Jak tak dalej pójdzie, Milik długo w Napoli nie zabawi
Włochy

Jak tak dalej pójdzie, Milik długo w Napoli nie zabawi

Oscar Damiani, były piłkarz Juventusu, Napoli, Milanu, Parmy i Lazio, przyznał ostatnio w „La Gazzetta dello Sport”, że Milik swoją postawą sprawia, iż kibice Napoli mogą tęsknić za Higuainem. Fakty są brutalne – 36% skuteczności przed meczem z Genoą, tylko 4 gole w Serie A, żadnej bramki w Lidze Mistrzów. Nie ma przypadku w tym, że jego rola w arcyważnym dwumeczu z PSG była marginalna (6 minut), bo Milik dziś – przeciwko drużynie Krzysztofa Piątka, który też nie olśnił, ale nie możemy odmówić mu tego, że się starał i wygrywał sporo pojedynków – znów potwierdził, że jest daleki od optymalnej formy. Napoli wygrało rzutem na taśmę, ale dwójka Polaków zeszła już w przerwie.

Mieliśmy wrażenie, że Milik zanotował więcej strat niż celnych podań, a gdy partnerzy wypracowali mu stuprocentową sytuację, koncertowo ją spartaczył. 36. minuta. Podanie na piąty metr, patelnia. Jasne, polski napastnik był naciskany, ale tak czy siak mówimy o sytuacji stuprocentowej. Więcej – o najlepszej okazji, jaką wykreowali sobie neapolitańczycy w pierwszej połowie. Jeżeli jednak ktoś w takiej sytuacji ładuje w bramkarza, to nie można się dziwić, że tak wiele osób ma wątpliwości co do jego przyszłości.

A Milik w tej sytuacji w bramkarza załadował. Generalnie, nie ma przypadku w tym, że Carlo Ancelotti zdjął w przerwie zarówno Milika, jak i Zielińskiego, na którego wkurzył się raz, ale konkretnie. To on stracił piłkę, gdy Genoa strzeliła gola. Wrzutka Romulo, agresywne nabiegnięcie na piłkę i strzał głową z najbliższej odległości Kouame, który zgubił Ruiego. Ale właśnie, wszystko zaczęło się od tego, co zrobił pomocnik reprezentacji Polski. Poza tym wyglądał nieprzekonująco, zresztą jak często w tym sezonie. Ot, raz oddał mocny strzał, ale ofiarną interwencją popisał się jeden z obrońców Genoi, do tego miał kilka podań, które przyśpieszały akcje, ale kurczę – w Neapolu oczekuje się od niego znacznie, znacznie więcej. By zacząć odgrywać ważniejszą rolę w drużynie, nie wystarczy tylko grać na alibi.

Dwie zmiany w przerwie (niestety Polaków) były pokłosiem tego, że w Napoli nie wszystko funkcjonowało tak, jak powinno. Goście przegrywali, mieli jedną świetną sytuację (Milik) i z dwie-trzy dobre, jak strzał w słupek, ale bardziej skuteczna okazała się Genoa. O bramce wspomnieliśmy i to była tak naprawdę pierwsza i ostatnia dobra sytuacja, którą wykreowała sobie ta drużyna.

Piątek do żadnej setki nie doszedł. Biegał, walczył, szarpał, nie było tak, że Koulibaly i Albiol schowali go do kieszeni. Jasne, środkowi obrońcy sporą część pojedynków wygrywali, ale polski napastnik potrafił są odgryzać, zagrał też kilka groźnych piłek do partnerów. Szkoda tylko, że gdy już strzelał, to albo obok bramki zza pola karnego, albo bardzo lekko głową wprost w bramkarza. Zabrakło konkretów. Fakty są takie, że Piątek nie strzelił gola w piątym meczu z rzędu i wciąż nie pokonał bramkarza czołowej drużyny ligi.

Po godzinie gry mecz został przerwany z powodu ulewy, piłkarze na kilka chwil zeszli do szatni. Gdy wrócili, Napoli niemal od razu wyrównało. Sprytnym zagraniem, które okazało się asystą, popisał się Mertens, który wszedł za Milika, a bramkę zdobył Ruiz, czyli zmiennik Zielińskiego. Jakkolwiek spojrzeć, nie wróży to Polakom najlepiej. Generalnie po powrocie po ulewie gra była szarpana, piłka raz po raz zatrzymywała się w kałuży, a warunki przyczyniły się do tego, że Napoli kilka minut przed końcem objęło prowadzenie. Wrzutka, poślizgnięcie się Biraschiego, którego naciskał Albiol i trafienie samobójcze.

Napoli męczyło się długo, fizycznie był to dla tego klubu jeden z najbardziej wymagających meczów w sezonie, ale ostatecznie wyszarpało zwycięstwo. Szkoda tylko, że Milik i Zieliński nie pokazali praktycznie nic, a Piątkowi zabrakło konkretów.

Genoa – Napoli 1:2 (1:0)
1:0 Kouame 20′
1:1 Ruiz 62′
1:2 Biraschi (sam.) 86′

Fot. Newspix.pl

KOMENTARZE (20)