Hurkacz wygrywa i wciąż walczy o wyjście z grupy
Inne sporty

Hurkacz wygrywa i wciąż walczy o wyjście z grupy

Nie było łatwo, ale się udało. Po wczorajszym bardzo dobrym, choć przegranym meczu z Francesem Tiafoe, dziś Hubert Hurkacz dopisał na swoje konto pierwsze zwycięstwo w turnieju Next Gen. Tym cenniejsze, że dzięki niemu zachowuje szanse na awans do półfinału. Decydują starcie jutro – rywalem rozstawiony z „1” Stefanos Tsitsipas.

Dziś Hurkacz pokazał, co potrafi. Tak moglibyśmy to najkrócej ująć. Kilka jego zagrań dość szybko obiegło „internety” – choćby fenomenalne minięcie wzdłuż linii, zagrane nieco w stylu Rafy Nadala. Imponował regularnością, dokładnością i długością swoich zagrań. Do tego dołożył szczyptę sprytu, dzięki której często potrafił zaskoczyć Jaume Munara, stojącego po drugiej stronie siatki. Grał, jakby na światowych kortach pojawiał się od dobrych dziesięciu lat. A przecież do pierwszej setki rankingu wskoczył kilka tygodni temu.

No dobra, trochę nagięliśmy rzeczywistość. To jednak nie tak, że zmyślaliśmy, wszystko, co przeczytaliście wyżej, to prawda. Serio, Hubert grał znakomite spotkanie. Sęk w tym, że przez trzy z pięciu setów. Po dwóch wygranych partiach, zdarzył mu się dłuższy przestój, w trakcie którego zaczął oddawać swoje podania. Dokładnie taki sam miał we wczorajszym starciu z Francesem Tiafoe. Jedyna różnica jest taka, że tam od gorszych partii się zaczęło, tu w mecz wszedł z przytupem, problemy miał później.

I o ile to jasno pokazuje, że musi jeszcze pracować nad stabilizacją dyspozycji na przestrzeni jednego spotkania, o tyle kilka plusów możemy dopisać przy jego nazwisku ze względu na to, że był w stanie się po tym ogarnąć i w ostatnim secie ponownie zdominować Hiszpana. Pierwszy za odporność psychiczną, drugi za przygotowanie kondycyjne (Munar ledwo biegał, a po Hurkaczu, który wczoraj mecz kończył dużo później, nie było widać zmęczenia), a trzeci za to, że na korcie nie irytował nas tak, jak jego rywal swoimi reakcjami, tylko od początku do końca koncentrował się na wyznaczonym zadaniu. I ostatecznie dało to efekt w postaci takiego wyniku: 4:2, 4:2, 2:4, 3:4 (5:7), 4:1.

Czym zaimponował nam najbardziej? Dużo tego, ale wskazać musimy chyba na grę przy siatce. Umiejętności, jakie posiada w tym aspekcie, są wręcz niesamowite, gdy weźmiemy pod uwagę jego wzrost i budowę ciała. Tacy zawodnicy często mają z tym problem. Hubert zdecydowanie nie. Gdy idzie do siatki, wygląda, jakby lekcji udzielał mu regularnie Łukasz Kubot, który jest mistrzem w posyłaniu fantastycznych wolejów. Hurkacz jest jednak jeszcze lepszy – nie w tym elemencie gry, ale w całości. Bo Kubot nigdy nie był tak dobry z końca kortu, nigdy też nie potrafił tak bardzo „mieszać” swoich zagrań.

Ujmując to wszystko jednym zdaniem, napisalibyśmy tak: wielkeś nadzieje uczynił nam w redakcji, nasz drogi Hubercie, tym mieszaniem akcji.

hurkacz1

Statystyki z meczu Hurkacz – Munar

Najważniejszy dla Hurkacza mecz już jutro. I równocześnie najtrudniejszy, bo nie ulega wątpliwości, że absolutnym faworytem całego turnieju jest Stefanos Tsitsipas, z którym Hurkacz ma się zmierzyć. Grek zagra dziś jeszcze z Francesem Tiafoe, turniejową „trójką”. Jeśli to spotkanie wygra Amerykanin, to mecz Hurkacz – Tsitsipas będzie bezpośrednim pojedynkiem o awans. Jeśli lepszy okaże się Grek, to scenariuszy będzie dużo więcej, a zależne będą one od wyników obu jutrzejszych spotkań (w drugim Tiafoe zagra z Jaume Munarem).

Jak duże szanse ma Hubert na pokonanie swego rywala? Odpowiada Adam Romer, redaktor naczelny miesięcznika „Tenisklub”:

 – Hubert dojrzewa z meczu na mecz. Trochę żartuję, ale naprawdę widać jego rozwój. Gdy porówna się to, jak grał rok temu, a jak gra teraz, to jest to kolosalna różnica, dużo lepiej się prezentuje. Pokazał to nawet wczorajszy mecz z Tiafoe – gościem, który już powoli puka do czołówki. Hubert nie ma kompleksów. Oczywiście, że Tsitsipas będzie faworytem, ale to nie znaczy, że Hurkacz nie ma szans. Oczywiście, wydaje się, że Grek, który wygrywał z zawodnikami z TOP 10 rankingu, wciągnie Huberta nosem, ale wcale nie musi tak być. Zobaczymy, jak Stefanos zaprezentuje się jeszcze dziś w meczu z Tiafoe.

Fot. Newspix

KOMENTARZE (1)