„Many many” to nie wszystko. Dlaczego Resovia Rzeszów wyrżnęła o dno ligi?
Inne sporty

„Many many” to nie wszystko. Dlaczego Resovia Rzeszów wyrżnęła o dno ligi?

Według podręczników do geografii największa depresja w naszym kraju to Raczki Elbląskie leżące 1,8 m poniżej poziomu morza. Ale to już chyba nieaktualne patrząc na to, w jaką deprechę wpadli w Rzeszowie. Asseco Resovia, jeden z najbardziej utytułowanych i najbogatszych klubów PlusLigi, zalicza właśnie dół, jakiego nie pamięta od czasu powrotu do siatkarskiej ekstraklasy. Klub, który osiadł na dnie tabeli i zwolnił swojego najbardziej utytułowanego trenera, ma być teraz leczony przez specjalistę z Rumunii. – Jesteśmy już głęboko pod wodą. Musimy w końcu zacząć wydostawać się na powierzchnię – mówi prezes Bartosz Górski.

 ***

Trzeba zacząć się wreszcie trochę pocić za wypłatę

Idę jutro do prezydenta Rzeszowa, może on coś zrobi z tym klubem. Może będzie miał u siebie w ratuszu robotę dla trenera, sprzątanie gówien po gołębiach albo inną

Taczki już czekają za halą. Szkolenie młodzieży jedno z najlepszych w kraju, a młodzi w innych klubach leją swój klub

Jedyne rozsądne wyjście to zajechać autokarem na stację Orlenu, kupić wódę i zapierniczyć pałę

Mniej więcej w takie treści od kilku tygodni wystrojony jest facebookowy profil Asseco Resovii Rzeszów. Oczywiście są też tacy, którzy zachowują spokój, tonują nastroje i wysyłają słowa otuchy, ale generalnie rządzą pretensje, oskarżenia i szydera. Na przykład, że Resovia to niby nie sekcja plażowa, ale jednak „gra piach”. Padały nawet pomysły, żeby drużynę (która dostała dziką kartę) wycofać z organizowanych w Polsce Klubowych Mistrzostw Świata, bo skoro zespół przegrywa z Zawierciem i Katowicami, to co go czeka w starciach z takimi gigantami światowej siatkówki jak włoskie Trentino, czy brazylijska Sada Cruzeiro.

Jeden z bardziej kreatywnych fanów (może Banksy?) przygotował też grafikę przedstawiającą dwóch Spidermanów. Zwolniony właśnie z Resovii trener Andrzej Kowal jest na niej w doborowym towarzystwie.

44998328_903844289809305_8641996828352446464_o

Kowal to dla Rzeszowa trener-symbol. Dał klubowi trzy tytuły mistrza Polski (2012, 2013, 2015) oraz finał Ligi Mistrzów w 2015 r., w którym Resovia przegrana z wielkim Zenitem Kazań. Był nawet wymieniany w gronie kandydatów na trenera reprezentacji. Szkoleniowiec, który prowadził drużynę z Podkarpacia w latach 2011-2017 i po krótkiej przerwie wrócił ratować ją w połowie ubiegłego sezonu, został w tym tygodniu wymieniony na Rumuna Gheorghe Cretu, obecnie trenera reprezentacji Estonii. Kibice są podzieleni: jedni uważają, że już najwyższy czas, drudzy, że można było przetrzymać kryzys, jeszcze inni, że nie wchodzi się dwa razy do tej samej rzeki.

Dariusz Łuka, wiceprezes Stowarzyszenia Sympatyków Piłki Siatkowej „Resovia”: – Nie reprezentuję wszystkich kibiców, dlatego powiem za siebie. W moim odczuciu źle się stało, że trener Kowal w ogóle podjął rękawicę, którą klub rzucił mu rok temu. Niepotrzebnie wchodził na miejsce Roberto Serniottiego, bo przez splot negatywnych zdarzeń i zły początek tego sezonu, szkoleniowiec z wielkimi zasługami odchodzi w takim stylu. No nie tak to wszystko powinno wyglądać. Panu Andrzejowi Kowalowi należy się ukłon i szacunek, bo jest to największy trener, który od nas odchodzi.

