Chcę narobić zamieszania w kadrze, ale najpierw awans z Dinamem
Weszło

Chcę narobić zamieszania w kadrze, ale najpierw awans z Dinamem

Dinamo Zagrzeb Damiana Kądziora już w 4. kolejce fazy grupowej Ligi Europy może zapewnić sobie grę na wiosnę. Wystarczy przynajmniej zremisować u siebie ze Spartakiem Trnawa, co wydaje się formalnością, skoro drużyna Polaka dotychczas nie straciła nawet punktu. Porozmawialiśmy przed tym meczem z kadrowiczem Jerzego Brzęczka, który nie ukrywa, że jest zadowolony ze swojej formy i liczy, że lada moment będzie grał od początku również w spotkaniach pucharowych. Zapytaliśmy też Kądziora o słowa selekcjonera na jego temat z ostatniego Stanu Futbolu. 

Rewanż ze Spartakiem Trnawa w 4. kolejce dla was ma być przyklepaniem awansu.

Wystarczy nam remis, żeby być pewnym wejścia do fazy pucharowej, ale przede wszystkim walczymy o wygranie grupy. To pozwoli potem trafić na rywala teoretycznie słabszego z drugiego miejsca. Za pierwsze miejsce mamy też większe premie niż za drugie, więc nie będzie żadnego grania na remis. Chcemy w czwartek zwyciężyć i umocnić się na szczycie grupy.

Tak dobry start Dinama to jednak zaskoczenie. Jak na Ligę Europy, grupę macie dość konkretną.

Po losowaniu czułem przede wszystkim radość, że będę mógł się zmierzyć z takimi rywalami jak Fenerbahce czy Anderlecht. To renomowane marki w Europie, regularnie grające w Lidze Mistrzów. No i do tego Spartak Trnawa, który ograł Legię Warszawa. Akurat oglądałem te mecze i już wiedziałem, czego się spodziewać. To też dobry zespół, potrafi napsuć sporo krwi. Tym bardziej fajnie, że po trzech kolejkach mamy komplet punktów.

Lekko zaszokowaliście rozbiciem Fenerbahce 4:1 na wejściu. Wynik oddaje przebieg meczu?

Wbrew pozorom, nie było tak łatwo. Fenerbahce jeśli chodzi o indywidualności, jest mega silne. Wystarczy też spojrzeć na budżet, pensje piłkarzy. Ale Turcy mieli wielkie problemy z organizacją gry po stracie piłki. Nenad Bjelica pod tym kątem nas szykował, byliśmy ustawieni w niskiej obronie i czekaliśmy na kontry. Zadziałało idealnie, w zasadzie wszystkie gole strzeliliśmy właśnie po kontrach. Trener super ich rozpracował. Sądzę jednak, że w Stambule czeka nas jeszcze większe wyzwanie.

Z Anderlechtem wygraliście 2:0 na wyjeździe. Taktyka była podobna?

Tak. Anderlecht też ma fajnych, kreatywnych piłkarzy z przodu, więc pomysł na mecz mieliśmy podobny. Podoba mi się to, że jako drużyna potrafimy wygrywać w różny sposób. W lidze chorwackiej przeważnie musimy burzyć mur postawiony przez rywali, a grając w pucharach role często się odwracają. Akurat ze Spartakiem mieliśmy bardziej scenariusz z krajowego podwórka. Gospodarze się zabarykadowali, raz skutecznie nas skontrowali i prowadzili. Pierwsza połowa była naprawdę słaba, w zasadzie nie mieliśmy sytuacji. Za to po przerwie zdobyliśmy dwie bramki i zrobiliśmy swoje.

Czyli paradoksalnie na razie najtrudniej grało wam się z rywalem najniżej notowanym.

Zdecydowanie. Na papierze Fenerbahce zapowiadało się na najcięższą przeprawę, ale to ze Słowakami się męczyliśmy. Pomogło to, że skoro dominowaliśmy, gospodarze musieli dużo biegać za piłką i z czasem zaczęli tracić siły. Znajdowaliśmy coraz więcej luk w ich obronie i w końcu przyszły efekty. Generalnie Spartak to nie jest byle jaki rywal, w 1. kolejce pokonał u siebie Anderlecht.

Jeśli zrobicie swoje w czwartek, rewanże z Fenerbahce i Anderlechtem mimo wszystko rozegracie już bez większej presji.

