Make rogal, not war – wreszcie pozytywna akcja w Ekstraklasie
Weszło

Make rogal, not war – wreszcie pozytywna akcja w Ekstraklasie

Trochę mieliśmy już dość obory, jaką w ostatnich tygodniach oglądaliśmy wokół Ekstraklasy. Demolka toalety w Białymstoku zrobiona przez kibiców Legii, fruwające przedmioty w derbach Trójmiasta, krzesełka gości w Szczecinie wysmarowane paprykarzem… Dlatego warto pochwalić akcję Lecha Poznań w Białymstoku. Kolejorz we współpracy z Jagą pokazuje, że można budować wokół piłki coś pozytywnego.

Jeśli mamy budować pozytywny wizerunek tej ligi, to właśnie w taki sposób. Lech na niedzielny mecz na Podlasie zabiera nie tylko zespół i sztab szkoleniowy, ale i pięćset rogali świetomarcińskich, które rozda na rynku Kościuszki przy hotelu Cristal o godz. 14. Rogale to symbol świętowania niepodległości w Poznaniu – co roku Wielkopolanie objadają się tymi bombami kalorycznymi, który słyną ze swojego makowego nadzienia. Testowaliśmy w poprzednich latach ten smakołyk i mówimy z czystym sumieniem – to prawdziwy sztos.

Ponadto w przerwie meczu Jagi z Lechem odbędzie się konkurs we „wkręceniu rogali”, tym razem już nie tych jadalnych, a tych czysto piłkarskich. – Jesteśmy bardzo podekscytowani tym, że realizujemy nasz projekt z Jagiellonią i chyba jako pierwsi w Polsce. Dotąd nie zdarzało się przecież, żeby kluby w jakiejkolwiek dyscyplinie promowały swoje regiony na terenie ligowych rywali. Oczywiście na boisku byliśmy i będziemy dla siebie konkurencją, ale poza nim jej dla siebie nie stanowimy. Dlatego ponad wszelkimi podziałami chcemy zarazić białostocczan miłością do rogali świętomarcińskich, a także pomysłem, że warto odwiedzić Poznań i spróbować wielu innych naszych specjałów. Jesteśmy przekonani, że sport to znakomita platforma do promocji wielu sfer życia i pozytywnych emocji – mówi Łukasz Borowicz, rzecznik Lecha.

I to właśnie kwintesencja tego, o czym pisaliśmy wyżej. Głośni kibice czy ultrasi to oczywiście ważny element trybun, ale jeśli chcemy pracować nad lepszą frekwencją na stadionach, to właśnie wyjściem do tego lekceważonego często „janusza”. A on chce nie tylko obejrzeć mecz (który często jest wątpliwej jakości), ale dostać coś ekstra. Dobrze zjeść, zobaczyć jakiś bajer, pokaz cheerleaderek oraz – właśnie jak w tym przypadku – doświadczyć czegoś innego. Na przykład pysznego rogala na jęzorze.

Słyszymy tu i ówdzie, że Jagiellonia zamierza wiosną zrewanżować się tym samym i przywieźć do Wielkopolski swoje specjały (liczymy tu na degustację Ducha Puszczy). – Jesteśmy regionem, który jest wielokulturowy, a co za tym idzie, także mamy znakomite tradycyjne potrawy. Dziś żartujemy, że przyjmujemy gości z „własnym koszykiem”, co nie jest typowe na Podlasiu, bo przecież słyniemy z gościnności. Dlatego mamy nadzieję, że przy okazji najbliższego meczu w Poznaniu będziemy mogli odwdzięczyć się klubowi i kibicom Lecha i zaprosić na podobną degustację. Przy okazji zachęcamy również inne kluby do tego typu inicjatyw – zdradza Agnieszka Klim, dyrektor marketingu wicemistrza Polski.

Jeden projekt ligi nie zbawi, ale wspólna akcja Jagi i Lecha jest oznaką tego, że można. Że można współpracować bez obory na trybunach, że można wyjść poza sprzedawanie sobie boksów przez twitterowe konta klubów, że można wyjść od sportu do kultury lokalnej. Czekamy na więcej – np. któraś ekipa ze Śląska zabrałaby na wyjazd gar wodzionki, Pogoń poczęstowałaby rywala paprykarzem (tym razem nie na krzesełkach), a krakowanie podrzuciliby przeciwnikom obwarzanki. Mały gest, niewiele kosztuje (choć taki rogal świętomarciński tani nie jest), a marketingowo to strzał w dziesiątkę.

KOMENTARZE (8)