Odchodzi zaliczając z klubem najgorszy start sezonu, od kiedy klub po wielu latach banicji wrócił w 2004 r. do najwyższej klasy rozgrywkowej. Zaliczana do grona kandydatów do medali Resovia przegrała na starcie wszystkie cztery mecze kolejno z Wartą Zawiercie, ONICO Warszawa, GKS Katowice i Stocznią Szczecin. Ostatnie miejsce w tabeli, jeden punkt, ledwie trzy wygrane sety.

Władze klubu odcięły się od mediów już po trzecim przegranym meczu. Prezes uznał, że nie będzie rozmawiał, podejrzewam, że chciał ochłonąć. Nawet ostatnie oświadczenie było bardzo lapidarne – dodaje Łuka. – To ciężki okres, frustracja wśród kibiców na Podpromiu jest duża. Ale jesteśmy pełni optymizmu, bo przychodzi nowy trener, a z formą gorzej już przecież być nie może.

22.10.2018 RZESZOW SIATKOWKA PLUSLIGA 2018/2019 MEN VOLLEYBALL POLAND POLISH PLUS LIGA LEAGUE SEASON 2018/2019 MECZ ASSECO RESOVIA RZESZOW - GKS KATOWICE N/Z KIBIC NAPIS KOSZULKA ANDRZEJ KOWAL CZLOWIEK BEZ HONORU NIE DLA KOWALA FOT MACIEJ GOCLON / FOTONEWS / NEWSPIX.PL --- Newspix.pl *** Local Caption *** www.newspix.pl mail us: info@newspix.pl call us: 0048 022 23 22 222 --- Polish Picture Agency by Ringier Axel Springer Poland

***

Tak wygląda dziś obraz klubu, który jeszcze niedawno trząsł PlusLigą. Klubu, do którego wielu graczy przyszłoby na kolanach, bo Rzeszów przez lata był nie tylko gwarancją wysokiego poziomu sportowego, ale też finansowego.

Potęga została zbudowana dzięki Asseco, czołowemu polskiemu producentowi oprogramowania, który finansuje klub od 2006 r. Informacje o wysokości swoich budżetów kluby PlusLigi zostawiają zwykle dla siebie, ale całkiem prawdopodobne jest, że to właśnie Resovia dysponuje najgłębszą kieszenią. Według nieoficjalnych danych podawanych przez Polsat Sport, a więc kanał należący do firmy będącej w dużej mierze żywicielem PlusLigi, klub z Podkarpacia może mieć rocznie do dyspozycji nawet od 14 do 16 mln złotych. Dalej mamy Skrę Bełchatów (10-12 mln), ZAKSĘ Kędzierzyn-Koźle (10-11) i Jastrzębski Węgiel (9-10 mln). Nie dziwi więc, że według tych samych nieoficjalnych danych, w gronie najlepiej opłacanych graczy ligi figuruje m.in. Mateusz Mika, który właśnie po kilku latach wrócił do Rzeszowa.

Co ciekawe, Asseco Resovia jest w finansowym topie nie tylko PlusLigi, ale w ogóle klubów i związków sportowych w Polsce. Takie wnioski płyną przynajmniej z raportu „Rynek sponsoringu 2018” przygotowanego przez firmę Sponsoring Insight. W TOP10 największych organizacji pod względem przychodów ze sprzedaży praw sponsoringowych, Rzeszów znalazł się nie tylko obok wspomnianej już Skry, ale także Legii Warszawa, Lecha Poznań, Zagłębia Lubin, Ekstraklasy, PZPN-u, PKOL-u, PZPS-u oraz PZN-u (w zestawieniu brano pod uwagę łączny wolumen zawartych kontraktów sponsorskich).

