Przemysław Frankowski – najbardziej rozczarowujący piłkarz Jagi?
Weszło

Przemysław Frankowski – najbardziej rozczarowujący piłkarz Jagi?

Dziś Jerzy Brzęczek rozdaje powołania, niewykluczone, że sięgnie po Przemysława Frankowskiego, wiadomo – gdzie jak gdzie, ale na skrzydłach mamy wyjątkową bryndzę. Problem w tym, że Frankowski nie daje zbyt wielu argumentów za tym, by powołanie otrzymać, prawdę mówiąc nie daje żadnych argumentów, bo jeżeli założymy, że reprezentacja Polski powinna być najlepszą drużyną w kraju, no to na powołanie może liczyć zawodnik, który nie tyle nie wyróżnia się w Jagiellonii, co – według not – jest jednym z najsłabszych zawodników, którzy wychodzą regularnie na boisko.

Średnia 4,11 mówi sporo, ale jest jeszcze bardziej druzgocąca, gdy porównamy ją do tego, czym mogą pochwalić się pozostali zawodnicy „Jagi”. Frankowski jest lepszy tylko od Savkovicia i Poletanovicia, który rozegrał zaledwie 123 minuty w lidze. Nie jest tak, że ktoś się na niego uwziął, tylko po prostu „Franek” dołuje w tym sezonie. Zresztą, najlepszym przykładem ostatni mecz ligowy z Legią, gdzie był zdecydowanie najgorszym piłkarzem, gdzie nie zaprezentował żadnych piłkarskich atutów i wreszcie – gdzie zawalił przy wyrównującej bramce Kulenovicia. Konkretnie przy dobitce, gdzie wykazał się wyjątkową dobrocią – po prostu stanął i pozwolił rywalowi na strzelenie wyrównującego gola.

Poza tym – sporo niecelnych podań, tylko 44% wygranych pojedynków, jeden udany zwód, trzy udane odbiory i przede wszystkim najwięcej obok Romanczuka strat w drużynie. Aż dziesięć, ale środkowy pomocnik – w przeciwieństwie do skrzydłowego – nadrabiał to odbiorami.

Wiadomo, mówimy o meczu z Legią, a tydzień wcześniej – z Pogonią – Frankowski zagrał przyzwoicie, strzelił gola. Ale właśnie – noty nie kłamią, brakuje mu regularności. To, że z Pogonią zagrał znośnie, a z Legią fatalnie, to dla niego nie pierwszyzna. Przecież potrafił zaliczyć pozytywny występ w meczu z Górnikiem, ale już tydzień później ze Śląskiem być najsłabszym na boisku.

Przykłady można mnożyć, generalnie trochę boli fakt, że Frankowski stał się piłkarzem jednowymiarowym. Jasne, nigdy przesadnie nie afiszował się ze swoimi piłkarskimi możliwościami, ale pamiętamy chociażby ostatni sezon, w którym odkleił się od linii i stał się piłkarzem trochę bardziej uniwersalnym. Grał sporo po lewej stronie, często schodził do środka, zaskakiwał rywali. A teraz? Mamy wrażenie, że wszystko wróciło do punktu wyjścia – piłka przed siebie, gaz i wrzutka. Tylko że z tymi wrzutkami też są problemy, gdyż jedna asysta w lidze to trochę mało.

Nie zdziwimy się, jeżeli Brzęczek sięgnie po Frankowskiego, ponieważ na skrzydłach zbyt wielu możliwości nie ma, ale przy okazji nie widzimy większych szans na to, żeby skrzydłowy Jagiellonii był na następnym zgrupowaniu kimś więcej niż kolejną osobą do gierek treningowych.

Fot. FotoPyk

KOMENTARZE (3)