też są ogromne. Do poprawy jest jeszcze masa rzeczy, które należy zrobić bez oglądania się na PSG. Natomiast także poza Paryż trafia coraz więcej znanych nazwisk, chociażby Vieira i Henry w roli trenerów, w zeszłym sezonie liga miała bardzo wysoką średnią goli na mecz, więc to nie jest tak, że wszystkie zasługi można przypisać PSG – tłumaczy Wojciech Adamczak, ekspert ligi francuskiej w Przeglądzie Sportowym.

Klasyfikacja zysków z turystyki wygenerowana przez poszczególne kluby

Klasyfikacja zysków z turystyki wygenerowana przez poszczególne kluby

Jesteśmy mistrzami świata, mamy najlepsze akademie, nikt na świecie nie produkuje tyle talentów, mamy świetną infrastrukturę po Euro 2016. A teraz mamy też takie gwiazdy jak Neymar czy Mbappe. Ludzie chcą show, chcą gwiazd, a PSG to konstelacja gwiazd, która co tydzień daje show. Będę to powtarzał do znudzenia, ale dominacja PSG nie ma negatywnego wpływu na ligę – uważa Quillot. Liczby są po jego stronie – liga nie tylko dostaje więcej kasy z tytułu praw telewizyjnych, ale i jest chętniej oglądana. Popularność transmisji telewizyjnych wzrosła w zeszłym sezonie o 25%, a frekwencja poprawiła się o 7%.

Rośnie też sama marka sportowa ligi francuskiej. Ta przecież nigdy nie słynęła z tego, że ściągała klasowych piłkarzy. Po środowisku krążyło nawet takie sformułowanie, że jeśli chcesz zobaczyć kto będzie robił furorę w Anglii czy w Hiszpanii za pięć lat, to włącz sobie dzisiaj Ligue 1. Hazard, Lloris, Pjanic, Fabinho, James, Varane, Umtiti, Giroud, Dembele, Martial – każdy z nich zaliczył przetarcie w lidze francuskiej. – Ligue 1 przyciąga większą uwagę. Jej renoma mimo hegemonii Paryżan rośnie. Wystarczy spojrzeć na piłkarzy, jacy trafiają teraz do Francji. Strootman, Gołowin, może nawet talent pokroju Rafaela Leao rozchwytywanego przed transferem do Lille przez pół Europy, wcześniej Depay – nie obejrzeliby się na Ligue 1 z ostatniego przełomu dekad, tuż przed „erą katarską”. Udane wejście Katarczyków przyciąga też inwestorów do innych klubów: Marsylia, Nicea, Rennes, ostatnio też Bordeaux, po części Lyon korzystają na wpływie zagranicznego kapitału – zauważa Delinger. – Przecież Marsylia i Bordeaux są w rękach amerykańskich, a Monaco rosyjskich. Tyle tylko, że trafili się im nieco mniej hojni inwestorzy – dodaje Adamczak.

Szacunkowy wzrost wartości rynkowej kadr klubów - lata 2010-2017

Szacunkowy wzrost wartości rynkowej kadr klubów – lata 2010-2017

Wspomniany już Aulas widzi jednak minusy dominacji PSG. A raczej minusy modelu, który przyjęli paryżanie oddając klub w ręce Katarczyków. Niektórzy mają go za „anty-PSG oszołoma”, a niektórzy widzą w nim racjonalnego ekonomistę. – Nie mieszajmy wszystkiego. Z jednej strony idziemy w tym samym kierunku, ale z drugiej toczymy bitwę idei. Z jednej strony zrównoważona gospodarka futbolu, a z drugiej gospodarka sztuczna. Z jednej prywatni inwestorzy, którzy wykładają własne pieniądze na liberalne zasady konkurencji, a z drugiej anomalia z funduszami państwowymi. Budżet PSG jest na poziomie 800 milionów euro, nasz budżet jest czterokrotnie mniejszy. A gramy na tych samych zasadach, prawda? – pyta Aulas w wywiadzie dla „Le Figaro”.

Słuchaj, ja nie chcę być postrzegany jako świr, który chce unicestwienia PSG. Floretino Perez to mój przyjaciel, ale jeśli w Lidze Mistrzów Real mierzy się z PSG, to trzymam kciuki za zespół francuski. Nasser (prezes PSG) to dobry facet, lider. Jest bogaty, przystojny, młody, inteligentny… Gdybym był 30 lat młodszy, to chciałbym być nim – mówi wprost i dodaje: – Co proponuję? Widełki płacowe, ograniczenie liczby piłkarzy w składzie do 25 piłkarzy, ponadto 10-15 wychowanków na liście zarejestrowanych piłkarzy. W innych wypadku zrujnujemy kompletnie ligę francuską w kontekście przyszłości. Ligue 1 potrzebuje czterech-pięciu dużych klubów z podobnymi szansami na promocję własnego produktu. Do tego moim zdaniem to nieporozumienie, gdy zasady Finansowego Fair-Play różnią się od zasad DNCG (odpowiednik FFP na rynku francuskim). I to też nie jest dobre dla samego PSG. Szefowie ligi nie pomagają ani doraźnie, ani przyszłościowo  – kończy prezes Lyonu.

