Henry na minie, Liverpool zbity w Belgradzie. Co zdarzyło się w Lidze Mistrzów?
Weszło

Henry na minie, Liverpool zbity w Belgradzie. Co zdarzyło się w Lidze Mistrzów?

Kolejna kompromitacja Monaco, które ma sezon godny najczarniejszych koszmarów, a który jak tak dalej pójdzie, skończy się przegranym ze Szczakowianką barażem o utrzymanie w I lidze.

Bolesna wpadka Liverpoolu w Belgradzie, która komplikuje i tak arcyciekawą sytuację w grupie C. Co zdarzyło się w Champions League poza hitami na Giuseppe Meazza i San Paolo? Zapraszamy.

NIE TAK TO MIAŁO WYGLĄDAĆ, PANIE HENRY

Czy Thierry Henry biorąc robotę w Monaco spodziewał się, że nie wygra żadnego z pierwszych pięciu meczów, grając kolejno: ze Strasbourgiem, z Brugią, z Dijon, z Reims i raz jeszcze z Brugią? Zaryzykujemy i powiemy, że to wątpliwe.

Prędzej snuł dokładnie przeciwną wizję – wchodzi do szatni on, wychowanek klubu, on, legenda światowej piłki, on, jedna z największych postaci w historii Premier League. I odmienia wszystko, co było złe. Zawraca bieg rzeki.

Ale jak na razie ta rzeka porywa go ze sobą.

Dziś jest twarzą prawdziwej kompromitacji – czterobramkowej domowej porażki, w dodatku z Brugią, reprezentantem ósmej ligi rankingu UEFA. Belgijska Jupiler League jest w porządku, ale szaleństwa w Champions League to – delikatnie mówiąc – nie jest dla nich rutyna. Warto przypomnieć, że w kontekście Belgów mówimy o drużynie, która rok temu odpadła najpierw w eliminacjach Ligi Mistrzów z Basaksehirem (też nie wszedł do fazy grupowej), a następnie w eliminacjach Ligi Europy z AEK Ateny. Mówimy o zespole, którego ostatnia przygoda z Champions League zakończyła się następująco:

0:3 i 1:2 z Leicester
0:2 i 0:4 z Kopenhagą
1:2 i 0:1 z Porto

0 punktów, 2 gole strzelone, 14 straconych.

Henry znalazł się pod wodą i kto wie, jak dużo czasu zajmie mu wypłynięcie na powierzchnię. Symptomów poprawy brak. Monaco jest dziś stajnią Augiasza wymagającą cudownego posprzątania. No bo co dziś można pozytywnego powiedzieć o tej drużynie? Okopującej się w strefie spadkowej Ligue 1, mającej w rodzimych rozgrywkach jedno zwycięstwo? Która do Champions League pasowała w tym sezonie tak, jak pięść do nosa?

Chyba tylko to, że mają ładnie położony stadion.

WALKA NA NOŻE

Liverpool ma problem. Jasne, PSG w Lidze Mistrzów zawodzi, Napoli również gubiło punkty, generalnie grupa jest wyrównana, ale jednak – jeżeli tracisz punkty z Crveną, to masz problem.

Tego nikt na Anfield nie zakładał, a jednak The Reds od Serbów dostali dość spektakularnie w czapę. Nie jest tak, że Anglicy mieli pecha, ostrzeliwując bramkę, ale zawsze w ostatniej chwili pudłując; wręcz przeciwnie – biorąc pod uwagę choćby pierwszą połowę, to Serbowie byli konkretniejsi.

Bohaterem Milan Pavkov, który popisał się dubletem. Generalnie w pierwszej połowie gospodarze neutralizowali zapędy Liverpoolu, bo i za wielu strzałów ze strony gości nie uświadczyliśmy. No dobrze w 16. minucie, przy bezbramkowym remisie, do pustej bramki nie trafił Sturridge. Może gdyby trafił, ten mecz potoczyłby się inaczej, a tak za tę nieskuteczność liverpoolczycy zapłacili.