To byłby duży atut, a już sam awans zostałby uznany za sukces. Dinamo w ostatnich dwunastu latach jedenaście razy grało w fazie grupowej Ligi Mistrzów lub Ligi Europy, ale ani razu nie wyszło z grupy! Zawsze był to problem tego klubu. Teraz jesteśmy na takim etapie, że nie wypada już nie przełamać tej passy. Liczę, że wiosną mielibyśmy jeszcze ciekawsze mecze niż w grupie.

Podobnie jak z Fenerbahce, spodziewacie się w czwartek tłumu kibiców?

Tak. Jadąc kilka dni temu na trening, gdy rozpoczęto sprzedaż biletów na Spartaka, widziałem olbrzymie kolejki. Szykuje się pełen stadion, co nie jest normą. Na mecze ligowe często chodzi mało kibiców, w tym sezonie przeważnie 2-6 tys., za to w europejskich pucharach potrafi ich być kilka razy tyle. Na rewanż z Young Boys, gdy walczyliśmy o Ligę Mistrzów, przyszło ponad 28 tys. ludzi.

W grupie LE zagrałeś na razie po 15 minut z Fenerbahce i Spartakiem. Udało się coś pokazać w tym czasie?

Z Turkami wszedłem już przy stanie 4:1. Bardzo chciałem się pokazać i dołożyć coś do swoich statystyk. Nie było jednak zbyt wielu okazji. Fenerbahce chyba uznało, że celem na końcówkę jest uniknięcie jeszcze wyższej porażki, nie atakowało odważniej, nie otwierało się. W Trnawie wchodziłem przy remisie, ze mną na boisku udało się strzelić decydującego gola. Udziału przy nim nie miałem, ale to zawsze okoliczności bardziej pozytywne. Trudno błysnąć przez kwadrans, tyle jednak dostawałem i starałem się dawać maksa. Po cichu liczę, że może teraz zagram od początku. W ostatniej kolejce ligowej trener wystawił zbliżony skład do tego, który może zagrać w czwartek. Izet Hajrović zaczął na ławce i później mnie zastąpił. Coraz częściej wymieniamy się – w pucharach ja go zmieniam, w lidze on mnie. Fajna rywalizacja i nie ma co ukrywać, czuję, że coraz bliżej mi do pierwszego składu na największe mecze. Forma ostatnio niezła.

Mocno nastawiam się zimowy okres przygotowawczy. Pamiętajmy, że do składu Dinama wskoczyłem niemal z marszu, bez normalnych przygotowań. Cały obóz tutaj straciłem przez uraz, który był jeszcze pozostałością z poprzedniego sezonu w Górniku Zabrze.

Na dziś więc nadal jesteś 12-13 zawodnikiem do grania, sytuacja podobna do tej sprzed dwóch miesięcy, ale trzeba przyznać, że w chorwackiej ekstraklasie szalejesz. Konkrety ofensywne niemal co tydzień.

Praktycznie w każdym meczu grałem bardzo dobrze. W dwunastu ligowych spotkaniach uzbierałem dwie bramki i osiem asyst, czyli średnio mam udział prawie w jednym golu na mecz. Regularnie trafiam w Chorwacji do jedenastek kolejki. Fajnie, że ludzie tu mnie tak docenili, teraz trzeba patrzeć na większą szansę w Europie. Spójrz na nasz terminarz. W tym sezonie rozegraliśmy już łącznie 25 meczów i zdecydowaną większość wygraliśmy. Przegraliśmy tylko rewanż z Young Boys, niestety będący akurat tym najważniejszym momentem. W LE jak grają Hajrović czy Orsić to wygrywamy, więc trener nie za bardzo ma podstawy do mieszania w składzie. Pozostaje mi za każdym razem w lidze dawać mu kolejne argumenty, żeby za którymś razem jednak zdecydował się na zmiany.

Poprzednim razem rozmawialiśmy jeszcze przed twoim reprezentacyjnym debiutem z Irlandią. Kadra mocno wtedy rozczarowała, ale twoje wejście było jednym z niewielu plusików.

No nie ma co ukrywać, to nie był dobry mecz w naszym wykonaniu. Ale patrząc indywidualnie, sądzę, że jak na debiut, nie było źle. Mogłem jednak zrobić jeszcze więcej. Od zawodnika ofensywnego wymaga się liczb, stwarzania kolegom sytuacji. Wychodzi mi to w Dinamie i chciałbym to przełożyć na reprezentację. Na każde dotychczasowe zgrupowanie przyjeżdżałem z konkretnymi statystykami w klubie. Teraz chyba nawet będą one najlepsze jeśli chodzi o pomocników. Zobaczymy. Jeśli dostanę szansę, spróbuję sprzedać swoje umiejętności i zostać w kadrze na dobre.