Bo portfolio jest imponujące. Klub wspierany jest obecnie przez ponad trzydzieści podmiotów (firmy plus samorządy), a oprócz Asseco są to również chociażby STS, czy Leżajsk. Klub jest sportowym pępkiem Podkarpacia, gdzie zwyczajnie modne jest wykładanie kasy na Resovię. Nic więc dziwnego, że przez lata Rzeszów stać było na ściąganie takich stranieri, jak Marko Ivović, György Grozer, czy Jochen Schöps oraz najlepszych krajanów, takich jak Bartosz Kurek, Krzysztof Ignaczak, Piotr Nowakowski, Fabian Drzyzga, czy Marcin Możdżonek.

Klub był na fali jeszcze do 2016 r., kiedy zdobył wicemistrzostwo. Później było już tylko gorzej. W sezonie 2016/2017 drużyna zajęła rozczarowujące czwarte miejsce, a w ostatniej kampanii jeszcze niższe – szóste. Zaliczając przy okazji bardzo słaby sezon zasadniczy naznaczony aż jedenastoma porażkami.

Adam Góral, właściciel sponsora generalnego, jest zafiksowany na punkcie siatkówki, w przeszłości zdarzało mu się nawet odwiedzać zawodników w szatni, żeby ich zmotywować. O dokładnych przyczynach tamtych i aktualnych niepowodzeń piszemy w dalszej części tekstu, ale wymowne były słowa, które prezes firmy Asseco Poland powiedział przed rokiem w „Przeglądzie Sportowym”: – Miniony sezon był najgorszym z tych ostatnich sześciu lat. Proszę też zwrócić uwagę, że nie ceniliśmy wielu zwycięstw. Przenieśliśmy taką presję na zawodników, że odbierała ona satysfakcję z tego zwycięstwa ze słabszym i sprowadzała rozgrywki do kilku spotkań. To było bardzo niedobre. Nie wiemy, na ile ta przez nas i przez kibiców przeniesiona presja zadziałała negatywnie, a to są tylko ludzie.

Ten komentarz dobrze oddaje, jak wymagające jest rzeszowskie środowisko. Wynika to z dwóch rzeczy. Po pierwsze, z wielkiej tradycji, bo miasto w siatkówce rozkochane jest przynajmniej od lat 70., kiedy Resovia zdobyła aż cztery tytuły mistrzowskie i dawała reprezentacji wielu znakomitych graczy. Po drugie, w regionie nie ma w zasadzie innego klubu sportowego, który mógłby rywalizować z siatkarzami o kibica. 3 tys. karnetów co sezon sprzedaje się na pniu, a w hali zwykle zasiada komplet, czyli 4300 osób. Jak mówią w siedzibie klubu, na trybunach jest więc 4300 ekspertów, bo siatkówka to najważniejszy sport w regionie. A ekspert wymaga.

***

Po dokonaniu roszady na stanowisku trenera, władze klubu przerwały też ciszę medialną. O klubowe zamieszanie zapytaliśmy więc u źródła – prezesa Bartosza Górskiego.

To dla pana najtrudniejszy moment, od kiedy został pan prezesem klubu?
Tak, bo nie przypominam sobie sytuacji, żeby drużyna była na ostatnim miejscu w tabeli. Przed zespołem zawsze były stawiane wysokie cele i historia ostatnich dziesięciu lat pokazuje, że były one często realizowane. Są sukcesy, ale są też smutne chwile związane z porażkami i ten najtrudniejszy okres teraz przyszedł. Nikt z nas nie spodziewał się, że budując taki zespół, będziemy mieć tak ciężki początek rozgrywek. Trener Andrzej Kowal (na zdjęciu – red.) mówił przed sezonem, że to jego autorski projekt. Dostał zawodników takich, jakich chciał i otwarcie przyznawał, że to drużyna zdolna walczyć o medal mistrzostw Polski. Niestety, pierwsze spotkania pokazały, że nie gramy na miarę swojego potencjału. Po trzecim meczu, z Katowicami, usiadłem z trenerem i on bardzo odpowiedzialnie przyznał, że być może drużyna potrzebuje jakiegoś impulsu. Powiedział, że zrozumie ewentualne działania klubu zmierzające do znalezienia nowego trenera. I od tamtego momentu rozpocząłem poszukiwania.