tymb

Najdroższe transfery przychodzące w historii Ligue 1. 14 z nich to dzieło PSG z ery katarskiej

Zatem wejście katarskich pieniędzy do Paryża ma różne odcienie szarości. Z jednej strony Ligue 1 wreszcie zyskała poważnego reprezentanta w Lidze Mistrzów, zdolnego do tego, by dać Francuzom nadzieje nawet na triumf w tych rozgrywkach. To też PSG – co naturalne – najintensywniej nabija klubowy współczynnik w rankingu UEFA. Jest też jednak ciemna strona obecnego funkcjonowania klubu ze stolicy. – Obecność takiego tworu ma i zalety, i wady. Jako zjawisko samo w sobie nie jest dla Ligue 1 niczym nowym ani obcym – liga widziała już przez lata niejednego dominatora na finansowym dopingu. Sam Paryż stał się istotną siłą dzięki wsparciu Canal+, o Marsylii Tapiego można pisać książki, a i Lyon Aulasa jest przez niejednego kibica widziany jako sztuczny byt, burzący ligowy ład. Jednak wszystkie te kluby i epizody stały się istotną częścią historii francuskiej piłki i trudno się dzisiaj obrażać na ten fakt. Co innego, jeżeli prawdą są niektóre z ostatnich rewelacji Football Leaks – przekręty finansowe przy udziale i wiedzy wielkich światowej piłki czy rzekoma dyskryminacja etniczna kandydatów do klubowej akademii; takie rzeczy każą jednak patrzyć na PSG jako organizację szkodliwą, grającą według innych reguł niż reszta – wyjaśnia Delinger.

W niedzielę zobaczymy starcie Monaco z PSG. Projekty, które w pewnym momencie zostały napompowane zagranicznym kapitałem do granic możliwości, poszły kompletnie w inne strony. Po 12. kolejkach tego sezonu dzieli ich… 29 (!) punktów. Klubowi z Księstwa czkawką odbija się przebudowa. A raczej wyprzedaż, bo Monaco, które pamiętamy z niezłych występów w Lidze Mistrzów, już nie istnieje. Dziś możemy spodziewać się powtórki z końcówki poprzedniego sezonu, gdy ówczesny lider z Paryża rozbił ówczesnego wicelidera z Monaco aż 7:1. PSG pozwalało sobie wówczas na wszystko – piętki, rabony, przewrotki. To była deklasacja i dowód na to, że wielkie pieniądze też trzeba umieć wydawać. Katarczycy mają ich więcej, ale i robią z nich znakomity użytek.

GLIK Kamil (AS Monaco) and PSG's Kylian Mbappe during the French L1 Monaco (ASM) v Paris Saint-Germain (PSG) football match at the Louis II stadium in Monaco, on November 26, 2017. Photo by Patrick Clemente/ABACAPRESS.COM LIGA FRANCUSKA PILKA NOZNA SEZON 2017/2018 FOT.ABACA/NEWSPIX.PL POLAND ONLY!!! --- Newspix.pl *** Local Caption *** www.newspix.pl mail us: info@newspix.pl call us: 0048 022 23 22 222 --- Polish Picture Agency by Ringier Axel Springer Poland

Kamil Glik i spółka mistrzom już nie zagrożą, ale czy powinniśmy przyzwyczaić się do tego, że stołeczni wygrywają ligę już w grudniu? Przecież Lyon też produkuje piłkarzy na pęczki i radzi sobie w Lidze Mistrzów, a Marsylia dopiero co grała w finale Ligi Europy. – Zakładając, że afery Football Leaks i FFP nic nie zmienią, to trudno w najbliższych latach oczekiwać większych zmian. Oczywiście któryś z klubów może zaliczyć jednorazowy wyskok jak Monaco, bo talentów we Francji nie brakuje i niewykluczone, że w takim Lyonie dwóch nowych Mbappe pociągnie klub do mistrzostwa. Ale Lyon i Monaco zwietrzyły dobry biznes jako kluby oddające talenty za grube miliony i raczej nie będą chciały tego zmienić. Amerykanie przejmując Marsylię ruszyli z „Project Champions”, który zakładał, że klub będzie „częściej zdobywał mistrzostwo niż je tracił”, ale na ten moment to raczej marzenia ściętej głowy – uważa Adamczak.

– Może to myślenie życzeniowe, ale ja wyobrażam sobie, że prędzej czy później konkurencja doskoczy do PSG. Monaco już pokazało, że to nie jest nierealne – że z tym potworem da się walczyć. Jak wspomniałem, do ligi napływają coraz mocniejsze nazwiska, a w środku stawki też przybywa pieniędzy. Marsylia ma wielkie ambicje, Lyonowi także nie brakuje aż tak dużo jak wskazywałby ten sezon… Nie sądzę wprawdzie, by ktoś w najbliższym czasie zdołał pozbawić PSG tytułu na kilka sezonów z rzędu, ale na przestrzeni jednych rozgrywek nie trzeba koniecznie mieć dwóch napastników za 200 milionów każdy, żeby postawić się Neymarowi i spółce. Koniec końców i urzędujący mistrz, i kandydat do tytułu grają przeciwko tym samym osiemnastu zespołom – kończy Delinger.

DAMIAN SMYK

fot. NewsPix.pl

KOMENTARZE (5)