Vesović do sędziego: „Ja jestem mistrzem, a ty nie”
Weszło

Vesović do sędziego: „Ja jestem mistrzem, a ty nie”

Jak najlepiej zareagować po meczu, w którym rywal zdecydowanie wykazał nad tobą wyższość? Na to pytanie wczoraj zgodnie odpowiedzieli przedstawiciele Legii. Ricardo Sa Pinto stwierdził na konferencji, że to jego piłkarze w większości aspektów byli lepsi od piłkarzy Pogoni.

Z kolei Marko Vesović nie dyskutował na temat wyższości nad rywalami, tylko postanowił poinformować sędziego, że jest od niego lepszy. I to w takim stylu, że… Napiszemy tylko, że mniej dziecinne spory codziennie odbywają się w każdej piaskownicy.

Jako że nagranie nie jest najwyższej jakości, spieszymy z wyjaśnieniem. Skąd wiadomo, że krzyczał akurat Vesović? Kibice Legii przeprowadzili błyskawiczne śledztwo na Twitterze – gość odciągany od arbitra ma numer zaczynający się od dwójki i pomarańczowe buty, a to jednoznacznie wskazuje na Czarnogórca. A co krzyczy? Zapis oryginalny idzie mniej więcej tak: Yes, I’m champion. You are not champion. I’m champion, I will always be champion. You are not champion! I właściwie wszystko by się tu zgadzało, gdyby tylko Vesović dokonał drobnej korekty i zamiast „champion” krzyczał „dzban”.

O co poszło? Jako że w głowie Czarnogórca hulał wczoraj wiatr, naprawdę ciężko byłoby za nim nadążyć. Stawiamy, że o sytuację z 36. minuty meczu, która wydarzyła się wprost na oczach sędziego asystenta. Otóż w polu karnym Portowców Jędrzejczyk nastrzelił Matynię w twarz, co w dość zaskakujący sposób rozgrzało zwoje mózgowe Vesovicia. W pierwszej przerwie w grze ruszył do Daniela Stefańskiego domagając się rzutu karnego. I zupełnie nie zważał przy tym na obecność systemu VAR, który – dzięki analizie powtórek z różnych ujęć – dawał pewnie nieco bardziej obiektywny obraz sytuacji niż oczy Vesovicia zamieszczone pod gotującą się kopułą. Cały ten protest wyglądał zupełnie groteskowo, a Stefański cierpliwie wskazywał Czarnogórcowi, gdzie obrońca Pogoni został trafiony piłką i ogólnie sprawiał wrażenie człowieka, który rozmawia z idiotą.

via GIPHY

Vesović długo nie dawał się przekonać i – jak się okazało – zadrę w sercu nosił do końcowego gwizdka. A potem wybuchł. Nie wiemy tylko, czy ogólny poziom jego wypowiedzi bardziej wynikał z bariery językowej, czy jednak Czarnogórzec naprawdę postanowił dopiec sędziemu tym, że nie jest mistrzem w dyscyplinie, w której nie startuje. Co znamienne, jedyny wspólny mianownik dla obu panów akurat nie wypada na korzyść legionisty. Asystent sędziego Stefańskiego wraz ze swoim zespołem występuje bowiem w tym sezonie w Lidze Europy, a Vesović i jego zespół nie.

Tak czy inaczej stajemy w obliczu kolejnego odpału Czarnogórca. Przed rokiem jeden z chorwackich dziennikarzy opisywał nam takie zdarzenie: – Rijeka grała z Cibalią, klubem mającym ogromne problemy finansowe i niepłacącym swoim zawodnikom regularnie. Vesović pożarł się z jednym z rywali – co zdarza się praktycznie w każdym meczu – i powiedział mu zaczepnie, że po meczu może mu dać sto kun, żeby kupił sobie jogurt, sugerując, że przeciwnik jest biedny i nie ma co jeść.

Rany, co to w ogóle jest za poziom? A przecież na samym boisku też nie jest lepiej, bo już w barwach Legii sympatyczny Marko a to próbował urwać nogę piłkarzowi Jagiellonii, a to kiwał się jako ostatni obrońca z napastnikami Spartaka Trnawa, co poskutkowało czerwoną kartką jeszcze w pierwszej połówce i finalnie odpadnięciem z eliminacji do Ligi Mistrzów. Natomiast drobniejsze oznaki utraty kontaktu z bazą widać u niego niemal w każdym meczu.

Jak ktoś to ładnie powiedział, piłkarz zaczyna się od szyi w górę. A to każe z pewnym sceptycyzmem spojrzeć na przyszłe sukcesy Legii z Vesoviciem w składzie.

Fot. FotoPyK

KOMENTARZE (21)