22.10.2018 RZESZOW SIATKOWKA PLUSLIGA 2018/2019 MEN VOLLEYBALL POLAND POLISH PLUS LIGA LEAGUE SEASON 2018/2019 MECZ ASSECO RESOVIA RZESZOW - GKS KATOWICE N/Z ANDRZEJ KOWAL - I TRENER ( HEAD COACH ) RAFAEL REDWITZ FOT MACIEJ GOCLON / FOTONEWS / NEWSPIX.PL --- Newspix.pl *** Local Caption *** www.newspix.pl mail us: info@newspix.pl call us: 0048 022 23 22 222 --- Polish Picture Agency by Ringier Axel Springer Poland

Jak długa była lista?
Braliśmy pod uwagę kilkunastu trenerów. Zdecydowanie byli to szkoleniowcy zagraniczni, polskie nazwiska były tylko dwa. Wybór padł na Gheorghe Cretu. To świetny fachowiec, który doskonale zna naszą ligę i nie musi się jej uczyć. Umowę podpisaliśmy do końca sezonu. Spodobało mi się, że nie żądał od razu dwuletniego kontraktu, tylko uznał, że jeśli jego praca przyniesie spodziewane efekty, to przedłużymy umowę.

Czym pana przekonał?
Zadecydowała bezpośrednia rozmowa, w której trener zapewnił, jak bardzo wierzy w tę drużynę, w jej możliwości. Bo proszę pamiętać, że gdybyśmy oceniali zawodników indywidualnie, to są to mistrzowie świata, mistrzowie Europy, ludzie reprezentujący naprawdę bardzo wysoki poziom. Znalezienie tożsamości tej drużyny, a także zmiana trybu gry, będą więc podstawowymi zadaniami trenera, bo dotychczasowy system po prostu się nie sprawdził. Mam nadzieję, że szybko coś się zmieni, bo jesteśmy już głęboko pod wodą i musimy w końcu zacząć wydostawać się na powierzchnię. Chcemy zacząć odbudowywać zaufanie do naszego klubu już od sobotniego meczu z Będzinem.

Zdarzyło się panu wkroczyć do szatni po ostatnich porażkach?
Wkraczam tam wyłącznie, żeby fizjoterapeuta mnie trochę ponastawiał…. A mówiąc poważnie, staram się tam nie zaglądać, to enklawa zawodników. To miejsce, gdzie siatkarze mają budować ducha drużyny i nie jest rolą prezesa wyważanie drzwi i wbieganie z pretensjami. W Rzeszowie staramy się szukać przyczyn problemów w spokojnej rozmowie, analizie. Chociaż oczywiście rozmawiałem indywidualnie z każdym z zawodników. Starałem się znaleźć przyczynę, dlaczego tak gramy. I zdaniem chłopaków, w szatni nie było żadnych tarć, grupek. Natomiast ta tożsamość gdzieś kruszyła się w momencie wyjścia na boisko i samego grania. I nie było powszechnego przekonania, że jedynym problemem był sposób prowadzenia drużyny przez Andrzeja Kowala. Było kilka innych, powtarzających się czynników, które się na to złożyły. Mam nadzieję, że każdy z graczy też uderzy się w pierś, bo część winy spoczywa oczywiście również na nich.