Przy okazji nie powiodły się roszady, których dokonał Jurgen Klopp. W porównaniu do ostatniego meczu z Arsenalem, Niemiec postawił na Sturridge’a, Matipa i Lallanę kosztem Firmino, Gomeza i Fabinho. Zmiany wpłynęły na grę Liverpoolu, który nieco obudził się dopiero w drugiej połowie. Wszedł Firmino, wszedł Gomez, ale choć Salah trafił w słupek, a dobrą okazję zmarnował Matip, Liverpool walił głową w mur.

Z jednej strony 72% posiadania piłki, zdecydowana przewaga w strzałach, z drugiej – druga porażka w fazie grupowej Ligi Mistrzów, która mocno skomplikowała sytuację Liverpoolu w grupie. Drugie miejsce, tyle samo punktów co Napoli, oczko przewagi na PSG, dwie kolejki do końca – będzie gorąco, a przecież Anglicy zajmowali pierwsze miejsce przed tą kolejką i mogli wywalczyć sobie pole position.

Sytuacja po tej kolejce wygląda tak. Ostrzymy sobie zęby na kolejne mecze.

Screen Shot 11-07-18 at 12.18 AM

Źródło: Wikipedia

MECZ O ŻYCIE TOTTENHAMU

Tottenham grał dziś o swoje być albo nie być w Lidze Mistrzów. Gdyby ktoś kibicowi Kogutów powiedział, że po trzech kolejkach jego zespół będzie mieć jeden punkt, zapewne czarnowidza by wyśmiał. A jednak – nie udało się wygrać ani z Interem (remis na San Siro wypuszczony w ostatnich sekundach), ani z Barceloną (genialny mecz Messiego), ani nawet z PSV (frajerskie 2:2 po idiotycznej czerwonej kartce Llorisa).

Trzeba więc było spiąć się na maksa u siebie w rewanżu z PSV, ale zamiast koncentracji, Dele Alli nie dojechał na pierwszych kilka minut. A przynajmniej myśli Dele Allego krążyły chyba gdzieś przy wczorajszej partyjce w Fortnite. Wyznaczony do krycia przy rzucie rożnym Luuka De Jonga Anglik zapomniał o swoim zadaniu i sprawił, że przed nim i kolegami wyrosła nowa, jeszcze większa góra do zdobycia.

A jednak się udało. I to mimo tego, że Jeroen Zoet rozegrał prawdopodobnie najlepszy mecz w sezonie i jeden z najlepszych w karierze. Bronił absolutnie wszystko, bronił w sytuacjach nieprawdopodobnych, strzały, dobitki, główki – co się tylko dało. Sposób na niego znalazł dopiero (a jakżeby inaczej) Harry Kane. Najpierw pokonał Zoeta kąśliwym strzałem, kolejnym dowodem na to, że mało kto jak Anglik wie, jakich uderzeń golkiperzy najbardziej nie lubią. Później po jego główce piłka odbiła się od dwóch rywali tak, że powoli bo powoli, ale wtoczyła się do siatki, łamiąc serce doskonałego dziś bramkarza Holendrów.

Wyrok został więc odroczony. Ale by do jego wykonania nie doszło, przede wszystkim trzeba pokonać Inter, spróbować zdobyć Camp Nou, a najlepiej ściskać też kciuki za to, by PSV było w stanie urwać punkty mediolańczykom.

POZAMIATANE W GRUPIE A, REKORD PISZCZKA

Ważne zwycięstwo dla Atletico, dzięki któremu Hiszpanie zrównali się punktami z BVB. Awans obu ekip jest praktycznie pewny, bo drużyny mają odpowiednio pięć punktów przewagi nad Club Brugge i aż osiem nad Monaco.

Atletico zrewanżowało się za klęskę kilka tygodni wcześniej, czyli za 0:4 w Dortmundzie. Mecz zaczął się bardzo ostro, wkrótce sypnęło okazjami. Pierwszą szansę miał Correa, ale pewnie interweniował Burki. Generalnie, Borussia starała się dominować, Atleti ograniczało się do kontr, ale defensywa Niemców była wyjątkowo solidna.