Tak szczerze, masz prawo oczekiwać, że to listopadowe zgrupowanie może być przełomowe. Jesteś naszym jedynym skrzydłowym, który od początku sezonu jest w gazie.

Na razie nastawiam się na to, że czekają mnie jeszcze dwa mecze w Dinamie. Od poniedziałku chcę być po nich w świetnym humorze, z którym pojadę na reprezentację. Reszta wyjdzie w praniu na treningach. Jeśli dostanę szansę z Czechami, wyjdę na boisko bez kompleksów jak z Irlandią i postaram się narobić trochę zamieszania. Reprezentacja to największy zaszczyt i z każdej szansy musisz wycisnąć maksimum. W Dinamie mecze mam co trzy dni, nawet jeśli jeden nie wyjdzie, za chwilę mogę się zrehabilitować. W kadrze kolejna szansa może nadejść za wiele miesięcy.

Jerzy Brzęczek w ostatnim Stanie Futbolu powiedział na twój temat: „Nie wiem, czy dla Damiana Kądziora najlepszym wyjściem nie byłoby granie w środku jako „dziesiątka”. Wiele asyst notuje po zejściu do środka z prawej strony i dośrodkowaniu lewą nogą. Zgadzam się, że to nie jest typowy skrzydłowy, który będzie się rozpędzał, szedł w drybling do linii i dośrodkowywał”. Co ty na to?

Zależy, jak postrzegamy skrzydłowych. Mieliśmy przykład w ostatnim meczu z Portugalią ze strony Bernardo Silvy, którym zresztą jestem zachwycony, że zawodnik ustawiony przy linii może grać zupełnie inaczej. Raczej się nie rozpędzał i nie dążył do wrzutki, tylko robił miejsce dla Cancelo, a samemu schodził do środka i swoją lewą nogą robił co chciał. Zachowując wszelkie proporcje, bliżej mi właśnie do sposobu grania Silvy czy Włocha Bernardeschiego niż do typowego skrzydłowego ustawionego przy linii i ścigającego się z obrońcami. W Dinamie w lidze atakujemy głównie pozycyjnie, więc trener wymaga ode mnie czegoś więcej niż stania z boku i wrzucania w pole karne. Mam wiele zadań „dziesiątki”, mogę poruszać się po całej szerokości boiska, nie jestem przyspawany do pozycji.

Tak samo było w Wigrach Suwałki. Trener Dominik Nowak zmienił mi pozycję na prawoskrzydłowego, ale też uważał, że nie jestem klasycznym skrzydłowym i wymagał kreowania gry. Efekt? Rozegrałem najlepszy sezon w życiu. W Górniku graliśmy głównie z kontry i też sobie z tym poradziłem, nauczyłem się innego stylu. W zasadzie jestem gotowy do każdego ustawienia czy taktyki. Jeśli selekcjoner uważa, że powinienem być „dychą”, nie będzie problemu.

Dla ciebie nie byłaby to zupełna nowość.

Tak naprawdę u Dariusza Dźwigały w Dolcanie Ząbki cały czas byłem „dziesiątką”, podobnie w drugiej lidze w Motorze Lublin. W Wigrach do pewnego momentu też najczęściej ustawiano mnie w środku. Dopiero w tym ostatnim sezonie przed transferem do Ekstraklasy grałem już wszystko na skrzydle. Dobrze wiemy, kto w reprezentacji jest numerem jeden jako ofensywny pomocnik w środku, trener Brzęczek właśnie w takiej roli widzi Piotrka Zielińskiego. Zobaczymy za kilka dni, czy jego pomysł na mnie jest podobny.

Czyli de facto jesteś „dychą”, którą z czasem przekwalifikowano na skrzydłowego?

Można tak powiedzieć. Bardzo dużo dał mi ten rok w Zabrzu, ze względu na taktykę musiałem wiele zmienić w swojej grze, żeby się dostosować. Często byliśmy przy piłce dużo rzadziej niż rywale, to zupełnie inne granie od tego, która miałem w Wigrach czy mam teraz w Dinamie. W Górniku po odbiorze nieraz przebiegałem 60-70 metrów do kontry w stylu stereotypowych skrzydłowych. Tak jak mówię, w każdym systemie się odnajdę. Jeśli jest się dobrym i inteligentnym zawodnikiem, to zawsze będziesz w stanie się pokazać, a twoja pozycja nie będzie o wszystkim decydować.

rozmawiał Przemysław Michalak

Fot. newspix.pl

KOMENTARZE (1)