Często można spotkać się z opinią, że niektórzy zawodnicy po prostu nie wytrzymują dużego ciśnienia, jakie towarzyszy grze w Rzeszowie.
Każdy z nich powinien zdawać sobie sprawę z odpowiedzialności, którą bierze podpisując kontrakt w takim klubie jak Asseco Resovia. Przez lata wydawało się, że ta koszulka wielu zawodnikom mocniej ciąży niż w innych środowiskach i to prawda, bo presja jest tutaj ogromna, wiadomo jakie są oczekiwania. Chociaż absolutnie nie podejrzewam żadnego z nich o brak sportowych ambicji. Oni sami przyznają, że jednym z czynników podpisania z nami kontraktu, była chęć wygrania tytułu. I wierzę, że jesteśmy w stanie wspólnie to osiągnąć.

***

Trudno jednak tłumaczyć fatalny początek sezonu wyłącznie dużym ciśnieniem ze strony trybun i sponsorów. Tak samo niesprawiedliwe byłoby również obwinianie za całe zło wyłącznie Andrzej Kowala, nawet jeśli ten w ostatnim czasie ewidentnie się pogubił. Problemy Resovii nie zaczęły się bowiem wraz z początkiem sezonu. Ropień, który właśnie pękł, rósł co najmniej od dwóch lat.

Andrzej Grzyb, menadżer siatkarski mieszkający na co dzień w Rzeszowie, przypomina, że budowa drużyny polega na określonej strukturze. I wylicza na palcach kolejno: budżet, cel, dyrektor sportowy, trener, dobór sztabu, konstrukcja drużyny, budowa zespołu, organizacja. – W Resovii bardzo dobrze funkcjonuje budżet i organizacja klubu. Cel jest mierzony budżetem. Niestety, pozostałe elementy struktury zupełnie się pomieszały – mówi Weszło.

Przede wszystkim, rok po roku powtarza się sytuacja wymiany dużej liczby zawodników. Kolejny raz drzwi budynku klubowego wręcz się nie zamykają. Przed tym sezonem Rzeszów opuściło aż siedmiu graczy: Jochen Schöps, Lukáš Ticháček, Aleksander Śliwka, Dominik Depowski, Michał Kędzierski, Paweł Rusek i Elviss Krastins. W ich miejsce sprowadzono ósemkę: Rafał Buszek, Mateusz Mika, Rafael Redwitz (powroty), Damian Schulz, Nicolas Szerszeń, Luke Perry, David Smith i Kawika Shoji (dwaj ostatni, Amerykanie, to brązowi medaliści tegorocznych MŚ). Na papierze maluje się nam bardzo mocna paka, która po prostu ma obowiązek bicia się o ligową czwórkę, ale… papier przyjmie wszystko.

22.10.2018 RZESZOW SIATKOWKA PLUSLIGA 2018/2019 MEN VOLLEYBALL POLAND POLISH PLUS LIGA LEAGUE SEASON 2018/2019 MECZ ASSECO RESOVIA RZESZOW - GKS KATOWICE N/Z MATEUSZ MASLOWSKI DAMIAN SCHULZ MARCIN MOZDZONEK SMUTEK PORAZKA PRZEGRANA EMOCJE FOT MACIEJ GOCLON / FOTONEWS / NEWSPIX.PL --- Newspix.pl *** Local Caption *** www.newspix.pl mail us: info@newspix.pl call us: 0048 022 23 22 222 --- Polish Picture Agency by Ringier Axel Springer Poland

Obecna Resovia nie ma kręgosłupa, drużyna każdy z czterech dotychczasowych meczów rozpoczynała innym składem (jedynymi, którzy za każdym razem znaleźli się w „podstawie” byli jedynie Możdżonek i Mika). Nie ma na kim oprzeć gry, czego dowodem jest przykry fakt, że na cztery mecze tylko jeden zawodnik raz przekroczył granicę 20 pkt. Na starcie sezonu drużyna sprawia wrażenie, jakby się nie znała.