Do czasu. Gola strzelił Saul, przy okazji Borussia straciła pierwszą bramkę w tej edycji Ligi Mistrzów. Piłkę dośrodkował Felipe Luis, a Hiszpan wpadł w pole karne i pewnie wykończył akcję. Drużyna Diego Simeone od tego momentu poczuła krew, rzuciła się na rywali. Świetną okazję miał Partey, możemy wspomnieć o sytuacji Griezmanna. 1:0 do przerwy było najniższym wymiarem kary dla przyjezdnych.

BVB pod koniec spotkania zostało dobite za sprawą Griezmanna. Trzeba oddać Atletico, że założyło dziś BVB kaganiec:  Borussia do 60. minuty nie oddała ani jednego celnego strzału. W końcówce szansę miał Alcacer, ale na tym się skończyło, mimo że BVB z każdą minutą wyglądało coraz lepiej.

Warto wspomnieć, że Łukasz Piszczek rozegrał 44. mecz z w barwach BVB w Lidze Mistrzów, przy okazji wyrównując klubowy rekord należący do Stefana Reutera. Jeszcze jeden mecz i były reprezentant Polski zostanie samodzielnym rekordzistą.

TEDESCO IDZIE ZA CIOSEM

Szkoleniowiec Schalke 04 Domenico Tedesco jeszcze nie tak dawno przeżywał trudny okres. Schalke znalazło się niemal na dnie tabeli Bundesligi, on kibice powoli bo powoli, ale zaczęli tracić do niego zaufanie. Ostatnio nadszedł jednak moment zwrotny – przekonująca wygrana z Hannoverem.

Tedesco wyraźnie rozochocił się tym, co jego zespół zrobił w ostatniej kolejce Bundesligi. Wtedy wystawił zdecydowanie bardziej ofensywny skład niż ten, do jakiego przyzwyczaił w poprzednich meczach, dziś poszedł za ciosem i podobnie wyszedł na Galatasaray. I opłaciło mu się to, bo wygrał, ma osiem punktów w grupie D i jest o maleńki kroczek od wyjścia z niej, a więc dołożenia do nieszczególnie długiego, ale już imponującego CV (wicemistrzostwo Niemiec) kolejnego dużego osiągnięcia.

Schalke zagrało dziś bodaj najładniejszy mecz w całym sezonie 2018/19. Szybko zaczął Burgstaller, wykorzystując kompletne nieporozumienie Aziza z Muslerą. Urugwajski bramkarz nie chcąc wyjechać poza pole karne z piłką w rękach, musiał wypuścić ją pod nogi Austriaka, który w – i tak dość trudnej sytuacji – uderzył z chirurgiczną precyzją i odpowiednią siłą. Pieczętujące wygraną trafienie to zaś bardzo przytomne zagranie ze skrzydła w drugie tempo od Burgstallera do Utha, mającego czas, by rozejrzeć się i przymierzyć tam, gdzie Muslera nie miał szans sięgnąć.

Screen Shot 11-07-18 at 12.40 AM

***

AS Monaco – Club Brugge 0:4
Vanaken 12′, 17′ (k.), Wesley 24′, Vormer 85′

Kamil Glik (Monaco) grał 75 minut.

Crvena Zvezda – Liverpool 2:0
Pavkov 22′, 29′

Atletico Madryt – Borussia Dortmund 2:0
Saul 33′, Griezmann 80′

Łukasz Piszczek (BVB) rozegrał 90 minut.

FC Porto – Lokomotiw Moskwa 4:1
Herrera 2′, Marega 42′, Corona 67′, Otavio 90’+3′ – Farfan 59′

Grzegorz Krychowiak (Lokomotiw) rozegrał 90 minut.

Schalke – Galatasaray 2:0
Burgstaller 4′, Uth 57′

Tottenham – PSV Eindhoven 2:1
Kane 78′, 89′ – De Jong 2′

Inter – FC Barcelona 1:1
Icardi 87′ – Malcom 83′

O meczu pisaliśmy szerzej TUTAJ

Napoli – PSG 1:1
Insigne 63′ – Bernat 45’+2′

Piotr Zieliński (Napoli) rozegrał 20 minut. Arkadiusz Milik (Napoli) cały mecz spędził na ławce.

 O meczu pisaliśmy szerzej TUTAJ

fot. NewsPix.pl

KOMENTARZE (5)