W klubie, który zatrudnia wielu reprezentantów różnych krajów, jasne jest, że spotkają się oni tuż przed ligą i na dużym zmęczeniu. A nie ma możliwości zgrania się w ciągu kilku dni – mówi rzeszowianin Andrzej Grzyb upierając się, że powodem zamieszania jest m.in. brak dyrektora sportowego. Człowieka, który ma wieloletni plan na prowadzenie zespołu, wybiera zawodników, sztab, a po sezonie dokonuje korekt w drużynie. – Dyrektor sportowy powinien w swoim wieloletnim planie dbać o utrzymanie konstrukcji drużyny. Wtedy, nawet jeśli zawodnicy zjadą dwa tygodnie przed ligą, to już znają się z poprzednich sezonów i ze zgraniem nie będzie problemu. Doskonałymi przykładami są tutaj Skra i ZAKSA – tak się buduje zespoły. A w Rzeszowie mamy galimatias.

Chociaż w tym miejscu należy podkreślić, że ten problem dotyczy większości klubów PlusLigi. Stanowisko dyrektora sportowego najczęściej nie jest u nas obsadzane.

Kolejną bolączką Resovii jest dobór sztabu. Za dużo przyjaźni, tradycji, za mało żelaznej konsekwencji. Mecz z GKS Katowice był przykładem braku dobrego przygotowania fizycznego. Akurat tak się stało, że w tym meczu „wypunktował” ich zresztą w tym elemencie były trener Resovii Andrzej Zahorski. Do tego fatalna analiza gry: aż prosi się, żeby powiedzieć: Mieszko Gogol wróć – dodaje Grzyb. – Wydaje się też, że kolejnym błędem była kalkulacja liczby obcokrajowców. M.in zablokowano pozycję rozgrywającego, mając w zanadrzu polskich wychowanków, wcale nie gorszych sportowo. Zatrzymano też nie wiedzieć po co aż pięciu środkowych i wprowadzono grę na dwóch libero, co nie daje szans żadnemu z nich zgrać się z drużyną. To przykłady braku konstrukcji zespołu.

No i charakter. Gołym okiem widać, że w Asseco Resovii nie ma dzisiaj za wielu zawodników, którzy krzykną i pociągną innych za sobą. Kto wie, czy odpowiedzą na pytanie, dlaczego drużyna jest tak ugrzeczniona, nie jest tweet, jaki po pierwszej kolejce sezonu opublikował na swoim koncie prezes Bartosz Górski. Była to strona z napisanej przez niego książki, a na niej zdanie, które miało też odnosić się do aktualnych wydarzeń: „Chłopaki czują się wystarczająco podle po porażkach, zwłaszcza tych bolesnych, a krzyki w szatni (przynajmniej w Rzeszowie) nie pomagają”.

***

Co teraz?

Gheorghe Cretu, który w przeszłości prowadził w Polsce Indykpol AZS Olsztyn i Cuprum Lubin, a za granicą m.in. rosyjski Biełgorod, ma na pewno dużo do sprzątania. Kibice w Rzeszowie mówią o nim z nadzieją (bo przecież „gorzej już być nie może”), ale też nie oczekują, że w kilka tygodni dokona cudu. Dlatego wśród kibiców i działaczy słychać przede wszystkim, że w tym depresyjnym czasie liczy się tylko najbliższy, sobotni mecz z Będzinem.

Dariusz Łuka, wiceprezes stowarzyszenia kibiców „Resovia” wierzy jednak, że choróbsko minie: – Od kilku sezonów mamy huśtawkę formy, ale pamiętam czasy, kiedy w 2004 r. wracaliśmy do ligi. Też borykaliśmy się z problemami, też przegrywaliśmy z potencjalnie słabszymi przeciwnikami. Ale minęło kilka lat i proszę, byliśmy trzykrotnie mistrzami Polski.

RAFAŁ BIEŃKOWSKI

Fot. newspix.pl

KOMENTARZE (3)